Król Lew PBF
Skalny las - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Dolina Spokoju (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=69)
+--- Wątek: Skalny las (/showthread.php?tid=1708)



RE: Skalny las - Wawindaji - 30-09-2017

Nie mógł zbyt długo czekać. Dni mijały powoli i leniwie na bezmózgim plądrowaniu matczynych składników odżywczych, ale pewnie i matka miała już czasem dosyć. Ruchy wewnątrz brzucha były coraz częstsze i uciążliwsze, może to i z powodu siostry, a może dlatego, że drugi potomek Kuanzy był już coraz większy i potrzebował coraz więcej miejsca. Wszak matka brzucha z gumy nie miała, nie mógł się rozciągać w wieczność. 
Kluska numer dwa czując coraz większą ciasnotę postanowiła się ewakuować czym prędzej na zewnątrz, zanim pałka się przegnie i jeszcze coś matce się stanie. Zresztą, nie miał ochoty dłużej dzielić miejsca. 
Kiedy już z nadludzką siłą został wypchnięty poza swoją strefę komfortu, było trochę zbyt chłodno i trochę zbyt twardo. Najpierw musiał jednak oznajmić światu, że już jest. Cichym piskaniem. I przede wszystkim musiał jakoś powiedzieć, że chce mu się od razu jeść.


RE: Skalny las - Kuanza - 30-09-2017

W pewnym momencie Kuanza dostała całkiem porządnego kopniaka. 
- Mały wiercipięta. - uśmiechnęła się. Przez ten czas zdążyła się przyzwyczaić do tych wszystkich kopnięć i wiercenia się.

W końcu zaczął się poród. Kuanza przekonała się, iż w słowach Kiu nie było ani odrobiny przesady. One nawet nie opisywały dobrze tego, co przeżywała rodząca po raz pierwszy hiena. Nie miała pojęcia, ile to trwało - wtedy zdawało jej się, że wieczność. Młode powoli przesuwało się długim i wąskim kanałem, który musiał mocno się rozciągnąć, aby je zmieścić. Samica nie wiedziała, czy wytrzyma to wszystko. Przecież w końcu ten tunel musiał pęknąć.
I pękł. Pomimo bólu Kuanza starała się nie wydawać żadnych dźwięków, nie chciała żeby jakikolwiek wrogi drapieżnik ją usłyszał. Tymczasem maluch już się wydostał. Matka przegryzła pępowinę i oczyściła go, intensywnie go liżąc. Posprzątaniem tego, co wydostało się razem z nim zajmie się później. To jeszcze nie był koniec, nadchodziły kolejne skurcze. Może teraz będzie chociaż łatwiej.


RE: Skalny las - Shinda - 30-09-2017

Nieeeeee! Braciszek? Gdzie on? Zjechał tą czarną dziurą która teraz poszerzyła się. Gdzie on. Po chwili poczułam, że ja też nią zjeżdzam... i bęc. Zimno!!! Twardo!!! PUK PUK ZRÓB COŚ! o nie... NIE MA GOOOOOO!... Zaczęłam drzeć swoją małą mordkę łykając coś nowego. A gdy tego nie robiłam dusiłam się. Chcą nie chcą musiałam zacząć jeść powietrze. Otwierałam pyszczek i zamykałam ucząć się tej nowej dziwnej czynności. Jak już mniej więcej zrozumiałam o co chodzi zauważyłam, że zniknęły ściany. Puk puk pewnie też się zgubił. Zaczęłam więc pełza dookoła szukając puk puka. Daleko nie mógł odejść.


RE: Skalny las - Kuanza - 30-09-2017

Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że rodzenie drugiego dziecka było już łatwe i przyjemne. Jednak i ono szczęśliwie przyszło na świat, żywe i zdrowe. Mama złapała głośną, pełzającą kulkę i starannie ją umyła, podobnie jak jej braciszka. Zjadła też, co trzeba, by w jaskini było czysto.
Potem rozłożyła się wygodnie (uważając, by nie przygnieść młodych) i przysunęła małe głodne pyszczki do źródeł mleka.
- Już dobrze, cii. Tutaj. - szeptała do nich łagodnie.
Odczuwała zmęczenie i ulgę, ale też nieznany jej dotąd rodzaj szczęścia. Czy jest na świecie coś bardziej uroczego od tych ciemnych, delikatnych maluszków o błyszczących oczach? Jej własne dzieci... w końcu je ma przy sobie, zdrowe i pełne życia. Jeszcze wiele w tym życiu ich czeka, ale teraz najważniejsze jest, że wszystko przebiegło szczęśliwie.


RE: Skalny las - Mtego - 11-10-2017

Mtego z zafascynowaniem patrzył na poród, ale i z ogromnym przerażeniem... To wyglądało tak boleśnie.
Nawet nie wiedział jak pomóc, a nie chciał też przeszkadzać.
Krążył w okół Kuanzy, wyglądał na bardziej przejętego niż ona sama...
Wtedy wyłonił się pierwszy maluch -Wielka Gaju, jaki słodki! - pomyślał samiec.
Ale jak się okazało to nie wszystko!
Mtego nawet nie podejżewał, że będzie ojcem jednego młodego, a co dopiero dwóch!
Był jeszcze bardziej zestresowany!
Teraz małe oseski były już na świecie... wielkim i złym.
Mtego z szerokim uśmiechem popatrzył na samicę, i po chwili zaczał lizać małe krokutki.
- Moje małe okruszki, bez obaw tata tu jest -
Powiedział pełen dumy, od dziś jest pełnoprawnym ojcem.


RE: Skalny las - Wawindaji - 20-10-2017

Pierwsza kulka nawet specjalnie się nie zastanawiała kiedy została przytknięta do sutka, tylko od razu się przyssała, jakby to miał być ostatni posiłek w tym krótkim życiu. Co prawda, było ciężko przez to, że co chwila był wylizywany od nosa po ogon, ale dawało radę. Tym bardziej, że pyszczek jak rzep przyklejony do brzucha. 
Ale nawet wtedy kiedy napił się ciepłego mleka, to było mu troszkę... zimno. Wcisnął się więc pod pachę swojej mamuśki i dopiero tam uroczo sobie ziewnął. A kiedy zrobiło mu się już wystarczająco ciepło to zasnął. To był wyczerpujący dzień, pora spać.


RE: Skalny las - Shinda - 10-11-2017

Szukając puk puka którego nigdzie nie było widać wielka żywa istota porwała mnie i zaczęła myć, różowe mokre coś mierzwiło mi futerko co zdecydowanie mi się nie podobało. Druga stała wydawała dźwięki i nic z tym nie robiła.  Zaczęłam więc bić łapkami w powietrzu i po chwili powędrowałam do jakiegoś ciepłego miejsca i przede mną pojawiły się wypustki przyczepione do tej istoty. Z ciekawości tknęłam to nosem i ucisnęłam łapką. Wtedy z tego czegoś wyciekło białe coś. Pachniało ładnie więc zaczęłam ssać wypustkę. Mój brzuszek był pełny i podpełzłam tak gdzie ten co siedział ze mną w domku puk puka. I wtedy go usłyszałam. Pukał wyraźnie niedaleko mnie podeszłam tam i przytuliłam się do miejsca z którego słyszałam puk puka. I wtedy poczułam się ... miło. Wielkiej istocie z którą poczułam że będę bezpieczna.


Skip do następnego etapu wiekowego

Rosłam szybko. A wraz ze mną moja ciekawość, wiedza i ego szybkość poruszania. Wiedziałam już że te wielkie istoty to mama i tata  ( jak to zresztą ciągle jej powtarzali). Miałam też tak zwanego braciszka. Na razie uważałam, że atakowanie go było bardzo zabawnym zajęciem. Nieźle też wychodziło mi mówienie. Potrafiłam już powiedzieć mama, tata, brat ( no dobra wychodziło bla ale kto by się tym przejmował) i am. Ta z kolei oznaczało ,, Mama daaaj białą dobrą ciecz". Lubiłam też jak mama lub tata mówili do mnie. Wielokrotnie próbowałam ich naśladować ale nie raczej to wychodziło, choć i tak byłam z siebie dumna. W sumie czas leciał a ja tylko się zastanawiała co jest poza naszym dotychczasowym światem. Dom puk puka okazał się tylko częścią i wyraźnie widziałam, ze to co było koło nas też miało dalszą część. Postanowiłam to sprawdzić. Gdy wszyscy spali zaczęłam iść w stronę gdzie wpadało lekkie światło i wyszłam w noc. To co widziałam było piękne. Piękne i strasznie duże. Ale nie bałam się zaczęłam chodzić i rozglądać się ciekawie na boki.


RE: Skalny las - Kuanza - 15-11-2017

Rola młodej matki nie była łatwa. Kuanza musiała się przyzwyczaić do regularnego karmienia maluchów, do pilnowania ich (co w przypadku pary małych hienek jest wyjątkowo zajmujące) i do bycia budzoną w nocy przez jej piski. Niepokoiło ją sąsiedztwo stada lwów i mniejsze drapieżniki, które czasem przechodziły przez te bujne tereny. Każdy z nich byłby śmiertelnym zagrożeniem dla młodych, gdyby je znalazł. Z tego powodu Kuanza stała się bardziej czujna i nieufna, nastawiona na obronę potomstwa.
Mtego jednak pomagał jej przezwyciężać trudności. Był z maluchami od chwili po ich narodzeniu, a dzięki jego wsparciu nie czuła się tak zagubiona.
Zresztą, choć to bywało stresujące, była szczęśliwa, mogąc opiekować się swoimi dziećmi. Przez ten czas stały się dla niej jeszcze bliższe; kochała je bezinteresownie i chciała dla nich jak najlepiej. Cieszyła się, gdy obserwowała ich postępy, jak z niezdarnych osesków stają się coraz żwawszymi i bystrzejszymi dziećmi. A kiedy po raz pierwszy wypowiadały słowo „mama”, jej serce było przepełnione dumą. Coraz większa samodzielność młodych oznaczała też nowe wyzwania dla rodzica, o czym Kuanza miała się przekonać niebawem.

Tej nocy samica zasnęła z dziećmi u boku, jednak jej sen był na razie dość płytki. Gdy zabrakło jednego z małych ciepłych ciał obok niej i nic nie dawało przysuwanie się ani przygarnianie łapą, i ten stan się przedłużał -  musiała się w końcu wybudzić. Rozejrzała się i ogarnął ją strach, bo jej córki nie było w ogóle w grocie. Wstała, starając się nie wybudzić Wawindaja. Gdy wyjrzała przez wejście, dostrzegła Shindę i westchnęła z ulgą. Szybko podeszła, złapała ją w pysk i odniosła na miejsce.
- Tak nie wolno. Gdy nie ma mamy i taty, może do ciebie przyjść coś dużego i złego. Nie rób tak.
Ta samotna wycieczka oznacza chyba, że nie należy już ich trzymać wyłącznie w grocie… Ale musi dopilnować, by wychodziły wyłącznie pod nadzorem i nie oddalały się.


RE: Skalny las - Shinda - 18-11-2017

Wciąż zaciekawiona patrzyłam na to co mnie otaczało i nie zauważyłam co porwało mnie w górę. Płakałam darłam się piszczałam, próbując się obrócić albo wyrwać się. I w dodatku szliśmy do braciszka i mamy! Musiałam ich ostrzec. Krzyk nasilił się.Dopiero kiedy to coś postawiło mnie na ziemi i zobaczyłam, że to mama przestałam piszczeć. Jednak nic nie rozumiałam i byłam tak przerażona przygodą, że mokro kapało mi z oczu i cała się trzęsłam.
- Maa...maa.aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!- chciałam coś powiedzieć ale nie wiedziałam jak. Nie rozumiem co się stało? Wciąż przerażona podeszłam do mamy z chęcią przytulenia się. Chciałam znów czuć się bezpieczna.


RE: Skalny las - Wawindaji - 18-11-2017

Chociaż Wawindaji większość czasu poświęcał na jedzenie i sen, to za największą rozrywkę uchodziło dokuczanie wszystkim i wszystkiemu. Swój trening zaczynał od dokuczania siostrze, potem jednak ciekawiej było atakować ogon rodziców, łapy i resztę ciała. W przerwach między tymi czynnościami atakował każdego robala czy cień, który mu się przed nosem napatoczył, nierzadko rozwijając przy tym kubki smakowe. Każda rzecz która się ruszała była tak samo fascynująca i tak samo godna zjedzenia. Najwyżej go po tym wszystkim brzuch bolał, ale potem nadchodził czas na maminy posiłek. Następnie zwykle nadchodziła pora na sen, tudzież drzemkę, bo w przypadku Wawindajiego sen był zbyt krótki by nazywać go snem.
Podobnież było w tym przypadku, jednak sen przerwała mu matka, a nie tak jak zwykle zbyt duże pokłady energii. Mało brakowało, a rozespany wróciłby do snu, chociażby pod pachą ojca, ale dlaczego życie miałoby być proste? Ryk siostry skuteczniej go wybudził. Wawindaji ziewnięciem oznajmił, że czas na drzemkę się skończył.


RE: Skalny las - Mtego - 20-11-2017

Mtego spał niedaleko groty, w ogóle nie zauważył wymykającej się córki.
Rozbudził się gdy usłyszał Kuanzę, ale po krzyku małej wstał na równe nogi.
- Co się stało? - Zapytał jednocześnie partnerkę i Shindę.
Jednak po tych słowach domyślił się, że mała się wymknęła.
Popatrzył z pobłażliwym wzrokiem na Kuanzę i spuścił uszy, po czy uśmiechnął się pokornie.


RE: Skalny las - Rinuzi - 28-11-2017

Czas mijał, a Rin coraz bardziej pilnowała swojego miejsca w hierarchii. Na razie dotyczyło to jedynie jej siostry, bo z dorosłymi rywalizować nie zamierzała (choć miała na to wielką ochotę), a maluchy Kuanzy nic specjalnie ciekawego nie robiły, a zatem nie stanowiły dla niej zagrożenia. Co nie znaczy, że pozwalała im sobie włazić na głowę, co to to nie! Rin bardziej je tolerowała, niż lubiła. Były małe, głupie, nudne i ogólnie wkurzające. Gdy pozwalały sobie na za dużo, mogły spodziewać się niezbyt delikatnej „kary”. Ale gdy tylko coś któremuś zagrażało, u młodej krokuty momentalnie włączał się instynkt macierzyński.
Tak było i tym razem. Ze snu zbudził ją wrzask. Z prędkością błyskawicy zerwała się na równe łapy i popędziła w stronę odgłosu. Po chwili zdyszana wchodziła do jaskini w której mieszkały hieniątka, a upewniwszy się, że wszystko jest w porządku, najpierwsz odetchnęła z ulgą, a następnie skrzywiła się i wypuściła z irytacją powietrze. Jak zwykle w takich sytuacjach, gdy tylko emocje opadły, przełączyła się na tryb „i po co mnie tu ściągaliście”.


RE: Skalny las - Kuanza - 15-01-2018

Przez wrzask córki Kuanza mimowolnie położyła uszy. No masz, zaraz obudzi cały Las. 
Chcąc opanować sytuację, przytuliła małą i zaczęła mówić do niej spokojnym głosem:
- Ciii... Jestem tutaj, nic się nie stało. Już wszystko dobrze...
Jednak chwilę potem, tak jak się spodziewała, przybiegł Mtego, a za nią Rinuzi. Niepotrzebne zbiegowisko, ale przecież nie wiedzieli z jakiego powodu usłyszeli ten wrzask.
- Cóż, nic poważnego. Shinda wybrała się sama na spacer, złapałam ją. Chyba ilość wrażeń ją przerosła - odpowiedziała na pytanie, cały czas przytulając małą.
- Idźmy spać - pogłaskała Shindę i Wawindaja po łebkach.


RE: Skalny las - Shinda - 16-02-2018

Oczy cały czas się mocno pociły tak że aż zatkał mi się nosek. Cały czas przytulona do mamy nie zwracałam na nic innego uwagi. Po kilku minutach mojego łkania i głaskania przez mamę powoli zasnęłam tak jak stałam, czyli wtulona w mamę.

SKIP O GRUPE WIEKOWĄ 


Czas mijał a świat malał. Mogłam obejmować większy kawałek maminej łapy. Uczyłam się szybko i mówienie szło mi coraz lepiej. W sumie potrafiłam już się dogadać ale niektóre słowa wciąż były trudne. Byłam pełna energii i mimo niemiłego pierwszego wyjścia z nory nadal nie lubiłam w niej siedzieć i często wychodziłam.Byłam bardzo ciekawska. Nie było kamienia ani liścia koło domu, którego nie znałam. Lubiłam też jak ktoś nas odwiedzał na przykład Ri. Uważałam ją za większą siostrę. Była bardzo fajna. Gdy słońce się pokazało, wstałam i cicho wyszłam z domku.Chodzilam oglądając sobie wszystko i węsząc w powietrzu. Zaraz znalazłam sobie  cel. Mały motylek siedział na kamieniu. Jaki kolorowy! Zjem go! Szłam ciuchotko ku niemu ale gdy skoczyłam poleciał gdzieś sobie. A ja upadłam na ziemię. Leżałam tak i patrzyłam w niebo. Co prawda było mokro ale przeszkadzało mi to.


RE: Skalny las - Rinuzi - 12-03-2018

Czas leciał, a Rin stawała się coraz większa i silniejsza. I starsza. Coraz bardziej ogarniała całe otoczenie z małymi hienkami na czele. Musiała ogarniać, bo dorośli coś się ostatnio porozłazili i jakoś dawno ich nie widziała. Na szczęście umiała już o siebie zadbać. Ta, ona umiała, dzieci Kuanzy nie. Nie okazywała im zbyt wiele uczuć, delikatna nieczęsto nywała, ale nie pozwalała, by stała się im krzywda. Szczególnie Shindzie, w końcu samica ważniejsza. Zresztą Wawindaj i tak też ostatnio gdzieś znikł... Może jest gdzieś razem z rodzicami? To była najbardziej prawdopodobna wersja zdażeń, ale Rin nie mogła opędzić się od myśli, że maczały w tym łapy lwy z tego stada, co od niedawna jest niedaleko ich domu. Przeklęte lwy! Nienawiść do nich zdawała się u młodej krokuty z każdym dniem być coraz większa.
Hiena była już po śniadaniu. Najedzona i zadowolona usadowiła się nieopodal zdobyczy i obgryzając kość obserwowała harce młodszej siostry. Tak, dla Rin nie liczyło się coś takiego jak więzy krwi. Jeśli Ndevu był wujkiem, to oczywiście Shinda była siostrą.