Król Lew PBF
Lwia Skała - wnętrze - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Cesarstwo Doliny (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=171)
+--- Dział: Lwia Skała (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=34)
+--- Wątek: Lwia Skała - wnętrze (/showthread.php?tid=141)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40


RE: Lwia Skała - wnętrze - Roza - 24-08-2012

Zaczęło się robić nudno. Taki odpoczynek dobra rzecz, ale już myśl o tym, że o czymś zapomniała, że czegoś nie dokończyła, nie dawał jej spokoju. Tak więc po tych parunastu minutach tępego patrzenia przez siebie, lawendowa postanowiła przywrócić, zmusić umysł do pracy, do wydobycia paru informacji.
Z jej nozdrzy wydobył się kolejny w miarę głośny dźwięk wypuszczanego powietrza i samica wolno mrugnęła. Dalej ślepia miała wpółotwarte, zatrzymane na tym samym obrazie - na zakatowanym przez naturę samczyku, ofierze wypadku. Leżał jakby martwy, cały brudny (prócz naturalnie miejsc oczyszczonych przez tutejszego medyka)... Co za matka pozwala, aby to lwiątko 'spało' w takim stanie.
Chłód pomieszczenia i zabiegi Vei ocuciły nieco Roz, także jakby łatwiej było fioletowej teraz myśleć. Ciągle patrzyła na piaskowego... Kurcze, to wszystko musi mieć z nim coś wspólnego... Musi.


RE: Lwia Skała - wnętrze - LuraBBL - 24-08-2012

Lura po słowach swej dalszej kuzynki dość szybko wybiegła po wode. Z podań jej matki wiedziała o małym wodopoju niedaleko podnóża lwiej skały po też dość szybko wróciła z wodą w prowizorycznym naczynu z dużego liścia.
-Proszę bardzo. Tak nawiasem miło mi poznać.-


RE: Lwia Skała - wnętrze - Vasanti Vei - 25-08-2012

Spojrzała na Mako jak na wariata. A temu chyba się coś pomieszało od tego bólu łapy. Tak, na pewno pozwoli pójść rannemu królowi, żeby szukał wody do przemycia własnej rany i jeszcze najlepiej, żeby wykrwawił się po drodze. Powodzenia!
- Dziękuję - odparła Lurze, posyłając jej przy tym pełen wdzięczności, uprzejmy uśmiech.
Takie wysługiwanie się gościem było trochę niekulturalne, ale sytuacja tego wymagała. Poza tym biała sama się tu wprosiła, wiec zapewne jej nie zaszkodziło, że się na coś przydała.
Vasanti wzięła od niej owego liścia z wodą, którą to niemalże od razu użyła do przemycia rany brązowego. Zaraz też nałożyła na nią rumianek, co powinno nieco przyspieszyć gojenie i choćby częściowo ukoić ból. Ściągnęła brwi. Hm, trzeba będzie niedługo narwać więcej, bo to już przedostatnia porcja, a on się często przydaje...
Po tej czynności nachyliła się nad lawendową, z którą najwyraźniej było już lepiej.
- Jeśli czujesz się na siłach, to weź to i pożuj trochę - odezwała się do niej, podstawiając jej pod nos kilka liści pewnej ostro pachnącej roślinki.
Na chwilę zwróciła wzrok na Mako.
- A ty też chcesz miętę czy przeżyjesz bez?


RE: Lwia Skała - wnętrze - LuraBBL - 25-08-2012

Po podaniu wody cofnęła się ku wyjściu i usiadła w kącie. Lekko zamknąła oczy i pocichu nuciła "kołysanke"(śpij już mały Kovu...) którą śpiewała jej do snu matka. Jej myśli kotłowały się w jej młodej głowie. Wszysto było tak jak nauczała matka, lecz owej starej lwicy nigdzie nie było. Siedziała, a jedną łapą jeździła po wzorze pod okiem. Siedem trujkątów. Liczba dyskonała i pierwsza z wieloboków.
Zmęczenie po podróży zaczęło jej dokuczać.
-Ciekawe co teraz porabia ma matka.-


RE: Lwia Skała - wnętrze - Eenu - 25-08-2012

Małe lwiątko swobodnie dało się zanieść tuż do wnętrza Lwiej Skały, bez najmniejszych komplikacji. Ułożony wówczas nawet nie drgnął, gdy bodajże obeznana w medycznych zawiłościach lwica przemyła mu rany i usztywniła ranną, bolącą łapę. Jego ładne, piaskowe futerko niemal całkowicie przykrywała szczelna warstwa kurzu, sprawiając, że nawet łatki w okolicach pyszczka i oczu nie wyróżniały się, nadając efektu brudnej jednolitości. Wciąż jedynie unoszące się nierówno, zbyt płytko, o niewłaściwej prędkości boki świadczyły, że opłacało się wyławiać Eenu z rozpalonego brutalnym słońcem Wąwozu, by udzielić mu niezbędnej pomocy. Kiedy jego zadraśnięcia i inne obicia zostały fachowo "oprawione", a fioletowa wybawicielka w pełni przytomna spoglądała na to liche ciałko - poczęła nastawać rzecz niezwykła.
Lwiątko pociągnęło cichutko nosem, pędzelkiem na końcu chuderlawego ogonka szorując po chłodnym, dającym co prawda ochłodę lecz i poczucie dyskomfortu, podłożu Jaskini. Następnie jego tylne łapy drgnęły pośpiesznie, dodatkowo bardziej obeznani bez trudu mogą stwierdzić, iż były to ruchy świadome. Kiedy natomiast samczyk, leżąc w wygodnej pozycji na boku, chciał wtenczas machnąć delikatnie, niczym w poszukiwaniu stabilnego gruntu, ranną, zawiniętą sztywno łapką - niespokojną i napiętą ciszę przerwał jego zgaszony, przerywany i niezwykle słaby syk. Następnie jego łuk brwiowy ścisnął się do dołu w bolesnym grymasie, a zaciśnięte powieki ulegały powolutku chęci otworzenia się, ukazując błyszczącą nieświadomym blaskiem toń głębokich, orzechowych ocząt. Zamrugał, wpatrzony w bliżej nieznany punkt, po czym opierając bezwładnie podbródek o ziemię, te smutne, niewidzące okna duszy poczęły przybierać na wyrazistości. Wystarczyło kilka chwil, by skulił uszy po sobie, a jego źrenice skurczyły się gwałtowniej - zdał sobie sprawę, że to nie jest jego dom. Nie obudził się po dziwnych koszmarze w swej trawiastej grocie porośniętej gęsto mchem, w jego nosek i powracające zmysły uderzyła fala nowych zapachów i dźwięków, ku narastającemu przerażeniu młodego obserwatora:
- G-gdzie... Gdzie ja jestem...? - szepnął sam do siebie, powoli i chwiejnie przysiadając na ogonie oraz w pełni już trzeźwy, nienapity okropnym słońcem czy myślą o własnej, nieuniknionej śmierci z dala od bliskich, spostrzegł INNE LWY.
Rodziciele przestrzegali go przed każdym obcym jak przed największym złem afrykańskich krain. I to właśnie Ci obcy, których widział w okół siebie, odebrali mu rodzinę. Patrząc na samą Królową ślepiami bujnej, młodzieńczej wyobraźni dostrzegł swoją ciocię, która podle uwiodła jego starszego brata, zmuszając do porzucenia ciężaru, jakim był piaskowy. W jego rolę wcielił się momentalnie zielonooki Przywódca. W kącie wnętrza również przebywał rosły cień, mruczący coś pod nosem. Najbliżej jasnego wyjścia stała też łaciata... ni to lwica, ni to kotowata Mozaika. I wprawdzie lęk przed nią nie miał głębszego powodu, wszak młodzik nie miał pojęcia, że to całe jego życie rozpadło się przez zgraję likaonów rozszarpujących jego ojca oraz matkę... MATKĘ!
Niemalże dysząc z przerażenia w ostatniej chwili dostrzegł leżącą, równie mizernie wyglądającą Rozę, która żywo przyglądała się uratowanej istotce. Zrywając się na nogi natychmiast zatoczył w bok i ponownie upadł, tym razem z pyszczka wydobywając głuchy okrzyk. Potem, nie mając siły, by ponownie wstać na cztery równe kończyny zaczął brzuchem szorować po glebie i czołgać się, przesuwać nieudolnie, pędzić w jej kierunku!
- Mamo! MAMO! - wrzasnął, a łzy spływały po jego polikach, zmywając osiadły nań kurz. Wprawdzie jego słowa mogły wśród obecnych być niezwykle... kontrowersyjne i wzbudzające pewne niestosowne podejrzenia, co do "potomka" fioletowej czy też jej opieki nad nim, ba, wywołać niezbyt uprzejme komentarze, lecz czy winić za to małego, tak paskudnie przebudzonego i drżącego w przerażeniu?
Kiedy zbliżył się do niej serce głucho waliło mu w piersi - nie wyglądała jak... jego matka. Teraz zwrócił uwagę na dłuższą, ale subtelną grzywę, w mroku także wyróżniającą się barwę - no i przepiękne, lśniące oczy. To nie mogła być jego matka... aczkolwiek udzieliła mu pomocy, z pewnością jej otwarte serce wypełnia dobroć i miłosierdzie. Może zwyczajnie zmieniła się, kiedy on został wygnany na samotniczą "wyprawę"? Przypełznąwszy do jej boku z całych sił próbował skryć się, schował zapłakaną mordkę, szlochając cichutko, nieustannie dygocząc.
- Mamo, dlaczego nie jesteśmy w domu? Boję się mamo... Chodźmy stąd, b-bardzo się boję...


RE: Lwia Skała - wnętrze - Roza - 25-08-2012

Nie powiedziałabym, że Roz była całkowicie wszystkiego świadoma. Raczej bardziej jakby otumaniona...
W każdym bądź razie lawendowa dochodziła powoli do siebie. Może przypatrywanie się półprzytomnym wzrokiem w ciałko Eenu nie przynosiło większych rezultatów, a raczej tylko dobijało świadomością, że powinna coś wiedzieć, to działania opiekującej się nią lwicy dały za to... natychmiastowy skutek.
Dały? Tak... Umysł samotniczki odbierał coraz więcej, ale jeszcze nie wystarczająco by zerwać się i zdać sobie sprawę z sytuacji. Dopiero zwrot medyka i podsunięcie jej pod nos zioła sprawiły, że bezpośredni, w miarę dobrze usłyszany głos królowej i ostry zapach mięty całkowicie ją otrzeźwił.
Fioletowo-oka rozwarła z przerażenia ślepia i jakby nigdy nic, podniosła do góry łeb. Nie interesowały ją teraz twarze tu zebranych, a miejsce w jakim się znajdowała. Rozglądnęła się naokoło i zmarszczyła z przestrachu brwi.
- N-nie.. ja tu nie mogę być... J-ja muszę natychmiast-- - przerwała i zacisnęła z bólu szczękę i oczy. Wzrost ciśnienia w jej łbie i charakterystyczny pisk na nic jej teraz nie pozwalał. Jęknęła więc i złapała w prawdopodobne miejsce, gdzie zabolało najbardziej, i postanowiła troszeczkę odczekać. Kiedy to się stało, kiedy przyszła po paru chwilkach upragniona ulga, lawendowa mogła ponownie wrócić do analizowania sytuacji. Jej już w pełni świadomy wzrok padł oczywiście na piaskowego. Nie wiem czy przerażenie jakie od tych paru minut widniało na pysku lwicy, mogło być teraz jeszcze większe... W każdym razie Roz zastygła na chwilę w bezruchu i... patrzyła, jak młody... się budzi? Żyje! Czyli co... udało się? Znaczy to całe wydostanie się z wąwozu... Byli bez szans, ale jednak są? Cali, w jednym kawałku? Czekaj, ale jak oni się tu znaleźli... Ktoś musiał ich przenieść! I wybawca mógł się tu jeszcze znajdować!
Lawendowa już miała przebiec wzrokiem po wszystkich tu zgromadzonych, ale oderwało ją od tego wrzaśnięcie lwiątka, które zaraz się w nią wtuliło i jego przerywane szlochem słowa. Wielkiemu szoku miejsca ustąpiło uczucie ulgi, litości i współczucia. Jasno-włosa teraz choć nie wiedziała co za bardzo zrobić, położyła łapę na grzbiecie młodego i otarła się o jego łepek pyskiem.
- Cii... Spokojnie, jestem przy tobie... - powiedziała spokojnie i na razie nie śmiała robić nic innego.
Może się zdawać, że samica jeszcze niezupełnie myśli jasno. Chyba nawet można by jej coś teraz wmówić i ta temu uwierzy... Cóż, miejmy tylko nadzieję, że nie odbiorą jej zachowania za naprawdę dziwne i... że Mako jej na miejscu mocniej nie dobije w powodu tego, co usłyszał od Eenu...


RE: Lwia Skała - wnętrze - Mako - 25-08-2012

Spojrzenie Vasanti jakoś go nie zdziwiło. Owszem, jego propozycja przypominała słowa szaleńca, ale przecież się nie wykrwawi – znaczy nie od razu – poza tym zbyt cenił sobie zdrowie Rozy. Fakt, nie widzieli się dużo czasu, ale to nie zmieniało tego, że są przyjaciółmi, a przynajmniej tak Lawendową postrzegał król.
Vei jak zwykle była zasadnicza, choć jej zachowanie względem Mozajki wzbudziło jego zainteresowanie.
- Nie, w przyszłości ktoś może go bardziej potrzebować, a nie wiem kiedy wyruszysz na wyprawę po medykamenty.
Jedyną możliwością jaka mu teraz pozostawała było czekanie aż Roz i Eenu dojdą do siebie, choć nie do końca było wiadomo kiedy to nastąpi. Mako wsłuchiwał się w nucenie Lury, jednak spokój, który został zaprowadzony w grocie pękł jak bańka mydlana. Mały zaczął się wybudzać i mówić. Dobrze, że dochodzi do siebie... Ale zaraz, co on mówi? A, czyli Roza odnalazła szczęście, założyła rodzinę...
Aaa, rozumiem... - skwitował w myślach – Anubis? Hm, nie. Marath? Też raczej nie. Sądząc po sierści i oczach ktoś inny.
Najwidoczniej słowa lwiątka wpłynęły w jakiś pośredni sposób na samotniczkę, zdawała się odzyskiwać świadomość. Lew odszedł nieco w głąb groty i zasiadł na ziemi, skrzętnie ukrywając zranioną kończynę pod drugą łapą. Wiedział, że teraz nie ma co zadręczać Roz, zwłaszcza, że miał już przekonanie, iż to z nią ma do czynienia. Później będzie czas na pytania, znaczy się jeżeli Roza nie ucieknie, tak jak on ostatnim razem. Już miał coś powiedzieć, jednak stwierdził, że nie należy wywoływać szoku u pacjentki Vei, więc...
- Dobrze wam zrobi odpoczynek. - rzekł do Piaskowego i Lawendowej, aby po chwili dodać do Vei - Chyba ta grota może być dla nich azylem, prawda?
W swej wypowiedzi Mako nie wspomniał gdzie są, że Vei jest królową, no i rzecz jasna, nie wspomniał kim on jest. Póki co mógł ukryć, że jest królem, ale Roza z pewnością domyśli się, że te słowa padły z ust jej starego druha.


RE: Lwia Skała - wnętrze - Mozaika - 25-08-2012

"Tylko się nie bój". Słowo to rozbrzmiało złowieszko w łbie Mozaiki, po czym została pochwycona w pysk. Pewnie by i zaskamlała, próbowała się wyrwać, mimo słów lwicy, ale... Strach jaki do niej napłynął w tym momencie był tak... tak... Po prostu sparaliżował psinę. Poddała się ona całkowicie dla Vasanti, by w końcu znaleźć się na ziemi. Spojrzała tymi swoimi ślepiami w górę i wysłuchała słów lwicy. Mogła tutaj zostać... Zacisnęła pysk, by nie pisnąć z radości i po prostu patrzyła jak ruda się oddala, uderzając miarowo ogonem o ziemię, jak to pies.
Lecz po chwili ten entuzjazm gdzieś umknął, ustępując miejsca zaciekawieniu. I wpatrywała się tak w całą tą akcję, milcząc.


RE: Lwia Skała - wnętrze - Vasanti Vei - 25-08-2012

- Jak uważasz.
Odłożyła miętę na bok, tuż obok pyska lawendowej; jeśli ta zechce, będzie mogła z łatwością się nią pożywić. Ładnie pachniała. Z chęcią sama by ją wzięła w pysk tylko po to, by poczuć ten smak, ale nie chciała zużywać stadnych zapasów. A już na pewno nie przy Mako - to by za bardzo zaważyło na jej autorytecie.
Wracając do tematu, królowa ledwie zerknęła na Lurę, a zamiast tego zwróciła wzrok na czarnogrzywego.
- Tak, czemu nie? Myślę, że to będzie dla nich lepsza opcja niż błąkanie się nie wiadomo gdzie - skwitowała, znów przenosząc swe wejrzenie na tę dwójkę.
Interesująca parka. Matka i dziecko? Tak wynikałoby zarówno z logiki, jak i ze słów malca. Piękna lwica i niezwykle uroczy, acz najwyraźniej dość mocno zagubiony młodzik. Ciekawe, skąd pochodzą i jak w ogóle się tu znaleźli. Nie jej sprawa? Może i tak. Ale jej teren, jej gościna, więc ma prawo wiedzieć takie rzeczy. Może nie w tej chwili, ale przy sposobnej okazji z pewnością o to spyta, najchętniej samą zainteresowaną.
Mako lepiej nie. Patrząc choćby po kolorze sierści i oczu, wydaje się, że ma z młodzikiem niewiele wspólnego. Pytanie, czy w głębi serca pragnął, by było inaczej. Sądząc po tym, jak przypatrywał się tej lwicy... O, ona nawet oczy ma różowe. Prześlicznie.
Vei zmarszczyła brwi. Stop. Nie dla niej takie telenowele.
- Będę obok. Jakby trzeba było w czymś pomóc, to mów - dodała, po czym podniosła się z miejsca, by ruszyć ku przeciwległej ścianie, stosunkowo blisko Mozaiki.
Tam położyła się na brzuchu, czujnym spojrzeniem badając likaonkę, by upewnić się, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. Wyglądało na to, iż młoda już nieco się 'oswoiła'. I dobrze - jak długo można być kłębkiem nerwów?
Zaś Lwioziemca i jego nietypowe towarzystwo postanowiła na razie zostawić samym sobie - zrobiła już wszystko, co mogła, by im pomóc, teraz tylko zakłócałaby ich prywatność, a tego nie chciała.


RE: Lwia Skała - wnętrze - LuraBBL - 26-08-2012

Lura podeszła do Vasanti powoli. Usiadła i się jej przyglądała. To możliwe że jeszcze jakąś rodzine ma? I jak to się stało że ona rządzi lwią skałą?
-jeśli dobrze pamiętam to co mi mama mówiła to nim opuściła te tereny dwa lata temu, może trochę więcej to jej kuzynka nie miała jeszcze dziecka. A była w podobny wieku do niej i gdy mnie rodziła to wszyscy mówili że to cud że lwica w jej wieku urodziła zdrowe dziecko.-
Nie żeby nie wierzyła jej ale jakoś nie słyszała o niej a jej matka wszysto jej mówiła. Więc tego faktu raczej by nie pominęła!


RE: Lwia Skała - wnętrze - Vasanti Vei - 26-08-2012

Uniosła wzrok na białą. Oho, prawdopodobna kuzynka właśnie się do niej przysiadła, toteż i pomarańczowooka podniosła się do siadu.
- Moja matka też stąd odeszła, najwyraźniej niedługo po twojej. Urodziłam się już w stadzie, do którego wtedy trafiła, a niedawno przybyłam tutaj wraz z dwoma siostrami - wyjaśniła pokrótce.
Specjalnie nie mówiła nic więcej nad to, co stanowiło konkretną odpowiedź na zadane pytanie - jeśli Lura będzie chciała wiedzieć więcej, to niech pyta dalej, proste. Ani trochę nie dziwiło jej, że tamtą interesują podobne kwestie; na jej miejscu zapewne też byłaby tego ciekawa.


RE: Lwia Skała - wnętrze - Tamara - 26-08-2012

Wszystkiego świadkiem była Tamara. Złocisto-ruda widziała jak bardzo to małe lwiątko cierpi. Zachowywał się tak, jak ona, gdy zginął jej ojciec. Przed oczami ponownie stanęły jej obrazy z poprzedniego życia, jeszcze z dzieciństwa. Te same tereny, na których się wychowala i postacie, które tak dobrze znała. I jej ojciec, jej jedyny przyjaciel. Cały spokój zakłócił nieznajomy lew, który wyzwał tatę na pojedynek. Jeśli by wygrał zostawi sobie stado, jeżeli jednak polegnie miał się ukłonić nowemu władcy. Gdy król odmówił tamten złapał jego ukochaną żonę pod pretekstem uśmiercenia jej, jeśli ponownie odmówi. Za bardzo ją kochał. Zaczął walczyć, ale z każdym ciosem był coraz słabszy i słabszy. Wreszcie opadł na ziemię, bez władzy w ciele. Wtedy stało sie coś, co go złamało - jego ukochana Sue okazała się zwykłym szpiegiem i zdradziła go.Kocica zamknęła oczy, a z pod jednej z powiek pociekła łza. Jej cierpienie nigdy nie ustąpi. Została zdradzona, zarówno jak jej ojciec. To przez to zawsze byłą taka nieufna i oschła. Ale czy potrafiła inaczej? Podeszła powoli do zmartwionego lwiaka, był taki rozedrgany. Widziała, że lawendowa go do siebie przytuliła, jednak nie mogła tak stać i się gapić. Schowała zazwyczaj wyciągnięte pazury i poczęła młodziaka głaskać po główce. W jej oczach widać było pewną rozwagę i opiekuńczość, ale i krzywdzące wspomnienia przeszłości. Nie chciała, by ktoś cierpiał na jej oczach. Jego pomarańczowe ślepka były całe we łzach, takie wystraszone. Tamara odezwała się cicho, tak rzadko melodyjnym głosem.
- Cii, już, cii. Uspokój się, wszystko będzie dobrze. - zaczęła uspokajać, a jej kojący głos w pewnym sensie pieścił uszy małego. - Musisz się uspokoić, bo nawet nie wiem jak mam Ci pomóc. - widząc jego niepewność dodała - Nie musisz się mnie obawiać, wiem co czujesz, przeżywałam podobne rzeczy. Czy znasz kogoś, z Twoich bliskich, kto mógłby się Toba zaopiekować? - zapytała, chcąc jak najszybciej Eenu.


RE: Lwia Skała - wnętrze - Suri - 26-08-2012

Suri zlazila prawie kazdy kat lwiej ziemi, lecz nie spotkala nigdzie mlodzienca..
- Co powiem Naomi jak zapyta mnie gdzie jej syn- pomyslala- przeciez jak tu nie wroci moze sie gluptaskowi cos stac..- Pozostalo jeszcze jedno miejsce do zwiedzenia.. Lwia skala.. Jaskinia pierwsze co rzucilo jej sie w oczy. Weszla do srodka widzac tam jakies lwy.. nie wiedziala kto to jest ani jakie maja nastawienie to gosci..
- Przepraszam, ale szukam prwnego mlodzienca ma na imie Hofu.. Czy nie bylo go tutaj przypadkiem? - zapytala lwica zwracajac sie do wszystkich obecnych tam lwow. - Martwie sie o niego jest mlodziutki i dlatego wole go poszukac.. Boje sie ze cos mogloby mu sie stac- Suri gdyby wiedziala ze Hofu jest bezpieczny nie szukala by go i nie narazala by sie nikomu..

[ Dodano: 2012-08-26, 19:56 ]
Rozejrzala sie po jaskini, nigdzie Hofu nie bylo. Ale zaraz zaraz.. te lwy ta jama.. ups to chyba krol, krolowa i nie tylko.. Bardzo sie speszyla tym faktem, ze znalazla sie w takim miejscu ot tak weszla sobie jak gdyby to bylo zykle posiedzenie lwow wypoczywajacych na jakiejs łące..
-Ja chyba sie troszke zapędziłam wasza wysokosc nie sądziłam ze ta skala do wasz dom..- zrobila sie czerwona ze wstydu. - Ja nie powinnam byla tu wogole przychodzic wiec prosze mi wybaczyc- Wyszla czym predzej i pognala przed siebie wiedzac na 100 procent ze Hofu nie ma na lwiej ziemi..
Z/t


RE: Lwia Skała - wnętrze - LuraBBL - 26-08-2012

-to temu tak niewiele razy twoja matka przewinęła się w histori mojej matki... ponoć razem się bawiły. fajna zabawa, rozwija ryk.-
może to trochę dziwne ale jakoś nie budziła ta lwica jej zaufania
-a uczyła cię twoja matka zasad i hymnu ZZ?


RE: Lwia Skała - wnętrze - Eenu - 27-08-2012

Jednak szloch malca nie ustawał, a wręcz przybierał na sile - wraz z powracającą świadomością, bólem i rosnącym strachem. Na jej słowa jedynie wyłonił swe zapłakane oblicze z fioletowego boku, wciąż wtulony, skraplając je wówczas kilkoma lodowatymi, równie gorzkimi łzami - jego wargi drżały, zatrzymując cisnące się na język słowa, a ciało przeszywały najróżniejsze dreszcze. Kiedy jednak zdobył w sobie chociaż tak mizerną dawkę siły, ścisnął gardło, po czym ochrypłym głosem odparł krzykiem do towarzyszącej lwicy:
- G-gdzie my jesteśmy? Gdzie jest tata?! Kim... kim ONI są? - jego orzechowe oczy w momencie zaznaczania konkretnego słowa w niniejszej wypowiedzi stały się owalne i rozszerzone, lśniące intensywnie nieokiełznanym niepokojem. Przywykł tylko i wyłącznie do towarzystwa bliskich, przestrzegano go przed innymi lwami - a w grocie obecnie panował nie lada tłok. Skulił, małe pazurki wbijając w chłodne podłoże oraz zaciskając pośpiesznie kiełki, jak gdyby wyczuwając na pisakowym futerku wiele, wiele nieznanych mu dotychczas spojrzeń. Kiedy skupiał na sobie ich uwagę, chociażby poprzez intensywny płacz, fala paniki zalewała go aż nadto. Nieśmiałe i ranne lwiątko znalazło się w, o ironio, miejscu rodem z koszmarów, kiedy tyle barwnych par oczu w głuchej ciszy wpatruje się w ciebie i przewierca na wylot, lecz gdyby nie ono, widziany uprzednio sęp już pożerałby obiad, składający się z lawendowej i małego lwiątka na deser. Nie wytrzymał długo z zaciśniętą szczęką - oddech jego był zbyt płytki, przyśpieszony, odbijający się niemal niesłyszalnym echem od ścian jaskini.
Do tego czasu również nie spuszczał oczu ze swej wybawicielki, jak w transie wyłapując każde mrugnięcie czy ruch pyszczka. Każdą emocję i każdą myśl, która mogłaby przepływać właśnie w jej nadal nieco rozkojarzonym umyśle. Wiedział jednak, że obcy odsuwają się na bezpieczne odległości - do pomrukującej postaci z kąta dołączyła sama Królowa, którą to z początku utożsamił z podłą ciotką, podobnie jak czarnogrzywe lwisko odsunęło się gdzieś dalej. Ale był tu ktoś jeszcze, o szczególnie wrażliwym sercu, jakie pośpiesznie dostrzegło kwilącego, bezbronnego Eenu.
Może i zachowanie Tamary było dosyć... hm, prostoliniowe w stosunku do młodzika, który został rozdzielony od najbliższych, a teraz raptem wybudzony z niemalże śmiertelnego amoku, acz nie mające złych zamiarów. Lecz czy sam obiekt jej szczerego współczucia zdawał sobie z ów faktu sprawę?
Kiedy tylko poczuł delikatnie muśnięcie jej łapy na swym łebku dosłownie umknął przed dotykiem, niezależnie od czułości weń włożonej, wydając z obolałego gardełka przeciągłe piśnięcie. Obrócił się do przybyszki przerażoną mordką, nie mogąc się wycofać, wszak kurczowo przebywał tuż obok leżącego ciała Rozy - niemalże wlazł jej na grzbiet, patrząc szerokimi zwierciadłami kruchej duszyczki na złotą, już nic nie mogąc wydusić ze ściśniętych płuc. Kiedy ta zaczęła mówić - owszem, jej głos był delikatny, łagodny, kojący burzę emocji, acz nie pobudzający zbytniego zaufania tak dziwacznego stworzonka, jakim był samczyk. Zapytała... dopiero po chwili pewne mechanizmy zaczęły działać, analizować i z melodyjnego tonu wytopić skierowane doń pytanie. Ktoś z bliskich, kto mógłby się nim zaopiekować... Zamrugał, jeszcze mocniej wciskając w "mamę" - skoro miał ją, po cóż obca samica pytałaby o takie rzeczy? Może wiedziała, że wcale nie ma już na tym świecie jego rodzicielki, a wizja bliskości z wybawicielką jest jedynie pomyłką? Widziała w Eenu coś, co kiedyś przeżyła na swej skórze? Natychmiast przekreśliła jego pokrewieństwo z tu obecną zdrajczynią?
Lecz nie odparł nic. Ugryzł się w język, by na nowo nie ryknąć nieposkromionym płaczem oraz z wolna zatamował istny potok łez - nie był już tak wyczerpany i odwodniony jak w Wąwozie, aczkolwiek wciąż słaby, zatem i słone strużki ściekające po zakurzonych polikach ustały. Jednakowoż strach nie przeminął ani odrobinę...