Król Lew PBF
Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki prywatne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=88)
+---- Wątek: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] (/showthread.php?tid=3040)

Strony: 1 2 3 4


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Tamu - 29-06-2018

Powoli opanował płacz, czuł się teraz o wiele lepiej. Bliskość Vari była taka kojąca. Sam nie zdawał sobie sprawy, że potrzebuje czyjejś troski tak bardzo. Wmawiał sobie, że sprosta życiu w samotności, ale teraz dotarło do niego, że się oszukiwał. Gdzieś głęboko w jego umyśle zaczęła kiełkować nadzieja, że może lwica pozwoli mu ze sobą zostać. To byłoby wspaniałe. Wiedział, że szanse na to są znikome, ale starał się odgonić takie pesymistyczne myśli. Samica przecież w ogóle go zna i najpewniej niedługo będą musieli się rozstać. Zadrżał na samą myśl o powrocie do samotnego przemykania wśród zarośli. Potrzasnął lekko głową. Nagle zorientował się, że właściwie nic nie wie o Vari. O dziwo wizja rozmowy z nią nie przerażała go już tak bardzo. Pewnie nawet o tym nie wiedziała, ale dzięki swojej odrobinie czułości stała się jedną z najbliższych Tamu istot na tym świecie. Otarł resztki łez łapą i podniósł łeb. 
- A kim właściwie jesteś? - zapytał. Tak naprawdę w zupełności wystarczało mu to, że jest lwicą która się nim zaopiekowała, ale liczył że dzięki rozmowie przedłuży ich spotkanie.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Vari - 29-06-2018

Ona również nie zamierzała go zostawiać mimo tego iż wcale go nie znała. Serce już teraz wskazywało jej jednak, że Tamu to dobry młody lew i właściwie nie miałby czym zaskoczyć w negatywnym tego słowa znaczeniu. Czuła się od teraz bardzo z nim związana, zapewne nierozerwalnie mocno. Wsparła go w trudnej chwili zupełnie nieświadoma jego sytuacji.
Pytanie jakie skierował do brązowej było czymś oczywistym, czymś co z biegiem czasu musiało się stać, a ona nie zamierzała odwlekać i kłamać. 
- Ja Vari... jestem cesarzową Cesarstwa Doliny, które lokuje się na okolicach Kilimandżaro, równiny na wschód od góry aż po legendarną Lwią Skałę na której niegdyś żyli i władali moi przodkowie. - czy powiedziała za dużo? Możliwe, ale chciała zrobić wszystko byleby wiedział jak najwięcej na jej temat, wiedziała o tym, że jest to dla niego rzeczą niezwykle istotną.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Tamu - 29-06-2018

Lew aż zaniemówił z wrażenia, kiedy dotarło do niego co właściwie usłyszał. Nawet on słyszał co nieco o bogatej historii Lwiej Ziemi, a co za tym idzie również Cesarstwa. Otworzył szeroko pysk i wlepił ślepia w Vari. Od nadmiaru tych wszystkich emocji zakręciło mu się w głowie. Właśnie leżał wtulony w bok cesarzowej. Myśli zaczęły mu galopować jak stado antylop. Na początku przybyły te pesymistyczne. Teraz jego szanse na pozostanie z lwicą znacznie malały. Tamu nie wyobrażał sobie, żeby ktoś tak ważny chciałby się z nim zadawać. Chociaż patrząc prawdzie w oczy, jeszcze nie dawno nie wyobrażał sobie żeby ktoś mógł okazać mu tyle czułości, więc kto wie. Z resztą czy tytuł Vari cokolwiek zmieniał, najważniejsze że przy jej boku czuł się bezpiecznie. 
- Czy mam się zwracać do ciebie Wasza Wysokość? - zadał pierwsze pytanie, które przyszło mu na myśl. Szczerze mówiąc nie miał pojęcia jakie zasady panowały w takim Cesarstwie. Ojciec nie raczył go wprowadzić w tajniki lwiej polityki zanim go porzucił.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Vari - 30-06-2018

- Nie ma takiej potrzeby, wystarczy po prostu Vari. - zapewniła.
W tym momencie miała też nieodpartą chęć zadać Tamu pytanie, które sama już odwleka ładną chwilę. Pytanie o rodzinę, przyjaciół, jakichś opiekunów i oczywiście schronienie. Bała się jednak, że może zostać uznana za nazbyt bezczelną tym bardziej po tym wszystkim, a bardzo by tego nie chciała. Liznęła go więc przed tym uspokajająco w czółko i mruknęła pod nosem.
- Wybacz mi moją śmiałość i dociekliwość. Masz jakąś rodzinę, dom do którego możesz wrócić? - zapytała spokojnym tonem głosu, spoglądając prosto w otchłań jego pięknych ślepi. Odpowiedzi jakiejś się już w sumie spodziewała i na kilka z nich była gotowa.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Tamu - 30-06-2018

To pytanie w końcu musiało paść, ale i tak nie był na nie gotowy. Teraz kiedy je usłyszał stało się bardziej prawdziwe, realne. Do tej pory o swojej sytuacji rozmawiał tylko ze sobą. Bał się wyjawienia swoich myśli. Wiedział jednak, że musi odpowiedzieć. Vari po prostu zasługiwała żeby wiedzieć. Dasz sobie radę. Mruknął sam do siebie. 
- Nie - wyszeptał. Chciał powiedzieć coś więcej, ale głos znowu zaczął mu drgać, a oczy zwilgotniały. Skulił się w kłębek i wtulił w ciepłe futro lwicy. Po raz kolejny zdał sobie sprawę z tego jak samotny był do tej pory. Nie mógł tak dłużej żyć. Podniósł wzrok i zebrał się w sobie. Musi zrobić to teraz. 
- A-ale może mógłbym zostać z tobą? - wyjąkał. Teraz wszytko zależy od niej.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Vari - 01-07-2018

Tego się też spodziewała. Przeszył ją nieprzyjemny dreszcz, który był mieszanką żalu, smutku i poirytowania. Jak można zostawić takie małe jeszcze lwiątko samo na pastwę losu. Śmierć rodziców była tu raczej niemożliwa i szybko ją wykluczyła. Była niemal pewna, że rodzina porzuciła go lub wygnała. Była bliska prawdy, aczkolwiek nadal jej nie znała. 
- Co się stało z twoimi rodzicami, stadem? - zagaiła zatroskana.
Tak bardzo w tym momencie gardziła jego rodzicielami, że żadne słowa na świecie nie będą w stanie tego stanu opisać w odpowiedni dla niej sposób. Zacisnęła swoje ciemne wargi, by sama uniknąć płaczu. Wrażliwość nie zawsze jest dobrą cechą...
Pytanie, którego właściwie się z jego strony nie spodziewała wreszcie ujrzało światło dzienne i nadszedł czas na podjęcie tej trudnej decyzji decydującej o życiu nie tylko tej dwójki, ale i wszystkich ich znajomych i przyjaciół. Brązowa myślała o Hakim, o tym co powie i jak zareaguje na jej decyzję... co powiedzą o niej inni? W tym momencie miała to głęboko w swoim kudłatym zadku.
- Jesteś tego pewien? Nie chciałabym robić nic wbrew twojej woli... - chciała mieć stuprocentową gwarancję, że nie skrzywdzi go przy chęci okazania pomocy.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Tamu - 01-07-2018

Skoro powiedział jej już tyle, równie dobrze może opowiadać dalej. Z trudem opanował łkanie i przeniósł ciało do siadu. 
- Mamy nie poznałem, zmarła kiedy się urodziłem - wyjaśnił. Mlasnął głośno i potrząsnął łbem. Zgodnie z przewidywaniami opowiedzenie tej historii było ciężkim zadaniem. Tym co najbardziej bolało Tamu był brak wspomnień o matce, a właściwie brak jakichkolwiek wesołych wspomnień. 
- Ojciec z kolei... uciekł - warknął. Tylko tyle był w stanie o nim powiedzieć jeśli nie chciał wybuchnąć gniewem. Postać jego taty zawsze budziła w Tamu bardzo negatywne emocje. Lewek rozluźnił do tej pory napięte mięśnie. Miał nadzieję, że tyle informacji wystarczy Vari, gdyż znowu zbierało mu się na płacz. 
- Nikogo innego nie mam - dodał. Co prawda w trakcie swoich wędrówek poznał parę zwierząt, ale ich znajomość kończyła się zwykle bardzo prędko. Odkąd pamiętał stanowił jednoosobowe stado, ale teraz wreszcie miał szansę to zmienić. Czy był tego pewien? Raczej nie, ale wiedział, że dalsza samotność będzie dla niego męką nie do wytrzymania. Odetchnął głęboko.
- Nie jestem tego pewien. Być może popełniam jakiś błąd - odpowiedział - ale proszę pozwól mi zostać ze sobą. Potrzebuję kogoś.. Nie chcę być dalej sam. 
Zatrząsł się i bałagalnym wzrokiem popatrzył prosto na Vari. Nigdy wcześniej nie wypowiedział tylu słów naraz. Oby tylko przekonały lwicę.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Vari - 03-07-2018

Serce kuło w reakcji na wypowiadane przez Tamu kolejno zdania. Łzy były nieuniknioną ozdobą lwiej twarzy dość solidnie mocząc pokrywające ją futerko. Ściągnęła brwi i musnęła ze złości ogonem gdzieś za siebie, nie zważając na to czy się o coś uderzy. 
- Widzisz... moi rodzice nie żyją. Gdy ich straciłam też byłam jeszcze w miarę młoda, ale z pewnością starsza niż ty. Zaopiekowało się mną stado, a w trudnych momentach wspieraliśmy się z rodzeństwem, stając nierozłącznymi. Aż do czasu... mój brat Ray objął władzę na Lwiej Ziemi przez co nasz kontakt nieco się urwał, a potem było już za późno - znikł bez śladu. Wszyscy twierdzili, że zmarł lecz ja po dziś dzień mam nadzieję na to iż jeszcze go spotkam. Byłam tak załamana, że kilka razy odchodziłam i wracałam do rodzimego stada, ale ostatnim razem nie zastałam już także siostry Inn... strasznie zaniedbałam naszą relację, a teraz po niej też nie ma ani śladu. - wyżaliła się.
Wszystkie wspomnienia zostały na chwilę przywołane, a oczy nie przestawały łzawić. Smugi na polikach robiły się szersze, a płynąca po nich rzeka wzbierała i przyśpieszała swój nurt. Vari oblizała wargi, by zaraz ponownie je zagryźć.
- Nie pozwoliłabym ci zostać samemu. - stwierdziła liżąc go w czółko - Od dziś ja jestem twoją matką, zapomnij o niegodziwościach jakie zaznałeś. Daję ci szansę na nowe życie i nowy początek, musisz tylko wyrazić swoją zgodę na dołączenie do Cesarstwa Doliny, a reszta sama się potoczy. - wyjaśniła.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu] - Tamu - 03-07-2018

Bezgraniczny smutek wypełniający Tamu tylko się zwiększył, kiedy usłyszał historię Vari. Ona też nie miała łatwo. Przytulił się do niej mocniej. Wyglądało na to, że życie dorosłych wcale nie jest prostsze. Z mocno bijącym sercem wsłuchiwał się w jej słowa. Jeśli to co do tej pory czuł lewek było ulewą uczuć to teraz rozpętała się prawdziwa powódź. To jedno zdanie: "Od dziś ja jestem twoją matką" było jak pękająca tama. Czarnogrzywy wybuchł płaczem po raz kolejny, ale tym razem były to łzy szczęścia. Podniósł załzawione spojrzenie ku twarzy Vari i polizał ją delikatnie po pysku. Spełniło się jego największe marzenie. Będzie miał mamę. Uśmiechnął się szeroko. Nie zmarnuje tej szansy. 
- Dziękuję... Tak bardzo dziękuję - wydusił. Będzie starał się ze wszystkich sił, żeby Vari nie pożałowała tej decyzji. Koniec z samotnym życiem pełnym strachu. 
- Zgadzam się - dodał mając na myśli dołączenie do stada. Wiedział, że funkcjonowanie w społeczeństwie będzie dla niego ciężkie, ale był w stanie ponieść ten koszt. W tym momencie zgodziłby się zresztą na wszytko. Usiadł i wyprostował się dumnie. 
- Mamo.. - powiedział drżącym głosem. Wreszcie to słowo zyskało jakiś sens.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] - Vari - 03-07-2018

Była tak bardzo szczęśliwa słysząc jego "zgadzam się" od teraz nic nie stało już na przeszkodzie, by była dla niego matką. Pustka jaką w sobie nosiła została wypełniona w przeciągu paru tkliwych chwil, które nastawiły tory malca w dobrym kierunku. Ochrona i opieka jaką zapewni mu stado z pewnością da malcowi szansę na przetrwanie w tym brutalnym świecie i możliwość na wyrośnięcie. Brązowa tuliła go bardzo mocno, po chwili układając się na swoim boku. 
- Mój mały Tamu... - wyszeptała w jego kierunku, gładząc jego niepozorną grzywkę łapą.
Zastanawiała się już nad tym co powie swojemu wybrankowi. Powrót do domu z nieznanym mu lwiątkiem zapewne go zaskoczy, ale nie ważna będzie już jego opinia na ten temat. Matki z dzieckiem nie rozdzieli nic jeśli oboje będą blisko siebie, razem.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] - Jester - 03-07-2018

No dobra, najwidoczniej myliła się, i podrostek wcale nie zmęczył się biegiem tak, jak tego oczekiwała. Mimo to cały czas wytrwale dążyła do celu, a powoli głodniejący brzuch był wspaniałą motywacją do odnalezienia niedoszłego brata. W końcu znalazła się w miejscu, które zapachem podejrzanie przypominało tatusine ziółka, a jej oczom ukazał się jakiś spory głaz, a na nim brązowa lwica z czarnogrzywym samczykiem.
- HA! MAM CIĘ! - wrzasnęła tryumfalnie, na razie uznając brązową za mniej godną uwagi. Odtańczyła dziki taniec zwycięstwa, który zakończył się bliskim spotkaniem z ziemią. W powietrze wzniósł się obłoczek pyłu z jej futra. Niewiele to pomogło. Była równie brudna jak przed chwilą. Cóż się dziwić, nie widziała mamy od na prawdę długiego czasu, a była to chyba jedyna osoba, której zależało na wyglądzie lwiczki. Upadek nie zmiótł też szerokiego uśmiechu z jej pyszczka. Leżała plackiem na brzuchu, unosząc tylko głowę i wbijając w Tamu nieco upiorne spojrzenie wielkich oczu.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] - Tamu - 04-07-2018

Lewek czuł się wreszcie spełniony. Wiedział, że oto rozpoczął się nowy rozdział w jego życiu. Wtem jego radosne rozmyślania przerwał głośny okrzyk. Tamu zerwał się na równe łapy i błyskawicznie schował za Vari. No cóż jeszcze nie wyzbył się starych instynktów. Kiedy dostrzegł Jester zamurowało go. Co ona tu robiła? Jej obecność nieco zmąciła błogi stan w którym znajdował. Była jak przypomnienie tych czasów, o których chciał zapomnieć. Podszedł do niej ostrożnie i tracił ją łapą. Jeśli dotarła tu po jego śladach, miała imponującą determinację i pewnie ogromne szczęście. W sumie nie miał prawa oceniać jej tak surowo. To nad nim wtedy zwyciężył strach. Uśmiechnął się lekko i odwrócił w stronę Vari. 
- Mamo - wciąż delektował się tym cudownym słowem - to Jester... spotkaliśmy się kiedyś. 
Nie wiedział jak właściwie ma ją nazywać. Teraz jak o tym pomyśleć postąpił wobec niej strasznie. Poczuł wyrzuty sumienia. Spuścił wzrok i zmarkotniał. Zostawił tego malucha na środku sawwany, dlatego że się bał. Nagle coś przyszło mu do głowy. 
- A co z twoją rodziną? - zerknął na Jester i zapytał. Powinien ją wtedy odprowadzić do rodziny. Z tym, że wtedy jeszcze nie wiedział jak cudownie posiadać rodzinę.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] - Vari - 04-07-2018

Vari odpoczywała nie do końca będą pewną jak może zareagować na pojawienie się niechlujnej jeszcze mniejszej od Tamu lwiczki. Widać było, nie znała jeszcze dobrze życia, brak świadomości o tym iż starsze zwierze którego nie zna może być dla niej zagrożeniem i już miała ją lekko przestraszyć, lecz wtedy wtrącił się jej syn. Nie odezwała się więc, a jedynie zagadkowo do małej uśmiechnęła.
Czekała na jej odpowiedź delektując się towarzystwem młodych osobników. Jeszcze chwilę temu jako samica niespełniona jako matka teraz mogła cieszyć się towarzystwem brzdąców.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] - Jester - 04-07-2018

Kiedy lwy ją dostrzegły, uśmiech na jej pyszczku poszerzał jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Pozbierała się szybko z ziemi i usiadła dumna obok złotego.
- To mój nowy brat. Starego zgubiłam - wyjaśniła brązowej. Wciąż bardzo z siebie zadowolona zabrała się za zataczanie kół wokół Tamu. Wpatrywała się w niego jakby był jakimś cudem świata.
- Ale że co miałoby z nią być? - nie zrozumiała. Usiadła, by pomyśleć, bo łapki już ją trochę od chodzenia bolały, ale wzrok miała utkwiony ciągle i niezmiennie w tym samym punkcie.
- Mama była z taką jedną białą, a tatusiowie poszli po roślinki i Bahati bardzo się cieszył, bo nie śpiewali, a ja lubię, jak śpiewają i ja też śpiewam i tańczę też, ale tańczyć nie umiem, jeden próbował mnie uczyć, ale się wywaliłam i Cec się śmiał, a Cec nie powinien się śmiać, bo i tak jest ode mnie gorszy, nawet nie ma piątej łapy ani drugiej głowy, ani grzywy jak tatusiowie, a poza tym jest zepsuty, chociaż mówił, że to ja jestem zepsuta, ale to na pewno on, bo takie coś dziwnego mu wyrosło, a mama chyba czegoś takiego nie ma, małpa nie miała i się denerwowała, ale ona była dziwna, nawet robaków nie miała, mama zawsze ma robaki i białe larwy, ale tatusiowie nie lubią robaków i przynoszą roślinki, które też są bardzo dobre, ale często ich nie ma, a szkoda, bo są fajni i jeszcze mnie nie zgnietli, ale najfajniejszy jest Cec, tylko że się zgubił...
Taaaak, Jester zdecydowanie była jedną z tych małych klusek, które lubią mówić. Dopiero teraz przeniosła wzrok na brązową i posłała jej niewinny uśmiech.


RE: Gdzieś w Upendi [Vari i Tamu + ?] - Tamu - 04-07-2018

Lewek zorientował się, że gapi się na Jester z szeroko otworzonym pyskiem. Nic nie zrozumiał z jej wywodu. Połowy nawet nie usłyszał, tak szybko mówiła. Robiło to wrażenie, na takim milczku jak on. Zastanawiało go czy gdyby dorastał w miłej rodzinnej atmosferze  też wyrósłby na takiego gadułę. 
- Chodziło mi o to czy Cię nie szukają? - doprecyzował pytanie dotyczące rodziny. Przecież pewnie się o nią bardzo martwią. Teraz kiedy sam zyskał kogoś bliskiego, zaczynał to pojmować. Jego wzrok od razu powędrował ku Vari. Minęła zaledwie chwila, a stała mu się najbliższą osobą na tym świecie. Nawet nie potrafił wyrazić jak bardzo był jej wdzięczny. 
- A poza tym nie jestem twoim bratem... - dodał, spoglądając z powrotem na Jester. Jeden nowy członek rodziny wystarczał mu na dziś w zupełności. Wstał i zbliżył się do Vari. Jego myśli znowu pomknęły ku czekającej go przyszłości. Wszystko wskazywało na to, że będzie to kolorowa przyszłość.