Król Lew PBF
Daleko od nory - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Daleko od nory (/showthread.php?tid=2439)

Strony: 1 2


Daleko od nory - Kiburi - 07-05-2017

W trakcie swoich młodzieńczych wędrówek wiele razy zastanawiał się nad tym co w domu. Czy może matka wróciła z Zuri, czy co tam u ojca było. Czy w ogóle co było z Cienowiskiem. Co jednak się nie stało, tak bardzo do domu wracać nie chciał, ale odczuwał nieposkromioną potrzebę odpowiedzenia sobie na część pytać, zwłaszcza, że ponad rok minął odkąd sobie uciekł. Po prostu. 
Bo miał dość towarzystwa. I Beliala, w którym ojciec pokładał większe nadzieje niż w synu. Przynajmniej tak mu się zawsze wydawało. 
Ale sądził też, że ojciec byłby dumny. Usamodzielnił się i chociaż dalej w dupie był i gówno widział, to jednak trochę zobaczył jak to jest z tym śmiesznym tworem zwanym życiem. No i trochę zmężniał. I nawet odrobina grzywy mu wyrosła. 
W końcu poczuł jakby kawałek domu. Chociaż był jeszcze trochę daleko, to jego łapy stąpały już po wulkanicznej ziemi dookoła wulkanu. Teraz, kiedy stawał u jego podnóża, czuł się taki mały. Nie tak jak wtedy, kiedy spod Nory go oglądał, z tak daleka. 
Role się zamieniły, co? 
Kiburi okrążył wulkan tak, że miał na widoku skałę, wyglądającą jak łeb jakiegoś dzikiego zwierza. Nory nie było stąd widać, zbyt mała i gubiła się na horyzoncie. Dopiero tutaj przystanął, pod wulkanem, akurat cień padał na niego. Na dupie siadł tak, że aż sobie futro ubrudził kurzem.
Podejdziesz? Nie podejdziesz, boisz się mały szczylu. Ale i tak jesteś bliżej swoich odpowiedzi niż niektórzy przez całe życie. 
Westchnął. Podejdę. Ale jeszcze nie teraz.


RE: Daleko od nory - Ghalib - 08-05-2017

Od kilku dni szwendał się z dala od kryształowej pieczary - swojej nowej samotni. Myślał nad tym co nie tak dawno wydarzyło się w jego życiu. Najpierw poznał Ines, której nie potrafił pozbyć się z głowy a potem Zenzele... i o niej też myślał. Gdzie uciekła i dlaczego nie potrafiła spojrzeć na niego tak jak on na nią spojrzał? Nie wiedział dokładnie co czuł w tym momencie, ale miał wrażenie, że bał się o nią. Pierwszy raz bał się o kogokolwiek. Czyżby się starzał?
A co z Ines? Ich ostatnia rozmowa wywarła na nim spore wrażenie. Istotnie była zjawą, która nawiedzała jego umysł. Czy robiła to niezamierzenie? A może miała po prostu takie czarnoksięskie moce, że opętała jego umysł i nie chciała uwolnić? Czuł się rozdarty i irytowała go ta sytuacja. 
Wędrówka najpierw zaprowadziła go pod Norę i tam rozmówił się z jej nowym właścicielem. Nie czując się dalej związanym z tym miejscem ruszył dalej przez szare ziemie. Szwendał się jak zwykle kiedy starał się zgubić własne myśli.
I wtedy dostrzegł coś, albo raczej kogoś, kto wydawał mu się dziwnie znajomy. U podnóża wulkanu siedziała czarna sylwetka dużego kota. Wyglądał młodo. Ostatnio często spotykał czarne lwy. Może tylko mu się zdawało, że go znał. Postanowił podejść bliżej. 



RE: Daleko od nory - Kiburi - 08-05-2017

Jakby się zastanowić, to wcale nie potrzebował tych odpowiedzi. Może z czasem by zapomniał. Ale skoro już tutaj jest, to dlaczego miałby się nie dowiedzieć? Niech cię cholera, głupia myśli. Przynajmniej się zmęczył chodzeniem na tyle, że mógł myśleć w spokoju o czymś innym. Znaczy się, próbować jakoś zamulić myśli o domu jakimiś innymi myślami. 
Powinien był z raz oberwać po mordzie. Tak porządnie. A nie tylko lewackie potyczki, po czym i tak odchodził, bo nie miał jeszcze pary w łapach. Zresztą, nie stanowił jeszcze zagrożenia. Na pewno nie z tą ledwo odrośniętą od łba grzywką. 
Konkretnie masz coś z głową. Fuknął, na nadchodzący od frontu wiatr. Wraz z wiatrem leciało jakieś paskudne ptaszydło, też czarne, ale akurat to nie miało znaczenia. Kiedy wędrował za nim wzrokiem, jakoś go tknęło by zniżyć na moment swój wzrok, na ziemię. 
Ktoś szedł. No niech by Cię jasna aniela, ale przynajmniej oderwał myśl od tego co go tutaj przywiodło. 
No nic, wstał, napiął się i wyszczerzył zęby gotowy zareagować od razu. Lepiej o takich rzeczach myśleć zawczasu. Ostatni rok nikt z nim w przyjaznej atmosferze nie rozmawiał. Chyba stał się przez to ciut nerwowy. 
No chodź tutaj, ktokolwiek jesteś.


RE: Daleko od nory - Ghalib - 08-05-2017

Jak tylko zaczął się zbliżać dostrzegł, że ma do czynienia z obcym lwem i do tego młodym. Nie był jednak pierwszym by oceniać po długości grzywy, choć wyglądało na to, że tutaj był jedynym prawdziwym lwem znad Tsavo. 
Otworzył pysk i wydał z siebie przeciągłe, niskie wycie, które obwieszczało jego obecność a jednocześnie brzmiało na tyle mocno i głęboko, iż zdradzało przynależność do silnego osobnika. 
Był bliżej i kiedy w końcu mógł młodzieńca dokładnie dostrzec miał wrażenie, że spogląda we własne odbicie. Otworzył szerzej oczy. Kim był ten młodzieniec? Widział, że nie czuł się pewnie, zachowywał się nerwowo i ostrzegawczo pokazywał zęby. Jednak nie z Ghalibem te numery. Walka na wywarcie wrażenia na potencjalnym przeciwniku i tak wydawała się być z góry przesądzona. Starszy Tsavo był rosłym lwem w pełni sił, a dodatkowo groźnego wyglądu przydawały mu rozległe blizny po poparzeniu. Ktoś, kto przeszedł przez tyle co Ghalib musiał być silnym osobnikiem. 
Był blisko, w odległości zaledwie trzech metrów. Nie miał zamiaru dać na siebie warczeć, więc sam obnażył kły i wydał z siebie donośny ryk by dać młodemu do wiadomości, że musi dać za wygraną. Ghalib nie zamierzał też dać czmychnąć czarnemu młodzikowi póki nie rozwieje swoich wątpliwości. 
- Kim jesteś? - Warknął.



RE: Daleko od nory - Kiburi - 08-05-2017

To był jednak najprostszy sposób na rozwiązanie starcia zanim jeszcze w ogóle do niego doszło. Słysząc te odgłosy, a potem widząc zbliżająca się kupę mięsa Kiburi wewnątrz skarłowaciał do rozmiarów lwiątka jakim był, kiedy stąd uciekał. Mimo iż w zasadzie już gotował się do odejścia, to coś kazało mu sekundę dłużej zostać. Może była to zwykła duma. Nie lubił odchodzić z taką łatwością, chociaż zazwyczaj i tak musiał. 
Schował zęby pod wargi dopiero wtedy, kiedy lew zbliżył się na tyle, że dało się odczytać jego twarz. Nie wyglądała... tak jakby chciał. Znaczy się, szedł do ojca, tak? Czy miały prawo być tutaj podobne jemu lwy? Miały. Ale prawdopodobieństwo, że byłyby tak łudząco podobne był praktycznie zerowy.
Jakby patrzył w lustro. Ale niee... coś tutaj było nie tak. Skoro jest tutaj, to dlaczego nie ma go w pobliżu Nory? Co niby tam się takiego stało tylko w ciągu roku? 
- Nie jesteś gospodarzem. Nie muszę Ci odpowiadać.
Rzekł, cofnąwszy się krok do tyłu. Tylko jeden skok w bok i już mógł spokojnie uciekać gdziekolwiek byle stąd. Nie miał pojęcia, że nie jest tutaj na jego terenie w rzeczywistości. Tylko tak trochę zwlekał z odpowiedzią. 
A ciekawe co zrobisz, jak już się przegnie pałka i ten lew nie jest taki cierpliwy. Jesteś obcym samcem, obcych samców się nie lubi. Nigdy. 
- A... 
Zawahał się. W zasadzie mogło się to przez moment zdawać stęknięciem, bo sytuacja była upierdliwa. 
No dalej, zapytaj czy to on. Najwyżej się pomylisz.
- Ty to... Ghalib? 
Zrobił skwaszoną minę.


RE: Daleko od nory - Ghalib - 08-05-2017

To nie był dobry tekst, zdecydowanie nie był dobry. Nie kiedy ma się do czynienia z silniejszym osobnikiem. Ghalib uderzył łapą w glebę wzniecając pył i kurz, niewielka ale efektowna demonstracja siły. Jakby jeszcze chcąc wzmocnić swoją pozycję smagnął ogonem i wydał z siebie jeszcze jedno warknięcie. Uważaj młody - mówiło. - Uważaj, bo oberwiesz. 
- Przemawia przeze mnie prawo silniejszego - warknął robiąc krok ku młodemu. Niech nauczy się rozumu i respektu. Jeśli stado albo chociaż rodzice nie nauczyli go tego, to Ghalib nauczy go tego z chęcią. 
A potem młody zamilkł i przyglądał mu się. Poparzeniec ulegał jednak bardzo podobnym wrażeniom co młodzik. Wydawało się, że mieli ze sobą coś wspólnego. Tylko co?
Nie wiedział jeszcze nad czym się zastanawiał. Ghalib wcale nie miał takiej ambicji i determinacji by rozwiać swoje wątpliwości wobec niego, więc dziwiło go dlaczego jeszcze nie czmychnął w popłochu. Już dawno powinien poczuć się przegoniony z tego miejsca. 
I wtedy usłyszał dziwne pytanie. Skąd ten młody znał jego imię? Przyszła mu do głowy wzmianka w rozmowie z Kapłanką Ines, że spotkała młodego, czarnego lwa, który twierdził iż poszukuje ojca. Ten był jednak starszy niż opisywany przez nią lwiak. 
- A kto pyta? - Zagrzmiał tonem, który gdyby mógł, poruszyłby cały ten wulkan za nimi.



RE: Daleko od nory - Kiburi - 08-05-2017

Och, czyli jednak miał rację, myśląc, że nie jest gospodarzem. Tylko właściwie co mu to dało? Chwilę wytchnienia? Kolejny pokaz tej cudacznej scenki? Chciał jakoś w ten sposób dodać pewności sobie, ale to był raczej marny pomysł. I już myślał, że ten lew stwierdzi, że czas pokazać siłą kto jest szefem, ale jakoś chyba się rozmyślił? 
Stulił uszy przez ułamek sekundy. 
No dalej, idź sobie. Pokazałeś temu dużemu lwu, że nie ma co się Ciebie bać, to sobie teraz idź. 
Ale jedyne co potrafił zrobić w obliczu nurtującego go pytania, to cofnąć się znów do tyłu. No weź już sobie idź. Poszukasz jakichkolwiek śladów Cieniowiska w pobliżu Nory, tam najłatwiej zacząć. Tylko, że jemu fakt stojący i fukający przed nim się nie zgadzał. A może tatko miał brata? Albo coś.
Dobra, powiedz mu. To może przestanie tak się stroszyć jak paw. 
- Kiburi. 
Kilka sekund, grzmiącej bardziej od burz i ryków lwa przed nim, ciszy. Napięcie rosło, szkoda, że mięśni bardziej nie mógł napiąć. Miał wrażenie, że od tej atmosfery powietrze tak zgęstniało, że można byłoby je łyżką jeść. 
- To jesteś, czy nie?


RE: Daleko od nory - Ghalib - 08-05-2017

I stało się. Usłyszał imię obcego lwa i na raz uświadomił sobie, że wcale nie był obcy. Jak ręką odjął ustał warkot i ryk, który ustąpił wyraźnemu zaskoczeniu malującemu się na surowej, samczej twarzy. Zmrużył dolne powieki i ściągnął brwi. 
To na prawdę był Kiburi?
Chwilę jeszcze myślał. Może dlatego, że nie spodziewał się spotkać tutaj swojego pierworodnego. Był w lekkim szoku, co tu dużo kryć. Widać to było po nim i widać było, że nie bardzo wiedział jak ma się teraz zachować. Co powiedzieć? Westchnął głęboko.
- To ja - nie sposób mu było oderwać oczu od tego młodzika. Istotnie był krwią z krwi Ghalibowego rodu. Teraz wdział to wyraźnie. Skóra zdjęta z ojca, tylko rysy jakby pyska jakby po matce. Na raz wezbrał w nim gniew tak raptowny, że chyba tylko błyskawica mogłaby się swym gniewem z tym równać. Ledwie dawał radę powstrzymywać się od tego by wymierzyć cios czarnemu młodzikowi. 
- Co ty tu robisz - brzmiał jakby na siłę powstrzymywał się od krzyku. Chciał wyjaśnień tu i teraz. Był gotów myśleć, że ktoś go zabił gdy Ghalib nie pilnował. Kto wie? Może gdyby jego syn nigdy nie odszedł, Cieniowisko nadal by istniało, a Ghalib nigdy by nie opuścił krainy? Może Belial nie zaprzepaściłby ciężkiej pracy swojego poprzednika.



RE: Daleko od nory - Kiburi - 08-05-2017

A ten co się tak dziwił. Znał mnie skądś? Przeszło mu przez myśl, widząc, jak agresja ustępuje w samcu, dając miejsce na bardziej przyjazne dla Kiburiego uczucia. 
Och, może przynajmniej się na mnie nie rzuci. 
Z kolei Kiburi nie był tak bardzo zaskoczony. Znaczy się, nie bardziej niż faktem, że go w ogóle tutaj spotkał. Ale przecież był nie tak daleko od Nory, więc jasnym było, że go spotka. Prędzej czy później. Może matka też wróciła? Młody wyglądał na ciut bardziej rozluźnionego kiedy Ghalib przestał powarkiwać i strzelać ogonem jak z bicza. Co wcale nie znaczyło, że atmosfera całkiem się rozluźniła, że zaraz rzucą się sobie w objęcia i będą tak bardzo wypytywać o siebie. 
Najbardziej liczył chyba na to, że po prostu oboje przyjmą ten fakt do wiadomości. Że się spotkali, że są rodziną, że gdyby nie uciekł, mogło być znów tak fajnie. Nie odrywał wzroku, bądź co bądź, lepiej widzieć jakie ma zamiary. Nawet jeśli to jest twój ojciec, twoja krew, ten co pozwolił by w lwicy zatliło się życie i żeby to życie jeszcze wyszło na świat. 
Że urosło. Trochę za bardzo, trochę takie nieposłuszne, niepodobne. Ale wzrok przecież nie mylił. 
- Wracam tam gdzie się urodziłem
Kiburi zwrócił łeb tam, gdzie była prosta droga do tego, żeby zajść do domu. Trochę jednak nie po drodze, bo częściowo ten szlak zasłaniał mu lew. 
Dobra, najwyżej pójdziesz na około. Co szkodzi, w końcu i tak tam dojdziesz. Nie śpieszy się.
- Chyba, że masz coś przeciw?
Mlasnął, zwracając wzrok z powrotem na tsavo. To pytanie było raczej zbędne, poniekąd chciał podtrzymać rozmowę, trochę zwlec z czasem. I tak nie miał zamiaru posłuchać jakich sprzeciwów, że miałby tam nie iść bo co. 
I tak nie trzymała ich żadna więź poza linią krwi. Tak właśnie myślał. Bo co za lew, w dodatku samiec chciałby powrotu swojego syna, jeszcze po tak nagłym zniknięciu. Bez pożegnania, bez słowa, po prostu tak sobie wyparował. 
No kto by Cię niby chciał miękka klucho. 
Nie jestem miękką kluchą, głupi mózg.


RE: Daleko od nory - Ghalib - 09-05-2017

Znów uderzył łapą niewinną niczemu glebę. Nie mógł ustać w miejscu, więc krążył, to szedł na prawo to na lewo a uderzeniem łap wzburzał więcej kurzu. Nie podobały mu się słowa Kiburiego, nie takich odpowiedzi oczekiwał. Pewnie podskórnie liczył, że młody sam zacznie się tłumaczyć, ale nic z tego. Ghalib na razie nie zamierzał ciągnąć go za język. 
W końcu zatrzymał się obracając pysk w stronę młodzieńca. Smagnął mocno ogonem.
- Nie masz do czego wracać - powiedział przekręcając oczyma i wzruszając ramionami. Nie wnikał w to, czy syn przyjmie słowa ojca do wiadomości, czy może jednak spróbuje być mądrzejszym i sprawdzi na własną łapę czy staruszek mówi prawdę. Nie dbał o to, ale mógł przynajmniej powiedzieć mu to, co sam uważał. 
- Nie czeka cię tam nic, czego mógłbyś się spodziewać - wzruszył ramionami ponownie. 
Ghalib zmierzał w zupełnie innym kierunku i nie zamierzał odprowadzać syna pod Norę. Z drugiej jednak strony mając już wiedzę, że na terenach Cieniowiska rezyduje teraz inne stado, chyba czuł jakieś wątpliwości co do pomysłu Kiburiego, żeby tam iść. Może jednak wolał by jego potomek nie próbował dać się zabić? Nie mógł wiedzieć jak stado Myra potraktowałoby takiego młokosa jak Kiburi.


RE: Daleko od nory - Kiburi - 17-05-2017

Nie podobała mu się odpowiedź. Że niby jak nie miał do czego wracać? Cholera, to był jedyny kawałek ziemi do którego w ogóle mógłby wracać. Jedyna kupka skał o której myślał, do której chciał wrócić i, cholera, po tylu miesiącach w końcu postawił łapy w pobliżu. A pierwsze co zobaczył to ojca, w dodatku jeszcze kawał od domu, który mu mówi, że ma tam nie wracać. 
W sumie to wiele wyjaśnia. Skoro Ghaliba nie było tam gdzie w zasadzie powinien być... co mogło to znaczyć? Że zostawił Cieniowisko? Że uznał, ze skoro rodzina mu zwiała to mógł pogrążyć się w jakiejś złości i zniszczyć to co sam stworzył? 
Nie, nie, nie. Nie ma powodów do nerwów, tak? Przecież sam wiedziałeś, że mogło się tak skończyć. Tylko malutka część ciebie myślała, że wrócisz i będzie jak dawniej. 
Kiburo sam nie wiedział co myśleć. Złość i smutek odbijały się w jego oczach na zmianę, jedno po drugim. 
Chrząknął.
- Więc jednak Belial nie okazał się takim cudownym dzieckiem? 
Wyszczerzył zęby. 
Tak, powiedz mi, że mu się nie udało. Że wcale nie był taki super, że jedyne co udało mu się osiągnąć to rozpad stadka. Rodziny. Że zaprzepaścił szansę na coś wielkiego i teraz się pewnie włóczy sam po świecie, tak samo jak Ghalib. Jak... Kiburi.  
Mimo, iż porażka Beliala poprawiała humor młodemu, to jednak liczył na to, że nie miał racji. Chciał myśleć, że miałby gdzie wracać. A przynajmniej do kogo.


RE: Daleko od nory - Ghalib - 21-05-2017

Nie myślał o tym, czy zaskoczy jakoś Kiburiego czy też nie, ale na wzmiankę o Belialu na ghalibowym pysku nie pojawiła się żadna emocja. Może wcześniej reagował złością, jednak teraz już mu przeszło. Niemniej nie umknął mu przytyk, który był intencją jego syna. Ghalib wzruszył ramionami bez większego przejścia. 
- Może gdyby nie był jedynym wyborem, ktoś inny okazałby się cudowniejszym dzieckiem - posłał tnące spojrzenie czarnemu jak noc młodzikowi. 
Ghalib nie miał złudzeń. Kiburi opuścił Cieniowisko zanim on sam porzucił je w łapach Beliala by udać się nad rzekę Tsavo. Nie miał innego wyboru. Jeśli chciał osadzić na przywódczym miejscu w hierarchii swojego wychowanka, to Belial był jedynym wyborem. Tymczasem zniknęła Mirra wraz z  Zuri, a potem jego jedyny syn również opuścił stado. Nie mógł więc rzucić wszystkiego i szukać ich. Musiał iść do przodu.
Teraz to on trochę czekał. Chciał zobaczyć czy w to co teraz powiedział wywoła w Kiburim jakiekolwiek emocje. 
- Przybyłeś tutaj specjalnie, żeby dogryźć ojcu? 



RE: Daleko od nory - Kiburi - 21-05-2017

- Trzeba było dłużej się zastanawiać. 
A co miał powiedzieć. Tak tato, przepraszam, że zaprzepaściłem twoją szansę na stworzenie stada? Nie ma mowy. Mógłby jeszcze oskarżyć go o to, że matka go zostawiła i zabrała tylko siostrę. Wolał jednak nie poruszać tak drażliwego tematu. To, że on uciekł to jedno, to że matka ich zostawiła było zupełnie inną sprawą. 
Mogli by się tak nawzajem obwiniać, ale Kiburi musiał wspomnieć o Belialu. Chociaż tak na dobrą sprawę wolał o nim nie myśleć. Westchnął, przymykając do połowy powieki. Nie mógł sobie pozwolić na gdybanie, to hamowało jego rozwój. Przecież tak nie mogło być. 
On nie był niczemu winien. 
- Pewnie. Przybiegłem tutaj szmat drogi tylko po to, żeby Ci powiedzieć jakim złym byłeś tatą. 
Parsknął. Gdyby miał przyjść tutaj tylko po to, żeby powiedzieć ojcu to i owo, to od razu darowałby sobie podróż w te rejony. Przecież odwiedził tyle ładniejszych miejsc w których mógłby się osiąść. 
Może za bardzo w krew weszło mu podróżowanie. Przecież w takim wieku nie miałby dzieci (o zgrozo), ani nawet panienki. 
- Myślę jednak, że wiele bym na tym skorzystał, gdybym trzymał się w twoim towarzystwie. Nawet jeśli... Cieniowisko... no wiesz. Planowałem znaleźć kogokolwiek, ale skoro natrafiłem na ciebie wcześniej...
Wodził wzrokiem za miejscem, gdzie byłaby Nora. Chyba i tak tam pójdzie, nawet jeśli nie ma po co. Po prostu żeby się mentalnie pożegnać, bo przecież tego nie zrobił, kiedy uciekał z domu. 
Powrócił wzrokiem do ojca.
Och, tatku, weźmiesz mnie ze sobą? Taką przybłędę? Taki beznadziejny przypadek? Weźmiesz znów krew swojej krwi?


RE: Daleko od nory - Ghalib - 22-05-2017

- Nie oszukujmy się, odszedłeś zanim w ogóle zacząłem myśleć o przekazaniu władzy - wzruszył ramionami. - Gdybyś urodził się tam skąd pochodzę, przegoniłbym i ciebie i Beliala zaraz po tym jak byście dorośli. Gdyby nie zbiegi pewnych okoliczności, ani tobie ani jemu nie oddałbym władzy aż do własnej śmierci.
Nie zamierzał się tutaj przepychać z młodzikiem, zatem zamierzał raz na zawsze wyjaśnić tę sprawę. Nie zamierzał się też więcej do tego więcej odnosić. Kiburi nie sądził chyba, że Ghalib oddałby mu władzę gdy tylko ten by podrósł. 
Przemilczał uszczypliwy żarcik, który padł z ust jego syna. Uniósł jedną brew wyżej a jego pysk przybrał zniecierpliwiony i wyczekujący wyraz. Samiec miał dość gadki szmatki, równie dobrze mogliby teraz pogadać o pogodzie. Jednak wreszcie Kiburi powiedział o co mu tak na prawdę chodzi. Ghalib zmrużył oczy przyglądając mu się uważnie. Prychnął.
- Powinieneś szukać samców w swoim wieku do koalicji - skrzywił się nieznacznie. Z drugiej zaś strony sam był obecnie samotnikiem i raczej nie planował życia w stadzie w najbliższym czasie. Mruczał coś pod nosem niezadowolony. Spojrzał błękitnymi ślepiami na krew ze swojej krwi. Nie miał innego męskiego potomka, a biorąc pod uwagę jak konfliktowe życie prowadził nie zdziwiłby się gdyby ktoś chciał dotrzeć do niego przez Kiburiego. Zimna kalkulacja, mając go przez jakiś czas przy sobie miałby pewność, że jego linia przetrwa.
- Niech ci będzie - odezwał się po dłuższej chwili milczenia - ale słuchasz się mnie.
Miał nadzieję, że chociaż ta kwestia będzie jasna, że nie będzie musiał przypominać synowi jak działa lwia hierarchia.



RE: Daleko od nory - Kiburi - 23-05-2017

- Większość w moim wieku jest słaba jak ja. Lepiej chyba kumplować się z silniejszymi od siebie, nie? Zresztą...
Powiódł wzrokiem po krainie dookoła. Ale zdawało się jakby wodził wzrokiem po horyzoncie, gdzieś dalej za to pustkowie naznaczone śmiercią. 
- Tutaj natura chyba się rządzi innymi prawami. 
Jeszcze pamiętał w domu gadki o tych super stadach, w których różnorodność była, co niekoniecznie objawiało się poza ziemiami tychże. W zasadzie jedyne stadka na jakie trafiał z dala od Nory były malutkie jak w domu. Prawdopodobnie, gdyby urodził się tam gdzie Ghalib, już nigdy by się więcej nie spotkali, na pewno nie wtedy kiedy Kiburi miał już dwa lata. 
Jednak wolał z nim na razie trzymać. Przynajmniej póki zasób wiedzy o tutejszych terenach był u niego znacznie większy. No i też był silniejszy, jakby nie patrzeć, wzajemne pilnowanie sobie pleców mogło być zbawienne dla młodzika. 
- Oczywiście.
Uśmiechnął się delikatnie, ciesząc się na tą myśl, że jednak "Cieniowisko" będzie istnieć, jakkolwiek an to nie patrzeć. Chociaż w zasadzie był już gotowy do usunięcia się z drogi ojcu to jednak czekał, a bo ma może coś do powiedzenia? Chociażby może chciał powiedzieć delikatnie synkowi, żeby pozwiedzał na własną łapę okolice? 
Powinienem coś teraz powiedzieć?