Król Lew PBF
Równina - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Szare Ziemie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=73)
+---- Dział: Rzeka Fuego (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=74)
+---- Wątek: Równina (/showthread.php?tid=1250)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17


RE: Równina - Mirra - 23-07-2015

Mirra dzieci dała za siebie. Czego tutaj szukają obcy nie obchodziło ją. Mieli się wynieść jak najszybciej to są ich tereny i niech wszyscy doskonale wiedzą, że nie mogą się tutaj czuć jak u siebie.
- Czego tutaj szukasz! - warknęła w kierunku zarośli.
Z nią nie takie zabawy w chowanego tym bardziej, że usłyszała już jej kroki.
- Czyżbyś nie przybył tutaj sam?! - ryknęła tym razem na rudowłosego lwa.
Nie podobała jej się ta sytuacja bo są tutaj ich maluchy


RE: Równina - Ghalib - 23-07-2015

Rudzielec wciąż nie odpowiadał na jego pytania, Ghalib uznał to więc za bezczelne ignorowanie jego osoby. Jego kolejny ryk poniósł się po okolicy a łapa smagnęła kilka razy pysk rudzielca. To był na prawdę zły dzień dla niego... bardzo zły, bardzo pechowy.
Zerknął kątem oka na swoją partnerkę, która najwyraźniej bardzo wzburzona zauważyła kogoś jeszcze. Warczał groźnie szarpiąc pazurami ciało milczącego rówieśnika.
- Mirra - warknął w stronę szarej lwicy - jeśli dalej będzie tak milczał rozerwiemy go a ciało wyrzucimy do rzeki. Na razie nim się zajmijmy. Zaraz dopadniemy tę drugą osobę.
Obejrzał się kątem oka w stronę, w którą warczała Mirra. Był wściekły wiedząc, że mają dwójkę intruzów. Wydał więc z siebie kolejny ogłuszający ryk, ten intruz musiał wiedzieć, że jeśli przyszedł tutaj tak bezsensownie jak ten rudzielec pod łapami Ghaliba, to musiał się liczyć ze swoją śmiercią.
- Belial! - Krzyknął w stronę młodego. - Chodź tu i patrz jak należy postępować z intruzami!
Dla młodego to będzie idealna lekcja obrony granic. Musiał się nauczyć, że najpierw powinien spacyfikować wroga a potem ewentualnie zadawać pytania.
Była noc, czas sprzyjający jego stadu w atakowaniu. Sam ten teren był szary i wiecznie okryty mgłą, teraz wszystko przemawiało na niekorzyść jakichkolwiek wrogów.
Zatapiał szpony w ciele Shyeiro coraz bardziej, również te postawione na jego gardzieli. Coraz bardziej przebijały się przez grzywę i dosięgały skóry skrytej pod nią. Musiał teraz żałować tego, że się tu pojawił.


RE: Równina - Xis - 23-07-2015

-Nie ma takiej potrzeby. Nie jestem z nim.
Odważyła się wyłonić z krzaków przed interwencją jakiegokolwiek osobnika z Klanu Czarnych Charakterów. Przewaga liczebna, spostrzegawczość członków stada oraz bystrość i siła lidera skutecznie kreowały ich wizerunek na mocarny klan. Przeciągnęła grzbiet i zrobiła jeszcze dwa kroki przed siebie, żeby była lepiej słyszana i widoczna, chociaż mogła majaczyć tym bardziej zmęczonym osobnikom jako czarna plama.
-Szczerze to imponuje mnie Wasza dyscyplina, planowanie. Szkoda byłoby w tak głupi sposób podpaść zorganizowanej grupie lwów. I zaprzepaścić szansy na zyskanie sojuszu.
Usiadła na czterech literach nie objawiając żadnych agresywnych bodźców. Miało to na celu pokazanie szacunku wobec nich, ale jeśli ją zlekceważą lub gorzej - zaatakują, odpowie tym samym. Nie da sobie w kaszę dmuchać, chociaż liczyła na dogadanie się. Nie dla ratunku swojej skóry - dla zyskanie silnych partnerów i doświadczenia. Chociaż nie była lwem, oba gatunki mogły zyskać na tym układzie, o ile dojdzie do porozumienia.


RE: Równina - Diara - 24-07-2015

Nic dalej nie mówiła. Znowu. Kompletnie, wręcz milczała ciszą grobową, jedynie jeżdżąc pazurami dalej po skórze lwa, zostawiając po nich krwawy ślad. Na tyle, aż w końcu rudogrzywy przeszedł do gadaniny. Jedynie trzymała go, zakrwawionymi łapami patrząc z góry. Nie spieszyło jej się puścić, chyba, że Ghalib nakaże go przegnać. Jej typowy, arogancki lecz nieco inny; z nutą pustki samej w sobie, braku emocji - wzrok zabójcy utknął w sylwetce leżącego lwa. Gdy ten jednak przez długi czas nie odpowiadał, na co przywódca zwrócił uwagę, znów na czas sekund zaledwie trzy zatopiła pazury w jego skórę. Specjalnie, i tylko czekała, aż młody jak na zaproszenie do nich podejdzie. Rozgładała swój środek ciężkości odpowiednio, żeby go nie pognieść. Co nie zmieniało faktu, że nic nie zwróciło dotychczas szczególnie poza nim jej uwagi, poza jakimś kolejnym nowym zapachem.
Odwróciła oczy za siebie pozostając w tej samej pozycji.
-Choć prawda, to jedynie filozofia. Jesteś z nami, albo przeciwko nam. Powiedziała beznamiętnie, analizując, że nowoprzybyła posiadała sierść barw ciemności. -Imię. Burknęła, wzrokiem wracając znów na beżowego.


RE: Równina - Shyeiro - 25-07-2015

Cóż za niesamowite ukazanie odwagi i skuteczności działania w momencie, kiedy przewaga liczebna jest istotna w decyzji jaką postawę przyjąć musiał rudy samiec. Defensywa, nic innego, nawet ucieczka nie wchodziły w grę.
- Przechodziłem.- Mruknął niechętnie, patrząc smolistemu samcowi w ślepia.
Szarpnął się mimowolnie, kiedy pazury tamtego orały mu nieskazitelną skórę. Może i zawsze unikał bójek, jednak nauczył się tego i owego będąc daleko, pod pieczą pewnej wędrowniczki.
- Słuchaj, na prawdę nie interesuje mnie polityka stadna, jak wiem, że jakieś miejsce jest w danym momencie okupowane przez jakąś grupę, to tam nie przychodzę.- Skłamał szybko, w żadnym stopniu nie dając po sobie tego poznać. Akurat to nie było mu obce, był wyśmienitym łgarzem. Z drugiej strony w istocie nie interesowały go postacie, które w tym momencie mu się jawiły. Dopasowana kolorystyka, nie ma co. Swoją drogą bawiła go myśl, jakoby właśnie to było powodem, dla którego Ci tutaj trzymali się razem.
- Royce.- Rzucił beznamętnie, tym razem w kierunku samicy.


RE: Równina - Kaaivy - 25-07-2015

Dość. Już zbyt długo musiała słuchać tej pozbawionej sensu gadaniny. Jeszcze zanim usłyszała przyzwolenie samca alfy, łapy niemalże samowładnie poniosły ją wprost na Kituko. Nim jednak zdążyła wbić swoje szpony w jego ciało, ten wymknął jej się. Uciekał? Hah, i bardzo dobrze. Lwica oblizała wargi, odprowadzając znikającą w oddali sylwetkę lwa obojętnym, przerażająco chłodnym spojrzeniem. W głębi duszy była mimo wszystko zawiedziona tchórzostwem tegoż intruza. A zapowiadało się na tak ciekawą walkę...
I wtem wyczuła jakąś woń. Coraz wyraźniejszą, lecz ta nie mówiła jej nic poza jednym - nie znała jej. A to oznacza, iż kolejny lekkomyślny śmiałek zjawił się na ich terenach. Kaaivy całkiem prędko odszukała wzrokiem sylwetkę płomiennogrzywego samca. Przez dobre parę sekund stała nieruchomo, mierząc intruza czujnym, morderczym spojrzeniem, całkiem świadoma swojego jakże korzystnego braku widoczności. I nagle z ciemności ktoś rzucił się w jego kierunku. Ghalib. To był dla niej oczywisty i niepodważalny znak, że pora na atak. Złotooka napięła wszystkie mięśnie, a z jej gardzieli wydobył się nieprzyjemny, przerażający warkot. Wykonała zwinny, daleki skok w kierunku Shyeiro, by następnie wylądować na jego grzbiecie. Wbiła swoje szponiaste pazury w jego łopatki, zębami chwytając jego kark. Litość? Nie znała tego słowa. Szarpnęła głową z całych sił, wyrywając wrogowi spory płat skóry.
- I co, kochanieńki? Dobrze się bawisz na NASZYCH terenach?
Przedostatnie słowo podkreśliła przerażająco brzmiącą i stanowczą nutą. Niech wie, że wtargnął na nieswoje tereny. Ta informacja z pewnością ogromnie przyda się mu na przyszłość... O ile w ogóle przeżyje następnego razu. Zagłębiła pazury jeszcze mocniej w łopatki lwa, a jej szkarłatne od posoki kły zatopiły się ponownie w jego kark. Smak krwi przeciwnika jedynie nagrzewał ją do dalszego starcia. Uścisk jej szczęk nie zelżał, a zdawał się raczej nasilać. Jej złote oczy lśniły dziwnym, nieco szaleńczym błyskiem, co z pewnością nie wróżyło niczego przyjemnego dla ich "gościa". W tym całym zamieszaniu nie poświęciła ani chwili uwagi nowo przybyłej lamparcicy. Słysząc urywki rozmowy jej z Diarą zdołała jednak wywnioskować, że nie ma powodu, by rezygnować z dalszej walki z Shyeiro. W końcu przyjemności i zachcianki zawsze stawiała na pierwszym miejscu.


RE: Równina - Ghalib - 25-07-2015

- Co za nonsens - skomentował słowa rudzielca. Nie było istotne czy rozpoznał żart czy nie, nawet jeśli ich ofiara uważała się za mistrza kłamstwa to jednak nie ratowało mu to skóry w obecnej sytuacji w żaden sposób.
Mocno szarpnął szponiastą łapą w stronę pyska spacyfikowanego Shyeiro. Nikogo tutaj nie interesował ani jego los ani wewnętrzne rozterki na temat napotkanego stada.
- Twoje skamlenie nie robi tutaj na nikim wrażenia - wzruszył ramionami. - Roztropny lew najpierw węszy czy teren do kogoś nie należy, czyli idąc tą logiką albo jesteś wyjątkowo durny, albo nie masz węchu, albo perfidny.
Obejrzał się na lwice i skinął im żeby nie przestawały go atakować.
- Choć ja obstawiam wszystko na raz - prychnął.
Pazury lwa znad Tsavo wbijały się coraz bardziej w ciało powalonego lwa, w tym momencie próba ich wyszarpnięcia sprawiłyby, że Ghalib wyszarpałby mu część mięśnia.
Nie umknęło uwadze to co mówiła czarna pantera. Więc była zainteresowana sojuszem? Cóż, będzie musiał to przemyśleć bo posiadanie lamparta w szeregach może przynieść wiele korzyści. Nie mógł jednak jak na razie tracić skupienia na czerwonogrzywym.
- Jeśli chcesz się na coś przydać to albo do nas dołącz albo siedź z boku. - Musiała poczekać na swoją kolej. Oczywiście musiał też zarządzić co stanie się z ich ofiarą. Nie miał jednak dla niego żadnego pozytywnego rozwiązania.
- Moje drogie, zrobimy z nim to co mówiłem - odezwał się w końcu. - Szarpcie i gryźcie tak długo aż straci przytomność, potem ciało wrzucimy do rwącej rzeki - oznajmił zupełnie spokojnym tonem by za chwilę beznamiętnie spojrzeć na Shyeiro. Chwilę później rzucił się na gardło samca wyszarpując włos z grzywy i dobijając się do skóry, którą już wcześniej naruszył. Uznał, że muszą pozbyć się go, najlepiej tak, żeby nie przeżył.


RE: Równina - Belial - 26-07-2015

Młodziak obserwował ghaliba. Uznał że to powinien być jego autorytet. Jednak nie koniecznie zgadzał się z ostatnimi słowami Ghaliba, zabijanie było niepotrzebne. Tego go uczono wczesniej. Nawet marny żywot mógł być przydatny, nawet jako karma... Cóż może kanibalizm nie był niczym fajnym, ale marnotrastwo również. Podszedł więc do władcy usiadł przy nim i patrząc na rudego odparł...
- Szkoda takiej siły... szkoda jej zmarnować... - Wiadomo że pod odpowiednim nadzorem, lew ten mógł być narzędziem lub sojusznikiem. Młody spojrzał po chwili na władcę i ze skromnym ukłonem dodał...
- Mimo to Ty decydujesz jaki los czeka tego osobnika... - Oddalił się przy tym z pokorą. Młody był uczony i szkolony za młodu w swoim stadzie, dlatego głupi też nie był. Owszem jego stado ostro traktowało młodzików i lwiątka, ale może to był klucz do sukcesu...


RE: Równina - Shyeiro - 26-07-2015

On natomiast nie odrzekł już nic, nie drgnął ni nawet nie mrugnął. Wpatrywał się natomiast w ślepia samca, coraz bardziej zdeterminowany do podjęcia akcji ratujących mu skórę. Pieprzony tchórz, otoczony chordą lwic.
Mimo swojego trudnego położenia, Shey po ostatnich słowach smolistego ze stoickim spokojem opracował nowy wariant, za którym musiał podążyć tak czy inaczej. Samiec leżąc na plecach i będąc tym samym odwrócony brzuchem w kierunku brzucha tego drugiego mógł sobie pozwolić na niechybny strzał w niezwykle czuły samczy punkt, nie szczędząc sobie przy tym siły, bo i tego mu nie brakowało. Od razu po tym ataku, złapał go zębami za jedną z kończyn, która była bliżej jego pyska i wbił w nią kły szarpiąc pyskiem jednocześnie na boki, nie szczędząc ani kawałka skóry. W ruch poszły ponownie tylne kończyny i jedna z łap- te tylne miały za zadanie uderzyć o tylne kończyny smolistego samca, by potem drugą łapą uderzyć w jego nos i zyskać tą chwilę, w której podniesie się i ucieknie tam, skąd przyszedł, czyli w gęste krzaki kilka metrów za nimi. Nie miał wiele czasu i choć bolały go rany jakie odniósł nim w ogóle zdecydował się na zachowanie bardziej... samcze, to dzielnie biegł przed siebie, ile sił w łapach. W końcu prędkość była jego największym atutem.



//zt
Btw, ciekawa ta grupka wasza, nie powiem


RE: Równina - Ghalib - 26-07-2015

// powiedzmy, że Shy nie miał raczej szans na takie znokautowanie samca o wyższych statach siły i zręczności stojącego do tego tak, że taki kopniak jest raczej mało możliwy *tsavo trzyma Shy jedną łapą za gardło drugą za park, więc tyłek ma w przeciwną stronę do możliwego wymachu łapą przez innego lwa, a przy tym jest trzymany przez jeszcze dwie lwice (Mirra nie zdążyła), uznajmy,że jeśli już Shy się wyrwał to zrobił to przez przypadek - wyśliznął się w momencie, w którym Ghalib odwrócił uwagę od niego, ot

- Belial, musimy trzymać nasze tajemnice tylko między nami. Ten intruz może nam zaszkodzić - powiedział. Jednak w momencie, w którym samiec odwrócił uwagę od Shyeiro ten wymsknął się trzymającym go lwom i popędził przed siebie. Udało mu się tylko smagnąć Ghaliba łapą na co ten odparł cichym parsknięciem. Pobiegł jeszcze trochę za uciekającym rudzielcem, ale nie wybiegł za nim poza granie jego ziem. Jakiś czas stał jeszcze i wlepiał błękitny wzrok w oddalającą się sylwetkę intruza. Ghalib był wielce niezadowolony z takiego obrotu spraw. Wciąż czuł kawałki mięsa Shyeiro między pazurami. Spojrzał w stronę swoich pokrwawionych łap po czym zaryczał potężnie.
Wrócił w końcu do reszty stada. Skinął lwicom, był z nich zadowolone. Widać było, że doskonale wiedziały co robi.
Samiec krytycznie jedynie spojrzał na Beliala.
- Nie wolno ci mieć takich rozterek gdy masz pod łapami wroga - burknął na młodego - zwłaszcza, gdy słyszysz rozkaz.
Oblizał się z lwiej krwi. Podszedł do swoich lwiątek żeby musnąć je językiem a potem ruszył przed siebie.
- Idziemy na patrol, Belial - powiedział oglądając się na lwiaka. Potem zerknął na panie, które miały tu zostać.
- Gdyby się coś działo... cóż, nie zadawajcie pytań.
Potem ruszył przed siebie.

*** (tu będzie timeskip o 4 miechy? ;p)

Minęło kilka miesięcy, chyba ze cztery odkąd lwy z Cieniowiska stały się właścicielami tych ziem. Tutaj polowały i trenowały zaś w Norze spały i chroniły się przed ciekawskim słońcem. Cztery miesiące minęły Ghalibowi na trenowaniu i nauczaniu Beliala, ażeby stał się silniejszym wojownikiem. Ghalib musiał przyznać, że pokładał w młodziku nadzieje i liczył, że jego syn Kiburi wkrótce również dołączy do szkoleń.
Tego dnia czarne lwisko wyszło na równinę w tym samym celu co zawsze. Patrol. Bez słowa wypatrywał wszelkich niepokojących rzeczy.


RE: Równina - Shyeiro - 26-07-2015

Na upartego cała akcja od początku powinna byc sterowana przez MG, bo równie dobrze i shey nie musiał dać się powalić, ale mniejsza w sumie, akcja dalej idzie, pisjo.


RE: Równina - Ghalib - 26-07-2015

Shy, dlatego trzeba patrzeć na staty jednak, bo po coś są

//paszoł won z offtopem w trybie now.



RE: Równina - Xis - 26-07-2015

Widząc jak samice ze stada były okrutne wobec rudogrzywego z początku nie wiedziała co myśleć. Może podobnie jak brzdąc - szkoda tak silnego wojownika? Co prawda nie miał czarnego umaszczenia, lecz dałoby się zawsze przekabacić na kreta, który mógłby współpracować z Cieniami. Ale to nie ona decydowała, ona też w każdej chwili mogła zostać dotkliwie pobita, a nawet zabita przy takiej liczebności członków stada. Nie zdecydowała się na interwencję w sprawie przyłożenia łapy do zranienia rudogrzywego - nie znała sytuacji od początku do końca i nie wiedziała czy warto mieszać się w trakcie rozgrywki.
Tak czy inaczej zrozumiała, że jeśli będzie przeciwko nim, będzie mieć spore kłopoty. Nie to, że bała się ich aż do szpiku kości (zawsze mogła przeczekać w Dżungli, gdzie miałaby większe pole do popisu niż nad rzeką), jednak respektowała ich.
Wedle życzenia lwicy o jasnej grzywce przedstawiła się.
-Xis.
Inne lwice ze stada przepędziły młodego dorosłego osobnika i teraz przyszła na nią kolej. Z nimi czy przeciwko? Nie ze strachu, lecz z rozsądku przystała do nich, chociaż wiadomo było, że zanim przekonają się do niej - miną miesiące, a może lata. Wszak nie była lwem, tylko lampartem. I to zupełnie obcym dla każdego członka Cieni.

*Po 4 miesiącach*

Dlatego starała się jak mogła przez ten czas wkupić się w ich łaski, bądź zasłużyć na przychylniejsze traktowanie. Nawet lwiątka były wyżej od niej w hierarchii, a przecież nie potrafiły polować jak Xis. Większość łupów sprowadzała w nocy, do wspólnej jaskini stada, a ona wracała na wypatrzone drzewo i obgryzała resztki na gałęzi. Przy okazji obserwowała tereny czy nic im nie zagraża.
Nawet teraz, kiedy patrolem zajął się Ghalib. Widziała jak wyszedł z jaskini i podążył na równinę. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, skinęła mu łbem na powitanie, lecz nie miała odwagi odezwać się. Te cztery miesiące współpracy przebiegały w sztywnej atmosferze, ale nie narzekała na głos. Zdawała sobie sprawę, iż inne obyczaje międzygatunkowe mogły różnić i poróżnić ich ze sobą. Jak na przykład to, iż nie jadła z nimi wspólnie posiłku, a z nawyku - na drzewie. Nie potrafiła polować wspólnie z lwicami, tylko w odosobnieniu na mniejsze okazy. Ale została z nimi. Sojusz dawał im obu korzyści, i tego trzymała się w dotychczasowym rozumowaniu.


RE: Równina - Ghalib - 28-07-2015

Było jeszcze dość wcześnie i wyglądało na to, że obudził się jako pierwszy z całego stada. Wyglądało na to, że lwice jeszcze spały, tak samo jak jego dzieci i Belial. Nie dobrze, jako strażnik nie mógł pozwalać sobie na tak długi sen. Oczywiście liczył, że już niedługo młody wstanie i dojdzie do niego. Liczył też, że lwice niedługo wyjdą na polowanie, w końcu to należy do ich obowiązku.
Kątem oka dostrzegł Xis i również skinął jej łbem na przywitanie. Postanowił podejść do niej bliżej.
- Witaj - odezwał się po czym zatrzymał się. - Nie wolałabyś spać w Norze razem ze stadem?
Uniósł wyżej jedną z brwi. Po części rozumiał jej wybór, była lampartem więc zapewne wolała mieszkać gdzieś na drzewie. Zresztą był ciekaw czy znalazła już sobie jakiś kąt. Lepiej, żeby tak jeśli nie chce mieszkać w Norze. Bo jeśli zajęłaby teren z drzewem,gdzie by mieszkała to automatycznie jej terytorium należało by do Cieniowiska.
- Chyba, że masz już gdzieś indziej leże?

// weźcie się ruszcie coby ruszyć to do przodu ;-;


RE: Równina - Kiburi - 28-07-2015

Kiburi rósł jak na drożdżach, szybko dając do zrozumienia, że wyrośnie z niego ogromne lwisko kiedyś. Na razie jednak był jeszcze zbyt mały, by zastanawiać się nad tym, czy cokolwiek z niego kiedyś wyrośnie. Póki co w głowie były mu tylko polowania na jaszczurki, gryzonie i motyle co wychodziło mu gorzej jak pewnie jego siostrze. Zresztą, był na tyle wytrwały, że trzymał się jednego, póki nie dorwał. O ile polowania były czymś co zwyczajnie go bawiło, tak samo lubił też przesiadywać na malutkich wzniesieniach i obserwować wszystko dookoła. Dokładnie wyliczał kiedy ojciec wraca, kiedy lwice wychodzą polować i zawsze pierwszy wiedział, ze jedzenie już jest gotowe. To, że nie można było mu pierwszym podchodzić do posiłku, odkąd przestał ssać mleko matki, doskonale zostało mu wpojone. Nawet nie miał możliwości się z tym nie zgodzić, bo był za mały.
Kiedyś się to zmieni.
Kiburi dzień jak co dzień zaczął od pokazania wszystkim małym stworzonkom w okolicy, że się już obudził i niech się lepiej mają na baczności. Kiedy już skończył eksponowanie swojej małej siły ruszył na swoje ulubione skupisko kamieni, skąd miał idealny widok na ogromną skałę majaczącą się w oddali. Teraz wiedział, ze to skała, a wcześniej - że to jest bardzo duży lew, większy od taty.
- Chciałbym się tam kiedyś wybrać - Mruknął do siebie, przymykając powieki.