Król Lew PBF
Echo minionego czasu - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Echo minionego czasu (/showthread.php?tid=895)

Strony: 1 2


RE: Echo minionego czasu - Derion - 09-01-2014

- O nie, nie, nie! - zaczął czarnogrzywy, gwałtownie potrząsając łbem i unosząc zad powoli, by chwilę później stać na wyprostowanych łapach. - Nie. Zmarłych zostawmy w spokoju, ostatnim, czego potrzebują to mojej osoby - wybronił się szybko, zerkając nerwowo w stronę ojca Khayaal.
Ta lwia personifikacja mistycyzmu wprawiała go w zakłopotanie. Derion nie chciał mącić, ingerować w ten poukładany świat, przed którego wrotami stał teraz, tutaj, nad brzegiem Jeziora Duchów. Milczał więc długo, szukając obiektu, na którym mógłby zawiesić wzrok. Z jednej strony Kuolema, duchowość, w którą nie zamierzał w obecnym stanie wnikać, zaś z drugiej szafirowooka lwica, która trzymała go w okowach wszechwiedzącego spojrzenia i nieprzeniknionego spokoju. Potrzask.

Przeanalizował słowa lwicy i choć zgodził się z nimi, zmarszczył czoło, a usiadłszy ponownie, zasępił tak, jakby cała ta rozmowa zupełnie wyzuła go z jakiejkolwiek woli życia. Chwilę tak trwał, myśląc intensywnie, po czym śmiało popatrzył w oczy Khay (ale było w tym geście więcej paniki niźli butności) i stwierdził przymilnym tonem zabarwionym sztucznym rozbawieniem:
- Trochę mi zajmie dojście do siebie, heh, jesteś naprawdę dobra w swoim fachu, lepsza od mojego mistrza, który, zdawało mi się, po jednej wymianie zdań znał mnie na wylot.
I umysł Deriona został zamknięty. Na kluczyk. To była ostatnia i jedyna w zaistniałej sytuacji linia obrony. Kolejne słowa były już tylko uprzejmymi frazesami. Spod lekko przymkniętych powiek spoglądało na prążki na nosie lwicy spojrzenie oziębłe i zdawałoby się, że odległe.
- Zgadzam się, masz rację. Łatwo obudować się murem absurdalnych dogmatów - wzruszył barkami z pół-uśmiechem na pysku. Westchnął, nie mogąc złożyć kolejnego zdania.


RE: Echo minionego czasu - Khayaal - 11-01-2014

- Zupełnie odwrotnie. Ale wniosek słuszny.
Kuolema się nawet uśmiechnął w odpowiedzi na gwałtowne Derionowe zaprzeczenie - był to jednak uśmiech, który ani nie dotarł do oczu, ani nie miał dodać otuchy ni ciepła. Raczej przyzwyczajenie, grymas odruchowy nawet po śmierci, niewesoła konstatacja faktu, który wypowiedział na głos. Nieważne. Machnął wyliniałym ogonem, dużo mocniej niż córa, na całej jego długości, i odwrócił się do nich przejrzystym grzbietem.

Ona tymczasem złożyła ciemny pędzelek na łapach, kończąc odliczać czas jego wahnięciami. Zrobiła to starannie i w skupieniu, wybierając słowa spomiędzy kilkunastu układów, jakie przyszły jej w tej chwili do łba.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Stwierdziła w końcu prosto. Choć, oczywiście, wszystkie wymyślone przez nią powody mogły być prawdziwe - to przecież nie w tym samym stopniu. I nie były to wszystkie możliwości. Derion nie mówił jej czegoś - odmiennie jednak niż kilka minut temu, teraz robił to świadomie, zamykając się na nią. Ze względu na to, co sama powiedziała, czy ze względu na wtrącenie się Kuolemy?
Rozdęła czarne nozdrza, wciągając jego zapach z namysłem.
- Czego oczekujesz?
Drugie proste pytanie.

Będzie pamiętał o tym, że przed chwilą błagał ją o cel, ratunek, podanie łapy, zbawienie? Zasypie to pod kłamstwami, kryjąc pustkę pod ironią, a panikę pod muskułami?
Chrząknęła, domagając się odpowiedzi. Natychmiast.


RE: Echo minionego czasu - Derion - 11-01-2014

Lekko rozwarty pysk, spojrzenie przeskakujące nerwowo z jej lewego na prawe oko, krew pulsująca w skroniach w rytm szybkiego tłuczenia się serca pod żebrami, drżenie łap. Staroone, za jakie grzechy mnie to spotyka?
Bo w tym wszystkim była już tylko panika. Nie było racjonalnego myślenia, jedynie pragnienie by zatuszować to, co wymknęło się spomiędzy warg i doszło do uszu lwicy, w której Derion znowu zaczął dostrzegać coś na kształt niedoścignionej idei, bogini.
O opanowaniu się nie było mowy. Choć siedział przed Khayaal tak jak wcześniej, jego duchowa postawa przybrała postać dopraszającego się o łaskę psa i tylko głupi nie dostrzegłby w jego spojrzeniu autentycznego przerażenia. Tak jakby lwica była wyrocznią, jakby zależało od niej literalnie wszystko.
Jego odpowiedź poprzedziło kilka niemych kłapnięć szczęką.
- Chciałbym...
Zaciął się. Myśli wirowały pod czaszką i czarnogrzywy był gotów zrezygnować z odpowiedzi. Dlaczego tego nie zrobił? Trudno stwierdzić. Mrugnąć, wziąć wdech i po prostu odpowiedzieć. Przecież nie ma nic prostszego.
- Zrobię tak, jak powiedziałaś. Poszukam tych, którzy mieli cokolwiek wspólnego z moim stadem, kogoś, kto kontynuuje jego myśli... pewna karakalka mówiła mi o Ines. Chyba powinienem się z nią spotkać, tak myślę, sama mi to proponowała... - powiedział spokojnie, mając nadzieję, że niczego nie pominął, że wyczerpał pytanie Khayaal tak, jak ta by tego oczekiwała. Stwierdziwszy jednak, że to za mało, dodał szeptem: - Nie mieszajmy w tej wodzie, dobrze? Chcę potwierdzić lub zaprzeczyć swojej wierze, a do tego nie potrzebuję ingerencji w przeszłość.
Już cisnęły mu się na język kolejne słowa, ale postanowił zaczekać na jej reakcję. Krótkie "dobrze" lub mrugnięcie powiekami. Cokolwiek.


RE: Echo minionego czasu - Khayaal - 18-01-2014

Zamiast tego przekrzywiła łeb, jak ptaszyna przyglądająca się z daleka, notując zmiany w jego fizjonomii. Nastroszył sierść, gdy tylko przestał panować nad spojrzeniem, gdy oddech i tętno przyspieszyły wraz z natłokiem myśli. Widziała to wszystko, gdyż sama zachowywała spokój; nie należał do jej świata, był tylko gościem, którego łatwo mogłaby wyprosić. Choć na razie nie miała ku temu ani powodów, ani chęci.
Znienacka nabrała jednak ochoty pocieszenia go trochę - po wiwisekcji, której dokonała na żywej duszy, zasłużył na powrót do świata realnego, gdzie problemy można rozwiązać sprawnością ciała. Bliskość dodawała otuchy, budowała poczucie bezpieczeństwa. Wstała i zbliżyła się do niego, tak jak wcześniej opierając łeb na jego karku; bijące miarowo serce znalazło się na tyle blisko, że wyczuwał przecież, jak porusza się jej skóra.
- Bardziej boisz się tego, że zawiodłeś, czy tego, że miałeś rację?
Cichy głos pomiędzy lekkim szeptem a kojącym pomrukiem trafił wprost do jego ucha, ciepły oddech poruszył włoskami na boku pyska.
- Jedno i drugie można rozwiązać. Innymi sposobami. Ale na końcu obu tych ścieżek dotrzesz wreszcie do światła.
Nie ja, nie oni, nie ktoś za ciebie. Ty sam, Derionie. Ty, który sprowadziłeś na siebie los, jesteś także jedynym, który ma władzę go odczynić.


RE: Echo minionego czasu - Derion - 18-01-2014

I on przycisnął się do niej na tyle, na ile ona określiła miejsca styku ich ciał; maleńki, bezbronny, skryty gdzieś w pierwocinach odczuwania. Zamknął ślipia pozostawiając małą szparkę między powiekami, by zza mgły dostrzegać kolor jej futra. Chciał by Khayaal wchłonęła jego wszystkie zmysły i trzeba przyznać, że udało jej się to. Pozostało mu tylko odbierać bicie jej serca, jakby to biło za niego.
Pytanie spowodowało tylko zaciśnięcie powiek w obawie przed utraceniem bezmiaru zrozumienia, który oblewał jego całe ciało.
- Po tym, jak się okaże, że miałem rację nie będzie niczego. Wiem, że zawiodłem, nie boję się do tego przyznać.
Wspiął się nieznacznie na palcach, uniósł przednią łapę, chcąc naprzeć na lwicę mocniej w ramach próby zaspokojenia popędu, który targał nim już nie tylko w wymiarze duchowym, ale i fizycznym. Uważał, pytał niezdecydowaniem i niedokończeniem ruchu, znał odpowiedź i błagał od razu o wybaczenie.


RE: Echo minionego czasu - Khayaal - 18-01-2014

Targany tyloma emocjami, sprzecznymi emocjami, których nie potrafił uporządkować w żadnej hierarchii ani nadać im zróżnicowanych priorytetów... Ugryzła go w kark tak, jak matki dyscyplinują dzieci. Choć i tak, jak samce zmuszają samice do uległości. Role w tym jednym momencie się odwróciły, to ona narzucała tempo i sposób pogłębiania ich znajomości.
- Idź i nie grzesz więcej, Derionie. A gdy odnajdziesz Ines i rozmówisz się z nią, wróć do mnie; nawet po to, by powiedzieć, że jednak nie wszystko stracone. Będę szczęśliwa, widząc twoje szczęście. Tym bardziej przyjdź, jeśli odpowiedź nie ukoi twojej duszy, bo wtedy będziesz potrzebował przewodnictwa. Pokażę ci, czym jeszcze można się cieszyć wśród żywych.
Uśmiechnęła się do niego i choć nie mógł widzieć grymasu jej pyska, słyszał ciepłe tony, którym pozwoliła podbarwić swoje słowa. Nie odstąpiła jeszcze przez chwilę, tuląc go do piersi jak kocię wysłane na piewrszą wyprawę. Pomimo tego, że był w jej wieku, że kilkukrotnie już tworzył dla siebie nowe tożsamości, miał w jej opinii pełne prawo czuć się tak po raz kolejny. Ale tym razem obiecała mu, że będzie miał gdzie - do kogo - wrócić. Choć niepokojąca przestrzeń Jeziora nie kojarzyła się może ze spokojem i domem, dla niej pełniła taką właśnie funkcję. A Khayaal właśnie zaoferowała Derionowi gościnę, sprawiając, że opary umarłych nie będą miały do niego pełnego dostępu.
- Idź.
Powtórzyła, odsuwając go od siebie.


RE: Echo minionego czasu - Derion - 18-01-2014

Przyjął reprymendę z pokorą. Odsunąłby się, ale niezrażona lwica korzystała spokojnie z nieskończonych, w jego odczuciu, pokładów cierpliwości, by z najwyższym kunsztem dobrnąć do kody tej części ich wspólnej partytury. Mistrzostwo osiągnięte przez nią w sztuce manipulacji dźwiękami zaspokoiło potrzebę harmonii w niepoukładanym wnętrzu czarnogrzywego. Utwór poprowadzony od początku do końca z wykorzystaniem elementów charakterystycznych dla najwyższego wtajemniczenia... w naturę duszy.
Odsunął się bez sprzeciwu, lekko przykulony, niepewny o swoje kroki. Każde słowo postarał się utrwalić w swoim wnętrzu, powtarzając je w myślach, utwierdzając się w słuszności i celowości tego nakazu. Przewodnictwo. To, czego potrzebował. To, bez czego w obliczu niezależności nie potrafił się obejść.
W odpowiedzi szafirowooki zdobył się na podniesienie wzroku i delikatne uchylenie łba z przymrużeniem oczu.
- Dobrze. Tak zrobię.
Po czym niechętnie, zamiast Khayaal, czując wszędzie wokół siebie chłód wyziewów Jeziora Duchów i powstrzymując się od przeprosin, odszedł.

zt