Król Lew PBF
Beacon Hills - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: Tereny wolne (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=65)
+--- Dział: Na marginesie (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=85)
+---- Dział: Wątki zakończone (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=89)
+---- Wątek: Beacon Hills (/showthread.php?tid=989)



Beacon Hills - Shyeiro - 31-03-2014

Nieopodal Krainy Czterech Stad mieści się pokaźnych rozmiarów lasek. Piękny, nieco mroczny, cisza i spokój. Promienie słońca ledwo co docierają do ziemi, ale mimo to pogoda tutaj zawsze wydaję się ładna.

...Więc można nasz las nazwać wręcz idealnym na spacer. Może i rudego nie to tutaj przyciągało, jednak zbyt dużo nowych osób w zbyt krótkim czasie ostatnio miał w swoim towarzystwie. Może i nie jest to nic nadzwyczajnego, jednak po miesiącach absolutnej samotności mógł poczuć się nieswojo. Także ów las miał być dla niego zwyczajną odskocznią, by uspokoić swoje myśli, ciało, duszę- wszystko, co tylko mógł. Nie pozostało mu nic więcej jak snuć się między konarami i oczekiwać... W sumie to nie wiadomo czego.


RE: Beacon Hills - Eleri - 31-03-2014

Och, jakże więc poczuje się ona, gdy dowie się iż nikt inny a właśnie jej własna osobista persona przerwała mu coś tak niesamowicie ważnego jak zalanie balsamem spokoju ogółu jego jestestwa. Nawet jeśli, a jak zwykle, nie było w tym jej najmniejszej winy.
Czemu tu jednak w ogóle jest? Cóż. I białej ostatnio dokuczył nadmiar wrażeń i burzliwych emocji; targana jaskółczym niepokojem, a uspokojona po spotkaniu z długouchą, zawędrowała i tu, by wyciszyć się ostatecznie, by choć przez chwilę nie groził jej kolejny wybuch płaczu, tuż po przesadzonej euforii. Osoba poboczna mogła by z przekąsem i wrodzoną wredotą rzucić iż jakże to taka prościutka i niezłożona osóbka może być w dodatku na tyle głupią by wynajdywać sobie problemy, banalne problemy. Głupi zwykle szczęśliwy, cóż to więc? Och, jeśli taka Eleri rzeczywiście nie grzeszy choć śladem osobowości, to przeto najmniejsze głupstwo jest w stanie nią zachwiać, czyż nie? A jeśli jednak... pod powłoką uroczo naiwnej i bezmózgiej kryje się coś, co inni tylko mogą sobie wyobrażać, nie zdając sobie sprawy jakiego potwora mogą stworzyć?
Kto wie. Choć bez wątpienia można rzec iż bez względu na rzeczywisty stan rzeczy, szkarłatnooka jest w posiadaniu jednej, tak zapomnianej mądrości tego świata. Mądrości miłości, jak bardzo banalnie by to nie brzmiało. Miłowania choćby i ogólnego, bezinteresownego, którego tak boją się racjonaliści, opieją lwicę nierozgarniętą, dzieckiem, marginesem społeczeństwa, odwrócą się od niej ci z syndromem Wokulskiego, sądzący iż na wszystko trzeba zasłużyć pracą i działaniem. Nie pozwolą się obdarować choćby uśmiechem, bez podejrzewania jego posiadaczki o niecniejsze zamiary bądź poczuwając się nieznośnie do czegoś zobowiązanymi.
Ileż to treści potrafi chować się za białą kartką w postaci piegowatej, która to leżała gdzieś wśród zarośli, brzuszkiem do góry, jakby na świecie nie było żadnego zła, jakby mogła się czuć bezpieczna, pokładając ufność w ewentualnych nowoprzybyłych, wierząc im. Mięciutkie jej łapcie spoczywały podwinięte na jej piersi, a ogon od czasu do czasu leniwie muskał trawę. Kształtna, śliczna główka spokojnie spoczywała na miękkim zielonym posłaniu jakie zgotowała jej natura, gdy przymknięte oczy sugerowały iż (wątpliwej zawartości czy jakości) umysł jasnej odpłynął sennie niesiony miłym wiatrem.
Na takową, leżącą gdzieś w ustronnym cienistym miejscu, gdy światło przebijające się spomiędzy liści jeździło po jej futerku, natknął się przypadkiem Szej.


RE: Beacon Hills - Shyeiro - 01-04-2014

Shey mógłby tak iść bez końca, mijając kolejne drzewa, nie dostrzegając chociażby minimalnej zmiany w otaczającym go lesie. Przez to mógłby nawet iść w kółko, a i tak nie mógł by się domyślić, że nie posuwa się na przód. Dlatego przychodził tutaj na prawdę rzadko, bo może i łatwo tutaj wejść, ale jeszcze łatwiej jest się zgubić.
I gdyby nie to, że w pewnym momencie, pośród zarośli zauważył białą plamę, to zapewne postanowiłby już zawrócić. Jednak wrodzona ciekawość do wszystkiego co nowe i nieznane nakazała mu iść przed siebie i sprawdzić co to jest, a z każdym krokiem ów "biała plama" zaczęła nabierać kształtów, przypominających jakiegoś kotowatego. I jako, że las, który Eiro traktował jako swoją ostoję znajdował się niedaleko lwiej krainy, nie trudno było mu zgadnąć, co za zwierzę się tam kryje.
A może anioł?
Lwica, którą właśnie zobaczył nie wyglądała jak każda, którą chociażby raz widział. Nie była taka jak tamte, wyglądała... Wręcz niebiańsko, niewinnie. Rudy otworzył szerzej ślepia, powstrzymując się przed przetarciem ich łapą, coby się upewnić, iż Eleri nie jest jawą, a należy do tego świata, jego świata. Potrząsnął łbem, zastanawiając się, czy chociażby najmniejszym ruchem łapy nie uszkodzi tak delikatnie wyglądającego ciałka, jednak jego ciekawość, doprawiona nutą fascynacji podjęła za niego decyzję, przez co Shyeiro nachylił się delikatnie nad białą i położył jej łapę na nadgarstku. Oczywiście zrobił to tak delikatnie, jak tylko potrafił. Nie miał na celu jej przestraszyć, a chciał zobaczyć, co kryję się pod tą cudną postacią.
Przełknął ślinę.



// Stawiasz mi tak wysoką poprzeczkę swoimi postami, że chyba za każdym razem będę Cię przepraszać, że nie mogę odpisać na takim samym poziomie :/


RE: Beacon Hills - Eleri - 04-04-2014

Wszystko wokół zdawało się być takie odrealnione, czyż nie? Umysł zostawiony sam sobie lubi tworzyć projekcje, zadziwiając cóż to na jego dnie, na dnie czaszki przesiaduje. Wyostrza i koloryzuje to na czym chce się skupić, podkręca kontrast i zapachy. A czasem zapiera dech w piersiach, odbiera słuchową percepcję gdy tylko to co się pragnęło dostrzec... patrzy ci prosto w duszę.
Tak. Równie delikatnie jak on tknął jej łapcię, tak jej powieki uniosły się odkrywając na światło dzienne szatański szkarłat ślepi w tym anielskim ciele. Niespiesznie, łagodnie, a szeroko. Nic się w krajobrazie tej scenki nie zmieniło, poza tym właśnie czerwonym detalem. Może jedynie... zapanował większy bezruch. Jej ogon, wąs czy ścięgienko zarzuciły ideę jakiegokolwiek ruchu. Nieuchronne spojrzenie wbite w niemal o dwa lata młodszego samca, zdające się przeszywać na wylot, już od początku wydało się trzeźwe, jakby nie spała, a leżała dla samego leżenia.
Było to jednak tylko złudzenie. Jej umysł wciąż pozostawał zasnuty senną mgiełką, nie rozumiejący co się wokół dzieje. Otwarła oczka, czuła iż leży i widziała iż widzi obcego nad sobą kota, przyozdobionego w piękną rudą grzywę, lecz... kabelki nie stykały, brak na to wszystko reakcji, jakby było to kontynuacją snu. Dziwaczny to był stan.

//Zamknij twarz :1 ;__;


RE: Beacon Hills - Shyeiro - 20-04-2014

Jest takie powiedzenie.. Źle komuś z oczu patrzy, czy jakoś tak. Jednak spojrzenie białolicej mimo dość diabelskiego koloru oczu nadal wydawało mu się anielskie. Nawet więcej, szkarłat jej oczu pasował do tej astenicznej barwy futra.
Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, po prostu był wpatrzony jak obrazek, zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze ją ocenił. Czy aby na pewno była kimś realnym.
- Ni.. Nie przeszkodziłem? Odpoczywałaś?- mruknął, widocznie zmieszany, uciekając wzrokiem gdzieś w eter.- Jeżeli tak, to przepraszam, nie chciałem Cię zbudzić.- dodał po chwili, ze słabym uśmiechem, bo tylko na taki było go stać zwłaszcza, że nie miał zielonego pojęcia, co ma jeszcze rzec.
Postanowił się wycofać, coby tamta nie czuła się bardziej niekomfortowo, niż zapewne czuje się teraz.


RE: Beacon Hills - Eleri - 08-05-2014

Przez czas bliżej nieokreślony ta leżała w tym swoim bezruchu, przebijając na wylot spojrzeniem serce kawowego, by, jakby choćby i najmniejszy pyłek drgnął, powodując całą ruchów kaskadę, drobnych, nieznacznych, delikatnych, ale zawsze. Drgnął wąsik, drgnął błysk w oczku, drgnęło uszko. Płynnie skryła swój brzuszek składając się na boku, swym przodem bardziej ku niemu. Postawione małżowiny i szeroko rozwarte szkarłaty czujnie lustrowały młodego, chcąc się doszukać czy ma się czego nasza piegowata bać.
Zaczęły dochodzić do niej coraz to bardziej kolejne elementy rzeczywistości, takie jak lekkie zawstydzenie, niezręczność i zupełny brak obycia społecznego, przy jednoczesnym otwarciu się na innych, nie zapominając o wrodzonej nieśmiałości a wybuchowej ekstrawertyczności. Podwinęła z tego wszystkiego jedynie swe miękkie łapki, orientując się iż zupełnie już nie wiedziała o co on tam ją pytał czy cóż mówił.
Spuściła więc wzrok, uciekła nim gdzieś w bok, znów spoczął owy na jakimś źdźble trawy, by okrężną drogą jakby pogłaskać, najpierw ciemny nos, potem futerko, morskie oczy, aż w końcu spocząć na tym cudzie.
-Masz śliczną grzywę-wyznała szczerze i prostolinijnie, albowiem mało kto może o tym wiedział, ale będąc jeszcze małą grubiutką kluseczką bardzo chciała być ruda. Owa więc samcza ozdoba pociągać ją mogła tylko jeszcze bardziej niż zwykle.
Pod tym białym futerkiem może nawet się zarumieniła z tej swojej otwartości, gdy to jeszcze gadała takie głupie, mało istotne rzeczy. Och ona niemądra. Spuściła znów oczka, jednak nie umiała pozbyć się uroczego uśmiechu.