Król Lew PBF
Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] (/showthread.php?tid=2884)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 07-05-2018

Musiała trochę pomyśleć nad odpowiedzią bo w pierwszej chwili chciała powiedzieć skąd tu przyszła, a właściwie chciała wspomnieć swój rodzinny dom ale mimo iż wciąż jej serce należało do niego to zdawała sobie sprawę z tego, że ona sama już niekoniecznie do niego należała. Nie jej ciało, nie jej zagubiony umysł. 
Myślała chwilę nad swoją ostatnią siedzibą, ale nie mogła też powiedzieć, że jest stamtąd. Nie wzięła się stamtąd jak mogłoby się wydawać. Skąd ona się tu właściwie wzięła? Nie miała miejsca, które umiała by nazwać domem czy innym tego typu miejscem, z którego się pochodzi. Nie miała chyba już żadnej tożsamości poza imieniem i lichą aparycją. 
- Znikąd - odpowiedziała zgodnie z prawdą i przymykając oczy. 



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 07-05-2018

Zapadła na moment głęboka, przejmująca cisza. Krótka chwila między jednym grzmotem a drugim, a jakże kojąca, jakże zwodząca zmysły. Przez moment mogło się każdemu z obecnych pośrodku mokradeł zdać, że wszelkie niebezpieczeństwa ich nie dotyczą, że burza szarpie się z sobą samą, a nie wyzywa na pojedynek wszystko, co pod słońcem. W tej jednak chwili widmowy baobab niemal zadrżał, kiedy najpierw zarechotał obrzydliwym głosem nestor, a za nim cała gromada siedzących wysoko na gałęziach małp. Nawet i te spokojne, przychylne Kayli samice się śmiały, chociaż z przyzwoitości kryły zęby za dłońmi. I maluch również się śmiał, chociaż spoważniał, kiedy starzec zamachnął w jego kierunku chudym, strasznym ramieniem, krzycząc ze wstrętną wesołością:
- Chodź tu do mnie! Pokaż no, co tam widziałeś, co ona robiła na mokradłach!
Maluch uwolnił się z matczynego objęcia, a chociaż gęba nestora była parszywa, krzywiła się teraz w wyrazie prawdziwego rozbawienia i mała małpka mogła wyczytać z niej zachętę. Śmiech pozostałych małp wygasał stopniowo, jak nestor, patrząc na podchodzącego doń malca, kpił niskim ochrypłym głosem:
- Nikt nie wziął się tutaj bardziej znikąd niż żeśmy wzięli się my, donikąd też odejdziemy, ale że ubawiłaś mnie, jak nikt wcześniej, to niech się jeszcze trochę pouśmiecham... no dalej, pokaż nam, sam to widziałeś! - Odsunął się, ustępując maluchowi miejsca pośrodku.
Mała małpka przykucnęła. Dotknęła dłońmi ziemi, zerknęła w jedną stronę, popatrzyła w drugą, budując wśród widowni napięcie. SKOCZYŁA. Uniósłszy nad głowę ramiona, dała susa przed siebie, krzycząc dzikie "raaa". Nie wykonała jednak więcej jak czterech kroków i zatrzymała się, a odwróciwszy się w przeciwną stronę, wracała na poprzednie miejsce podskokami, mówiąc:
- Jeden lew, dziki i wstrętny, gonił antylopę, tak jak lwy to robią! Dziko i wstrętnie! Ten lew - chwyciła się za głowę, zasłaniając sobie uszy - nie miał uszu! - Małpy zaczęły się śmiać. Lew bez uszu? Nonsens! Maluchowi nie do końca udało się ukryć zadowolenie z otrzymanej reakcji, ale trzymając się za głowę (to od tej pory będzie rola Zenzele), człapał szerokim krokiem i opowiadał dalej: - Gonił ją, gonił, już prawie ją miał, ale NAGLE - przykucnął, rozłożył szeroko ręce, a potem przekoziołkował i mocując się samemu ze sobą po ziemi, ciągnął: - wyskoczył drugi lew i złapał tego pierwszego! Raaa! Raaa! Raaa! Zaczęły się bić i gryźć jak lwy to robią! Dziko i wstrętnie! Raaa! Raaa! Raaa! - Małpy biły się po udach, nie mogąc powstrzymać rozbawienia. - Aż w końcu się rozdzieliły i omal się nie zabiły! - Niektóre zaczęły ze śmiechu płakać. Ale maluch wiedział, jak stopniować napięcie i nagle zamarłszy w bezruchu, wymógł na publiczności ciszę jak makiem zasiał. W następnych słowach skradał się ze swoim głosem po najcichszych tonach: - Myślałem, że to już koniec. Że już więcej tej tragedii nie będzie. Antylopa uciekała. Po obiedzie. Ale wtedy jak nie zaczęły machać ogonami... - Chwycił się za głowę (Zenzele) i zaczął kręcić pupą. - Jak nie zaczęły na siebie warczeć... - Zamachał w powietrzu rozcapierzonymi palcami (Kayla). - To znowu się na siebie rzuciły! Ten jeden CHWYCIŁ drugiego za GŁOWĘ i RZUCIŁ JĄ W WODĘ. ZACZĄŁ KRZYCZEĆ I RAAA! RAAA! RAAA! 
W ostatnim akcie maluch wybrał rolę Zenzele, lecz zamiast trzymać się za głowę, trzymał wyimaginowany łebek Kayli i tłukł nim o ziemię, to mu odpowiadało. Małpy ponownie zaczęły się śmiać, ale był to już dużo spokojniejszy śmiech, niemalże jakiś nieszczęsny. Czy dotarła do nich dramaturgia odegranej sceny? Czy zrozumiały, że śmieszne przedstawienie opowiadało o tragedii dwóch lwic, które chciały sobie pomóc, lecz tego nie potrafiły? Czy wiedział o tym nestor?
Staruch poruszył ramionami w resztce śmiechu, po czym odwrócił się do Kayli. Tak zaaferował go spektakl, że odwracał się za ruchami malca, ale rozmawiając z lwicą, chciał mieć ją naprzeciwko siebie. Przetarł spod oka nigdy nie powstałą tam łzę.
- Czy mogłabyś mi to, droga Kaylo, lepiej objaśnić? - zapytał, nadal rozbawiony tym, co przed chwilą zobaczył.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 08-05-2018

Z dziwnym uciskiem w środku oglądała to co działo się wokół niej, z niemym wstrętem ale i przejęciem wsłuchiwała się w rozbawioną wrzawę, w falę śmiechu i małpich rechotów bez litości dla kogokolwiek, bez litości dla niej.  Jej pysk zaczął przyjmować kształt przerażenia a szczęka opadała jej w bezradności, jej kły wystawały na pozór groźnie, a ona rozglądała się wokół siebie. 
Nie umiała wyjaśnić nestorowi co konkretnie miała na myśli, co krążyło w jej zagubionym, złamanym, zgniecionym i rzuconym w kąt serduszku, co dzieje się w jej psychice czy duszy. Czasem zdawało jej się, że jest gdzieś, gdzieś dalej jakby poza ciałem i czasem nie ma jej wcale. Jej ciało jest tu samo, opuszczone przez skruszonego ducha zmęczonego cielesną formą. Nie umiała wyjaśnić swojego znikąd

Potem była zmuszona do wysłuchiwania opowieści o tym co stało się nie tak dawną. Z każdą kolejną falą małpiego śmiechu czuła jak głaz spada na jej grzbiet i odbiera jej dech, jak coś zatyka jej gardło a ona nie znajduje w nim ani jednej nuty, ani  tonu dźwięku. Im historia trwała i zmierzała do finału tym bardziej spazmatyczne drgania wstrząsały klatką piersiową lwicy a jej łeb coraz bardziej zniża się na spotkaniu - już nie wyimaginowanej - gleby. Za pierwszym razem gdy mała małpka małpowała Zenzele chwyciła się łapą za swoje własne i zaczepiła na nim pazury. Pociągnęła niechcący rozrywając trochę zewnętrzną część małżowiny pozostawiając na nim piekący ból i trzy ślady po pazurach na obrąbku ucha. 
W końcu zaniosła się serdecznym płaczem nie wytrzymując tego zderzenia z wciąż traumatycznymi dla niej chwilami, z momentem, w którym po raz kolejny pozazdrościła innym zwierzętom, w którym po raz kolejny przeklęła swoją lwią powłokę i wszystkie lwy stąpające po ziemi. Niechaj siła, której nigdy nie zaznają odbierze im kiedyś tę pyszną i bezwartościową chwałę! Chwałę niczym skrzydła ćmy tak podatne na płomień! 
Zawyła wewnętrznym bólem, płacząc jak nigdy przedtem. 



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 09-05-2018

To oklepane, ale tak się właśnie stało: nestor patrzył na szlochającą Kaylę niewzruszenie, z chłodem w oczach. Odkąd wyzionął ducha w świecie żywych, przeminęło kilka pokoleń jego niezmarłych od uderzenia pioruna krewnych, zdążył już więc zobaczyć zbyt wiele, by przejąć się dolą nieznanej mu lwicy i być dla niej wsparciem, kiedy ta wypłakiwała swoje serce. Nie okazały się nim także tamte samice, które co prawda rzucały w stronę dzikuski zaniepokojone spojrzenia, ale ostrożnie wycofywały się, by w końcu wskoczyć w gałęzie. Reszta małp uspokoiła się i przestała śmiać, lecz wzgarda nestora sprawiła, że wszystkie stawały się coraz mniej wyraźne i powoli umykały zmysłom Kayli. Staruch myślał, że już nic nie powie. Ale wtedy uznał, że skoro gorzej być nie może, doda tę złotą radę ducha, przodka, mgły nad moczarami, a to jakoś wyrówna równowagę sił w przyrodzie i będzie mógł zniknąć sprzed zapłakanych, błękitnych oczu spokojnie. Nie poruszywszy się, a postrzępioną paszczę rozwarłszy tylko ledwie co, chrypnął:
- Trzymaj z tymi, którzy chcą dla ciebie dobrze, lwico. Trzymaj z żywymi.
Po czym jego widmowa sylwetka razem z resztką niknącego ducha baobabu rozpłynęła się w nawałnicy. Jej szum wezbrał wokół Kayli, nieodgrodzonej już od burzy mglistym pniem drzewa. Deszcz nadal zacinał, a pioruny rozświetlały raz po raz niebo i wcale nie było łatwiej, wcale nie było bezpieczniej, chociaż rozpacz zapewne wypłukała z dzikuski więcej, niż miała to zrobić ulewa, w którą pognać ją chciała...
- Wstawaj! - syknęła małpka, w rozpaczy Kayli, o ironio, boleśnie żywa, zawzięta jak tylko dziecko być potrafi. - Dalej, szkoda czasu! - Napierała niematerialnym ciałkiem na bark Kayli. - Powiedziałem, że dwa razy nie uderza w to samo miejsce, to powiedziałem! We mnie nie uderzy drugi raz, wstawaj, koniec tego! Weź mnie na barana!


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 12-05-2018

Łzy mijały, jedna za drugą a do ich akompaniamentu szum deszczu, ryk błyskawic i jej własne zawodzenie. Nie widziała twarzy nestora upiornego małpiego rodu bo pysk miała schowany w łapach i nie interesował jej świat zewnętrzny. 
Choć gromki śmiech i wrzawa ucichły nie ucichł ból jej duszy i jazgot dobywający się z jej gardła i zmęczonej piersi. Właściwie nie dostrzegła również rozpływającego się drzewa. Nic nie miało dla niej znaczenia i za nic miała radę starej małpy. Chociaż nie. Nie do końca. Podniosła spojrzenie na niego zaraz po tym gdy uraczył ją tym pustym i tak nietrafionym dla niej frazesem. 
- Z żywymi? Czy po to by niedługo trafić do tyle samo wartego grona, choć gorszego bo wiecznego? - Chciała się podnieść lecz nie mogła. Jednak coraz bardziej wzbierała w niej kolejna odraza, kolejna chęć by odejść i zaszyć się gdzieś w ciemności. - Nicość. Błogosławieństwem byłoby się nie urodzić! Nie istnieć! Nie ma z kim trzymać! 
Brudna od błota, krwi i bogowie wiedzą czego jeszcze wstała zaraz po tym jak młoda małpeczka oparła się o nią i jakby próbowała na niej wymusić coś. Spojrzała na nią z góry wzrokiem pustym i zmęczonym. Nie było w nich życia ani też żadnej chęci. Dawnej iskierki radości, marzenia gonienia za ptakami i oddychania wonią świeżych, zielonych traw. Wewnątrz, w tej powłoce - zdawało się - nie było nikogo. 
- Nie muszę nic dla ciebie robić - nie żałowała swoich nagłych słów. Nikt nie żałował jej więc i ona nie miała ochoty żałować małpki. - Gardzę piorunem. Niech uderza. Co mi może zrobić? Zabić? 
Otarła łapą pysk, odwróciła się i z wolna ruszyła przed siebie. 



RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Zenzelé - 12-05-2018

Malec rozpłynął się w burzy.


RE: Krokodyla daj mi luby! [Kayla i Szawolcs] - Kayla - 20-05-2018

Jej piękne smutne oczy - teraz zgorzkniałe.
Jej serce ciepłe i dobre - teraz zimne i puste. 
W jej głowie zionie czarna dziura i wysysa wszystko 
co dobre. 
Ona, daleka od ciała i wtulona w myśli ciemne i ponure.
Ona, piękno ze złością w zatęchłe bagno rzucone
i zmarniałe jak kwiat padły od przegniłych korzeni 
nasiąkłych łzawym deszczem.
Odeszła. I choć zapadała się w grzęzawisku każdym krokiem - szła, choćby nie wiadomo jak było to trudne. Jej ciało mknęło niczym zjawa, niczym wyjąca smutna dusza rzucona na pustkowia. Bezwładna i refleksyjna sunęła przed siebie. Ciało, które do nikogo nie należy. 
Jedno miała w zasadzie pragnienie teraz, ale nie możliwe do spełnienia. Wiedziała, że nie jest to możliwe. 
Umrzeć - zasnąć - I na tym koniec.
Bowiem i po śmierci coś jest czego była światkiem i gdyby miała trafić między złośliwe duchy to pragnęłaby umrzeć jako duch jeszcze raz. Teraz szła i dostrzegłszy rwącą rzekę utonęła w morzu myśli własnych. Tych najczarniejszych i najmroczniejszych. 
Umrzeć - zasnąć - I na tym koniec.
Dostrzegła samotną antylopę, samotne gnu, dorosłe ale chyba nawet trochę starsze albo chore. Stado zostawiło je w tyle, przeprawiło się przez rzekę wcześniej, przed burzą. Teraz gdy wody wezbrały koryto wyglądało na nie do obejścia. Rogacz przekręcił łeb i dostrzegł Kaylę. Błysk pioruna oświetlił lwicę a zmartwione zwierzę nagle oddało się panice i w tejże skoczyło ku szalonym wodom rzeki. Nie dotarło na drugi brzeg. Nie wypłynęło już więcej. 
Kayla również odeszła, chwilę później. 

zt