Król Lew PBF
Dawno temu w trawie... |Okolice Słonecznej Rzeki| - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Dawno temu w trawie... |Okolice Słonecznej Rzeki| (/showthread.php?tid=1509)



Dawno temu w trawie... |Okolice Słonecznej Rzeki| - Cherry - 27-11-2015

Pierwszą rzeczą, jaka na pewno rzucała się nie tylko w oczy, ale chyba wszystkie możliwe komórki każdego żywego stworzenia, była pogoda. Czy raczej każdego wpół żywego stworzenia, bo skwar zastanej pory suchej dawał się coraz to bardziej we znaki. Słoneczna Rzeka zdominowana przez o ironio, Słońce, na zwykle urodzajnych terenach Lwiej Ziemi, choć wciąż nie zawodziła dopływem życiodajnej wody, to te bardziej zmienne, płytsze odnogi wydawały się już odmówić dalszego przeprowadzania płynu. Jedynie błękit nieba panował wzwyż niczym wylana farba, dając otuchy barwą a jednocześnie mrożąc krew w żyłach brakiem zachmurzenia.

-

Pojawiła się. Po tak długim czasie... gdy bała się, nie wiedzieć czemu, stawić łapę zarówno w okolicach tamtej dżungli, jak i na Lwiej Ziemi. Czemu? Nie wiedziała. Naprawdę, nie wiedziała, co miała w takiej sytuacji zrobić.
Tosy też od pewnego czasu nie widziała... ale i jemu nie wiedziałaby jak znowu spojrzeć w oczy. Normalnie załatwiłaby to od razu, wjeżdżając z niewytartymi łapami i z decyzją przygotowywać się na odebranie jej przez innych. W tym wypadku konflikt stanowił jednak pewien brak w obliczeniu - decyzji, nie było...
Ale nic nie mogło jej powstrzymać, żeby cokolwiek zrobić. Chciała wiedzieć na czym stoi, choć... tu się raczej tego nie dowie. Weszła na tereny Lwich po cichu, co jednak nie mogło ukryć jej zapachu i po części wyglądu rozpływającego się w upalnym, falującym horyzoncie, na którym już z daleka trafiały niepohamowane promienie słoneczne.
Szła w ten sposób jakiś czas, spiesząc się raczej średnio, ze ściśniętymi wargami, wracając na... swoje, ziemie. Tereny Lwich, które poznawała naprawdę bez zarzutu.


RE: Dawno temu w trawie... |Okolice Słonecznej Rzeki| - Felija - 28-11-2015

Felka postanowiła chwilowo oderwać się o rozmyślania o Mako, Haineko, Cavumie i wszystkich innych, słowem: chciała pobyć przez chwilę sama ze sobą i nie zajmować swego umysłu nikim, tylko właśnie swoim zacnym jestestwem. Usiadła więc na środku sawanny i uniosła lewą łapę, by przyjrzeć się jej z uwagą, tak jakby oceniała wartość jakiegoś drogocennego kamienia. Następnie to samo uczyniła i z prawą przednią kończyną (choć tej dużo rzadziej używała, no chyba że do chodzenia; akurat do tego się przydawała). Obie były szaro-beżowe, ale sama lwica określała je po prostu jako bure. Nijakie. Dlaczego nie mogłaby być taka ładna, złocista albo kremowa jak większość Lwioziemek?
Aaalbo pal sześć, jakie to ma znaczenie? Odstawiła łapę dość gwałtownym ruchem, tak że odgłos tupnięcia rozniósł się po całej okolicy. Nerwowo zagryzła wargi. Ups? A jeśli ktoś teraz polował?
Zmrużyła oczy. Ktoś tu szedł, chociaż bardziej go (czy raczej ją) czuła i słyszała niż widziała.
- Deme - ozwała się po lwioziemsku, na wypadek gdyby tajemnicza przybyszka okazała się kimś ważnym, dla kogo nie jest obojętne, jakim słowem wita się różnooka.
Wstała, lekko przekrzywiła łeb i przyjrzała się samicy, właśnie takiej ładnej, kremowej. Ech. I chyba rozpoznawała ją z zebrania.
- Polujesz tutaj? - spytała z pewną obawą, że przeszkodziła jej w tym jakże istotnym zajęciu.


RE: Dawno temu w trawie... |Okolice Słonecznej Rzeki| - Cherry - 02-01-2016

Nie zatrzymując się na długo, dalej szła... z szeroko otwartymi oczyma, jednak mimo tego oślepiające słońce nie dawało jej spokoju. Stawiając łapy coraz to dalej, i zauważając, że ziemia się pod nią nie rozstąpiła (aha) jakoś ochłonęła, z czego wybił ją pewien głos. Głos średnio znajomy, co nie zmieniało faktu, że gdy spojrzała z zainteresowaniem, jak i lekkim drżeniem w łapach w stronę Lwioziemki, poznała ją. Może nie tyle wiedziała, co bardzo dobrze czuła, że to...
-Fel...ija? Powiedziała dość niepewna. Przywitała się z nią, po lwioziemsku... chociaż Cherry odnosiła wrażenie, że było to dla niej jak błogosławieństwo. Nie było jej tak długo... i nadal była częścią stada. Chyba...? -Deme. Odpowiedziała szybko, kierując lekki uśmiech w jej stronę.
Czy ona tu polowała? Na początku trochę zdziwiło ją to pytanie, ale w końcu nic dziwnego. Przecież szłaś tak niepewnie jakbyś się na coś skradała.
Zrozumiawszy to stanęła równno na ile mogła.
-A nie, nie. Tak się, po prostu, przechadzam. bo pare minut temu jakby nigdy nic wróciłam sobie nie będąc na terenach swojego stada już bardzo dawno. Ciężko było to wszystko w jedną wypowiedź jakoś upchnąć, hm?
-To jest... nie przeszkadzam może? Zapytała robiąc pare kroków w jej stronę, i jakby pytając się o pozwolenie tymi słowami, czy może usiąść obok.


RE: Dawno temu w trawie... |Okolice Słonecznej Rzeki| - Felija - 05-01-2016

Oho, ta tutaj najwidoczniej też ją rozpoznała. Szkoda tylko, że różnooka nie miała pojęcia, jak ma się do niej zwracać. Tyle lwic się przewinęło przez ich stado, jednak na dłużej inne na krócej, że spamiętanie ich wszystkich z pewnością nie stanowiło najłatwiejszego zadania. Poza tym, prawdę mówiąc, beżowa nigdy nie zwracała zbyt wielkiej uwagi na miana swoich stadnych towarzyszy.
- Tak, ale nie pamiętam, jak ty masz na imię, sorry - odparła z pewnym zażenowaniem.
Kolejne jej słowa wprawiły ją w jeszcze większe zdziwienie niż to, że tamta wie, jak Felka się nazywa.
- Nie, dlaczego miałabyś przeszkadzać? - Uniosła brwi. - Mówisz "deme", więc uważasz się za Lwioziemkę. Wszyscy Lwioziemcy mogą tu przebywać - wyjaśniła swój punkt widzenia. - A mnie osobiście też nie przeszkadzasz, jestem tu sama, jak widzisz... Patroluję ziemie.
Było to kłamstwo, ale całkiem prawdopodobne. Bura była strażnikiem, a że akurat w tej chwili nie w głowie jej było spełnienia swoich obowiązków, a raczej myślenie o niebieskich migdałach... Nikt tego nie udowodni!