Król Lew PBF
Lodowe jezioro - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Cesarstwo Doliny (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=171)
+--- Dział: Śnieżny Las (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=78)
+--- Wątek: Lodowe jezioro (/showthread.php?tid=93)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14


RE: Lodowe jezioro - Mistrz Gry - 23-09-2012

Szary zapamiętał sobie, by następnym razem folgować przede wszystkim instynktom, a dopiero potem dumie. Zmrużył oczy, z których jedno leciutko uciekało mu na bok - efekt dawnego potężnego ciosu, jednego z tych najgroźniejszych, który jednak przeżył. Rozegra to inaczej.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. Proszę, masz pierwszeństwo.
Odpowiedział Maoni w tej przerwie, w której lwiczka rozważała, czy jednak pakować się pod jego kły, czy nie. I zeskoczył z Rogue, unikając ciosu tej drugiej; niewiele brakowało, by ratująca walnęła ratowaną. Na szczęście los nie był aż tak złośliwy dla szarofutrej tego dnia. Pazury przeleciały nad jej wgniecionym w śnieg ciałem.

Samiec nie obejrzał się w stronę Alainy. Nie musiał; skoro sama wskazała mu miejsce swojego pobytu, głośno komentując wydarzenia, straciła element zaskoczenia. Poza tym to i tak tylko trzecia samica. A o nich miał zdanie... użytkowe.



RE: Lodowe jezioro - Alaina - 23-09-2012

Biorąc okoliczności w jakich sie znajdowała ale i teren gdzie spora warstwa śniegu pokrywała okolice jeziora,po pierwsze utrudniająca poruszanie się, po drugie wystarczył jeden nie ostrożny ruch by zdradzić jej obecność. Więc poco miała się kryć skoro nie sprzyjało ku temu otoczenie, gdzie każdy jej krok zdradzany byłby poprzez skrzypienie śniegu. Zbyt wiele czasu zajęłoby jej podejście samca, a tak chciała uświadomić mu drobny szczegół. On był sam, ich zaś już trzy. Będzie marnował siły na utarczki z nimi? Czy może jednak odpuści. Nie ważne ,że wszystkie były zaledwie podrostkami, nie mających najmniejszych szans gdyby musiały zmierzyć się z nim w pojedynkę,lecz w trójkę zdołałyby już coś zdziałać.
Błędem może okazać się ignorowanie ich tylko dlatego że są samicami. I one w kupie stanowiły niezaprzeczalną siłę.

Al wykrzywiła usta w pustym uśmiechu. A jednak lekko pomyliła się co do młodziutkiej panienki ,nawet jeżeli jej ruch okazał sie lekkomyślny, udało się jej coś zyskać, a było to -no powiedzmy zmuszenie lwa do puszczenia ofiary.
Sama brązowa , zbliżyła się do pozostałej dwójki, by ostatecznie przystanąć przy Maoni i leżącej na śniegu Storm. Starała się także nie stracić z pola widzenia owego osobnika. Zdawała sobie sprawę że była to osoba której nie powinno się traktować lekko czy też próbować ignorować.
Może i była wielu sprawach zielona i nie doświadczona, wiedziała jedno- źle mogłoby się dla niej skończyć gdyby spróbowała zlekceważyć samca. Blizny na jego ciele zaświadczały że nie jedno już przeżył.
-Daruj sobie to co planowałeś..-odezwała się, starając się ukryć jak mocno była podenerwowana- Jesteś sam, nas zaś trzy. Nie prawda dwie i pół. Bo jak zaliczyć szarą która ledwo co zdołała odrosnąć od ziemi. Mogła jedynie liczyć że sama ich marna przewaga zniechęci lwa. - Nie trzeba dokonywać wielu kalkulacji by spostrzec że nie wyjdziesz z tego cało.
-Odejdź-ostatnie słowo, jakie sucho wypadło z jej ust, a ta nastroszyła sierść na grzbiecie, marszcząc i nos.


RE: Lodowe jezioro - Kerra - 24-09-2012

Przyszła tu w samą porę by zobaczyć manewr pomarańczowej lwicy. Ten... Lew, który przygniatał młodziutką lwiczkę odskoczył. No no, a z zarośli wyszła następna samica... Zastanowiła się. Ten lew z pewnością miły nie jest, więc wątpiła by dawał szarej cukierki. Wszystkie trzy nie były nawet jeszcze dorosłe, zaś samiec tak, i to doświadczenie miał duże sądząc po jego wyglądzie. Jako, że stała w dość dużej odległości, stwierdziła że ją nie zauważą. W końcu na coś się przydało bycie albinosem. Szybko wytarzała się w śniegu i przykryła swoje czarne paski na grzbiecie. Już zdecydowała się pomóc samicom. No bo w końcu lew szarą by załatwił jak muchę, dwie lwice równie łatwo. Trzy? Trzy może byłoby trudniej, ale do wykonania, w końcu wszystkie były "nieletnie". A cztery... W to szczerze wątpiła. W końcu ona też była zahartowana w boju, przez prawie dwa lata musiała sama sobie radzić na sawannie z białym futrem. Tu już raczej nie ma szans. Przykryła końcówkę ogona śniegiem i zaczęła się skradać, nisko, przy ziemi. Jej kroki były bezszelestne, ale no cóż... Miała nadzieję że nie popełni błędu, nie była żółtodziobem.


RE: Lodowe jezioro - Akilian - 24-09-2012

Maoni, lwico ty moja, pomyślała szara patrząc jak lwiczka przegania samca. Wreszcie zdjął z niej cielsko, byłą wolna! Co innego, iż łapa z niebywale ostrymi pazurami przeleciała jej tuż nad głową. Nie przejęła się zbytnio tym faktem – byłą zbyt przejęta ruchem brązowej. Przecież się nie znały, a ona i tak zaatakowała oswobadzając jej ciało. Co za cudowne uczucie wdychać świeże powietrze i jednocześnie nie mieć na sobie ciężaru jakichś 200 kilo. Wtem jej oczom ukazała się kolejna brązowa. Ta jednakże była starsza od poprzedniczki. Wstawiała się za nią. Aż młodej ciepło się na sercu. Postanowiła im pomóc. Rozmiar nie robi dużego znaczenia, zawsze można mu wskoczyć na plecy i wyciumkać ucho. Przyjęła pozycję obronną, wygięła nieco plecy i zjeżyła futro, prychając cicho. Pokaże jakim diablikiem potrafi być małą szara kulka.


RE: Lodowe jezioro - Noel - 26-09-2012

Kto by pomyślał że los jest tak łaskawy dla młodej Storm. Tylu nieznajomych przybyło jej z pomocą.
Noel tylko tędy przechodził. Słyszał z daleka jakieś szepty, szumy. Postanowił sprawdzić, co się tutaj święci.
Lew i lwice. Chyba nie przepadają za sobą.
Najlepsze było to, że wszystkie były w wieku zbliżonym do jego. Zabawne. Ciekawe, o co chodziło.
Zbliżył się. Wcale nie ukrywał swojej obecności. Kojarzył pysk samca.
-Nie wolno zaczepiać dam.- odezwał się, wychodząc spomiędzy cienkich, czarnych kłębów gałązek.
Noel nie przyglądał się lwicom, stanął jedynie przed nimi, bokiem do napastnika- czy raczej napadniętego...?
W każdym bądź razie Noel gardził nim, było to widać. Był świadom swej fizycznej słabości, ale miał inny dar. Był silny mentalnie.
-Zwłaszcza młodszych.- dodał po chwili. Jego pysk nie wyrażał żadnych uczuć, zupełnie tak, gdyby zwisało mu to, co za chwilę się stanie. Szczerze mówiąc, nie wtrąciłby się w tę bójkę, jeśli osobnik z którym zmagała się trójka lwic nie wydałby mu się znajomy; już od dłuższego czasu żył według zasady "dbaj tylko o siebie". Jego przymrużone, można by powiedzieć, żmijowe oczęta beznamiętnie przejechały po cielsku samca. Tak, to musi by jeden z nich.
Ciekawe, czy go pamięta.


RE: Lodowe jezioro - Akilian - 26-09-2012

Szara słysząc kroki zastrzygła zaledwie uchem. Nie mogła pozwolić się komuś rozproszyć. Najpierw musiała spełnić dawno przyrzeknięte sobie słowo – zemścić się za te wszystkie razy, kiedy to zmuszona była bezsilnie się patrzyć na ból, jaki zadawał młodszym i słabszym. Za to, jaki ból sprawił jej… no i Noelowi. Ech.. jak ona za nim tęskniła. Od początku był przy niej – od pierwszych chwil jej życia zajmował się nią, czego nie robili rodzice. Pokazał jej jak chodzić, porozumiewać się, a gdy podrosła jak używać pazurków. Był jak starszy brat, zawsze opiekuńczy i wspaniały. Pamiętała, jakby to było wczoraj, jak przypieczętowali swoją dozgonną przyjaźń malując barwnikami znak – ona niebieską kreskę, on trzy ciemnozielone kropki. To miało oznaczać jak bardzo oboje są dla siebie warci i, że gotowi są oddać życie za drugie. Łapka małej spoczęła na policzku, oczy zaszkliły się. Pewnie czekoladowy nawet nie wie, że żyje. Ile to już minęło…? 4 miesiące… Taki szmat czasu. Kolejne westchnięcie uwolniło się z płuc Storm. Kryształowe oczy z wolna wypuszczały niechciane łzy. Nie długo jednak widziało je światło dzienne, gdyż natychmiast zostawały zacierane. Miała dość bólu, żalu i tęsknoty. Wtedy z zamyśleń wyrwał ją głos – zapewne osobnika, który poprzednio do nich dołączył. Jako jedyny był samcem w ich „drużynie”. Odwróciła łeb, spoglądając w stronę, z której dochodził ów głos. Młodzik miał ciemne, brązowe futro i znacznie jaśniejszą grzywę. Posiadał niezwykle jasnoniebieskie oczy, które wręcz rozbrajały. Z początku był dla niej obojętny. Nie wyróżniał się szczególnie od lwów w jego wieku – zaczątki grzywy porastały go to tu, to tam. Charakterem też nie wydał się znajomy. Powiedzmy, ze był przeciętny. Ale zaraz… Co to pod jego okiem, do diaska, jest? Trzy ciemnozielone kropki… Ale nie, to nie mógł być on. Przecież oboje pochodzili z tak daleka. To pewnie przypadek. A jednak, niepewnie ale zawsze, zrobiła kilka kroków w stronę nieznajomego. Zmrużyła ślepia, usta zaś rozchyliły się. Jej twarzyczka przybrała wyraz ciekawości zmieszanej z niepewnością. Kto to może być…? I kiedy go widziałam…?


RE: Lodowe jezioro - Nizar - 26-09-2012

Chopsa-sa! I kolejny sus pokonany. Nie zajęło mu to zbyt wiele czasu, ale zmęczony już był. Sapiąc wykonywał kolejne skoki byle zgubić ten głupi śnieg. Po co on się w ogóle tu plątał? Już gdy tylko wszedł na te tereny zrobiło się zimno... A tu, to już w ogóle. Wypuścił pyskiem ciepłe powietrze, które teraz uniosło się w dal, w bezkształtnej parze. Drgnął. Dobra, musi dalej skakać. Mimo zmęczenia. Będzie mu wtedy cieplej przynajmniej. Naprężył się i znowu skoczył, a wtedy do jego uszu doszły dźwięk czyiś głosów. Jego serducho zabiło o jeden takt szybciej, po czym beżowy strzygąc uszami pokonał kolejne kilka kroków i jego oczom ukazała się dziwna scena. Cztery samice i dwa samce z czego jeden z nich odgradzał lwice od drugiego. Czyżby ich bronił. Nizar dłużej się nie zastanawiał, a doskoczył zwinnie kilka kroków i warknął prowokująco w stronę szarego. Jednak zatrzymując się między łapami Noela. Podskoczył kilka razy, po czym zmrużył mściwie ślepia. Głupie lwiątko, myślał, że taki lew jak on, przerazi się takiego malca. Może miał o sobie zbyt wielkie mniemanie lub chciał zaimponować starszym. Kto wie. Może nawet jedno i drugie?


RE: Lodowe jezioro - Noel - 26-09-2012

Rany, rany.
Brew Noela drgnęła, kiedy poczuł na sobie drążący w jego ciele wzrok kotki która właśnie zebrała się z ziemi. Co ona tak patrzy? Noel wcale nie jest heroicznym bohaterem, który przybył właśnie z bezinteresowną pomocą, o nie, nic z tych rzeczy.
W końcu zerknął kątem oka na Storm. Zaraz, moment.
Znów zerknął.
Potem obrócił w jej stronę cały łeb. To może być ona?
Jednak zamiast rozpraszać się głupimi emocjami warknął zimno w jej stronę, zmywając z pyska lekką nutkę zaskoczenia.
-Cofnij się Akilian.- wycedził przez zęby, powracając wzrokiem na wroga.
I wtedy pojawiło się lwiątko. Znikąd.
Rany. Czy ten świat naprawdę uwziął się na niego?
Nie przywiązuj się do nikogo. Nie otwieraj serca. Dbaj tylko o siebie. Właśnie tak żyje. Czemu więc los postawił na jego drodze kogoś, kto od dawna miał nie żyć? Kogoś, kto doprowadził go do rozpaczy i agonii prawie, gdy odeszła, gdy rzekomo umarła. Od tamtej chwili obiecał sobie, że nikogo już nie przyjmie do serca, tak jak swoją małą prawie-siostrzyczkę. Żeby nie cierpieć i łatwiej żyć dla siebie. Nie myśleć o bliskich. O uczuciach, które zbierały się i po pewnym czasie czyniły z osoby która je dźwiga słabeusza.
Bycie do kogoś przywiązanym jest niebezpieczne dla obu stron. Zabija zdolność do trzeźwej oceny sytuacji i podejmowania decyzji.

Noel pokręcił łbem. Ciekawe, kto był na tyle bezmyślnym rodzicem, żeby puścić nieporadnego samczyka w podróż po takich terenach.
Popchnął go łapą, odsuwając bez słowa w stronę lwic. Tam będzie bezpieczniejszy. Poza tym, tak czy siak Noel nie miał zamiaru uczestniczyć w walce.
Nawet dla Akilian...

-Odejdź stąd.- wypluł cicho, kiedy już odsunął lwiątko. Jego wzrok bez przerwy tkwił w szarym samcu. -Nie zaczynajmy niepotrzebnych bójek.- dodał.
Wiedział, że Akilian miała rachunki do wyrównania z tym tutaj, ale nie miał zamiaru pozwolić na to, by ona stała się taka jak oni. Nie ona.


RE: Lodowe jezioro - Kerra - 26-09-2012

Biała skradała się cicho. Była niezauważalna, biała plama na śniegu. Podeszła już bliżej, bardzo blisko, i umiała już rozpoznać parszywy łeb szarego. O tak, był on jej znany... Już kiedyś próbował ją skrzywdzić... To było dawno temu, gdy była niewiele starsza od tu obecnych. Mruknęła w duszy, ucieszona, że może mu odpłacić. Zaczęła go podchodzić, kiedy wparował następny samiec. Oczywiście niedorosły. No dobrze, może nie był najmłodszy, ale... Dla Kerry prawdziwy wiek dorosły jest od dwóch lat wzwyż. Tak więc ten młodziak stanął bokiem do tej zakały lwiego rodu po czym coś tam rzucił. Dla białej to było nieistotne. Podczas polowania słowa są nieważne. Przeklęła go w duchu. Teraz będzie musiała go ominąć, albo... No nie. Następny się znalazł. Zebranie stadne robią? Głupie szczeniaki. Dobrze, że ten nowy, nota bene lwiątko, stanął między nogami brązowego. Eh... Kerra podkradła się blisko młodego lwa. W mgnieniu oka naprężyła mięśnie, w pysku czując smak zemsty za dawne krzywdy i ... Skoczyła na to zło wcielone pod postacią kupy szarego futra. Miała zamiar przydusić go ciałem i przytknąć pazury pod same gardło, ale nie zabijając go... Narazie. Choć akurat w tej chwili brązowy odsunął lwiątko, nie miało to dla niej znaczenia. Znów ignorowała czyny lwa. Dla niej najważniejsza była zemsta i obronienie małe lwicy przed złem.


RE: Lodowe jezioro - Khayaal - 26-09-2012

//dzieci, nie wiem czy wiecie, ale czekamy na posta Maoni, która nie odpowiedziała jeszcze na wyraźną zaczepkę lwa. kolejka ma być pełna, nim odpiszę. Kerra - dopuszczalny jest jeden post na turę wyznaczaną odpisami MG, drugiego nie uznaję i zostaje przeniesiony do kolejnej (nie, kasacja nie pomoże - zapisałam go sobie). a jeszcze nie wiesz, co będzie w kolejnej, gratuluję.
pospieszcie Maoni, to będzie odpis.

howgh.//


RE: Lodowe jezioro - Maoni - 28-09-2012

Jak najszybciej odczepiła się od lwa i stanęła obok Alainy, jeżąc jedynie sierść. Co do jego słów to z jej pyska wydobyło się jedynie fuknięcie. Miała już dosyć.
- Tak, idź sobie! - powiedziała pewnym siebie głosem. Zauważyła kątem oka, że przybyli następni. Teraz to dopiero mają przewagę liczebną. Miała tylko nadzieję, że lew odpuści, bo nie oszukujmy się, mógł jej połamać kręgosłup jednym zamachnięciem łapy. I o dziwo ona zaczęła zdawać sobie z tego sprawę.

/wybaczcie ten zastój. Ja za to czekałam na MG XD/


RE: Lodowe jezioro - Mistrz Gry - 28-09-2012

//przypominam, że Kerra nie ma w tej turze ruchu, ponieważ wykorzystała go w poprzedniej. innymi słowy odpisują teraz wszyscy poza Kerrą.//

Szary zdziwił się, kiedy na ratunek jednej głupiej lwiczce przyszło całe stado - i to sądząc po zapachach, nawet nie tworzyło jedności. Oho, i nawet lwiątko...
- To twoje?
Spytał Rogue zaciekawiony, wskazując nosem na Nizara.
- Niezła przekąska. W sam raz na gryza.
Dodał, przyglądając się młodemu; zaraz jednak wyprostował grzbiet. Jego spojrzenie stwardniało, gdy w ciszy przyglądał się każdemu z nich. Oceniał sytuację. Pojedynczo wyciąłby każdego, dwóm czy trzem lwom dałby radę bez zmęczenia, jednak pięć młodych i lwiątko (takie to dopiero potrafią ugryźć w ucho!) mogłoby dodać mu nową bliznę, choć Szary był absolutnie przekonany, że i tak wyszedłby z bójki zwycięsko.
Jednak... Niech szanse będą równe. Dla każdego.
- Nie tylko wy przyszliście tu razem. Chcę zabrać tylko ją ze sobą - tu wskazał na Rogue, dla reszty znaną jako Storm - od biedy ty, dzieciaku, możesz iść z nami.
Kiwnął łbem na Noela, którego nie pamiętał tak dobrze, jak szarą lwiczkę, jednak coś mu w łepetynie grało. Gdy kontynuował wypowiedź, za stalową barwą oczu poszedł ton, niski i twardy. Nie zostawiał miejsca na domysły, czy Szary blefuje. Bo mówił w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że to prawda.
- Jeśli nie posłuchacie i nadal będziecie takimi wzruszającymi idiotami, zawołam resztę moich lwów. I nie będzie nikogo, kto mógłby potem dojeść wasze szczątki. Daję wam wybór w swej niezmierzonej łaskawości: poświęcacie jedną głupią lwicę albo giniecie wszyscy. Wasz wybór, robaczki.

Sierść na karku doświadczonego samca zjeżyła się.



RE: Lodowe jezioro - Noel - 28-09-2012

Warknął.
-Nigdzie się z wami nie wybieram. I nie stawiaj mi tu ultimatum i nie strasz swoimi koleżkami. Od zawsze zabawialiście się z lwiątkami, czemu teraz role miałyby się nie odwrócić?- Noel nie miał na celu sprowokować lwa, ale nie potrafił powstrzymać słów, które cisnęły mu się do gardła. Miał też dziwne przeczucie, że samiec mimo przekonującego tonu blefuje i jest zupełnie sam. Może ma talent aktorski? Mimo to opanował język, raczej prowokacja słowami typu "sam nie dasz rady lwiątkom"? byłaby oznaką braku zdrowego rozsądku.
-I na co ci ona?- odezwał się po chwili.
-Mścisz się na dzieciaku za to, że kiedyś drapnęło cię w dupę?- dodał nonszalancko, głosem twardym i czystym. -Chcę wiedzieć, co chcesz zrobić z Akilian. Ona już raz dla mnie zginęła. Drugi raz już nie zrobi na mnie wrażenia. Po prostu chcę wiedzieć, jaki masz w tym cel.-
Mimo, że na zewnątrz zdawał się być pewną siebie osobą, w środku rozpętała się burza. To nie była normalna sytuacja. Akilian zmartwychwstała, zupełnie burząc jego plany o życiu tylko dla siebie. Cholera. Gdyby to była jakaś inna osóbka, wzruszyłby barkami i poszedł dalej. Już raz cierpiał, kiedy ją stracił.
Zdawał sobie świetnie sprawę z tego, że słowa które właśnie uleciały z jego ust pewnie zranią Storm. Ale on nie był już tym samym Noelem, którego pamięta. Każdy się zmienia. Lepiej będzie, jeśli nie da się zaślepić wspomnieniom, tylko spojrzy na to, co jest teraz.
Lepiej będzie jeśli teraz go znienawidzi.

Cofnął się bliżej lwic, nie spuściwszy wzroku z wroga ani na chwilę.
-Jeśli chcecie żyć, zwiewajcie póki możecie.- rzucił sucho.
Był świadom tego, że jeśli lew naprawdę nie jest sam, są na przegranej pozycji. Ucieczka nie wchodziła w grę, a pozostawanie dłużej w tej sytuacji w końcu doprowadzi do tego, że zgodnie z obietnicą coś im się stanie.
-Akilian.- odezwał się chłodno. -Nie będę za ciebie walczyć. Nie polegaj na mnie.- powiedział z kamienną maską na pysku. Nawet na nią nie spojrzał. Cały czas wpatrywał się w starszego samca, a po chwili sięgnął pyskiem w stronę karku Nizara, by pociągnąć go za skórę w tym miejscu. Potem popchnął lwiątko pyskiem, ponaglając do marszu. Nie, nie w kierunku osoby która widziała go na swoim talerzu. Szli prostopadle.
Odsunął się od lwic na odległość dwóch metrów, po czym usiadł, wyczekując odpowiedzi. Nizara zmusił do pozostania miedzy jego łapami.


RE: Lodowe jezioro - Alaina - 28-09-2012

-Nikogo praktycznie prócz nas juz tutaj nie ma, kogo chcesz zawołać, mieszkające w tej puszczy duchy. Daruj sobie. Nikomu nie uszło by uwadze poruszające się obce stado. -po długim milczeniu odezwała się Alaina, że średnim zadowoleniem trawiąc przybycie kolejnego podrostka, ale i szczenięcia, które zamiast pomóc mogło stać się zwadą w ewentualnej ucieczce, spowalniając ich. Cholera, a mieli bronić tylko jedno szczenie, nie dwa. Wystarczyło że i tak wystawiała kark w obronie całkiem obcej jej osoby.
Sam Noel stanowił jako takie średnie wsparcie. A puki co nie licząc białej, to Al była tutaj najstarsza, mając najkrótszą drogę przed sobą by stać się w pełni dorosła, a przynajmniej fizycznie.
Brązowa zmarszczyła nos, kątem oka oceniając sytuacje ale i poświęcając chwile czasu by przyjrzeć się ciemnofutremu podrostkowi- oceniając go. Nie mogło trwać to jednak długo. Następną osobą na drodze jej wzorku stał się sam Nizar, do którego wyciągnęła łapę, chcąc go po prostu przesunąć na sam koniec ich szeregu, aby nie zawadzał im,lecz nim zdołała malca pochwycić, to brązowy odsunął go poza zasięg łap szarego, ale i jej.

-Ty także odsuń się. Bądź łaskawa i nie przeszkadzaj. Doceń ze przyszliśmy ci pomóc -półszeptem mruknęła w kierunku Storm, nie racząc przy tym spojrzeć na szarą, ale nie chciała stracić z oczu szarego samca, gdy w końcu w pełni skupiła na niego bursztynowe z natury ciepłe, lecz w tej sytuacji, napełnione chłodem spojrzenie.


RE: Lodowe jezioro - Akilian - 28-09-2012

/ Wybacznie, ze co poniektórzy z was musieli na mnie czekać. Ale tak bardzo nie chce mi się robić lekcji w sobotę... Sami rozumiecie ;3


- Noel! – wyrwało się z piersi młodej samiczki, nieodparcie próbującej zbliżyć się do brata. Przeskakując zwinnie kolejną kupkę śniegu i z radością na pysku mknęła do jej kochanego braciszka, tego samego ulubionego braciszka! Aksamitne futerko powiewało z powietrzem odsłaniając nieco roześmiane oczęta Szarej. Była szczęśliwa jak nigdy dotąd! Kiedy po takim czasie wreszcie się odnaleźli – on i ona znowu razem. Serce niewiarygodnie mocno waliło, można by usłyszeć je nawet u kresu Lasu. Wreszcie, po długich zmaganiach ze śniegiem, przylgnęła do niego, znowu to czując znajomy zapach. Znów czuła się jak kiedyś, bezpieczna i radosna. W podnieceniu nie zważyła na suchy ton lwa. Nie była w stanie; to, co czuła w obecnej chwili to euforia. Wtuliła się w brązowe futro samca, coraz to pocierając o niego łebkiem. Nie mogła się uspokoić, zapanować. Znów przypomniały jej się stare czasy, dobra czasy. Wtedy to łapa w łapę z lwiakiem pokonywali życiowe bariery i przeciwności. Czułą, że mogła by trwać tak wiecznie, przy jego osobie… Ale nic co piękne, nie trwa wiecznie. Podniosła łebek, by spojrzeć na swojego bohatera. Jej kryształowe oczka wręcz świeciły, pyszczek zaś uśmiechnięty, przysłowiowo od ucha do ucha, rozjaśniał jej twarzyczkę. Wtedy usłyszała jego słowa. Skierowane nie do niej, a prześladowcy. „Ona już raz dla mnie zginęła. Drugi raz już nie zrobi na mnie wrażenia.” Słowa te rozdarły jej duszę na drobne kawałki pozostawiając zaledwie strzępki. Był to cios nie do zniesienia. Uśmiech zniknął znacznie szybciej niż się pojawił, ślepka zaś zaszkliły się. Niechciane łzy wciskały się gdzie popadnie, by następnie wypłynąć z patrzałek małej i ujrzeć światło dzienne. Storm już nie wtulała się w jego łapę. Odeszła kilka kroków do tyłu nie tracąc wzroku z Brązowego. Warga zadrżała, usta rozchyliły się nie co. Widać było, jak młoda cierpiała. Cierpiała znacznie bardziej, niż gdy była bita, poniżana, aż wreszcie niemal zabita przez gang. Te zwykłe słowa pozbawiły ją sensu życia. Oddech jakby przyspieszył, ukazując stan lwiczki. Była zawiedziona, czuła się oszukana... i to przez najbliższą jej w życiu osobę. Słone łezki wypływały na policzki, sklejając mięciutkie futerko. Szara stała jak wryta, nie potrafiąc nic z siebie wydusić. Nie zważała na Madre słowa Alainy. Przeżywała szok, który zapewne spędzi jej sen z powiek przez następnych kilka miesięcy, może i lat…? Miała desperacki wzrok, czuła się, jak ponownie po przebudzeniu po walce. Kiedy to deszcz biczował ją boleśnie, rany krwawiły, łapa była złamana. Nie wiedziała co robić, jak się zachować i w kim szukać pomocy. Najwyraźniej historia lubi się powtarzać, ale żeby aż tak..? Samiczka drgnęła niespodziewanie, zrywając się.
- Czyli jestem ci obojętna?! – wykrzyknęła, dotychczas tłumiąc ból w środku. Nie mogła tego wytrzymać; negatywne emocje kłębiły się w niej, rozsadzały od środka. I stało się – krzyczała do brata, do swojego ukochanego braciszka. Wręcz pluła w niego zarzutami, nie mogąc zaprzestać napastowania. – Tak bardzo cię kochałam! Byłeś mi najlepszym przyjacielem, bratem… Ty durniu! – ryknęła niespodziewanie, poniekąd zaskakując samą siebie. Teraz już całą drżała; wściekłość, ból, cierpienie. Tylko tyle była wstanie poczuć. – Nie widzisz tego? Wychowywałeś mnie od najmłodszych lat, nazywałeś siostrzyczką, a teraz mówisz, że… - słowa nie mogły jej przejść przez gardło. Nie potrafiła. To i tak było dla małej za dużo. Posłała mu jeszcze jedno, niezwykle cierpiętnicze spojrzenie, po czym nie wiedzieć czemu podbiegła do najbliższej lwicy. Ze łzami w oczętach i rozedrganym emocjami ciałkiem wtuliła się w jej łapę szukając wsparcia. Może ona jedna zajmie się nią, chociaż przez moment? Przydałaby się odpowiedzialna osoba, taka, która bez słów ją przytuli. Tak bardzo tego potrzebowała. Przez taki czas mamiła się nadzieją, że o wróci, ze Noel wróci i znów będą jak brat z młodszą siostrą. To już przeszłość…