Król Lew PBF
[R] Jeden - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: [R] Jeden (/showthread.php?tid=1086)



[R] Jeden - Maya - 01-09-2014

Była już późna noc, gdy Maya dotarła znów na swoje miejsce. Niegdyś omijała je szerokim łukiem, zajęta patrolowaniem ziem, bezustannymi treningami, czy to w pełnym słońcu, czy to w nocy. Przywitał ją teraz księżyc, do tego niechętnie - nie wychylił się spoza ciężkich chmur. Przez kilka chwil szła w deszczu, jednak nawet on nie był w stanie obudzić zmorzonej snem Naemy. Niosła bezwładnie śpiące lwiątko w pysku, idąc w stronę pierwszego miejsca, w którym miała nadzieję na odrobinę samotności. Przywitało ją martwe drzewko, niegdyś dumnie rosnące w pojedynkę na przekór słońcu i burzy. Teraz nie miało już liści, podmuchy zmieniających się wiatrów świszczały jedynie pośród nagich gałęzi. Nie bez smutku Maya położyła się na ziemi, pod drzewkiem, kładąc Naemę obok siebie. Zrezygnowana wypuściła powietrze z płuc, przytulając do siebie małą, ciepłą kulkę.
Była przygnębiona po ostatniej rozmowie z Ragnarem. Była nią zmęczona, samo wspomnienie tamtego kluczenia wokół pytań, podtekstów i ukrytych wiadomości było o wiele bardziej męczące od wszystkiego, czemu do tej pory stawiała w życiu czoła. Nie potrafiła się teraz nawet cieszyć z tego, że chyba jej się udało - że Ragnar ciągle o niczym nie wie. To był największy spośród wszystkich plusów, które zapamiętała z ostatnich wydarzeń.
Mimo wszystko, cała gra, którą musiała toczyć o nakrapiane futro tej małej niedorajdy jedynie uwydatniła, jak strasznie sama była z tym, co ją spotykało. Po całym tym zamieszaniu z Akirą, po odkryciu zdrady i po ciężkiej rozmowie z Kahawianem czuła się faktycznie, głęboko samotna - po raz pierwszy od dawna.
Liznęła więc tylko kilkukrotnie małą po łebku, po czym sama złożyła łeb na korzeniu, obok niej. Nie mogła jednak spać. Nie mogła przestać o tym wszystkim myśleć, zastanawiać się, czy w ogóle będzie dobrze, czy też nie.


RE: [R] Jeden - Nahuel - 01-09-2014

Oczywiście, że będzie dobrze. Dlaczego miałoby nie być? Po suszy spadał deszcz, po zabójstwie pojawiał się posiłek, lwiątka dorastały, z chorób się zdrowiało, rany się zabliźniały, męki kończyły się śmiercią - w tym kontekście rozumianą jako wyzwolenie. A po ulewie nadchodziło słońce. Nawet początkowo nieśmiałe, schowane jeszcze uroczo za parawanem coraz jaśniejszych chmur, w końcu nabierało odwagi i zaglądało z powrotem do świata, przywitać się z nim po okresie nieobecności.
Coś o tym wiedziała.
Ale najwyraźniej potrzebowała przypomnienia.

- Maya?
Znajome szturchnięcie czarnego nosa musiało zwieńczyć drogę, jaką Nahuel przebył od podnóża tego niewielkiego wzniesienia do płowej lwicy. Czy tak pogrążyła się w myślach, by go nie zauważyć, czy postanowiła wyświadczyć mu przysługę i dać się zaskoczyć - nie wiedział; wątpił, by rzeczywiście udało mu się ją podejść. Kiedyś byłby tego pewien, a później poznał ją tak naprawdę.
Zmienił się o tyle, że dawniej paprzące się rany dziś wyglądały prawie jak stare. Grube blizny przecinały kręgosłup lamparta, a brak futra, który mógłby je pokrywać, nie pozwalał udawać, że się ich nie dostrzega. Na przekór wszystkiego Nahuel nosił je z dumą, tak jakby kolejny ślad porażki był czymś, co ukształtowało go życiowo i przypominało o drodze, jaką przebył. Zresztą kto wie, czy nie była to prawda.
- Tej małej nie znam, chcesz mi o czymś opowiedzieć?
Przysiadł koło niej jak gdyby nigdy nic, jakby to, że nie widywała go przez ostatnie tygodnie, było rzeczą najnormalniejszą na świecie. Samica, która chciałaby wychowywać jego młode, musiałaby być piekielnie samodzielna i doceniać wszelkie uroki świętego spokoju, gdyby miał ją tak traktować na co dzień.
Starym zwyczajem nachylił się nad nieznaną mu lwiczką, żeby ująć całą drobną sylwetkę spojrzeniem niebieskich oczu. Nie zmienił się, mimo tych blizn. Nie postarzał. Nie spoważniał.
- Ładna, ale niepodobna, ukradłaś?


RE: [R] Jeden - Maya - 01-09-2014

Czujność Mai faktycznie była uśpiona, w przeciwieństwie do niej samej - nie zwracała teraz w ogóle uwagi na swoje otoczenie, wpatrując się ślepo w jeden punkt. Zareagowała dopiero na swoje imię. Szybko odwróciła łeb, znalazłszy spojrzeniem właśnie tego jednego kogoś, którego tak strasznie jej brakowało. Naema straciła na chwilę obejmującą ją łapę, kiedy Maya zerwała się z ziemi z ciepłym ogienkiem w ślepiach.
- Nahuel! - Niemal staranowała go swoim ciężarem. Gubiąc oddech z dziwnej, nieopisanej radości przylgnęła do niego, ocierając się o niego łbem, karkiem, grzbietem, spychając go wręcz na bok. Na moment zarzuciła mu łapę na szyję, mocno przytulając go do siebie, jakby zapominając zupełnie o swojej godności i stylu bycia. Przez ładnych kilka chwil skakała praktycznie wokół niego, rozentuzjazmowana spotkaniem, aż w końcu zaczęła powracać do niej normalność. Siedziała jednak blisko Nahuela, uszczęśliwiona jego obecnością ponad miarę. Chociaż nigdy by się do tego nie przyznała, tęskniła za nim, zwłaszcza teraz, gdy w stadzie działy się takie cyrki. - Wiedziałam, że pasożytów ciężko się pozbyć. - Uśmiechnęła się, po czym raz jeszcze przylepiła się do niego łbem. Jego powrót był chyba największą niespodzianką, jaką dostała na tych ziemiach: ale też w najbardziej potrzebnym momencie. Nahuel był jednak w tym wszystkim tak strasznie sobą, że w końcu wydobył to i z samej Mai.
- Jesteś idiotą - z ochotą wyjawiła lampartowi. Kiedy pociągnął swoją myśl dalej, trąciła go mocniej łbem - największym idiotą, jakiego znam. To przybłęda, Naema. Zaopiekowałam się nią jakiś czas temu. - Wyjaśniła pokrótce, po czym znów szturchnęła go nosem, a jej spojrzenie niechybnie trafiło na potężne blizny na jego grzbiecie. Spojrzała na niego pytająco. - Słuchaj, bo nie mam zamiaru powtarzać, a jeżeli to komuś powtórzysz, to i tak wszystkiemu zaprzeczę i ci uszy pourywam - powiedziała ciszej - wszystko w porządku?


RE: [R] Jeden - Nahuel - 01-09-2014

Rozpromienił się cały, mimo tego, że musiał napiąć mięśnie krępego ciała i nie dać się ruszyć z miejsca. A robiła wszystko, żeby mu to zadanie utrudnić, bezczelnie wykorzystując przewagę masy i zasięgu. Te współczesne samice nie miały za grosz szacunku, kto to widział w ogóle!
- Gorzej niż wszy i pchły, obiecuję!
Zdaje się, że czymś podobnym żegnał się z nią, kiedy jeszcze nie mieli wspólnych doświadczeń, z sadystyczną przyjemnością obiecując jej, że to nie koniec ich znajomości, czy jej się to podoba, czy nie. Nahuel dotrzymywał słowa, bo nie dawał go wtedy, kiedy nie było mu to na łapę. Dręczenie Mayi było. A odkąd zrozumiała, co kryje się za maską kpiącego błazenka, stało się czymś więcej niż łatwą przyjemnością.
- To bardzo ci zazdroszczę życia, że nie znasz głupców, złota lwico. Żeby tak prawdziwe perły nazywać idiotami... - Pokręcił łbem, mrużąc leniwie ślepia. Błąkający się po czarnych wargach uśmiech dopełniał obrazu, zwłaszcza wtedy, gdy z godnością schylił się jeszcze raz nad Naemą. Nie robiło mu żadnej różnicy to, że spała. - Witaj, Naemo. Nazywam się Nahuel, cieszę się, że mogłem cię poznać. Współczuję, że trafiłaś akurat w te łapy, ale jak będziesz potrzebowała pomocy, to zawsze ci jej udzielę.
Potem wyprostował się, dumnie wypinając pierś. Maya pytająca, czy wszystko z nim w porządku? Ha! Musiał wyglądać jak mokry sęp, skoro zadała aż taki cios w całą jego próżność!
- Wszystkim powtórzę, że robisz się na starość ślepa i miękka, i nie zdążysz mnie dogonić. Oczywiście, że w porządku. Jeśli coś jest nie w porządku, to zamknąłem na to uszy i nic nie wiem, bo miałem ochotę mieć dobry nastrój ostatnio. - Dla odmiany. - To ślad po lwicy. Młodej, białej, niewinnej... Sama wiesz, jak to jest. Na wieczną pamiątkę naszej znajomości.
Lepszy ślad niż obce lwiątko, co? Ciemnoturkusowe spojrzenie potrafiło być jednocześnie figlarne i niewinne. Cokolwiek sobie pomyślałaś, Maya - to Twój spaczony umysł, nie mój!


RE: [R] Jeden - Maya - 01-09-2014

Rozpamiętywane przez samicę słowa ciążyły jej na głowie jak ołów. Intrygi, których była świadkiem, plany zdrady, których wysłuchiwała, wszystko to odcisnęło na niej swoje piętno. Mogła zatrzymać je dla siebie samej, nosić w duchu jak następną ukrytą bliznę, nie mówiąc o niej nikomu, jak o wielu innych rzeczach. Ciężki był bagaż samotniczki, dlatego ciężko było też doszukiwać się czegoś dziwnego w tym, że tak długo zajęło jej przypomnienie sobie tego, jak strasznie Nahuel potrafił być irytujący.
Stęskniła się za tym. Przynajmniej on jeden pozostał sobą, tym samym wkurzającym żołnierzem z przypadku, marnującym tak wiele swojego - i innych czasu - że zawsze miał gotową odzywkę na każdą wypowiedź, jakby nie miał nic innego w życiu do zrobienia, jak obmyślanie takich scenariuszy. Jeszcze rok wcześniej nigdy nie sądziła, że wymieni z jakimkolwiek lampartem nawet słowo inne od wielkiej czwórki: "zejdź mi z oczu". A tymczasem siedziała teraz, szczęśliwa jak dziecko z powrotu szkodnika, pasożyta i złodzieja - w tym wszystkim prawdziwego, szczerego przyjaciela, którego poznała w faktycznej biedzie.
Przypomniała mu o niej trzepnąwszy go solidnie łapą w ucho.
- Uważaj, żebym ja nie zostawiła swojej. - Zagroziła mu, po czym całą sobą tak strasznie zaprzeczyła swoim słowom. Zarzuciła mu łapy na szyję i przytuliła go do siebie raz jeszcze, jakby mówiąc: tak się cieszę, że cię widzę.
Zwykle nie miał co liczyć na tak ciepłe powitania, jednak ostatnimi czasy takich wyjątkowych zachowań z jej strony było jedynie coraz więcej. Za każdą złośliwością Mai kryła się jednak ciepła, silna więź, którą sobie zaskarbił, poznawszy ją naprawdę w najczarniejszej godzinie, gdzie obaj byli pozostawieni na przekór wszystkiemu. Z tym, że coś zdążyło się od tego czasu zmienić. Pamiętał przecież, jaka była wtedy. A teraz? Ledwie zostawiła go w spokoju, a jej spojrzenie zaczęło nerwowo błądzić po okolicy, to z jednej, to z drugiej strony, czasem zatrzymując się na śpiącej Naemie - jakby coś miało czyhać na bezpieczeństwo małej. Czuwała nad jej snem stanowczo uważniej, niż kilka chwil temu - może aż zbyt uważnie. Tylko momentami zatrzymywała się spojrzeniem na swoim cętkowanym towarzyszu.


RE: [R] Jeden - Nahuel - 02-09-2014

- Już zostawiłaś, tylko dyskretniejszą - przypomniał, podnosząc łapę i pokazując lekko rozcięty opuszek. Ta z kolekcji jego blizn była faktycznie najmniejsza i zrosła się bodaj najszybciej, a pochodziła z rozciętego pnia, na który zepchnęła go przerażona Maya. Niechcący i nie mogła tego przewidzieć, więc nie chował urazy. Ona też pewnie zarobiła swoje, gdy to jemu omsknęły się łapy i strącił ją na kamieniste dno płytkiej niecki, ale w pajęczynowej siateczce starych rozcięć i zranień nie byłby w stanie wybrać tej nici, która była jego dziełem. Ha, przynajmniej żadna jej blizna nie była taka imponująca jak te jego na grzbiecie. Postanowił, że musi stworzyć wyjątkowo przekonującą historię o ataku krokodyla.
Tymczasem uwalił się na ziemi wygodnie, splatając przednie łapy po tym, jak tylne wywalił zupełnie bez klasy i elegancji. Ot, z przodu dystyngowany dziedzic lamparciego rodu, z tyłu samiec, który odwalił już dniówkę przyzwoitego zachowania. Dwa w jednym. Jak cały Nahuel, od urodzenia.
- Przeszkodziłem ci w jakiejś schadzce, bura lwico?
Zagaił leniwie, bo zaczynał mu się udzielać jej nastrój. To rozglądanie się na lewo i prawo, popatrywanie szczególnie na Naemę... Wreszcie wyjątkowa czułość, do której okazywania wobec swojej osoby oczywiście przywykł, ale może niekoniecznie od niej. Zwęszył powietrze. Nie, rui nie miała... Aha. Już miał pomysł.
- A, już wszystko wiem, nie musisz mi mówić. Myślę, że wychowasz ją na wspaniałą starszą siostrę.
Ciemnoturkusowe ślepia nie zmrużyły się z dystansem dlatego, że potrzebował dobrego wejrzenia na własną cętkowaną łapę, którą zaczął myć. Ze szczególnym uwzględnieniem traw między opuszkami i jedną zadartą łuską, która zaczęła mu przed chwilą przeszkadzać. Z pazurem w gębie wyglądał tyleż mało inteligentnie, co niegroźnie, szczególnie wtedy, gdy próbował jednocześnie użyć kła i nie odgryźć sobie palca. Czynność ta zdawała się go pochłaniać całkowicie, jakby odpowiedź na powyższe stwierdzenie była dla niego równie ważna, jak to, którą wargę antylopa podwija najpierw.
Ale przecież wiedziała lepiej, prawda? No dalej, Maya, zaprzecz - prychnij z pogardą i wyjaśnij, dlaczego się mylę, bardzo ci będę wdzięczny.


RE: [R] Jeden - Maya - 03-09-2014

Od pierwszej euforii minęło już kilka chwil, a zatopiona w czasie w końcu przeobraziła się w "zwykłą" radość, która przestała już dyktować jej zachowanie. Cieszyła się z powrotu przyjaciela całą sobą, na wszelki wypadek, jakby tego nie zauważył, ale miły moment powoli dobiegał końca. Biegiem powróciły do niej obawy, pamiątka ostatnich spotkań z Ragnarem i decyzji, które podejmowała, a które później nękały ją niczym widmo. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że słowu samca - raz pełnemu przekonania, raz jadu - nie powinna była ufać. Naema nie była tutaj bezpieczna, zwłaszcza, jeśli to bezpieczeństwo sprowadzało się jedynie do tolerancji i niczego więcej. To dlatego rozglądała się tak uważnie po okolicy, bojąc się złych oczu i wścibskich uszu.
Całe szczęście, że miała w tym wszystkim przyjaciela, że do rany przyłóż. Jakby go uprzednio wymiąć, wymiętolić, pognieść i wykręcić.
- Ci dam schadzkę - wypaliła jedwabiście czystym głosem, w którym było jeszcze trochę rozbawienia.
Zauważywszy jego nowy wyraz pyska jakby na moment straciła rezon. Jego podejrzenia co do własnych planów zdecydowała się zbyć milczeniem. - Po prostu nie chcę, żeby ktokolwiek mnie tu znalazł, a zwłaszcza Ragnar. Naema musi odpocząć, a on raczej nie był jej przychylny.
To był jedynie wierzchołek góry lodowej - te spojrzenia ciągle latały na lewo i prawo, w ogóle nie wytłumaczone przez słowa samicy.
- Mnie też by się przydało. - Mruknęła po jakimś czasie Maya, ziewnąwszy przeciągle. - A ty nie zmęczyłeś się jeszcze? - Zmieniła temat, obserwując jego próby zrozumienia swoich rzeczy.
A potem zupełnie nagle podniosła się z ziemi i obeszła drzewo dookoła, zatrzymując się w połowie i zamierając w bezruchu.


RE: [R] Jeden - Nahuel - 04-09-2014

Oraz, jak już wiemy, namoczyć.
- Dasz? To cudownie, już się bałem, że nie mam u ciebie szans!
Riposta była błyskawiczna. Być może Nahuel rzeczywiście spędzał ten czas, kiedy nie było go w okolicy, na obmyślaniu ciętych tekstów i przygotowywaniu się na najczęstsze sytuacje społeczne? Bo były takie, które go zaskakiwały, i przyznałby to jako pierwszy. Ba - zrobiłby to entuzjastycznie i ochoczo. Te, których nie przewidział, były po prostu najciekawsze, dlatego wypatrywał ich z niecierpliwością.
- I to ciekawe, co mówisz, czyżby wreszcie został samcem z krwi i kości?
Uniósł brwi, słysząc o tej niespodziewanej zmianie w zachowaniu Ragnara. Kiedy ostatnim razem sprawdzał status szarego samca, ten, zamiast wypełniać obowiązki poważnego i poważanego przywódcy, chował się za obowiązkami miękkiej niańki do dzieci, z których tylko jedno było jego własne. W oczywisty sposób kłóciło się to z poczuciem przyzwoitości u Nahuela, który owszem, rozumiał takie zachowanie i sam wyrósł w przekonaniu, że kociętami swojego stada należy zająć się jak własnymi, ale w praktyce rzadko dotyczyło to personalnie jego. Tak jakoś.
Czy Maya domyśliła się całego tego procesu myślowego na podstawie jednego pytania, które rzucił od niechcenia? Zapewne nie; sądził, że odniesie je nie do samej Naemy, a do szerszej Ragnarowej spolegliwości, który czasem zupełnie nie wiedział, co robić, i czekał na to, aż ktoś wskaże mu drogę. Choć trzeba przyznać, że doświadczenia Nahuela i Mayi w kontakcie z szarym samcem były kompletnie różne.
Zainteresowało go to, że podniosła się i ruszyła po to, żeby zaraz zatrzymać, gapiąc w pustkę. Hieny tak robiły. Ale lwy?
- Wyspałem się, jak się zabliźniałem wreszcie. Chętnie was obu popilnuję, tak tylko mówię.


RE: [R] Jeden - Maya - 07-09-2014

W odpowiedzi Maya posłała mu Wymowne Spojrzenie™.
- Nie spadło ci coś przypadkiem na twoją śliczną główkę? - Gruchnęła na jego komentarz, być może irytując się nawet bardziej, niż powinna. Nahuel od zawsze był specjalistą w wyprowadzaniu jej z równowagi. Zdążyła się go już kiedyś nauczyć się go i być przygotowaną na jego odzywki, jednak teraz, kiedy w głowie miała bezpieczeństwo małej, gardę miała opuszczoną, a jemu znów udało się wyprowadzić cios. Celny zresztą, bo wyraźnie zaalarmowana lwica powróciła do niego spokojna już, wyraźnie zniechęcona ideą dalszego przekomarzania się z nim. Usiadła przed lampartem, zażenowana i zmartwiona, odwracając spojrzenie.
Cisza między nimi trwała bardzo długo.
- Ragnar się zmienił. - Zaczęła w końcu Maya. - Próbował mi dzisiaj robić jakieś... nie wiem. Wystarczyło, że zobaczył mnie z nią i zachowywał się... dziwnie. Pokłóciliśmy się. Bardzo.
Aż opuściła łeb na samo wspomnienie jego gorzkich słów.
- Boję się go, Nahuel. Boję się, do czego byłby teraz zdolny.
Po krótkiej przerwie spojrzała znów na Nahuela, nie potrafiąc przed nim ukryć smutku i żalu, który miała w ślepiach.
- Co też mi do głowy strzeliło na stare lata, żeby dołączyć do tego stada i zostać z tymi popierdolonymi lwami... - wyszeptała z goryczą.


RE: [R] Jeden - Nahuel - 11-09-2014

- Mam wyliczać chronologicznie czy alfabetycznie?
Nahuel był zupełnie niepoprawny: im bardziej Maya wpadała w wisielczy, grobowy, cmentarny, mglisty, ponury, deszczowy i w ogóle - wstrętny humor, tym większej głupawki dostawał. Teraz przewrócił się na brzuch, na ten przykład, i wyciągnął łapy przed siebie oraz za siebie, z minimalnym rozjazdem w synchronizacji. Mlasnął bardzo ukontentowany, czując poruszenie zdrętwiałych ścięgien, i podkurczył palce przednich łap, podciągając je pod brodę. Wielki kociak - wielki, leniwy i bardzo dorosły, ale przez to nie dojrzalszy. Nie w tej chwili, kiedy robienie negatywu z jej zachowań dostarczało mu tak dużo darmowej radości.
Dzięki temu podziwiał swobodnie chmury, kiedy Maya nie uznała za stosowne odpowiadać na to pytanie. Być może lwica kiedyś się nauczy, że albo należało być gotowym na przeskakiwanie kolejnych poziomów absurdu, albo zupełnie ignorować takie zaczepki - nie uznawał trzeciej drogi, będąc świetnym w pomijaniu tego, co mu akurat do agendy nie pasowało. Ta nauka miała być dla niej jednak wyjątkowo bolesna, sądząc z tego, jak wiele zdążyła już zapomnieć, nie wiedząc... no cóż, prawie nic.
- Wiem, tam też.
Machnął podbródkiem w górę. Nie sądził, żeby płowa zamierzała pytać, "gdzie" i właściwie "co" też, więc przestał obserwować chmurę przypominającą mu szarogrzywego i zazezował na nią jednym ciemnoturkusowym okiem. Kiedy uświadomił sobie, jak wiele kolorów udało mu się zaangażować do tego procesu myślowo-fizycznego, ucieszył się. Jak zwykle do siebie samego.
- Wyrzuty czy awanse? Bo ja przy tobie już nie wiem, kto ci co robi. I nie dziw się, że robi ci wyrzuty z powodu obcych lwiątek, bo jak ostatnim razem sprawdzałem, to nie za bardzo miał kto polować na te, którymi się już opiekujecie.
Brutalnie? Nie, dopiero się rozpędzał.
- Byłby zdolny do tego, czego musi, żeby utrzymać stado i nie dać mu się rozpaść. Ja to rozumiem. Ale do tego był zdolny też wcześniej, tylko musiałem mu o tym przypominać, a dziś najwyraźniej zrobił to kto inny.
Och, jak bardzo był pewien tego, że Maya zinterpretuje te słowa zupełnie inaczej niż on.
- Także... nie za bardzo wiem, czego się spodziewałaś. Zwłaszcza, że wszystkie lwy są takie same.
Popierdolone. Tak, to był dobry epitet, co zasugerował lekko tylko współczującym tonem.


RE: [R] Jeden - Maya - 11-09-2014

- Mylisz pojęcia.
Maya nie spoglądała na dzieciaka wijącego się na ziemi obok niej - i bynajmniej mowa nie jest tu o Naemie. W przeciwieństwie do lamparta, ona miała powody do niepokoju. Zachowanie Ragnara nie było dobrym fundamentem dla jutra, a już tym bardziej do lepszego jutra, rzekomego celu jego wędrówki. W oczach Mai nowa wizja zaślepiła go całkiem, do tego stopnia, że zaprzepaścił całkowicie wszystko, co zdążył zbudować - teraz próbował już tylko niszczyć, akurat w momencie, w którym stado faktycznie zaczynało powoli nabierać siły, a więzi zaczynały się zacieśniać. Z tym, że więzi te w wypadku Mai okazały się być pętami - zauważyła to dopiero teraz. I zdecydowała się nie mówić o tym Nahuelowi. Jeżeli próbował jej sobą przekazać, że to nie miało sensu, to udało mu się. Nawet, jeśli gdzieś w środku ukłuła ją jego ignorancja, nie potrafiła się na niego wściec. Dziwiła się natomiast samej sobie, z jaką łatwością irytował ją Ragnar.
Ostatecznie nie podjęła swojej myśli, zaś reakcję Nahuela potraktowała jako przynętę - której nie połknęła. Kosztowało to ją trochę wysiłku, więcej, niż kiedykolwiek odważyłaby się przyznać. Możliwe, że była zbyt ślepa, by dać się złapać na prawdziwe zrozumienie, wziąwszy je za ignorancję. Wolała już to od paradoksów, którymi raczył ją Ragnar czy Kahawian.
- Te lwy są dziwne - przyznała rację lampartowi - nie potrafią zupełnie zorganizować się do polowań, zamiast pracować w grupie i się nie męczyć, każdy poluje sam dla siebie, mięso się marnuje, a wypłosze mają ubaw po pachy i żarcie za darmo.
Dlaczego znowu przypomniała sobie o tych słowach Ragnara? Aż odwróciła spojrzenie, jakby Nahuel cały żarzył się od tamtego jadu. Miała na końcu języka komentarz, że wie już przynajmniej, od kogo nauczył się bycia kanalią. Milczała jednak.
- Będę musiała cię przećwiczyć. Strasznie się spasłeś. - Dodała tylko pod jego adresem, po czym położyła się, z brzucha lamparta robiąc sobie poduszkę. Przyciągnęła łapami Naemę do siebie, przytulając ciepło, sama zaś przymknęła na moment ślepia. W drugą stronę to by nie zadziałało. Zawsze była wychudzona, ale ostatnie wydarzenia jedynie zaakcentowały i tak wyraźne linie żeber.
Nahuel kompanem do takiej rozmowy był do niczego. Ale w to w tej rozmowie poza słowami okazywał się być prawdziwym przyjacielem. Lwy, na które narzekała Maya zapomniały o tym, jak wiele potrafi znaczyć gest. A on był tu z nią. Nigdzie się nie ruszał. Odsłaniał brzuch i pierś, do tego przed lwicą. I Maya w końcu to zauważyła, grzebiąc już całkiem grobową atmosferę tamtej rozmowy. Samą swoją irytującą obecnością Nahuel zdziałał więcej, niż kiedykolwiek było zdolne zdziałać słowo. I była mu za to wdzięczna.


RE: [R] Jeden - Naema - 11-09-2014

Rozmowa, ktoś rozmawiał , słyszała ich , pomimo trwającego od jakiegoś czasu błogiego snu,do świadomości kocięcia docierały słowa, docierał i fakt że głos jaki ścierał się z głosem Maii, był całkiem jej obcy.
Z resztą spróbujcie spać gdy ktoś wam ględzi nad uchem. Marny wyczyn z początku skazany na porażkę. Nie ważne jak będziecie znużenie, zakłócony sen szybko nie powróci.
Tak też było w przypadku Naemy, czego dopełnieniem miał być i gest ze strony Mai, chcącej zapewne utulić ,ale i zapewnić bezpieczeństwo małej. Niestety efekt okazać miał się całkiem odwrotny. Zagłuszony sen, zakończył się a wraz z nim miało przyjść przebudzenie, co zresztą się stało, kiedy powieki lwiczki uniosły się, ukazując nie kontaktujące jeszcze ze światem spojrzenie, za pomocą którego badała otoczenie, w celu wyszukania owego źródła obcego głosu.
Chwila, co to ?
Lew? Lwica?...Chyba jednak lew, jego głos był za gruby jak na lwice, ale w takim razie gdzie podziała się jego grzywa? Był duży, więc nie był dzieckiem jak ona ale i jeszcze jedna kwestia zaczynała intrygować zaspane lwiatko, które przewiesiło przez łapy lwicy swe łapki z zamiarem opuszczenia bezpiecznej zagrody, lecz zabrakło jej chęci i sił. Nie znaczy że spuściła z kota spojrzenie, o nie, o co to to nie, wzbudził w niej nie małe zainteresowanie, nie ważne że umysł jej spał w najlepsze, ona już z niezwykłą uwagą wlepiała się w jego umaszczenie.
-Maya, czy ten lew jest chory? - walcząc z sennością rzuciła, jedną łapką przecierając ślepka-Ma plamki na ciele


RE: [R] Jeden - Nahuel - 14-09-2014

- Albo ty myślisz szufladkami.
Nie przejął się zarzutem Mayi, bo widział, skąd się wziął i do czego jej zdaniem miał doprowadzić - łatwo było zapomnieć o tym, że Nahuel myśli, cały czas myśli, że skupia się na rzeczywistości z pełną uwagą, odbierając wszystkie z niej sygnały takie, jakimi były. Nie dając się zazwyczaj zwieść prostym interpretacjom i znaczeniom, jakie nadało im przyzwyczajenie. Przez to jego komentarze wydawały się być kompletnie oderwane od świata i rozmowy - i o ile bywały rzeczywiście dalekie od tego, co przed chwilą ktoś powiedział, od świata pozostawały nierozłączne, splecione z nim w dobrze wyćwiczonym uścisku.
Poprawił się trochę, zrzucając ją z żeber na miększą część brzucha, dzięki czemu było wygodniej i jej, i jemu. Wcześniej ryzykował zwichnięcie przedniej łapy lub stracenie w niej czucia - ot, rzecz, z którą muszą męczyć się wszystkie samce na całym świecie, niezależnie od wieku i proweniencji.
- Przypomnę ci, że nie jestem tobą i nie mam mieć kości na wierzchu. To są mięśnie, poznajcie się - odparł kpiąco na jej sugestię, jakoby utył. Owszem, chciałby, bo to by znaczyło, że ma zbyt wiele mięsa i za mało do roboty. Ale życie nie bywało tak piękne... za często. Oho, i Naema też postanowiła wtrącić swoje trzy grosze. Skręcił się trochę, żeby łypnąć na małą jednym okiem, z uszami wycierającymi kurz z trawy. Nie wyglądał zbyt poważnie.
- Za to jestem taki jak ty. Ty też masz kropki, mała. Jesteś chora?
Zauważył, węsząc jej zapach. Kiedy się obudziła i poruszyła, przestała pachnieć wyłącznie Mayą, a zaczęła trochę sobą.


RE: [R] Jeden - Alaina - 15-09-2014

//taa, nie chce mi się przelogowywać na konto Naemy xp //

-Nie , ja nie jestem chora, mama mówiła że to są plamki typowe dla dzieci i ze jak dorosnę to one znikną. A pan jest duży i dalej je ma -rzuciła pospiesznie, nie mogąc się oczywiście powstrzymać aby w międzyczasie nie spróbować przyjrzeć się własnemu futerku, aby się tylko upewnić czy aby na pewno one są ,wszystkie jakie pamiętała ale i te które z czasem zbladły. Pominę kwestie dyskrecji a raczej starań zachowania jej. Niezdarność jej i tutaj dała się we znaki, kiedy wyginała się, aby móc dokładnie zlustrować futerko.
Jednakże dość łatwo zachwiać dziecięca wiarą, a wątpliwości z wielką rozkoszą chwytają za naiwne serca.
-Prawda Mayu-chcąc sprawdzić swoją teorie , zadarła łepek, kiedy tylko skończyła inspekcje- One znikną, ja nie jestem chora..Bo nie jestem..Jestem ?


RE: [R] Jeden - Maya - 29-09-2014

Wtedy ktoś ze świstem wypuścił powietrze z płuc.
- Nie, nie jesteś chora i nic ci nie będzie. - Odpowiedział ktoś czyimś głosem, lecz jakby nie własnym. Czas płynął obok niego, lecz w przeciwieństwie do Nahuela i Alainy, ktoś nie chciał płynąć z jego nurtem. Z jakichś przyczyn stał w miejscu, nie idąc dalej, jakby był na uwięzi. Czy kąśliwe uwagi Nahuela szarpały za łańcuch, czy słodkie wątpliwości Naemy, jego wychudzona sylweta nikła jednostajnie w oddali, aż w końcu pozostali jakby sami.
Ktoś utkwił spojrzenie zielonych ślepi, tak znajomych, a jednocześnie tak cudzych w dalekich górach, jakby niezauważony. Najcieplejsze słowo, czy najgłośniejszy ryk nie docierało do jego uszu, choć łowiły dźwięki tak, jak pająki w lepkich sieciach. Ale łowcy nie było. Spał. Lub, co gorsza, był już zabity.
Ktoś musiał jednak dźwigać taki ciężar, by inni mogli odpocząć. Był jakby w dalekiej krainie, oddzielony od nich murem czarnych myśli, siwych zmarszczek i trosk, wędrował pośród długich cieni, jak ćma tęskniąc za światłem. Zostało za szczytami złej przeszłości i ponad mgłami wątpliwości.
Ten ktoś reagował na imię. Lecz nie teraz - w innym był czasie. Szedł pod prąd rzeki, bez drogi na drugi brzeg. Nawet tej wskazanej czerwonymi pazurami szlaku do czarnego końca.