Król Lew PBF
Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] (/showthread.php?tid=2835)

Strony: 1 2 3


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Aquila - 09-02-2018

Musiało to zabawnie wyglądać gdy raz po raz po każdej wypowiedzi kotowatego, orzeł przekrzywiał głowę. Cieszył się, że jednak udało mu się zgarnąć następne stworzenie do tworzenia nowego świata.
- Ale gdzie nam się śpieszy? To jest daleka drogą i trochę nam to zajmie, możemy ruszać ale czy w takim deszczu chcesz iść taki kawał? - Zapytał spoglądając w niego, oj padało od jakiegoś czasu.
- Właściwie to może i lepiej ruszyć nim zacznie się na dobre jakaś burza.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Kikao - 09-02-2018

Karakal opanował w sobie emocje. Uświadomił sobie, że są one zbyt widoczne. Kiako opuścił głowę.
- Masz racje... - mrukną. - Ale lepiej ruszajmy od razu... bo jeszcze mi się tu rozmyślisz! I nie będzie już tematu...
Kotowaty zaczął przebierać łapami, nie mógł się doczekać dalszego kroku.
- Czy to deszcz czy burza to i tak nas ona nie ominie. - dopowiedział wesoło. - Więc jak? Idziemy?
Żółtooki zastrzygł uszami z nadzieją w oku przyglądał się czarnemu orłowi który co chwilę zabawnie przekrzywiał głowę.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Aquila - 09-02-2018

Rozłożył skrzydła szeroko i spojrzał w dół i na boki szukając wygodnego miejsca do startu.
- No to leć za mną - Odpowiedział na ponaglenia. - Znaczy się nie leć, a idź będę leciał powoli i trochę krążył po niebie znajdziesz mnie bez problemu.
Zeskoczył z gałęzi poruszył raz i drugi skrzydłami i już był czarną kropką na stalowym niebie. A po paru sekundach krążącym powoli nad ziemią orłem.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Kikao - 10-02-2018

- Jasne... Już lecę. - powiedział ironicznie.
Kikao przewrócił oczami i pognał za latającym ptakiem. Karakal był przygotowany na szybki i wykańczający bieg za nowym znajomym ale było wręcz przeciwnie. Czarny orzeł dotrzymywał kroku kocurowi i na odwrót. Młody popatrzył się na towarzysza i uśmiechną się. Wydawał się zupełnie inny niż na początku się wydawał. Ale w sumie... to dopiero początek.
- Myślisz, że twój szef się zgodzi? Na przyjęcie mnie do stada? - powiedział trochę głośniej na wszelki wypadek by ptak usłyszał i żeby deszcz nie zagłuszył jego słów


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Aquila - 12-02-2018

Żarty się też trzymały jego kompana. Ha! Toż do doskonale, będzie miał komu opowiadać zabawne historie. Bedzie miał kto mu opowiadać śmieszne historie. Lot dostosował do tego kiedy razem z Wendigo przemierzali niemal przez cała krainę. Miał w takim razie trochę doświadczenia w przeprowadzaniu ziemców po ziemi.
- Nie widzę powodu dla którego miałby się nie zgodzić. Zresztą możliwe, że będzie chciał sprawdzić czy się nadajesz, ale w jaki sposób to szczerze powiedziawszy nie wiem. - Braki mieli duże, nie chciał wspominać, że planowali porywać młode w nocy z ich legowisk by potem wdrażać w nie nowy sposób myślenia.
- Jesteś młodym i silnym karakalem, przydasz się nam a my przydamy się Tobie.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Kikao - 14-02-2018

Młody zrobił wielkie oczy. Sprawdzić czy się nadaje? Ha!
- Nie będzie takiej potrzeby... Wystarczy, że spojrzy mi w oczy i ujrzy wielkiego wojownika! - powiedział pół żartem, pół serio.
Karakal poczuł dumnie kiedy orzeł zaczął mówić jaki to on silny. 
Pewnie w każdym stadzie przydałby się taki karakal z taką postawą jaką on ma! - pomyślał dumnie.
Ale Kikao nie był naiwny i wiedział, że niektórzy mówią jaki on silny, jaki on sprytny a potem przez jego nieuwagę wbijają kły w kark.
- Bez przesady... - mrukną rozbawiony. - Ale jestem pewien, że wam się przydam a wy mi!
Nagle kotowaty przypomniał sobie o pytaniu które miał jeszcze zadać.
- Jakie tereny obejmuje wasze stado?


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Wendigo - 15-02-2018

bu :v
///A tymczasem na skale Skazy///


Brązowy, chudy lew spał w środku skały. Nagły krzyk jakiegoś ptaka wybudził go ze snu, lecz nie otworzył oczu, a wsłuchiwał się w ciszę i mrok go otaczający. Leżąc tak przez chwilę, zastanawiał się co by tu porobić. Otworzył więc ślepia, powoli przyzwyczajając je do ciemności, po czym jak to wypada po śnie, rozciągnął się, przy tym ziewając. Wstał, rozejrzał się po pomieszczeniu i powolnym krokiem skierował się do wyjścia.
Cichy szmer kroków rozniósł się po jaskini, a oczom lwa ukazało się powoli wschodzące słońce, z tarczą jeszcze znajdującą się za horyzontem. Różowe niebo wyglądało jak namalowane, a zimna skała, której lew dotykał łapami, rozbudzała organizm przed rozpoczęciem dnia. Zatrzymał się na parę kroków przed krawędzią skały, po czym usiadł, patrząc na powoli rozjaśniające się niebo. Trochę już go tu nie było, dobrze jest w końcu tu wrócić. Nigdy by nie uznał za czasów królestwa, że to miejsce ma na pewien sposób swój urok. Dość nietypowy, lecz jednak go ma. Chociaż, zapewne było to spowodowane rangą, taki król to mógłby sobie podziwiać tereny cały dzień, a nie jak podwładny, musząc spełniać rozkazy. Słaby wiatr poruszył nieco grzywą lwa, a ten wziął głęboki oddech, i przymknął oczy. A może by tak złapać jakąś zwierzynę? Przydałoby się coś mieć w tej jaskini, chociaż na przekąskę, średnio już przepadał za szczurami. Wypadałoby zrobić jakąś zmianę.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Aquila - 15-02-2018

- To jak uważasz. Też mam nadzieje że tak właśnie się skończy. - Ptak zawsze zniżał lot by przekazać parę słów karakalowi. Mimo deszczu było całkiem przyjemnie.
- Tereny to Skała Skazy o których wspominałem wcześniej oraz tereny w około do których nikt nie rości sobie praw. Więc myślę że to będzie bardzo dobre miejsce. - I znów zwiększył pułap.

Khm, Khm. "jakiś czas później"
Zbliżali się w końcu do skały. Czas był całkiem niezły bo wschód słońca powoli zaczął oświetlać skałę i tak jak mógł się spodziewać brązowy lew wyszedł powitać poranek stojąc dumnie i podziwiając teren formującej się grupy.
- Tak, to jest właśnie on. Podejdźmy bliżej. - Odezwał się ptak i podleciał do Wendigo. Odkrząknął by powiedzieć coś bardziej oficjalnie.
- Witaj, przybyłem daleką drogę ale przyprowadziłem ze sobą tego oto karakala, nazywa się Kikao i jest chętny poprzeć naszą sprawę. - Zamaszystym ruchem skrzydła wskazał na kompana podróży.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Kikao - 15-02-2018

Karakal nic nie odpowiedział, tylko kiwną głową. Zastanawiał się nad tym co może niedługo się wydarzyć...

Kikao szedł ze spuszczoną głową, patrząc na swoje łapy. Kiedy orzeł nagle go poinformował, że to tu, karakal podniósł łeb ku górze. Sporo większy od niego kotowaty stał na potężnej skale. 
Kikao powoli podszedł do nieznajomego i wyjaśnił:
- Co do tego jeszcze nie jestem pewien. Miałem plan wyruszyć na zachód. Spotkałem Aquile który potrącił temat tego stada. Zainteresowałem się tym, dlatego tu też jestem.
Młody mówił spokojnie i z dystansem.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Wendigo - 15-02-2018

Widząc kątem oka nadchodzącą dwójkę, ocknął się nieco z leniwego patrzenia na poranek. Na słowa orła skinął łbem.
- Dziękuję.- Nie odwracając się, słuchał jak nieznajomy zbliża się do niego, a gdy kroki ucichły, usłyszał parę zdań. Najwidoczniej orzeł robił dobrą robotę, nie obijał się jak to w przypadku brązowego.
- Dobrze. Najpierw, rozejrzyj się wokół, i powiedz mi co widzisz. - Rzekł, nie odwracając się do karakala, a jedynie pokazując łapą cały ogarniający ich teren. To, co odpowie, pomoże trochę określić czy nada się do tego stada, czy nie. Nie interesowało go to, czy jest słaby, silny, straszny czy nie. Pragnął się dowiedzieć jak ta postać myśli, nic więcej.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Kikao - 15-02-2018

Kikao zrobił większe oczy. Nie spodziewał się takiego pytania. Jednak rozejrzał się wokół i przemyślał swoją odpowiedź...
- Widzę opuszczone tereny które niegdyś tryskały energią. Teraz jest wokół pustka. Widać również spore tereny które rozpościerają się poza horyzont. Tereny nadal są przesiąknięte przeszłością ale zapewne miałyby też głęboką przyszłość. - powiedział równie spokojnie i na koniec westchną. W swoich słowach ukrył zdziwienie.
Nie wiedział czy o to konkretnie chodziło ale powiedział to co widzi i czuje. Próbował spodziewać się jakiejkolwiek reakcji ale nie znał lwa ani jego charakteru.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Aquila - 15-02-2018

Orzeł sobie przycupnął trochę na uboczu, jednak będzie musiał poczekać trochę. Niech ci dwaj wyjaśnią sobie podstawy i potem już będzie można jakoś luźniej porozmawiać.
Jednak test był, drobny bo jako jedyne niewinne pytanie.
Aquila zaczął czyścić piórka uważnie przy tym się przysłuchując rozmowie.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Wendigo - 15-02-2018

Słuchając uważnie, wyłapał lekka nutę zdziwienia w słowach karakala. Brzmiał na takiego co mógł być dość młody, nie zwrócił więc na to uwagi.
- Otóż, na to pytanie nie ma poprawnej odpowiedzi. - Zwrócił się w stronę karakala, i kontynuował: - Każdy zobaczy coś innego. Dla jednego będzie to pustka, ktoś zwróci uwagę na suche pniaki drzew, a jeszcze ktoś zwróci uwagę na zapach. Dla mnie liczy się tylko to, czy przyszli członkowie widzą tu choć nutę potencjału, czegoś czego będą mogli nazwać domem. Owszem, trochę roboty może być, lecz będzie to warte poświęcenia. Spojrzał na karakala, mając nadzieję że rozumie chociaż trochę z tej paplaniny.
- Chcemy stworzyć grupę, w której nie będzie tak, że król będzie o wszystkim decydował. Każdy będzie miał równe prawa, niezależnie od gatunku. - Chyba wszystko już ujął, nie chciał siedzieć tu cały dzień i gadać.
- Zwą mnie Wendigo. -


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Kikao - 15-02-2018

Otwierając lekko pyszczek karakal wysłuchał wszystkiego co powiedział Wendigo. Coś było w jego słowach, coś głębokiego. Starając powtórzyć w głowie jego słowa, wyciągną wnioski. Kiedy już miał coś powiedzieć zabrakło mu słów.
Lew wspaniale zaczął rozmowę ale i też zakończył równie dobrze.
- Biorąc pod uwagę to, że honor i poświęcenie to dla mnie jedne z najważniejszych cech jakie posiadam... To czy będę mógł przystąpić do waszego stada? - w końcu odpowiedział trochę niepewnym głosem. - Od razu informuję, że ideałem nie jestem... Ale to tak jak wszyscy.
Karakal spuścił wzrok na swoje łapy. Nie miał pojęcia co Wendigo odpowie. Nawet nie wiedział czy dobrze odpowiedział na zadane mu pytanie. Jednak był pewien... gdyby dano mu szansę i przyjęliby go do stada, starałby się ich nie zawieść i dostosować się do otoczenia. Pomimo jego czasem nieprzyjemnego charakteru.


RE: Na skraju Sawanny... [Aquila i Kikao] - Wendigo - 15-02-2018

Lew mruknął na słowa karakala, widząc że chce się pokazać z dobrej strony.
- Nikt nie jest idealny, ale zawsze można znaleźć w sobie jakąś mocną stronę, i właśnie ją wykorzystywać w życiu. - Podumał chwilę, po czym spojrzał na jasne już niebo.
- Zapraszamy w naszych skromnych progach, czuj się jak u siebie. - Odparł w końcu, zadowolony z tego że ktoś jeszcze wyraził chęć. Był pewien że uda im się stworzyć coś świetnego. Teraz jednak wstał, i zwrócił się jeszcze raz do nowego członka.
- Jak na razie to nie mamy stałych ziem, lecz nieoficjalnie to ta skała jest głównym miejscem. W środku jest schronienie, można bezpiecznie odpocząć. Jeśli masz jakieś pytania, to możesz je zadać teraz lub później, zazwyczaj gdzieś szwendam się po okolicy. -