Król Lew PBF
Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] (/showthread.php?tid=2884)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 18-03-2018

Kayla była tymczasem skupiona na własnych lękach i wątpliwościach. Kiedy dostrzegła piaskową sylwetkę nieopodal w pierwszej chwili pomyślała sobie, że ta zupełnie obca osoba wyrzuci ją również z tego miejsca. Nie chciała pozwalać sobie na opuszczenie tej bądź co bądź całkiem przytulnej i ciepłej nory teraz, kiedy była po raz kolejny zdruzgotana po spotkaniu z Szawolcsem. Przytuliła się do zajęczych skórek leżących na glebie i czekała aż intruz sobie pójdzie, głęboko w duchu liczyła na to, że zostanie teraz sama, że odchoruje tę toksyczną rozmowę a potem pójdzie zapolować na kolejne zające, których chude mięso bardzo lubiła. Przeklinała w głowie los, który chyba uwziął się na nią skazując na kolejne spotkania towarzyskie a na jakie nie miała obecnie najmniejszej ochoty. 
Wstrzymała oddech chcąc nasłuchać każdego szmeru i szelestu, nie mogąc przegapić żadnego kroku ale jak na złość w jej głowie panował taki zamęt, że nie potrafiła nadać żadnemu dźwiękowi kierunku czy źródła, wszystko brzmiało jak jednakowy szum i hałas. Aż wreszcie westchnęła głośno słysząc czyjś głos blisko nory i dając tym samym upust nerwom, które spazmatycznie zatrzęsły jej ciałem na sekundę czy dwie. Przytknęła łapę do pyska zdając sobie sprawę, że mogła tym zdradzić swoje położenie. 
Stuknięta wariatka? Czy to było o niej? 



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 18-03-2018

Kayla zakryła pyszczek obiema łapami. Ze sklepienia jej norki posypało się na zajęcze skórki trochę ziemi. Bryłka za bryłką. Jakaś okruszyna spadła na plamisty nos, zadrżał wyrastający z jednej ze ścian korzonek, zadrżał drugi i trzeci. Stare, spróchniałe kłody zatrzeszczały, zwisające u wejścia girlandy zieleni zafalowały, a jedna z nich, długa wić o mięsistych liściach, nagle zaczęła stawać się coraz krótsza i krótsza, i krótsza, wciągana ku górze, aż w końcu zniknęła zupełnie.
Nastał moment zupełnej ciszy.
I już kiedy wydawało się.
Cokolwiek się wydawało.
Że nic się nie zdarzy.
Wejście do norki Kayli zasłonił spadający z nieba jak kamień cień pulchnej, nieporadnej świni leśnej, która zeskoczyła z jednego z pniaków i wylądowawszy w trawie, pognała przed siebie z przenikliwym kwikiem, wysoko unosząc ogon, spanikowana. A kiedy zniknęła w oddali, ona i jej rozdzierający wrzask, norkę i jej okolicę zalała kolejna fala ciszy, tym razem już na dobre. Dopiero po jakimś czasie do smutnego legato wiatru dołączyły niegłośne ptasie trele, jeszcze nieśmiałe i niepewne, czy mogą pokusić się o większą śmiałość swojej zaplanowanej na dzisiaj muzycznej aranżacji.

Złote oczy patrzyły uważnie na wylot u norki z daleka, dobrze schowane w wysokiej trawie.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 18-03-2018

W pierwszej chwili pomyślała, że to nora zaraz się zawali. Kiedy spadła pierwsza grudka ziemi podniosła wzrok ku górze chcąc wybadać, czy ziemiste sklepienie trzęsie się. Posypało się jeszcze trochę ziemi a korzonki wystające z sufitu lekko drżały. Kayla była gotowa wyskoczyć w jednej chwili z bezpiecznego ukrycia gdyby jej obawy się ziściły. 
Myślała potem, że serce jej stanie gdy z góry wypadł guziec i darł się przy tym wniebogłosy, podskoczyła aż niemal sięgając czubkiem głowy sklepienia, z wielkim trudem powstrzymała się od tego by pisnąć zupełnie jak ta dzika świnia, która uciekła stąd w popłochu. Chyba. Nawet nie zwróciła uwagi na to kiedy wylądowała na wszystkich swoich łapach. Oddychała głęboko i wydawało jej się, że wilgoć ziemistej izby stała się nagle nie do zniesienia. Kiedy zrobiło się nieco ciszej nie myślała już wiele tylko wyścibiła nos spomiędzy lian i zielonych wici. Szeroko otwartym pyskiem chłodziła się i jednocześnie starała się uspokoić. Szybko rozejrzała się żeby sprawdzić czy guziec zniknął. Nie to, że bała się go ale teraz chyba była gotowa wszystko odbierać jako zagrożenie. Zdawała się jednak nie dostrzegać głównego zagrożenia chowającego się wśród traw mimo, że usilnie szukała go rozbieganym spojrzeniem. Gdzie była ta lwica, przed, którą się schowała na początku?



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 18-03-2018

Musiała tylko chwilkę wytrzymać, to nie było przecież trudne. Wysiedzieć spokojnie, nie zdradzając swojej obecności. Któż był do tego lepiej predysponowany od wiodącej samotniczy żywot lwicy, przywykłej do polowań w pojedynkę?
- Ććććśśśś!... Zamknij się!... - syknęła tymczasem rozognionym szeptem, zaciskając oczy z wściekłością malującą się na piegowatym pysku.
Zacisnęła palce. Potrząsnęła nerwowo głową, zła na siebie jak rzadko. Ledwo widziała przez mroczącą ją złość, nagle rozbłysłą w ślepiach, które otworzyła szeroko po przystawieniu przednich łap do skroni. To był delikatny gest, mógł pomóc się skupić. W skroniach pulsowała krew dająca znać o tym, że jest się ciągle żywym. Pomogła też Kayla. Jej nos wyściubiony z nory, wypatrujące zagrożenia spojrzenie, przed którym należało pozostać niezauważonym. Znieruchomiała Jaszczurka miała wielką nadzieję, że jej się ta sztuka udała, bo była głodna, a tamta samica na pewno coś w swoim leżu miała, na przykład młode.
Jaszczurka aż zagryzła między zębami język, fukając bezgłośnie w ledwie powstrzymanym parsknięciu na myśl o tym, co też właśnie jej przyszło do głowy. W jej oczach zabłysła nowa wesołość. A w kiszkach cicho zaburczało.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 18-03-2018

Wypatrywała i była ślepa na zagrożenie. Nie dostrzegała skrywającej się w wysokiej trawie Zenzele, może to przez zmęczenie, które przyszło przez ten natłok emocji. Gdyby znów była spokojna noc zapewne usnęłaby natychmiast, ale najpierw burza potem Szawolcs a teraz ktoś obcy, ktoś kto mógł pozbawić jej ostatniej ostoi spokoju. Mogłaby przysiąc, że gdyby i tę zatęchłą norę straciła to utopiłaby się w rzece. Straciłaby chyba ostatni promyczek nadziei a na to nie mogła sobie pozwolić. 
W końcu wzięła głęboki oddech. Ostatnie spojrzenie na okolice i tym razem dostrzegła. A przynajmniej tak jej się zdawało. Przeciągnęła grzbiet i chude łapy, naprostowała kark i zmarszczyła brwi. Pomyślała sobie - raz kozie śmierć! Jeśli ta przybłęda ją stąd wywali i tak czeka ją śmierć, a tak mogła zawalczyć. Nie miała nic do stracenia. Skarciła się w myślach, nie była jak Szawolcs. 
- Hej! - Podniosła głos samej będąc zaskoczoną, że tak głośno to wyszło. Zaraz odchrząknęła zwątpiwszy we własne siły. Poruszyła ramionami jakby je rozgrzewając chcąc zapanować jednocześnie nad kolejną paniką. 
- K... Kto tam jest? 



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 18-03-2018

Mina Jaszczurki zrzedła momentalnie. Bystry wzrok Kayli wypatrzył ją nawet w tej wysokiej trawie, tak dobrze ukrytą! Nie mogła uwierzyć w swój niefart i była na siebie zła, bo zdradzić swoją pozycję mogła tylko ona sama przez jakąś nieuwagę, ptak żaden nie zadzwonił na alarm, nie zaszedł ją też od tyłu ten parszywy samiec, którego zapach Zenzele ciągle miała w pamięci... Ogon zakończony czarną kitą pacnął subtelnie w ziemię. Zagniewana Jaszczurka ani myślała jednak wyjść z ukrycia. Na jej korzyść nadal działały częściowy kamuflaż i wnioskowana z ruchów i głosu Kayli niepewność. Dzieląca obie lwice odległość - pięciu, sześciu susów - dawała także możliwość zareagowania w porę, więc gdyby Kayla zamierzyła się na Jaszczurkę z atakiem kłów i pazurów, ta miała nadzieję w porę umknąć. Uparciuch jeden, bo nie drgnął, wezwany, ale obniżył łeb i podniósłszy wzrok, świdrował spoglądające nań błękitne oczy dzikuski własnym spojrzeniem.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 19-03-2018

Teraz to już zgłupiała. Bo na prawdę była przekonana, że kogoś widziała i teraz ten ktoś urządza sobie bardzo głupie żarty! Żarty jej kosztem! Och, ona nie potrafiła już dłużej znieść takiego traktowania ze strony innych. Miała dość! 
Ale... trochę jednak się bała. Może tak na prawdę nikogo tam nie ma? Może to umysł płata jej już z tego wszystkiego figle? Może popada w jakieś wariactwo? A może to duchy teraz się z nią droczą? Och! Duchy! Pamiętała je. Dawno jednak nie miała z nimi kontaktu, sama zresztą o nich zapomniała.
Zrobiła krok do przodu i zatrzymała się. Potem kolejny i jeszcze jeden. Zatrzymywała się wpół kroku i zastygała w bezruchu. Uważnie przy tym obserwowała to co miała przed sobą, ten punkt, w którym ten ktoś, kto wcale nie był duchem stawał się coraz bardziej wyraźny w jej oczach. W końcu zatrzymała się widząc już Zenzele całkiem wyraźnie pośród tych pożółkłych traw. Westchnęła wypuszczając nosem powietrze ze świstem. 
- Ja - zachrypiała niepewnie dostrzegając istotę tak samo marną jak ona sama, czując się w tamtej chwili tak jakby spoglądała w zwierciadło rzeki albo źródła czystej wody tak jak w swojej ojczyźnie przyglądała się czasem swojemu obliczu. Teraz nie robiła tego, bała się bowiem, że dostrzeże właśnie coś takiego, coś tak marnego i obdartego z dawnej urody jak to co miała przed sobą. 
- Ja... - powtórzyła się po czym odchrząknęła. Postawiła łapy równo przytykając brodę do piersi. Poruszyła językiem i mlasnęła. 
Nie słyszałaś co powiedziałam? Głucha jakaś jesteś?  Nie rozumiesz po lwiemu? Halo mówię coś! Przemknęło jej przez myśl, ale żadne z tych zdań nie wydawały się Kayli w tej chwili odpowiednie. Szybko zrezygnowała z tej dziarskiej postawy.
- Chciałam powiedzieć, że nie musisz się chować. Widzę cię i ten... no, nie zrobię ci nic. Więc...



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 20-03-2018

Z Zen powoli ulatywała wcześniejsza dzika zaciekłość nakazująca pozostanie w ukryciu, nawet takim lichym. Zastępowało ją zgoła inne uczucie - irytacja. Raz wprawiony w ruch ogon bił teraz o ziemię i powietrze wściekle, żółte ślepia malały pod ściągniętymi brwiami, a gardziel wibrowała, jeszcze bezgłośnie. Aż w końcu Jaszczurka już nie wytrzymała. Tej delikatności głosu, tego pitu-pitu, tej uprzejmości.
Wstała.
Wyglądała na zmęczoną bardziej własną osobą niż Kaylą. Barki miała opuszczone, wargi lekko zaciśnięte, ogon zwieszony już luźno. (Jakże ona potrafiła nad sobą zapanować, do czegoś jednak w życiu doszła). Spotkania z takimi dobrymi lwicami powinny sprawiać ulgę, a ją tylko irytowały. Samica pewnie trzymała gdzieś miot rozanielonych młodych o modrych oczach i przepędzała czas na niepokoju o partnera, który właśnie wyruszył na łowy, by zdobyć tłusty posiłek dla całej rodziny.
- Powiedz, gdzie jest ten gnój, który z tobą tutaj mieszka, bo wypatroszyć się za to, że przypadkiem postawiłam łapę w waszej idylli, jak matkę kocham, nie dam - powiedziała z rezygnacją.
Przez chwilę patrzyła gdzieś przez Kaylę, w dal, w końcu jednak spojrzała na stojącą przed sobą lwicę. Bez skrępowania obmacała ją całą wzrokiem. Stwierdziła w myślach: ten jej kochaś to jednak nieudacznik. Bo Kayla wyglądała dużo gorzej niż bezucha z naprzeciwka, drobna co prawda z natury, ale odżywiona w podstawowym zakresie i poza tym w formie. Westchnęła. Nic ją to nie obeszło, stan Kayli.
- Dobra, zabiję patafiana, jeśli się do mnie zbliży, tak powiem. Gdzie on jest? - Spojrzała na nią ze zmęczeniem w oczach.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 22-03-2018

Obserwowała uważnie Zenzele powoli zdając sobie sprawę z tego, że jej łagodne zamiary najwyraźniej nie znajdowały żadnego zastosowania w tej sytuacji, ale Kayla nie zamierzała z nich w żadnym stopniu rezygnować. Choć oczy miała błękitne i smutne to starała się jednak uśmiechnąć do obcej lwicy ale dostrzegała w niej jedynie frustrację.
Może była tak samo zrezygnowana jak Kayla? A może była jeszcze bardziej zdesperowana i zamierzała ją stąd przepędzić? Może na prawdę była dla niej niebezpieczna?
Nie wiedziała o czym ona mówiła? Zmarszczyła brwi i spoglądała na piegowatą suchą jak patyk jaszczurkę próbując odszukać się jakichś sensownych odpowiedzi. Przez myśl jej nie przechodziło, że to mogło w jakimś stopniu chodzić o Szawolcsa. 
- Ale... ja tu mieszkam sama -  odpowiedziała zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że przecież wciąż było tu czuć jego zapach i, że sama miała go na sobie. Dopiero po dłuższym namyśle coś zaświtało jej z tyłu głowy. - Na prawdę. - Dodała dla podkreślenia wartości swoich słów, ale nie była pewna ile to da. 
Pokręciła szybko głową i odchyliła ją lekko gdy tylko uśmiech zszedł jej z pyska a wzrok nadal miała pytający. Kogo ona chciała zabijać? 
- Jakiego patafiana? Nie ma tu nikogo ze mną.



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 22-03-2018

Od tej pory zwała ją w myślach Aniołkiem, bo dawno już zauważyła (sic!), że Aniołowie nie dostrzegają prawdy, tylko pół- i czerpią przyjemność z idealizacji otaczającej je rzeczywistości. To wszystko była kwestia perspektywy, ona akurat wolała przyjmować tę demoniczną: oto stąpała po ziemi skalanej, przeklętej, zarojonej złem. Aniołki tego nie zauważały. Daleko była rzecz jasna w ocenie Kayli od prawdy, opierała się przecież na pewnym nieporozumieniu, do którego między nimi doszło. Nie byłaby jednak sobą, gdyby się tym przejęła. Nic to nie znaczyło poza tym, że mogła lepiej przystosowywać sytuację, w myśli i czynie, do swoich potrzeb. Mało wyrafinowane, stać ją było na więcej.
- Nikogo nie ma, mówisz? - Uniosła brwi, sycąc się zdumieniem na jasnym licu. Myślała przez chwilę nad tym, czy jest szczere. - To dobrze.
Ruszyła przed siebie skocznym, pospiesznym truchtem, minęła Kaylę całkiem blisko. Spuściła nisko łeb i machała ogonem nerwowo, jakby opędzała się od much, zmierzając w stronę norki pod zbutwiałymi pniami.
- Mogło mi się coś znowu pomieszać - ciągnęła, nie odwróciwszy się za siebie, zachrypniętym niskim głosem - i sobie to wyroiłam, ale do tej pory nie miałam problemu z rozpoznaniem odoru z samczych jąder, więc na twoim miejscu robiłabym dla nas za szpicę i lustrowała ten las, gęsty i ciemny, bo jak długo żyję, jeszcze z żadnego trepa pożytku nie miałam, łącznie z ojcem, z tymi sobakami nic nie wiesz, psiamać. - Zatrzymała się, zasłoniła wargi brzegiem łapy, odkaszlnęła. Wolnym od chrypy głosem kontynuowała, chociaż jej głos był słabo słyszalny, kiedy po pierwszym słowie wściubiła nos do kryjówki Kayli: - Sama, nie sama, ty to lepsza od nich nie jesteś...
Wycofywała się z norki, do której weszła tylko połową ciała, gwałtownie, i mrużyła mocno oczy, rażona jasnością przedpołudnia.
- ...aniołku.


/Kocie, w pierwszym poście z Zen w tym wątku opisałam, w jakim to dziecię jest stanie, i w ostatnim też to naprostowałam, a Ty mi nadal piszesz, że ona jest sucha jak patyk :P Nie wygląda jak Kayla, nie jest zmarniała, a w dobrej formie, filigranowa z budowy, ale żaden z niej szkielet. Może to wiesz, ale odniosłam jednak wrażenie, że Ci to umyka, więc prostuję.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 23-03-2018

/ :o ...
nie mam pojęcia jak to zrobiłam, ale rzeczywiście jakimś cudem to pominęłam? albo to rodzaj wdrukowania albo co

Kayla wciąż zdawała się nie do końca pojmować o co w  tym wszystkim chodzi. Coraz bardziej czuła się zmęczona wydarzeniami tego dnia i również czuła coraz większą potrzebę położenia się na dłuższą drzemkę w nosie mając piękny dzień, ssanie w żołądku czy duchy wiedzą co jeszcze. 
- No tak - potwierdziła kiedy powoli zdawała sobie coraz bardziej sprawę z tego jak dziwna jest sytuacja, w której obecnie się znajdowała. Nie umiała określić czy udało jej się przekonać Zenzele do tego co mówiła i też nie rozumiała powagi w tym temacie.  
Dość nerwowo poczuła się kiedy dostrzegła, że nieznajoma nagle poruszyła się i ruszyła wprost do jej legowiska i bardzo chciała zaprotestować. Obróciła się za nią rozchylając szczęki ale nic poza tym, wydała z siebie jedynie pojedyncze jęknięcie bo gadziooka lwica zdążyła znów otworzyć pysk. W jednej chwili zrozumiała, że to rzeczywiście mogło chodzić o Szawolcsa. Uniosła więc nos ku górze zaczynając węszyć by dojść po paru chwilach do wniosku, że istotnie wciąż było go tu czuć. Nie miała jednak chyba odwagi przerwać Zenzele monologu. 
- Mój tato był dobry... - udało się jej wymamrotać cicho przez ledwie rozchylone czarne usta. - Ej halo! - Zawołała zaraz wciskając swój pysk do nory zaraz za obcą lwicą. Była na prawdę mocno zdziwiona tą nagłą śmiałością i swego rodzaju arogancją ze strony intruzki. 
Szeroko otwartymi oczyma wpatrywała się teraz w Zenzele nie mogąc otrząsnąć się z pewnego rodzaju osłupienia bo istotnie nie była przygotowana na to co się tutaj działo i nie umiała się odnaleźć w tej sytuacji.
- Ale ja nie rozumiem - odpowiedziała w końcu. - Ja nie rozumiem co ty do mnie mówisz.
Modliła się, sama nie wiedziała do kogo, modliła się by ta podła sytuacja już się skończyła. 



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 23-03-2018

Niespodziewanie odnalazła się twarzą w twarz z Kaylą. Obie wyściubiły nosy z nory w tym samym czasie, wzburzone różnymi bolączkami, ale przyłapane na tak samo wielkim zdziwieniu. Zenzele ponadto nie domknęła pyska, gdyż zmęczenie i rezygnacja Kayli były tak ogromne, że głowa mała. Trybiki w gadziej główce pracowały jednak na wysokich obrotach i po momencie zastoju, kiedy musiały zdecydować, którego przezrocza użyć do przepuszczenia przezeń obrazu rzeczywistości, wznowiły pracę zupełnie płynnie.
- Mówię - zaczęła więc, trzymając niebieskie spojrzenie z naprzeciwka intensywnością własnego weń wejrzenia - że w tej norze niczego nie ma i że szkoda mi ciebie bardzo, ponieważ dobytek w postaci kilku króliczych skórek to nawet mniej, niż ja mam, a to już o czymś świadczy. - Kayla poczuła mocne tknięcie jaszczurzego palca na swojej piersi. Zen cofając łapę powoli, zmarszczyła się i zlustrowała lwicę z góry na dół. W końcu gniewny wyraz jej pyska stał się bardziej zatroskany. Zdałoby się, że sytuacja potoczy się zgoła inaczej. - Mimo wszystko rekwiruję go!
I to zadecydowawszy, zechciała wleźć do nory i się w niej umościć jak na swoim.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 24-03-2018

Miała wrażenie, że może zmęczenie albo głód mieszały jej w głowie, nie była w stanie zrozumieć intencji Jaszczurki, ani połowy tego co do niej mówiła. Miała wrażenie, że ta używała jakiegoś tajemniczego szyfru i jeszcze gorzej niż Szawolcs nabija się z niej właśnie. Nie miała jednak już siły na złość, chciała odpocząć, tak bardzo tego potrzebowała, ale towarzystwo tej lwicy jej to skutecznie uniemożliwiało. Nie potrafiła opisać uczucia, które nagle się w niej wzbudziło gdy zobaczyła i usłyszała, że nieznajoma chce odebrać jej ostatnią rzecz jaką było to zatęchłe legowisko. To było coś na kształt strachu i gniewu, ale coś dużo bardziej przytłaczającego, coś popychającego do jeszcze większej desperacji. Nie mogła pozwolić jej na to żeby zajęła tę dziurę dla siebie, po prostu nie mogła.
- Nie! - Pisnęła. - Nie masz prawa!
Tak szybko jak umiała chciała wskoczyć przed Zenzele do nory żeby jako pierwsza położyć się na skórkach. Tak usilnie chciała się przepchać, że sama naparła na nieznajomą tak by jej ustąpiła miejsca. Zresztą była na tyle chuda, że wśliźnięcie się nie było wielkim problemem. Mijając liany i Zenzele gwałtownie znalazła się na legowisku i rozstawiła wszystkie cztery łapy tak by zająć jak najwięcej miejsca. 
- Nie wolno ci!



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 24-03-2018

- RANY, ALE UDERZYĆ CIĘ?! - wydarła się sfrustrowana Jaszczurka, odrzucona na bok przez z impetem wkraczającą do swojej nory Kaylę. Walnęła bebechami o jakąś wystającą skałę i rozcapierzyła w powietrzu naostrzone pazurami palce, rzucając wściekłe spojrzenie w ciemność, o którą walczyły. Nie miała czasu na zastanowienie, po prostu warknęła, wskazując na zadeptywane przez Kaylę skórki królicze: - Tu jest miejsca na nas dwie! MOŻNA SIĘ PRZECIEŻ PODZIELIĆ!!!
Patrzyła spod ściany na lwicę rozognionym spojrzeniem, ciężko dysząc, zmięta na pysku w gniewie jak mało kiedy. Masowała dla uspokojenia przedramię, którym porządnie grzmotnęła o jakąś twardą powierzchnię, nie przestając wszakże ganić Kayli wzrokiem tak pełnym niezrozumienia i wzburzenia, że równać się z nią mogła tylko chmura burzowa.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 25-03-2018

W głowie biednej Kayli aż zakołowało. Nie chciała tak mocno pchnąć Zenzele, ale była przekonana, że nie miała wyboru. Teraz okazało się, że popełniła jakieś straszne głupstwo. Czuła się jeszcze bardziej zagubiona niż wcześniej. 
Jak to...?
- ...podzielić się? - wyraźnie i dość głośno zdziwiła się Kayla samej sobie dziwiąc się, że ma tak donośny głos w tym momencie. Była święcie przekonana, że ta zupełnie obca dla niej lwica zamierza wywalić ją z jej własnego legowiska, że chce odebrać jej ten mały skrawek ziemi. Dlaczego więc sprawy potoczyły się zupełnie inaczej?
Speszonym spojrzeniem oblepiała postać Jaszczurki a zaraz potem schowała je w glebie między swoimi przednimi łapami i gdyby skóra na jej pysku była łysa od futra to zapewne widać byłoby zaczerwienienie. Miała też wrażenie, że drapnięty policzek zaczął ją palić, choć możliwe, że to cała twarz piekła ją ze wstydu, które oblało ją niczym skwar z nieba od góry po palce łap. Zacisnęła wargi, dolną nawet przygryzła i usunęła się w kącik podwijając ogon pod siebie.
- Przepraszam - wymamrotała ledwie słyszalnie.