Król Lew PBF
W poszukiwaniu cienia - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: W poszukiwaniu cienia (/showthread.php?tid=2350)

Strony: 1 2 3


W poszukiwaniu cienia - Belial - 16-03-2017

Belial nauczył się że głód to takie samo uczucie jak sytość, z tym cze na minusie... Nie często więc polował, ale mimo wszystko jeść trzeba. Upolował więc tym razem młodego guźca, jakoś tak zasmakował w ich mięsie. W okolicy było sporo drzew, zaraz obok zaczynała się dżungla. Wybrał sobie miejsce pod jednym z drzew by móc odpocząć w jego cieniu. Położył upolowanego zwierza pod drzewem po czym sam położył się obok, nie chciał jeść w tej chwili, teraz był czas na siestę.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Zenzelé - 18-03-2017

- Jeszcze raz cię zobaczę, a z dupy ci powyrywam te wszystkie gówniane kolce!! - doszedł do uszu Beliala, od strony dżungli, wrzask niskiego, ciągle jednak kobiecego, głosu.
Rozwścieczona kotka szła przed siebie na trzech łapach. Czwartą, przednią, trzymała przy nosie i miotała w nią nienadające się do transkrypcji bluzgi w stronę tego, który ozdobił jej piegowatą mordę kilkoma kolcami ze swojego tyłka - jeżozwierza. Sierść na jej karku była mocno nastroszona, a niesiony poniżej linii grzbietu łeb tak pomięty zmarszczkami wściekłości, że trudno było dostrzec na nim cokolwiek z lwiej anatomii, więc można było śmiało dywagować, czy też te długie, czarno-białe igły sterczące pomiędzy białymi paluszkami należą do jego naturalnego stanu rzeczy, czy może jednak nie. Zanim furia opuściła Zenzele, lwica znalazła się już za blisko Beliala, żeby móc bez strugania z siebie idiotki zmienić kierunek agresywnego marszu i uznać, że nie szła w jego stronę. Oto zatrzymała się przed nim w jednej chwili, przymknęła złote oczy, wypuściła spomiędzy zębów uspokajające westchnienie i powiedziała:
- Jeśli zamierzasz to komentować, to zrób to teraz, pókim miła.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Belial - 18-03-2017

Przyglądał się lwicy gdy ta była jeszcze daleko, a gdy ta stanęła przy nim, musiał zadzierać łeb... Nie miał zamiaru wstawać. 
- jeśli teraz jesteś miła... To nie zaryzykuje sprawdzić jak wyglądasz gdy miła nie jesteś. - odparł niskim beznamiętnym tonem. Przyglądał się jej "przemiłej" minie, której uroku dodatkowo dodają kolce. Spojrzał w miejsce z którego przyszła lwica, po czym znów zadarł łeb by spojrzeć na nią. 
- natura to bezlitosna suka... - zażartował.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Zenzelé - 18-03-2017

Na jego pierwszą uwagę odpowiedziała przechyleniem głowy na bok i zmrużeniem oczu. Zza wachlarzyka z łapy wyjrzałby kwaśny uśmiech politowania, gdyby wbite w nos kolce aż tak nie blokowały nerwów i mięśni całej mordy. Musiała więc poprzestać na tym, co miała, czyli, odliczając uszy - atrybutach niewielu. Słowa przywitania Beliala wystarczyły jej jednak, by uznać jego męskie towarzystwo za w miarę niegroźne, kolejne utwierdziły ją tylko w tym przekonaniu, a wtedy już znajdowała się obok niego na malutkim wzgórzu pod drzewem, gdzie sadzała w miękkiej trawie swój tyłek.
- No mówię ci, gdybym... - Skrzywienie, odchylenie się do tyłu, pociągnięcie za najdłuższy z kolców i powolne wysuwanie go spod skóry - tą skurw... syn... jeszcze raz... - Zaciśnięcie oczu, szerokie rozwarcie paszczy w niewysłowionym wrzasku, wciśnięcie jęzora między zęby... Jest! Wylazł. Jeszcze tylko pięć.
Zrozpaczona Zen wyrzuciła gdzieś w trawę pierwszy kolec, schowała łeb w uniesionych wysoko barkach, po czym zamachała łapami w powietrzu, chcąc dać upust nagromadzonej frustracji i wyraz nieradzenia sobie z całą tą sytuacją.
- No weźże się tylko nie patrz! - obruszyła się, zaciskając do bólu oczy.
Z jej nochala sterczało jeszcze całych pięć kolców, czekających na zdecydowaną, męską łapę.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Belial - 19-03-2017

Sytuacja go bawiła, starał się nie zaśmiać... Jednak po chwili nie utrzymał powagi i uśmiechnął się. Wstał na łapy i usiadł przed lwicą. Chwilę się przyglądał kolcom, sprawdzał jak głęboko się wbiły. 
- mogę się nie patrzeć... - wzruszył ramionami. 
- ale mogę Ci pomóc... Zależy co wybierasz - dziwił się sam sobie że ma ochotę jej pomóc, kiedyś by ją pogonił i przez myśl by mu nie przeszło jej pomagać. Chyba stał się mniej wredny ale kosztem nawiedzania przez Windu. 
- skąd pochodzisz? Bo że wpychasz nos w nie swoje sprawy już wiem...


RE: W poszukiwaniu cienia. - Zenzelé - 19-03-2017

- Jesteś bardzo zabawny, muszę przyznać - mruknęła, gapiąc się bez ceregieli prosto w wyrosłe tuż przed nią oczy Beliala. Mówiła przez zaciśnięte zęby i ledwie poruszała się, chcąc zminimalizować ból, jaki zadawały jej wbite w kufę kolce, od czasu do czasu pozwalała sobie tylko na leniwe mrugnięcie lub przemieszczenie kity ogona, i tyle. Kita na lewo, kita na prawo. Podjęła decyzję, powiedziała z forsowanym spokojem po przymknięciu oczu: - Proszę, wyjmij mi te kolce z nosa, bo dostaję ataku maligny, kiedy myślę o tym, jak poruszają się w moim ciele, kiedy je sama wyciągam.
Wytrzymała chwilę w absolutnym bezruchu. Wzięła cichutki, słaby wdech i odpowiedziała na wcześniej zadane jej pytanie z tak nonszalanckim spokojem, jakby to jej osobisty prywatny lekarz był odpowiedzialny za jej opłakany stan:
- Stąd, to znaczy z krainy Czterech Stad, jak ją dawniej zwano, a ty?


RE: W poszukiwaniu cienia. - Belial - 19-03-2017

Westchnął cicho i zmarszczył czoło skupiając się na kolcach. Delikatnie łapą wyciągnął pierwszą. 
- Nie ruszaj się. - odparł wyrzucając kolec za siebie. 
- można po że ja też jestem stąd... Należałem kiedyś do stada. - w tym momencie wyciągnął kolejny kolec. 
- masz tu rodzinę? - był tego ciekaw, szukał przecież samotników.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Zenzelé - 21-03-2017

Zamknęła oczy, żeby nie patrzeć na jego zabiegi wokół swojego nosa (była raczej pewna, że oczy Beliala, jakkolwiek interesujące, dwukolorowe, nie zdołałyby przykuć jej uwagi do siebie na tyle mocno, by odwrócić ją od wydłużających w miarę wyciągania z ciała, umazanych krwią jeżozwierzowych kolców...). Nie ujęło to jednak nic z intensywności wyrazów, w które potrafiła w mgnieniu oka przyodziać swoją podatną na pantomimiczne wręcz aktorstwo mordę. Pod powiekami jej gałki oczne wykonywały więc raptowne ruchy, a brwi reagowały na każdą zmianę tonu w głosie rozmówcy, podobnie jak nos, który w chwili, kiedy Belial zadawał jej niezobowiązujące pytanie o rodzinę, zmarszczył się, podrażniony wydobytym z niego kolcem. W miejscu, gdzie ten jeszcze przed chwilą się znajdował, pojawiła się i zaczęła prędko rosnąć gęsta kropla krwi, a Zenzele zezowała na nią, bo była ciekawskim lwem od kocięcia i nie mogła się już dłużej powstrzymywać przed niepatrzeniem.
- Nie, o ile mi wiadomo - zaczęła, a w jej głosie pobrzmiewała jakaś niepodobna jej charakterowi, melancholijna dziewczęcość. Najpewniej było to podyktowane tylko brakiem tchu po dłuższym przyglądaniu się rance na nosie, bo tylko wziąwszy porządny haust powietrza, Zen doprecyzowała swoją odpowiedź już tylko sobie charakterystycznym niskim głosem: - jeden z drugim dupkiem szwendają się gdzieś po świecie, moi bracia, ek ekh, a matula ma jednak swoje obowiązki i nie mają one nic wspólnego z tą wspaniałą krainą... - Zamknęła oczy i ciągnąc z przymilnym uśmiechem na pysku, jakby szykowała się na popołudniowy zabieg upiększający, wysunęła łeb w przód, żeby ułatwić Belialowi schwycenie się za brodę czy za co on tam będzie chciał ją schwycić, w końcu to on grał w tym spektaklu pana doktora: - Nie wiem, jak ty się zapatrujesz na takie bzdurki jak swoje korzenie, lub jak rozumiesz pojęcie ojczyzny, ja w każdym razie mogę powiedzieć, że stąd pochodzę, bo stąd pochodziły plemniki mojego ojca... Dla ciebie to ma znaczenie? - Uniosła brwi pytająco, ale nie otworzyła oczu.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Belial - 22-03-2017

Belial uśmiechnął się po słowach lwicy, jednakże nie przestał bacznie przyglądać się kolcom przed kolejnym swoim ruchem. 
- ja chyba też jestem stąd, bo i mój ojciec był stąd. Nie znałem go, a ja nie znalazłem tu jeszcze nic w imię czego warto żyć, walczyć. - pyk i nagle kolejny kolec poleciała gdzieś w bok. Dopiero ten ostatni wymagał tego by Belial musiał przytrzymać lwicę za podbródek. Był delikatny jak nigdy. Dopiero teraz spojrzał jej w oczy i odrobinę się zmieszał szybko uciekając oczami w inna stronę. 
- samotnik nie ma lekko... Każdy chce zostać zapamiętany, a samotność temu nie sprzyja. - dodał zanim zabrał się za ostatni kolec.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Zenzelé - 22-03-2017

Spodobało jej się to wplecione w jego odpowiedź „chyba”, to że zakwestionował, jak ona, schemat wymieniania się między sobą, wzorem najprzykładniejszych, niebieskookich lwiczek, pieprzonymi kamyczkami utartych błahostek. (Twoje dwa turkusowe kamyczki za mój jeden rubinowy!) Jeśli już mówić, to mówić z sensem, znaczyć coś słowami, a nie paplać po próżnicy, sprzedawać innym dwa słowa o swoim rodowodzie, które podczas przypadkowego spotkania pod ślicznym drzewkiem znaczą tyle, co kwiat, co ptaszek, co sunąca spowolnionym cwałem na tle zachodzącego słońca żyrafa. Belialu, słusznie. Zenzele, jak ciebie zapewne również, gówno obchodzi, czy jesteście stąd czy nie.
Zainteresowana jego kolejnymi słowami, tymi o walce i wartościach, czyli tym wszystkim, przed czym umykała przez swoje dotychczasowe życie niby rącza łania, otworzyła ostrożnie jedno oko. Akurat on wtedy wyrywał kolejny kolec z jej nosa, więc zaraz też widok jego pyska zniknął z jej pola widzenia, rozmazany mimowolnie wpuszczonymi pod powieki łzami, bynajmniej rozpaczy, ot sprowokowanymi przez nieprzyjemne ukłucie i wywołanymi jakimś nieświadomym procesem w organizmie. Nieprzychylna im, uniosła wysoko brwi, podniosła z ziemi jedną łapę i starając się nie poruszyć łbem, przetarła zamoknięte oko. Kiedy ponownie zobaczyła przed sobą Beliala, wyraźnego i ostrego w konturze, on akurat odwracał wzrok na bok. Nie umknął jej ten gest, chociaż przyłapała na nim lwa ledwo co, w ostatniej chwili. Mogła dłużej przecierać to oko paluchem, nie miałaby później wieczorem problemu z wymiataniem śmieci ze swojej głowy...
- Zdecydowanie nie - zgodziła się tymczasem prostodusznie, bo na te śmieci miała dopiero wygospodarować sobie chwilkę po zachodzie słońca. Odczekała kilka sekund, zastanawiając się nad ciepłem trzymającej delikatnie jej żuchwę łapy. - Zdecydowanie nie sprzyja, chociaż... czy tak naprawdę każdy tego chce, tego nie byłabym taka pewna. - Wzięła słaby wdech i nagle rozpromieniała, w oczach i na uśmiechniętej mordce, dodając bez ironii: - Ratujesz okaz nikomu nieznanego gatunku imieniem Zenzele i na pewno nie wiesz, co znaczy jego nazwa, ale pozwolę ci zgadywać. - Zmarszczyła brwi w przelotnym namyśle. - Albo sprzedam ci odpowiedź za twoje imię, wybieraj.


RE: W poszukiwaniu cienia. - Belial - 23-03-2017

Faktycznie jesz się sobie nie przedstawili... 
- Jestem Belial... Miło cię poznać Zenzele. Każde imię powinno mieć znaczenie... Nasze z tego wynika, mają. - uśmiechnął się lekko. Robiąc zeza wpatrywał się uważnie w ostatni już kolec. 
- jeszcze zechcesz zostać zapamiętana... Przez bliskich chociażby,albo przez wrogów. A gdybyś była nic nie znaczącą istotą, to uwierz że takim nie pomagam... - jedno zdecydowane szarpniecie i ostatni kolec wylądował za Belialem. Chwilę jeszcze trzymał jej podbródek, wpatrywał się w jej nos jakby zapomniał co się dzieje... Gdy tylko zrozumiał co robi szybko ją puścił i znów spojrzał pod własne łapy... "co znowu stary?" pomyślał. "ogarnij się... Robisz z siebie debila". Po chwili spojrzał na upolowanego przez siebie guźca. 
- jesteś głodna? - zapytał nadal unikając jej spojrzenia. Dziwna sprawa... Nigdy nie był tak zawstydzony przed lwicą...


RE: W poszukiwaniu cienia - Zenzelé - 29-03-2017

Zanim Belial wyciągnął z jej nosa ostatni kolec, powiedział coś, co napełniło ją bezmierną konsternacją, taką aż po uszy, których nie miała. Zmarszczywszy brwi, nawet nie poczuła pożegnalnego ukłucia jeżozwierzowego szpikulca, mrugnęła tylko z odruchu. Zastanawiała się nad tym, czy przypadkiem czegoś nie pominęła podczas ich dotychczasowej konwersacji, czy Belial jej kogoś może nie przypomina, czy nie powiedział czegoś, co powinno zwrócić na siebie jej uwagę wcześniej. W stwierdzeniu tego, że coś dla niego znaczy, nie kryła się ponadto próżność, o którą łatwo w takiej sytuacji - szary, tak przynajmniej jej się zdało, nie postawił się na miejscu pana, którego łaskę ona, o nieszczęsna!, powinna w chwili swojej wielkiej zguby znać. Pobrzmiewał w jego tonie obiektywizm.
I ona więc, kiedy Belial już nie musiał, a jednak nadal podtrzymywał jej łeb, trwała w bezruchu, niespłoszona niepotrzebnym przedłużeniem tego już niekoniecznej bliskości. Patrząc gdzieś w rozkołysane za ramieniem lwa trawy, próbowała ostatkiem sił zrozumieć, co też jej wybawca miał na myśli i jak bardzo  ona się zaraz skompromituje, kiedy się okaże, że ją z kimś pomylił.
Kiedy ją puszczał, potrząsnęła ledwie zauważalnie głową, po czym powoli opuściła dotychczas zawieszone w powietrzu, między nią a szarym, łapy. Dotknąwszy chłodnej ziemi opuszkami, wstała, i na szczęście dla Beliala, nie zauważyła jego zmieszania, tak bardzo przejęta była jeszcze swoim i tak bardzo pragnęła już przejść z tym dziwnym stanem do kolejnego etapu - gniewnego lekceważenia.
Z tego wszystkiego zapomniała podziękować za ratunek, ale być może nie podziękowałaby również, gdyby była w pełni intelektualnych sił - to już należało rozważyć tylko w teorii.
Sprowadziła jednak w końcu uśmiech na swój piegowaty pysk i kiedy Belial proponował jej posiłek, naciągała tylne łapy i grzbiet, strudzona niewygodną pozycją, w której była zmuszona tak długo trwać, bezwstydna i swobodna w jego groźnej, samczej obecności.
- Chce mi się rzygać po tym wszystkim, nic nie przełknę - odpowiedziała.
Okrążyła drzewo, pod którym stali, tak żeby mieć bliżej siebie Beliala niż padlinę. Położyła się w trawie, a pomiędzy nią, ściągającą z niesmakiem z kufy własną krew, a mięsem, było wystarczająco miejsca dla niego.
- Niezależna. Samodzielna. W południowym dialekcie xhosa - powiedziała, przyglądając się nieprzychylnie swoim spękanym, umazanym świeżą posoką opuszkom. - Matka wiedziała, co ze mnie wyrośnie. - Uniosła przelotnie brwi i nareszcie zdobyła się na rozluźnienie mięśni mordy lekkim uśmiechem. Przymknąwszy oczy w geście zaufania w stronę Beliala, zabrała się za skrupulatne wylizywanie łapy i czyszczenie nią łebka z krwi.


RE: W poszukiwaniu cienia - Belial - 29-03-2017

Wodził za nią wzrokiem, skupiając się nad jej zachowaniem. Uśmiechnął się gdy tłumaczyła mu znaczenie jej imienia...
- ten który nie ma Pana, niegodziwiec świata, ten który podnosi bunt... - zaśmiał się cicho i pokręcił łbem. 
- To właśnie kryje się pod moim imieniem... - nawet nie chciał tego komentować, go to jedynie bawiło. Chociaż z drugiej strony... Czasami miał wrażenie że ostatnio wszystko zaczyna się zgadzać. 
- za jakiś czas nie zostanie żaden ślad... - wskazał łapą na jej pysk, cieszył się że jej pomógł, jednak ciągle nie potrafił odgadnąć co inni myślą, więc było mu niezręcznie... Nie wiedział czy lwica ma ochotę na jego obecność, czy może lepiej jak sobie pójdzie... Może na stare śmieci?


RE: W poszukiwaniu cienia - Zenzelé - 30-03-2017

Uniosła przelotnie brwi, ale nie otworzyła oczu, zbyt pochłonięta pielęgnacją pyska.
- Ha, widać, że nam obojgu życie pod czyimkolwiek nahajem nie jest pisane - odparła z lekkim rozbawieniem, pozwalając sobie na poderwanie ramion do jednego podrygu. Powiedziała to całkiem serio, ale śmiech Beliala kazał jej zrewidować swoją reakcję. Spojrzawszy na lwa, odniosła wrażenie, że nie traktuje on zwierzonej jej etymologii zupełnie poważnie, może i nawet się z nią w ogóle nie zgadza, co by znaczyło rzecz przeciwną do tej, którą Jaszczurka orzekła. Na szczęście dla niej, Belial zmienił temat, a ten, którym postanowił zastąpić wszystkie niedopowiedzenia dotyczące swojego miana, Zen uznała za naprawdę uroczy. Jeszcze nikt nigdy nie zatroszczył się o jej zadarty, piegowaty nos tak jak on. Ale pomiędzy gestami składającymi się na całkiem spójny obrazek porządnego faceta, z którymi Zen miała do czynienia niezwykle rzadko, ale to też nie były jej kręgi, gdzieś się ten lew gubił, zawieruszał. Przyłapawszy go właśnie na takiej krótkiej chwili absolutnej niepewności, wyjątkowo, może zważywszy na tą troskę w kierunku jej nosa, nie była uszczypliwa.
- Siadaj - poleciła, przechylając głowę na bok we wskazaniu miejsca obok siebie. Poczuła się jak matka, prawdziwa, dorodna matka, która po libacji trwającej całą porę deszczową musi powiedzieć swojemu synowi jakąś mądrość, taką co uratuje jej matczyny autorytet. Zenzelé byłaby wspaniałą matką, ale to już inna sprawa. - Więc gdzie ta panienka, dla której upolowałeś to cudo?
Wniosek nasuwał się na myśl od razu! Nienaruszona padlina kusiła zapachem na odległość kilku kilometrów, a dżentelmen Belial ani jej nie ukrył na drzewie, ani nie skubnął. Znaczyło: miał dziewczynę, albo chłopaka, czekał, ale ten lub ta się nie pojawiał, nie pojawiała. Biedaczek.


RE: W poszukiwaniu cienia - Belial - 31-03-2017

Ona chce by szary położył się obok? Dziwna sytuacja... Beli nie miał zamiaru tego zrobić, głównie przez to że lwica powiedziała to tak jakby chciała mu rozkazywać. Jednak nie dał po sobie tego poznać. Spojrzał ze zdziwieniem na swoją zdobycz,chwilę zastanawiał się nad jej słowami, chwilę zajęło mu zrozumienie jej słów. 
- Ja dla nikogo nie poluję...  - miał wrażenie że taka odpowiedź wystarczy,i że to jasno pokazuje że szary jest sam. 
- Nie jesteś głodna...  Gdybyś jednak zmieniła zdanie, możesz się śmiało posilić... - on też nie był głodny, zapolował raczej dla zabicia nudy.