Król Lew PBF
Baobab u stóp Złotej Skały - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Srebrny Księżyc (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=49)
+--- Dział: Złota Skała (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=50)
+--- Wątek: Baobab u stóp Złotej Skały (/showthread.php?tid=70)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Samiya - 06-07-2017

Skinęła łbem lwicy, gdy ta potwierdziła jej przypuszczenia. Świetnie. Wreszcie mogła poznać tę słynną Venety. Nim zdążyła jej odpowiedzieć, odezwała się hiena, co sprawiło, że Samiya niemal parsknęła śmiechem. Naprawdę? A więc dobrze, mogą i tak się bawić. Jej miano nie było tak ważne, jak pełniona przez nią rola w stadzie.
- A kim ty tak naprawdę jesteś? Bo z relacji twoich pobratymców wynika, że niemal królową, co nie może być prawdą - odezwała się do Venety.
Odwzajemniła uśmiech Maru, lecz trwał on bardzo krótko. Na jej pysku wymalowało się ogromne zaskoczenie, ale też i niezadowolenie, gdy padło imię Myra. Serwalka położyła po sobie uszy.
- Myr... To przywódca Królestwa Mgły i Popiołu. - mruknęła, po czym zamyśliła się. Po chwili pokręciła łbem. - Nie jest dobrze.
Królestwo miało z nimi pakt, lecz cóż z nich był za sojusznik? Szemrany, i tyle. Tym bardziej, jeżeli zaatakowali Lwią Ziemię - to znaczyło, że mieli siłę, za to brak im było oporów przed wszczęciem wojny. Niezbyt dobry przyjaciel dla stada gloryfikującego pokój.
Spojrzała jeszcze raz na Venety, obejmując wzrokiem i Maru.
- Spotkałam już twoich pobratymców, którzy... Powinni za mną tu podążyć. - rozejrzała się, lecz nawet nie było ich widać na horyzoncie. Skrzywiła się wyraźnie, a jej ton stał się szorstki i przepełniony goryczą. - Lecz najwyraźniej woleli podążyć swoimi ścieżkami, mimo proszenia mnie o pomoc.
Ponownie potrząsnęła łbem.
- Oni próbowali mi już coś wyjaśnić, lecz szło im opornie. Zresztą, będąc szczerą - wasi pobratymcy wyglądali jakby sami nie mieli pojęcia, czego chcą. To był Davien i... Jakaś lwica, która nawet nie raczyła się przedstawić. Próbowała a to prosić o pomoc w odbijaniu waszych ziem, nie wiedząc nawet, kto was zaatakował, a to sama straszyła mnie atakiem na ziemie Księżyca. - uśmiechnęła się krzywo, wcale niewesoło. - Mam więc nadzieję, że z wami lepiej się dogadam.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Venety - 09-07-2017

//Serio nazwaliście totem chui? Ava, Ty mały chuiku. xDD

- Niech Księżyc wam sprzyja - z uśmiechem skomentowała imiona srebrnych. Nie znała się na ich pozdrowieniach, ale wydawało jej się, że lepiej będzie pozdrowić je po "ichniemu". Zarejestrowała imiona dwóch osobniczek, przyda jej się ta informacja. Na pytanie Samiyi blado się uśmiechnęła, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem. Ona, królową? Ale tak właśnie było - chyba teraz to ona przewodziła temu, co zostało z Lwioziemców.
- Królestwo...? - zmarszczyła nos w grymasie zdziwienia. Nigdy wcześniej nie słyszała o tym stadzie - Czy ono ma cokolwiek wspólnego z Mglistym Brzaskiem? - wieść o połączeniu ominęła jej uszy. Vei nie była zbyt skora do dzielenia się informacjami i ogólnie, ich przepływ pomiędzy członkami był zerowy, co właśnie działało na niekorzyść Venety. Nawet tego nie była pewna, ale przypuszczała, że to Królestwo może mieć powiązanie z Mglistymi. Napastnicy wyraźnie szli od zachodu. Mogli przejść albo przez Śnieżny Las, albo musieli iść przez tereny tamtego stada. Prawdopodobieństwo pchania się przez pustynię było dla lwicy zerowe, żaden kretyn nie wyruszałby na podbój stada przez gorące piaski, które go wykończą zanim cokolwiek zrobi. Co prawda chłód Śnieżnego Lasu był niewiele lepszy, ale dało radę. Nawet nie wiedziała, że w tym momencie trochę się ośmieszyła i - być może - straciła w oczach zielonokiej serwalki i jej towarzyszki.  Machnęła nerwowo ogonem, słuchając dalszej opowieści Samiyi.
- Przynajmniej dotarli... - mruknęła, bardziej do siebie niż do reszty. Cóż, ich poczynania nie były najmądrzejsze, ale może strach nimi zawładnął? Kim ona była, aby oceniać czyny swoich braci? Czy aby jakiś czas temu nie wydarła się partnerowi w twarz i nie zbluzgała go... Za nic? Położyła lekko uszy po sobie i spojrzała ze smutkiem na serwalkę - Mogę jedynie za nich przeprosić, Kwararo. Dopiero niedawno dołączyli w szeregi stada, nie zdążyli się z nami zżyć, a w obliczu zagrożenia każdy może reagować... Irracjonalnie. Zwłaszcza, gdy samotnicze przyzwyczajenia wzięły górę - westchnęła. Gdzie oni byli? Dlaczego nie podążyli za kapłanką? - Tak jak Maru powiedział, on udał się na Lwią Skałę. Zostałam z tym młodzieńcem na naszych ziemiach, gdy Davien i Nevet, bo tak nazywa się ta lwica, mieli udać się pod Złotą Skałę. Powód prozaiczny - widać ją z daleka i nawet nie znając dobrze drogi można do niej dotrzeć. Trudno byłoby nam odnaleźć się na waszych ziemiach, Kwararo, nie znam drugiego równie charakterystycznego punktu. Nasza trójka po... Powrocie Maru - mimowolnie się lekko zjeżyła. Shuja - Udała się do miejsca zbiórki, czyli właśnie tutaj. Nie zastając towarzyszy, zawołałam ich, kierowana strachem o nich - oblizała pysk, po czym spojrzała na partnera. Pomimo wszystkiego, cieszyła się, że tu był. Przerzuciła wzrok na Sorena, zastanawiając się. Gdzie jest Twoja matka, młody? Czemu musi mnie zostawiać z tym sama? Wyprostowała się delikatnie i ponownie spojrzała na kapłankę - Czy jestem królową? Można tak to ująć, Kwararo. Niezupełnie, jest nią jest ktoś inny. Tak samo, jak król. Ich imiona są bardzo dobrze znane. Niemniej, nie widziano ich tu od dłuższego czasu, co mnie niepokoi. Nie mam pojęcia, gdzie są nasi władcy, jaki to ma związek z atakiem, ale naprawdę się tym martwię - nie trzeba być uważnym obserwatorem, aby stwierdzić, że lwica mówiła szczerze. Venety nie potrafiła kłamać i maskować mowy swojego ciała. Mimowolnie nieco się zgarbiła, podwinęła ogon, a w oczach - które wszak są zwierciadłem duszy - widać było prawdziwą troskę i dużo zmartwienia. Westchnęła cicho. Naprawdę musiała walczyć, aby nie spuścić wzroku, ale tego zrobić nie chciała - Jestem zastępcą. W przypadku nieobecności władców, gdy lud potrzebuje zarządcy... Czy to aby nie czyni mnie królową? - pytanie retoryczne. Tak było. Myśl o zostaniu królowa lekko ją przerażała, ale skoro nie miał kto wziąć tego grajdołku w garść, obowiązkiem siostry królowej było dokonanie tego. Waleczne iskierki we fiołkowych oczach - Jeśli zechcecie wybaczyć dwójce młodych, niedoświadczonych lwów, Davien nawet jeszcze nie jest dorosły... Ja, w swoim imieniu proszę Srebrny Księżyc o pomoc. Jeśli podejrzewacie, że jest to prośba, aby wyruszyć i pomóc odbić nam ziemie, nie. Nic z tych rzeczy - i tu stwierdziła, że chwilowo skończy. Zamachała nerwowo ogonem, czekając na jakikolwiek znak ze strony kapłanki. Jeśli będzie zainteresowana, powie więcej. Jeśli nie, cóż... Zobaczymy.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Samiya - 09-07-2017

//to jest w suahili, no :V

Poruszyła najpierw nosem, a następnie uszami w wyrazie zaskoczenia. Więc ta Venety nawet nie wiedziała, że Mglisty Brzask połączył się z Ziemiami Cinis? Nie była to najświeższa wiadomość, a jak widać - istotna, skoro teraz to stado zaatakowało Lwią Ziemią. Serwalka skrzywiła się lekko. To nie świadczy dobrze o Lwich.
- Owszem. Mglisty Brzask połączył się z Cinis, innym lwim stadem, tworząc Królestwo Mgły i Popiołu. I to już jakiś czas temu.
Na długą opowieść jasnej lwicy zareagowała tylko skinieniem łbem, wciąż ze skwaszoną miną. Słyszała ją już któryś raz, choć z kolejnej już perspektywy. Jednak nie wnosiło to nic naprawdę ważnego, a nowego.
Zmrużyła zielone ślepia, gdy sama lwica przyznała, że jej przywódcy gdzieś się zapodziali. Król i królowa, niewidziani przez swych poddanych, gdy akurat ich stado został zaatakowane. Co to za farsa? Kim oni w takim razie są, tak naprawdę? Bo na pewno nie dobrymi władcami. Coraz bardziej była przekonana, że Lwia Ziemia była tylko żartem, ułudą, mirażem? Gdzie była jej potęga, siła, te pradawne dziedzictwo?
- Nie znam waszej struktury czy hierarchii. Po prostu wolałabym rozmawiać z kimś bardziej kompetentnym, niż zwykłym szarym członkiem stada. - burknęła niezbyt uprzejmie, lecz mimo wszystko, rozmowa z Venety powoli ją uspokajała i łagodziła rozdrażnienie. Ona przynajmniej wiedziała, co mówi.
Przekrzywiła łeb, gdy po raz kolejny została poproszona przez lwioziemców o pomoc. Ha, przynajmniej tym razem z góry mówili, że nie chodzi o pomoc w walce - bo tym razem Samiya mogłaby nie wytrzymać i zaśmiać się lwicy prosto w pysk. Ale nie. Udało jej się nie zareagować w ten sposób.
Zielone ślepia bystro spoglądały na lwicę, wyczekująco.
- Wszystko zależy od tego, czego chcecie. - odpowiedziała już o wiele spokojniej - Wiedz, że nie narażę w żaden sposób swojego stada dla kogokolwiek innego.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Sirisa - 10-07-2017

/ jakby co to zakładam że Siri zna kilka osób ze swojego stada. Nie mogę spotykać się z wszystkimi osobno a tam się wychowała więc kojarzy niektóre osoby/
Przyszła tu za ciotką i usiadła niedaleko. Tempo w którym szli było dość szybkie i Sirisa nieco się zmęczyła. Chciała więc wykorzystać rozmowę dorosłych do odpoczynku. Przewróciła oczami słysząc siostrę.
- Nym nawet gdyby potrzebowali to i tak ja tu żadnego nie widzę- powiedziała lekko złośliwie. Żartowała sobie z siostry bo ta zachowywała się jakby już była najlepszym medykiem świata. A przecież jest dopiero uczennicą! Z drugiej strony lwiczka była zazdrosna o uwagę poświęcaną Nymeri. Nie żeby chciała być otoczona przez innych, Lubiła być samotniczką. Ale raz na jakiś czas ktoś z dorosłych mógłby też zwrócić na nią trochę uwagi! Jedynym dorosłym który naprawdę imponował Sirisie była Ava. Lwiczka uważała, że ona jako jedna z nielicznych nie zachowuje się jak rozmemłana klucha i potrafi powiedzieć co myśli Gdy Ava jest na miejscu nigdy nie jest nudno. Dlatego teraz stanęła koło niej patrząc wrogo na przybyłych, ale nie odzywając się.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Azim - 11-07-2017

Gdy rozmowa na dobre się zaczęła, samczyk po prostu usiadł obok cioci. Przechylił lekko łebek w bok słysząc dziwne słowa, jakie wypowiedziała Ava, zamiast imion. Nie od razu przypomniał sobie że to przecież nazwy totemów, też by chciał taki i był pewny że w przyszłości na pewno go otrzyma, chociaż wolałby już teraz. Nie wtrącał się słowem, zaciekawiony co się stało z Lwią Ziemią po prostu słuchał. Zmartwił się nieco, jak mógł zapomnieć o Simbie? Coraz częściej mu się to zdarzało, a o takim bohaterze przecież nie można zapomnieć! Jak nie będzie Lwiej Ziemi to już chyba nigdy go nie zobaczy. A może udał się tu razem z resztą lwioziemców? Azim rozejrzał się szybko z ogromną nadzieją w oczach. Od bardzo dawna, od kiedy tylko o nim usłyszał, chciał go niezaprzeczalnie zobaczyć i poznać. Zawsze też zastanawiało go czemu Simba nie był królem, tylko ktoś inny. Nie, nikt jeszcze nie uświadomił czerwonookiego że jego bohater już od dawien dawna nie żyje i w tych czasach jest po prostu zwykłą legendą. 
- A co się stało z Simbą? Uciekł z wami? - wtrącił, swe pytanie kierując do Venety i to całkiem na poważnie. Nie miał pojęcia jaką głupotę właśnie popełnił.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Venety - 13-07-2017

Przemilczała kwestię połączenia stad. Jeśli nie pytają, lepiej się nie odzywać. Na następną kwestię zareagowała zaś lekkim uśmiechem - Trafiliście do dobrej osoby - mruknęła. Przynajmniej tyle. Jeny, co dwójka młodych musiała zrobić, aby tak zrazić do siebie samą kapłankę księżyca? Być może wysłanie ich nie było najlepszym pomysłem? Będzie musiała z nimi poważnie porozmawiać, o ile ich teraz znajdzie. Mieli tu przyjść. Może jednak nie byli po stronie Lwich, tylko takowych udawali? Oj, jak głupia była. Ale cóż, rozmowa, rozmowa, spokojna rozmowa jeszcze raz - Nie musisz się o to obawiać. Żaden księżycowy nie będzie miał powodu, aby walczyć o ziemie należące do Lwiej Ziemi. Potrzebujemy czegoś innego. Tereny wolne nie są spokojne. Nie teraz. Nie znam planów Myra, nie znam liczebności jego stada. Nie znam jego sojuszników. Udanie się na tereny wolne byłoby jednoznaczne ze śmiercią dla nas. Potrzebne nam schronienie. Teren, gdzie moglibyśmy osiąść, zregenerować siły, polować, porozmawiać z członkami stada. Przedyskutować różne sprawy z tą dwójką - wskazała pyskiem na Maru i Sorena - ustalić plan działania. Poszukać informacji o władcach, spróbować ich znaleźć. A także znaleźć Daviena i Nevet, ich zachowanie zdecydowanie mi się nie podoba i muszę się z nimi rozliczyć. Nie zamierzam wyruszać do Myra bez żadnego planu i bez zaufanych sobie lwów. Proszenie was o wzięcie w tym udziału i narażanie waszego życia byłoby czystym debilizmem - mruknęła, oblizując pysk - Nie mamy także medyków. O naszej królowej wieść zaginęła, a druga lwica, która była doświadczoną medyczką zaginęła bez wieści. Gdyby coś się stało, oczekiwałabym udzielenia pomocy medycznej. W zamian, przynajmniej na razie, mogę ofiarować to, co mi zostało z ziół. Nie znam się na tym zupełnie, musiałby ktoś obeznany w temacie zerknąć na nie, co to właściwie jest i czy się nadaje. Oczywiście, gdyby ktoś odważył się podnieść łapę na święte ziemie księżyca, brońcie od tego wielcy przodkowie, jesteśmy gotowi pomóc.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Serret - 14-07-2017

Karakalka gnała co sił w łapach, przynajmniej od momentu, w którym złapała zapach Samiyi. Znała go tak dobrze jak swój, więc odnalezienie jej nie sprawiało jej żadnych problemów, zwłaszcza że nie znajdowała się tak daleko od miejsca, w którym Serret rozpoczęła poszukiwania.
Zwolniła kroku, dostrzegłszy swą podopieczną w otoczeniu kilku innych, mniej lub bardziej znanych osobników. Początkowo miała zamiar zawołać serwalkę po imieniu, ale jako że byli tu obcy, to postanowiła zastosować strategię, którą powinien obierać każdy dojrzały Srebrny.
- Niech Księżyc oświetla waszą drogę! - zawołała zdyszana, uśmiechając się do wszystkich zebranych, choć w pierwszej kolejności do Sami i młodych. - Wybaczcie, że przerywam, ale to sprawa niecierpiąca zwłoki. Kidi... Kwararo. - Skłoniła się, wszak to teraz Kapłanka! Nie mogła dawać złego przykładu przybyszom, nieważne jak dziwnie się czuła, zwracając się w ten sposób do tej, którą niegdyś karmiła, myła i nosiła w pysku. - W miejscu, w którym niegdyś urzędował nasz medyk, tkwi chory niemy lew. Nie wiem, czy niemota wynika z tej choroby, czy to jego stały uszczerbek. Wydaje mi się, że spotkałam go niegdyś na święcie naszych sojuszników, ale nie dam za to głowy. On sam potwierdza, że pochodzi ze stada... Granicznego.
Zamilkła, wiedząc, że ma tendencję do nadmiernego rozwlekania swoich wypowiedzi, a w tym wypadku nie mogła sobie na to pozwolić. Czuła to napięcie w powietrzu, dostrzegała powagę w zielonych ślepiach i dlatego też przypuszczała, że także i między tymi tutaj rozgrywają się rozmowy na poważne tematy, choć nawet nie podejrzewała, jak bardzo trafne okażą się jej domysły.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Venety - 17-07-2017

Zaskoczyła ją obecność kolejnego małego stworzenia. Zastrzygła uszami, spoglądając na karakalkę. Czy oni właśnie chcieli powiedzieć, że ten cały Srebrny Księżyc to zbieranina małych kotów, jakiś innych zwierząt i lwiątek? Ale te ostatnie były, i o ile mogły być to tylko przybłędy, zawsze istniała nadzieja, że jakieś lwy w tym stadzie były? Oby... Niemniej, czy tego chciała, czy nie, byli na ich ziemiach, u stóp ich świętego miejsca, hiena, serwal, karakal i parę młodych mogło skutecznie próbować się z nimi zmierzyć, a nie to było jej celem. Dlatego tez posłała fioletowookiej przyjazny uśmiech w ramach przywitania. Zastrzygła też uszami, ciekawa, co mała kotka ma do powiedzenia. I choć z początku myślała, że to nic istotnego, wraz z potokiem słów, który wydobył się z Seret... Uniosła pysk, wpatrując się badawczo w mistyczkę - Może to ktoś od nas! - zawołała, nieco zbyt entuzjastycznie. Nawet nie zauważyła, że zrobiła dwa kroki do przodu, znajdując się bliżej srebrnych - Z Lwiej Ziemi, prawda? Jak on wyglądał? - chociaż... Niemy? Kto to mógł być? Samców na Lwiej Ziemi za wiele nie było, właściwie przychodził do głowy jej tylko Mako. Niemożliwe...?


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Samiya - 18-07-2017

Wtrącenia lwiątek zupełnie jej nie interesowały, dopóki nie zawierały w sobie wartościowej uwagi. Zatem ignorowała je, gdy tylko mogła zauważyć, że tak nie było. Venety skupiła na sobie jej niemal całą uwagę.
Rozluźniła się nieco, gdy lwica potwierdziła bycie osobą kompetentną do rozmowy. I dobrze. Tylko tego w tej chwili potrzebowała cętkowana, choć jeszcze chwilę temu wydawało jej się, że prosi o zbyt wiele. Przekrzywiła lekko łeb, gdy Lwioziemka zaczęła wymieniać, jak wiele nie wie o stadzie Myra. Ale czy to nie ona była kimś w tym stadzie? Kimś ważny, kimś, kto jako pierwszy powinien dostawać istotne informacje od samych władców? Jakim cudem więc nie wiedziała o Królestwie... Nic?
Nic zatem dziwnego, że Lwia Ziemia tak szybko poddała się atakowi.
Gdy Venety zakończyła, Samiya skinęła lekko łbem, lecz jeszcze nie odpowiedziała. Namyślała się, poruszając z wolna ogonem. Lwica mówiła z sensem, co cętkowanej się zdecydowanie podobało. Ale nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, przybyła tutaj Serret.
Chory lew w starej grocie medyka? To przywodziło złe, bardzo złe wspomnienia. Aż cień dawnego strachu pojawił się w zielonych ślepiach, lecz serwalka nie mogła sobie pozwolić na wspominki. Co nie zmieniało faktu, że za nic w świecie nie chciała tam wracać. Wykonywać obowiązków medyka.
- Wszystkie medykamenty stamtąd przeniosłam do swojej nory - odpowiedziała Serret, marszcząc nos w wyrazie niezadowolenia. Zająknięcie ciotki nie uszło jej uwadze, lecz przecież były sprawy ważniejsze?
Samiya odwróciła swój łeb do lwicy.
- Srebrny Księżyc ma pakt o nieagresji z Królestwem Mgły i Popiołu, więc nasze ziemie zdecydowanie byłyby dla was najbezpieczniejsze. Pytanie tylko, czy Myr nie uzna wzięcia was pod opiekę za złamanie owego paktu.
Na chwilę zawiesiła głos, może dla zwiększenia napięcia? Może była ciekawa reakcji Lwioziemki?
- Ale przecież Srebrny Księżyc miał również pakt z Lwią Ziemią, i nasze stada łączyła przyjaźń dłuższa niż samo istnienie Królestwa. A ziemie otoczone opieką Księżyca powinny być zawsze otwarte dla tych, którzy najbardziej potrzebują spokoju i chwili wytchnienia. - Kolejna pauza, tym razem tylko po to, by przełknąć ślinę i wziąć głębszy oddech. - Więc jako Kapłanka i przywódczyni stada, udzielam Waszej trójce azylu na naszych terenach - i każdemu innemu Lwioziemcowi, który faktycznie należał do stada, a który się po to do mnie zgłosi. Macie prawo do poruszania się po wszystkich ziemiach Srebrnego Księżyca, polowania tutaj, oraz oczywiście opieki medyka. Czyli mojej. Musicie tylko przestrzegać naszych praw, i możecie być pewni, że żadnemu z was włos z głowy nie spadnie.
Spojrzenie na ciotkę.
- Kasuku - ach, jak bardzo to nie chciało jej przejść przez gardło! Lecz ciągnijmy dalej tę farsę - Przyprowadź tego lwa do mojej nory, tam będę w stanie mu jakoś pomóc. Ja wraz z tymi Lwioziemcami również tam się udamy. - Spojrzenie na Venety. - Nadam wam specjalne znamiona, które będą znakiem tego, że nasze ziemie są dla was azylem. By nikt przypadkiem nie chciał wam niczego odmówić.
Pytające spojrzenie zielonych ślepi. Bo chyba lwica nie chciała teraz odmówić, zaprotestować, odrzucić warunków umowy?


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Sirisa - 19-07-2017

Lwiczka ze zdziwieniem popatrzyła na kapłankę. Nie chciała w swoim domu intruzów! To nie nasza sprawa że inne stada baranów a nie lwów sobie nie radzą. ,,Jacyś słabeusze nie będą się tu kręcić. Już ja o to zadbam". Nie podobała jej się myśl o zrobieniu z jej terenów jakiegoś przytułku dla frajerów. Ale kapłanka jej nie posłucha, skoro już dała im schronienie. Chociaż może coś do jej łepetyny dotrze.
-Ja im będę odmawiać ciociu. Nie potrafili sobie poradzić a my mamy ich niańczyć? Niech sami załatwią swoje problemy. Jeszcze nam ściągną na kark kłopoty-parsknęła patrząc prosto na Samiye.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Azim - 19-07-2017

Zignorowany, lekko tylko prychnął pod nosem, dla czerwonookiego jego pytanie było bardzo ważne, a lwica zachowała się tak jakby wcale go nie usłyszała. Chciał już samemu sprawdzić co z Simbą, w końcu ktoś musiał to wiedzieć, a może sam go znajdzie? Albo lepiej, uratuje? Już miał sobie pójść, problem w tym że nie miał pojęcia jak on wygląda, choć należałoby powiedzieć wyglądał. Na szczęście Azimowi nagle wydało się to trochę dziwnie gdyby miał ratować kogoś kogo uważa za bohatera, nad czym samczyk nieco się zadumał, dochodząc do wniosku że Simba poradziłby sobie sam, jak tak wielki bohater miałby sobie nie poradzić? I tak w ogóle to dziwne że tak o nim cicho? Nie przypominał sobie by słyszał o Simbie od kogoś jeszcze, prócz Hakiego, no i Vari, ale ją sam o niego kiedyś zapytał. Wtem przyszło mu do łebka by spytać innych lwioziemców, a było ich tu jeszcze dwóch i za bardzo się nie angażowali w rozmowę. Podszedł do Sorena, znów wyskakując z, nie zdawał sobie sprawy z jak głupim, pytaniem: - A co z Simbą? - popatrzył na niego poważnie, trącając go łapą by przypadkiem go nie zignorował. 
Pojawienie się cioci Serret odwróciło uwagę malca, znów miał ogromną ochotę by się popisać. Podbiegł prędko do cioć i słuchał uważnie, dopóki Kapłanka nie kazała Mistyczce przyprowadzić tamtego chorego.
- Ja pomogę, mogę zaprowadzić tego lwa - wtrącił głośno, bardzo chcąc się wykazać. W przeciwieństwie do Sirisy Azimowi nawet podobało się że lwioziemcy tu zostaną, widział w tym kolejną okazje by zgrywać bohatera: - A ja im pomogę - dodał od razu po słowach siostry, wypinając dumnie pierś: - Będę ich chronił i obronie przed wrogami, będą u nas całkowicie bezpieczni - powiedział pewny swego: - Oczywiście jeśli nie obrażą Księżyca - dodał najgroźniej jak umiał, co choćby chciał i tak ani trochę nie powiało grozą.


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Serret - 21-07-2017

Podniosła zaintrygowany wzrok na najwyrażniej-Lwioziemkę.
- Brunatny, z czarną grzwą - odpowiedziała od razu. - Gdzieś w twoim wieku - dodała już z pewną dozą ostrożności.
Serret nie była specem w ocenie lwiego stopnia starości, bardziej rozróżniała go u lwiątek niż u dorosłych, ale słowo "gdzieś" dodawało jej pewną dozę bezpieczeństwa, na wypadek gdyby okazało się, że jednak się myliła.
Słysząc głos Sami, natychmiast przeniosła na nią całą swą uwagę, by dokładnie wysłuchać, co ta ma do powiedzenia zarówno jej, jak i lwicy. Czy też, choć było to dla niej nieco nienaturalne, jaki rozkaz zamiaruje wydać.
Uśmiechnęła się. Mądra decyzja z odpowiednim uzasadnieniem. Karakalka żywiła przekonanie, że w takiej sytuacji Ines również nie postąpiłaby inaczej. Choć stosunki z Królewskimi były istotne, to jednak nie mogły się one równać z zaufaniem, jakimi przez lata darzyli się Lwioziemcy i Srebrni, nawet jeśli nie zawsze siebie nawzajem rozumieli.
- Rozumiem - odparła pogodnie, ale i z pewną właściwej sytuacji powagą.
Zanim zdążyła dodać coś więcej, odezwło się wyrośnięte lwiątko, które właśnie prosiło się o zestrofowanie.
- Siri, nieładnie tak! - ofuknęła ją. - Trzeba pomagać innym, dopóki nam to nie zagraża.
Następnie skierowała wzrok na Azima. Ten z kolei poprawił jej humor swoją gotowością do niesienia pomocnej łapy. Takich im potrzeba!
- I o to chodzi, Azim! Jak chcesz pomóc, to chodź ze mną. Po drodze opowiem ci o Simbie - zapewniła go, mimo że lwioziemskie legendy nie były jej najmocniejszą stroną.
Najwyżej coś się dopowie. Potrafiła opowiadać.
- Niech Księżyc oświetla waszą drogę - rzuciła jeszcze na pożegnanie.
Skinęła zachęcająco na jasneog lewka, po czym ruszyła na zachód stąd.

Z/t


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Ava - 21-07-2017

Ziew ziew. Czyżby przysnęła? Ach może trochę, pal to licho. Polityka była dość trudna i skomplikowana, dla Avy dzieliła się tylko na dwie części. Albo się ze sobą bijemy albo zostawiamy siebie w spokoju. Całość z tymi azylantami, zbiegami i innymi mysimi bobkami była nieco dla niej nowa i pomerdana, lecz skoro jej Kapłanka mówi, iż ma tak być, tak też będzie. No i ta cała Venety też nie pieprzyła od rzeczy, tylko konkretnie o co chodzi, chociaż według hieny mogła nieco skrócić tę całą opowieść. A więc w dużym skrócie jak cała sprawa wyglądała dla fioletowookiej? LZ sojusznicy-pierdoły dali sobie wejść na łeb przez te cholery z zachodu. Głupie pindzionkta z dalekiego zachodu, od zawsze działali szarej na nerwy, teraz jeszcze to... Nie trzeba być geniuszem aby zauważyć, że Ava nie pałała do nich sympatią. Lecz teraz wyglądało na opanowane i pod kontrolą. No poza tą wieścią które kochana Serrett przyniosła. Kolejna pierdoła przylazła po pomoc? O matko co za ciapy na tym świecie. No ale musi być ktoś dobry, kto im pomoże, a kto się nada do tego lepiej niż wspaniali Srebrni, którym przewodził najwspanialszy Biały Pan?
- No to widzę, że wszystko jest git. Ogarnę tylko jedną małą sprawkę i wracam do patrolu. Prawda Sirisa?
I nim mała lwiczka zdążyła jakkolwiek zareagować, hiena chwyciła ją za skórę na karku i odciągnęła od reszty. Następnie przycisnęła łapą, do ziemi, tak by młoda się nigdzie nie wyrwała. Oczywiście mogła drapać, gryźć inne kończyny Avy ale ta chyba się by tym nie przejęła. Tylko odwróciła się do Samisi capatej, zanim ta odeszła i z uśmieszkiem skinęła łbem na niesforne lwiątko.
- Porozmawiam z wielką panią buntownik i zaraz lecę dalej pilnować naszych granic, co żeby żaden zachodni śmieć się tutaj nie kręcił.
Następnie zgromiła wzrokiem Sirisę i wypuściła ją spod żelaznego uścisku łapy. No a w zasadzie prawie. Przydepnęła jej ogon, tak żeby młoda nigdzie nie uciekała.
- Pączuszku słuchaj... Ja wiem, że na pierwszy rzut oczka może ci się coś nie podobać ale jesteś jeszcze zbyt mała, żeby cokolwiek kwestionować. Nie masz POJĘCIA jak dobrze jest mieć sojuszników, a wnioskuję to z twojej reakcji. No i jak widać masz za dużo energii. Słuchaj może razem pójdziemy ty i ja na patrol, co? I obgadamy tę całą sprawę "Niech sami załatwią swoje problemy." jak dwie laski powinny. Mhm klucho? Jesteś chętna, czy może dla wielkiej panny "jestem buntownicza" patrol z ciotunią Avą to nieco za wysoki schodek?


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Sirisa - 21-07-2017

Na fuknięcie Serret Siri zrobiła niewinną, skruszoną minę.
- A..ale ciociu..- lecz zanim coś zdążyła powiedzieć wtrącił się Azim i ciocia chwaląc go poszła z nim opowiadać mu o ,,wielkim Simbie". Jej braciszek słabeusz. Ale lwiczka miała minę, jakby wstydziła się swojego wybuchu. Wtem coś ją szarpnęło za kark i nagle jej świat wywrócił się o 360 stopni. Biała wyrywała się i kopała. Gryzła i się szamotała. Jednak łapa cioci trzymała ją mocno.
- Ciooociu puść mnie- powiedziała niezadowolona. PĄCZUSZKU? A co ona jest dzieckiem? KLUCHO? Nie znosi, jak ktoś się do niej zwraca jak do dziecka. Przecież ona jest już duża! Jednak na słowa Avy kompletnie zapomniała o dumie.
- No dobrze, skoro nalegasz- powiedziała z według niej obojętną miną. Patrol z ciocią Avą! Jak świetnie! Sirisowe ,,granie" obojętnej nie wyglądało chociaż trochę prawdziwie. Widać było, że młoda jest podekscytowana. Jeśli chce kogoś nabierać, to będzie musiała poćwiczyć...


RE: Baobab u stóp Złotej Skały - Sören - 23-07-2017

// Mom już Internet ;o //

Dalsze wydarzenia potoczyły się szybko. Młody podniósł łeb, a mięśnie w jego ciele naprężyły się kiedy fioletowooka hiena wpadła na Venety. Później jednak usłyszał jej głos i zobaczył wyraźniej i szybko rozpoznał w niej hienę, którą tak niedawno tu spotkał. Ona go chyba jednak nie zauważyła od razu i zaraz też dostrzegł kolejną osobę, tym razem serwalkę, a to, w jaki sposób się zachowywała powiedziało mu, że mieli do czynienia z kimś ważnym. Zaraz za nią zjawiła się dwójka młodzików, w tym Nymeri, którą poznał dopiero, gdy się odezwała. Podniósł nieco łeb w jej stronę, jednak jego pysk wyrażał pustkę. Nie był w stanie wydobyć z siebie głosu w tej chwili, więc jedynie pokręcił łbem i ponownie go zwiesił w wyrazie zrezygnowania. 
Podniósł na powrót głos, kiedy ciotka wypowiedziała jego imię, później jedynie obserwując toczącą się przed jego oczyma rozmowę.
Odwrócił głowę w stronę hieny, gdy ta się odezwała, a w jego, dotąd pustych oczach coś zabłyszczało. Nie wiedział, dlaczego hiena chciała bawić się w jakieś głupie gierki i pewnie gdyby nie ostatnie wydarzenia, jakoś by na to zareagował, teraz jedynie oblizał zsechnięte wargi i skupił się na serwalce, postanawiając ją ignorować. Skoro woli grać w te swoje gierki, niech jej tam będzie, to i tak nie miało większego znaczenia. 
Skrzywił się, kiedy usłyszał, że Davien i Nevet rozmawiali uprzednio z serwalką, jednak gdzieś się powlekli zamiast spotkać się z nimi tak, jak umawiali się z Venety. A gdy jeszcze serwalka powiedziała, że Nevet prosiła o pomoc w odbiciu ziem, wypuścił ciężko powietrze nosem w wyrazie zrezygnowania. Nawet on miał na tyle oleju w głowie aby wiedzieć, że Księżycowi nie mieli powodu na to, aby pomagać im w odbiciu ziem. Tym bardziej, że z ich potężnego stada pozostało jedynie kilka osób. Jak podejrzewał teraz, pewnie ich trójka, skoro tamci gdzieś się powlekli.
Śledził kolejne wymiany zdań między serwalką i ciotką, czasem przerywane przybyciem kogoś nowego. Postawił uszy do góry, gdy przybyła karakalka wspomniała o jakimś chorym, a Venety stwierdziła, że to mógł być ktoś od nich. Może Shujaa wyrwał się jakoś od tego stada? Wtedy też poczuł, że ktoś go trąca łapą i odwrócił łeb, aby zobaczyć młodszego od niego samczyka, który zdaje się, mówił coś o Simbie? Sören zamrugał kilka razy, zanim przetrawił to, co powiedział do niego samczyk. I już otworzył pysk, aby mu odpowiedzieć, jednak ten odbiegł do fioletowookiej karakalki. Która właśnie opisała wygląd lwa, którego znalazła. Nie mógł to być Shujaa, a jej opis nie pasował do nikogo, kogo znał, więc stwierdził, że ten lew był pewnie samotnikiem. W ogóle nie pomyślał o królu Mako, pogodził się z faktem, że ten pewnie ich zostawił na pastwę tamtych.
Kiedy karakalka odeszła, powrócił wzrokiem do Venety i serwalki. Jednak z tego, co zrozumiał, pewnie zaraz też wyruszą do tej groty, czym się pocieszał. Nie lubił stać w miejscu. I mimo, że był zmęczony, bardziej psychicznie niż fizycznie, całą tą sytuacją, chciał już się gdzieś stąd ruszyć.