Król Lew PBF
Spacer w świetle księżyca - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Spacer w świetle księżyca (/showthread.php?tid=1019)



Spacer w świetle księżyca - Inés - 03-06-2014

Godzina, dwie? Ile czasu potrzeba, by odnaleźć samotność? Siebie w ciszy niezmąconej, odpoczynek, spokój...
Stop.
Czy tego nie miała pod dostatkiem przez całe lata swego życia? Czy nie od tego wiecznie uciekała na nieskazitelnie białych łapach, niosących równie nieznośnie czyste ciało? Czy wreszcie nie po to powołała do życia stado i mianowała się jego kapłanką, by zostać docenioną przez sobie podobnych...?
Widać nie.
Osunęła się na ziemię. Ciężki, charczący dźwięk wydobywał się z jasnego pyska z każdym oddechem. Szeroko rozwarte błękity ślepi mierzyły horyzont, na którym widniał zarys Złotej Skały. Tu, na Księżycowej Polanie, była zupełnie sama. Bezbronna. Tak blisko jedynego domu, a jednocześnie tak daleko. Wysunęła łapę w przód. Nie sięgnie.
Położyła łeb na drugiej, podkulonej kończynie. Niewiele widziała zza zasłony włosów, tego zbędnego dodatku, niespotykanego u niemal żadnej innej przedstawicielki swego gatunku.
Pomimo później pory, ciemność nie ogarniała całej polany. Księżyc dumnie dzielił się blaskiem, w którym skąpana była jego najwierniejsza wyznawczyni, teraz bezwiednie wpatrzona w Jego tarczę.


RE: Spacer w świetle księżyca - Shaka - 30-07-2014

Nie sądził, że natknie się na kogokolwiek podczas swojego wieczornego spaceru. Ostatnio coraz częściej organizował sobie podobne przechadzki, odsypiając nieprzespaną noc w jasny dzień, spędzając ją z dala od reszty towarzystwa.
Lubił te swoje samotne wędrówki, tym bardziej, że jakoś nigdy nie był duszą towarzystwa. A tak to tylko towarzyszył mu jedynie szum liści oraz, jeśli noc była podobna dzisiejszej, Księżyc. A ów Księżyc teraz był niezwykle wielki i jasny, na niebie nie było żadnej chmurki, a Wielkiemu Srebrnemu Globowi towarzyszyło na dodatek miliard mniejszych światełek, uwieszonych trwale na niebie. Jedynie podczas tych z pozoru głuchych, pozbawionych dziennej witalności nocy czuł taki wewnętrzny spokój, zupełnie opuszczały go wszelkie troski.
Kiedy Shaka szedł powoli przez Polanę, wpatrzony w Srebrnego Satelitę Ziemi, a jego śnieżnobiała grzywa odbijała silnie jego promienie, przez co musiał się stać się całkiem ładnie widoczny z daleka, w jednej chwili zatrzymał się, gdy poczuł, że wcale nie jest tu sam, jak początkowo twierdził. Spuścił nieco wzrok, bez problemu dostrzegając Ines, której równie jasne ubarwienie, co jego grzywy, nie pomagało jej w ukryciu się podczas tak jasnych nocy, co ta.
Zaślepiony jej pięknem, tym bardziej uwidocznionym światłem Księżyca, dopiero po chwili spostrzegł, że z podziwu aż opadła mu szczęka. Natychmiast odwrócił wzrok od Kapłanki, gorączkowo zastanawiając się, jak powinien się w tej sytuacji zachować.
Czy powinien do niej w ogóle podchodzić? Nie wyglądała raczej, jakby oczekiwała jakiegokolwiek towarzystwa. Ale z drugiej strony jeśli do niej nie podejdzie i sobie stąd pójdzie, ona go zapewne zauważy i raczej za dobrze sobie o nim nie pomyśli. Albo będzie mu wdzięczna, że postanowił jej nie zawracać głowy.
A końcu jednak zdecydował się jakoś przełamać i spotkać z Błękitnooką. Ruszył zatem powoli w jej stronę, starając się nie patrzeć wprost na nią, co w jego przypadku było dosyć trudnym zadaniem. Po drodze zdał sobie sprawę, że nie wie, w jaki sposób powinien się z nią przywitać. Czy Srebrni w ogóle mieli jakieś ustalone powitanie? Z tego, co do tej pory zauważył, każdy sobie wymyślał własne. Może coś się jednak zmieniło? Zacisnął wargi, a jego serce zaczęło mocniej bić. Czy tylko on ma takie głupie problemy?
- Witaj, Najwyższa Kapłanko. - palnął, starając się przywdziać lekki uśmiech, co mu nawet nieźle wyszło, przy czym skłonił z gracją łeb, aby pokazać szacunek do wyższej rangą lwicy.


RE: Spacer w świetle księżyca - Inés - 22-08-2014

Zastrzygła uchem i raptownie uniosła łeb. Ktoś się zbliżał. Prawdopodobnie członek jej stada, bo zapachem nie wyróżniał się zanadto od jej współplemieńców. Z trudem wyprostowała łapy i podniosła się z miejsca, uważnie lustrując przybysza. Błękitne spojrzenie nie wyrażało absolutnie niczego. Lwica uczyniła krok w stronę samca, a gdy ten się odezwał, ona cofnęła się, niby spłoszona zwierzyna.
- Witaj... - odrzekła cichym, drżącym głosem.
Zmarszczyła brwi w zastanowieniu. Spojrzała w bok, gdzie nie znajdowało się nic poza źdźbłami traw, delikatnie poruszanymi przez wiatr.
- Pamiętam twój głos i jasną grzywę, lecz imienia nie pomnę. Wybacz.
Skuliła uszy, ponownie kierując wzrok na brązowego. Jego miano, tak, raz je słyszała, przy przyjmowaniu do stada... Wiele wody upłynęło, wiele razy Księżyc pojawił się i z powrotem znikał, tak więc nic w tym zaskakującego, że Ines zdążyła zapomnieć, jak niegdyś przedstawił jej się ten oto jegomość. Prawdopodobnie tamtego dnia poznała także inne osoby, a każda z nich nosiła inne imię... Jednak, jako przywódczyni, powinna pamiętać imiona członków swego stada, dlatego odczuwała teraz swego rodzaju wstyd.
Uniosła łeb nieco wyżej. Grzywka nie pozwalała na dostrzeżenie więcej niż jednego z jej ślepi.
Usiadła. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że on się uśmiechnął. Spróbowała odwzajemnić ten gest, lecz była zbyt zakłopotana i niespokojna, by osiągnąć zamierzony efekt.


RE: Spacer w świetle księżyca - Shaka - 22-08-2014

Widząc jej zachowanie, speszył się nieco, nie miał pojęcia, co takiego zrobił źle. Starał się w końcu być najbardziej uprzejmy, jak się tylko dało. Może jednak w jakiś sposób ją uraził? Może jednak woli być sama, nie chce jego obecności tutaj? W oczach lwa pojawił się przez chwilę cień smutku, który jednak szybko postarał się zamaskować.
- Shaka. I to żaden kłopot. Rozumiem, masz wiele rzeczy na głowie, nikt nie dałby rady tego wszystkiego spamiętać. Wątpię, aby ktokolwiek inny dał radę w ogóle udźwignąć tak wielki ciężar. - powiedział, zanim zdołał ugryźć się w język. Nawet nie spostrzegł się, kiedy zaczął prawić jej komplementy, a wcale tego nie zamierzał. Samo poleciało. Miał jednak nadzieję, że nie Biała nie odbierze tego źle, bo tego zdecydowanie nie chciał. On naprawdę był pod wrażeniem tego, jak znosi te wszystkie rzeczy. Zawsze podziwiał pod tym względem władców. Przecież jego ojciec również był przywódcą, to dlatego miał tak mało czasu dla siebie i rodziny. Idzie zwariować.


RE: Spacer w świetle księżyca - Inés - 22-08-2014

Shaka. Rzeczywiście, tak się nazywał. Tak je się przedstawił. Kiedyś.
- Tak... - przyznała i na tym skończyła się jej elokwencja.
Zastygła z otwartym pyskiem, który zaraz zamknęła. Rozejrzała się na boki, starając się zachować spokój. Co ma teraz mówić? Może nic? Nie, powinna coś powiedzieć. Coś... Normalnego. Słowa. Tak.
- Dziękuję. - Olśniło ją. - Lecz wiele osób dokonywało tego przede mną, wiele czyni to teraz i będzie czynić w przyszłości.
Znów zamilkła, choć teraz na krócej.
- Jak ci się żyje... W stadzie? Rzadko cię widuję - uznała.
Nie był to zarzut, bynajmniej. Jedynie suche stwierdzenie faktu, nic poza tym, acz prawdą jest, że mogło się to wydawać nieco podejrzane. Kapłanka stosunkowo często przemierza swe ziemie wzdłuż i wszerz, a dopiero po raz drugi udało jej się natrafić na bialogrzywego. Cudownie się mijali, czy też może Shaka nie stronił od urządzania sobie wycieczek na tereny wolne lub, o zgrozo, miejsca zamieszkania obcych stad? Nie, żeby było to w jakikolwiek sposób zabronione, jednak, zdaniem Ines, żywot włóczęgi nie przystoi Srebrnemu.


RE: Spacer w świetle księżyca - Shaka - 25-08-2014

Przyglądał się jej z zaciekawieniem. Ze zdziwieniem stwierdził, że była zakłopotana. Ale dlaczego? Przecież nie musi być, nikt jej przecież nie ocenia. Ona w końcu, jako przywódczyni jest od tego. Zawsze przywódcy od tego byli. Ale jej przecież tego nie powie, wprawi ją w jeszcze większe zakłopotanie. Dlatego też oderwał od niej wzrok, aby nie poczuła się przez niego jeszcze gorzej. Za to on sam zwrócił wzrok na Księżyc, przyglądając mu się przez chwilę w milczeniu.
- Rzeczywiście masz rację, Kapłanko, chociaż ja sam znałem parę osób, które obejmowały tak ważne stanowisko, jednak nie podołały temu zbyt dobrze. - powiedział jeszcze, cichym, ciężkim głosem, nie odrywając wzroku od Srebrnego Globu. Miał tu głównie na myśli samego siebie, jak i własnego ojca, któremu na początku szło świetnie, coś później jednak się w nim złamało.
Przeniósł swój wzrok na Ines dopiero wtedy, gdy ta wypowiedziała następne słowa. Co ma niby jej powiedzieć? W sumie taka była prawda, że przez długi czas nie pojawiał się na terenach Srebrnych, kiedy to poszukiwał swojego brata. Później co prawda robił to znacznie częściej, jednak unikał wówczas towarzystwa. Kilka razy nawet widział Kapłankę, jednak nie czuł się na siłach, aby pokazać jej się na oczy. Dlaczego więc teraz się na to zdecydował? Za nic sam nie mógł tego odgadnąć.
- Rzeczywiście długi czas mnie nie było, szukałem brata, co zajęło mi go trochę. Muszę też przyznać, że dosyć ciężko mi jest przekonać się do większej liczby osób, jako że sam spędziłem większość swojego życia samotnie, potrzebowałem trochę czasu dla siebie, jednak zaczynam się już coraz lepiej czuć w stadzie. Chociaż zdaje mi się, że widzę coraz więcej nowych pysków. - powiedział w końcu, chcąc odnieść się do tego, że ostatnio mało kiedy spotykał poznane już wcześniej osoby. Jego brat znów gdzieś zniknął, chociaż teraz był o niego spokojny, jako że nie był już chory. Dawno też nie widział chociażby Arhama.