♫ Audycja 36 ♫


Wszystkie audycje znajdziecie na audycje.krollew.pl
Tygodniowy bonus
+5 opali


Otrzymuje Warsir!
  • Forum zostało zarchiwizowane i dostępne jest jedynie w wersji do odczytu - poza ShoutBoxem i tematami pozafabularnymi. Dziękujemy za wspólną grę!
  • Oficjalny kanał na discordzie - do kontaktu z graczami.
  • Stale aktywny pozostaje dział z pożegnaniami, gdzie każdy będzie mógł dopisać swoje.
  • NIE zgadzamy się na kopiowanie jakiejkolwiek części tego forum, także po jego zamknięciu.

    ~ Administracja Król Lew PBF (2006-2018)
Generator statystyk
Drzewo genealogiczne
Okres zbioru (1 porcja):
Cis pospolity
Wulkan Burgess Shale, Ognisty Las, Źródło Życia
Pogoda
1-15 września
21 °C
16 °C
16-30 września
23 °C
17 °C
Postać miesiąca:
Sierpień

Naiwny, strachliwy i delikatny. Lwie dziecko zagubione pośród sawanny, odnalazło ciepło rodziny w śnieżnym Cesarstwie choć niedawno spotkał nieświadomie prawdziwego ojca.
Cytat września
Nadesłany przez Vasanti Vei

Stężenie fanatyków księżyca na poziomie zerowym kazało mu się zastanowić, czy przypadkiem nie zabłądził.
Znajdziecie nas na:
Kiburi
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samiec Wiek:Młody dorosły Liczba postów:116 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 95
Siła: 81
Zręczność: 68
Spostrzegawczość: 61
Doświadczenie: 5

#46
19-07-2017, 13:23
Prawa autorskie: Lineart Ghaliba <3, tło: Fjutsup

Szybki to on nie był, ale ważne, ze trzymał się trasy. Chciał jeszcze zanim ruszyli rzec coś do tej białej, ale ojciec zabrał ją tak szybko, że mógł tylko popatrzeć. Teraz pozostało mu tylko zaspokoić swoja ciekawość o tej rudej lwicy. Wyglądała na taką zmarnowaną, a on nie lubił patrzeć na takich. Psuły mu humor. 
Widok groty nie był jakiś specjalny. Może gdyby był bardziej rozgarnięty to dostrzegłby jakieś walory tego miejsca. Wolał jednak nie spać po jaskiniach, nie był nietoperzem albo jakąś nornicą, żeby się tak kryć po kątach. Przecież był lwem! Czy ktoś odważyłby się podnieść łapę czy kopyto na tak dostojne zwierzę? 
Odetchnął w ulgą będąc już na miejscu. Aż tak zwiedzać to mu się nie chciało. Dobrze, że chociaż był najedzony, bo inaczej marudziłby jeszcze bardziej. 
- Uśmiechnij się ruda, jeszcze żyjemy
Wyszczerzył zęby. Pocieszać to on nie umiał, ale starał się, chociaż bardziej to po prostu chciał się odezwać. Skoro i tak maja czekać tutaj na ojca. 
- Myślicie, że on ją tu przyprowadzi? W sensie, tą białą. Jakaś taka dziwna mi się wydawała. 
Zagaił, siadając na dupsku i tylko uważając, by jakąś kluskę nie przygnieść sobą. Może i nie miał takich gabarytów jak tatuś, ale i tak był dorosłym lwem. Takim ważącym trochę. 
Jak się im przypatrywać, to nawet wyglądały uroczo. Jak już dorosną... ola boga, przecież to już będzie... jak stado! O ile ojciec nie powygania Kiburiego i te mode samcze kuleczki, to będzie ich tutaj trochę. W sumie, to fajnie by było, ale... 
Sam nie wiedział co o tym myśleć. Mógł na razie patrzeć na swoje tycie rodzeństwo.
Zuri
Płomień
*

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Młoda dorosła Liczba postów:158 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 95
Siła: 67
Zręczność: 73
Spostrzegawczość: 71
Doświadczenie: 5

#47
20-07-2017, 21:34
Prawa autorskie: Ghalib/Xylax <3

(z Vei jest Npc czy ona przyjęła imię Santi teraz?? )

Ruda była grzeczna, i dobrze, dobrze dla niej. Rozsądna lwica, ale nie spuszczała jej z oka, układ z Ghalibem nie był przecież żadnym pewnikiem, że ta nie zacznie robić czegoś głupiego. Zuri miała zamiar zrobić lepsze rozeznanie w nowym miejscu, sprawdzić czy jakieś upierdliwe stwory nie ukrywają się po kątach groty i takie tam. Zastrzygła uszami słysząc swoje imię.
- Nie inaczej. - Dobrze zapamiętałaś me imię bursztynowo-oka. Popatrzyła na niewielki zwisający im wysoko nad łbami skalny sopel zastanawiając się nad odpowiedzią. 
- Mniej więcej. Poza tym przystojniakiem za tobą oczekujemy przybycia jeszcze co najmniej 3 lwów. - ile jej zdradzić powinna? - Mojej ciotki i 2 samców, towarzyszy mojego ojca.- Uśmiechnęła się lekko, to że jeden z nich był stuknięty zachowa dla siebie, sama była ciekawa poziomu szaleństwa wspomnianego lwa. 
- Braciszku, coś słabiutka kondycje masz. Powinieneś więcej trenować, bo urośnie ci bebech. - Mrugnęła do niego. - Yhm, nie wiem, wydaje mi się że.. raczej zachowa ją dla siebie? - Tu zerknęła znów na Vei. Romanse ojczulka to nie jej sprawa w sumie.. prywatnie jednak szczypało ją w zadek że miejsce Mirry zajęła jakaś "jaszczurka", a teraz kręcił się koło niego ten biały.. wypłosz. 
Mina Ines gdy ta dowiedziała się o mrocznej części duszy Ghaliba była dość zabawna. Czego spodziewała się po czarnym? Że jest potulną pierdołą? Pokręciła do swych myśli łbem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-07-2017, 23:04 przez Zuri.)
Psyche
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:3 lata Liczba postów:3 Dołączył:Lip 2017

STATYSTYKI Życie:
Siła: 65
Zręczność: 75
Spostrzegawczość: 70

#48
22-07-2017, 00:00
Prawa autorskie: Disney, PrinceVoldy

Truchtała ostrożnie, w tyle, jedno dziecko niosąc na grzbiecie, drugie w pysku. Nie za bardzo obchodziło ją dokąd idą, ani z kim. Jej wola i tak już dawno nie należała do niej, teraz całe jej życie kontrolowała ruda lwica. Groźba śmierci wisiała nad nią niczym sępy nad świeżą padliną. Ostatecznie cały ten pochód dotarł na miejsce. Psyche odstawiła lwiątka na ziemię i rozejrzała się dookoła, studiując otoczenie obojętnym wzrokiem. Siedziała czekając na dalsze rozkazy, jedynie pół świadomie słuchając rozmowy. Naprawdę szczerze nie obchodziło ją kim był ten czarny lew, w zasadzie ani kim była cała reszta tej gromady. W duszy powtarzała sobie, iż musi jeszcze trochę poczekać i lwiątka będą wystarczająco duże, aby poradzić sobie bez matki. Może wtedy ruda wypuści ją na wolność, kiedy nie będzie jej więcej potrzebować?
Alamera
Duch
*

Gatunek:Lew z Tsavo Płeć:Samica Wiek:5 lat Liczba postów:37 Dołączył:Maj 2017

STATYSTYKI Życie: 83
Siła: 65
Zręczność: 72
Spostrzegawczość: 73
Doświadczenie: 25

#49
22-07-2017, 10:31
Prawa autorskie: malaika (lineart) Ghalib (kolorki)

Słysząc nawoływania wiedziała, że nadszedł ten dzień. To właśnie dzisiaj przyszło jej udać się w umówione wcześniej z bratem miejsce. Szczerze była ciekawa co ją na miejscu będzie czekać, kogo pozna, co zobaczy. Wszystko wydawało się jej być ciekawe, a zarazem zupełnie obojętne, ot zwykła typowa samica. Brązowa nie zamierzała wchodzić na tereny stada, którego woń mimowolnie poczuła idąc w stronę źródła życia, ale właściwie nie stanowiło to dla niej większego problemu, gdyż wracała z szarych ziem. Po przekroczeniu kanionu obeszła terytorium stadne i wreszcie dotarła na wyznaczone miejsce. Nikogo jednak nie dostrzegła, a jedynie jej nos był w stanie wyczuć wonie kilku innych lwów. Zatrzymała się nad źródłem i zwilżyła suche z pragnienia wargi w chłodnej wodzie.
Następnie wiedziona zapachem przeszła przez nie i udała się w kierunku jaskini, której wejście było zalane niemały zbiornikiem wodnym. Coś jednak czuć było wewnątrz, więc ostrożnie wskoczyła na pierwszy głaz, potem na drugi i w końcu znalazła się w odpowiednim miejscu. Żadnej z tych lwic nie znała, bo niby skąd miałaby? Skinęła jednak zgromadzonym, a później zajęła się lustrowaniem ich ciał swoimi lodowymi oczyma, które na koniec spoczęły na jedynym znanym jej lwie. 
- Witaj Kiburi. - powitała bratanka podchodząc bliżej niego - Gdzie jest twój ojciec? Zjawiłam się tu, ponieważ tak ostatnio uzgodniliśmy, a niedawno mnie nawoływał.. jak widzę nie ma go z wami. - rzekła jeszcze raz spoglądając po lwicach. 
Nie chciała wyjść na taką, która olewa obecność innych całkowicie, bynajmniej na razie póki to nie miała ku temu najmniejszych powodów. Dopiero teraz zauważyła kilka lwiątek. A więc to muszą być jego partnerki i potomstwo. Od razu nasunęło się jej na myśl. Czarna była jednak niezwykle podobna do Kiburiego jak i samej matki Alamery i Ghaliba. Czyżby to była jej bratanica? Ahh.. dużo tego jak na jedne spotkanie w ciemnej kamiennej pieczarze. 
- Jestem Alamera, siostra Ghaliba. - wyjaśniła kierując swoje słowa w kierunku przebywających tu lwic, dłużej siedzieć cicho nie mogła, a teraz bynajmniej będą wiedziały kim jest i co spowodowało, że się tu zjawiła.
Tohuvabohu
Samotnik
*

Gatunek:Lew Płeć:Samiec Wiek:4 lata (Młody dorosły) Liczba postów:75 Dołączył:Mar 2017

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 85
Zręczność: 63
Spostrzegawczość: 63
Doświadczenie: 13

#50
22-07-2017, 17:41
Prawa autorskie: Trollberserker (Askari)

Po kilkudniowym odpoczynku zdecydował się na podróż do miejsca, o którym wspomniał czarny lew z groty. Hmh, rzeka za ziemią jakichś księżyców. Nie miał pojęcia o co tamtemu chodziło odnośnie księżyca, ale chyba zaszedł w dobre miejsce. Widział jakąś rzekę po drodze, ale jeszcze nikogo nie spotkał. Po jakimś czasie jednak usłyszał jakieś głosy, nieco przytłumione. Zastrzygł uszami, zatrzymał się i nasłuchiwał, próbując wyłapać jakieś słowo. Eh, same niewyraźne dźwięki. Skierował się w ich stronę, najwyżej się zapyta gdzie jest to miejsce. Głosy zaprowadziły go pod wejście do jakiejś pieczary, a przed wejściem była duża kałuża. Nie chciało mu się męczyć w łażenie po kamyczkach, wszedł więc przez wodę, w głąb korytarza. Ślepiom jego ukazał się widok, którego się raczej nie spodziewał zobaczyć.
- Nie mówił że będzie tu jakieś spotkanie rodzinne...- Mruknął sam do siebie i rozejrzał się po wszystkich obojętnym wzrokiem. Czarna lwica, ruda lwica, czarny lew, brązowa lwica, piaskowa lwica i na dodatek jakieś maluchy. No świetnie. A gdzie ci dwaj których widział parę dni temu? Chyba czas się przekonać.
- Przepraaaszam, że przeszkadzam w rodzinnej pogawędce. - Powiedział skupiając wzrok na czarnej dwójce. Mieli podobne umaszczenie, może coś wiedzieli. - Czarny duży lew, niewielka grzywa i blizny. Wiecie coś na jego temat? - Dodał.
Kiburi
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samiec Wiek:Młody dorosły Liczba postów:116 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 95
Siła: 81
Zręczność: 68
Spostrzegawczość: 61
Doświadczenie: 5

#51
22-07-2017, 21:27
Prawa autorskie: Lineart Ghaliba <3, tło: Fjutsup

- Coo... 
Jęknął.
- Czy on to sobie stado zamówił czy jak. 
Kiburi spojrzał błagalnie w stronę nieba. Teraz tutaj faktycznie kroi się coś ważnego. Najśmieszniejsze w tym jest to, że sprawcy zgromadzenia dalej nie było. A Kiburi był zbyt leniwy by ugościć jakoś towarzystwo. O rany, weź ktoś coś zrób. Kto to widział, żeby taki lew jak on musiał się przemęczać? 
- Lwy o tak dobrych genach jak my nie muszą trenować by wyglądać dobrze, pf. 
Udał obrażonego, obracając łeb w stronę rzeki. W każdym razie gdzieś tam. Ktoś szedł, chyba. Albo po prostu z niedożywienia tylko mu się tak zdawało. Przecież nie jadł tyle dni. Właśnie, jest tutaj tyle lwic - któraś mogłaby się postarać i zapolować, w końcu to chyba ich robota. No i któraś miałaby zajęcie. 
- No i dobrze. I tak nas jest tutaj du...
Nie skończył, bo właśnie się ktoś pojawił. Na całe szczęście to była tylko ciotka. Już myślał, że tutaj nie przyjdzie albo coś, albo znalazła lepsze zajęcie niż trzymanie się z własną rodziną. Jak się domyślał - pewnie dogada się z Zuri. Właśnie, kiedyś musi zapytać o matkę swoją siostrę, w końcu to ona została przez nią zabrana od rodziny. 
- Cześć ciociu. Tatko randkuje z taką jedną i powiedział, że będzie później. 
A co, może miał skłamać? Przecież to nie była wielka tajemnica, że ojciec kręcił z białą. Miał tylko nadzieję, że nie będzie z tego dzieci. Kiburi wymownie spojrzał na trzy kręcące się kluski. Na razie tyle wystarczy. 
I już miał nadzieję, że rozleniwi się troszkę, ale znów ktoś przyszedł. Rany boskie. Kiburiemu brwi się nieźle zmarszczyły. No nic, weźmy to na spokojnie, przecież "nas jest więcej". A ten ani nie wyglądał na jakiegoś brata, kuzyna, dzieciaka ani nic podobnego. To może to ten towarzysz? 
- Wiemy. A kto pyta? 
Łypnął na niego okiem. Aż normalnie poczuł się do odpowiedzialności by wstać naprzeciw temu nieznajomemu.
Tohuvabohu
Samotnik
*

Gatunek:Lew Płeć:Samiec Wiek:4 lata (Młody dorosły) Liczba postów:75 Dołączył:Mar 2017

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 85
Zręczność: 63
Spostrzegawczość: 63
Doświadczenie: 13

#52
23-07-2017, 17:25
Prawa autorskie: Trollberserker (Askari)

Przysiadł zadkiem na ziemi, spokojnie obserwując jak ciemny lew staje przed nim. Dobrze że wiedzieli o kogo chodzi, przynajmniej nie wparował do jakiejś niezwiązanej z tym grupy. Podniósł prawą łapę poduszkami do góry i poruszał parę razy palcami.
- Powiedzmy że wspólnik. - Przeniósł wzrok na ciemnego lwa, a potem rozejrzał się raz jeszcze czy na pewno poszukiwanego tu nie było.
- Zjawi się tutaj, czy mam iść szukać dalej? - Być może teraz tylko musiał czekać. Nie było jednak tego drugie, co mogło oznaczać że ci tutaj go znali, ale spotkać się mieli gdzieś indziej.
Tyrvelse
NAJSEKSOWNIEJSZY | SAMOTNIK

Gatunek:Lew Płeć:Samiec Wiek:Młody dorosły Liczba postów:365 Dołączył:Kwi 2014

STATYSTYKI Życie: 90 :I
Siła: 78
Zręczność: 70
Spostrzegawczość: 68
Doświadczenie: 23

#53
24-07-2017, 21:28
Prawa autorskie: Salvathi

Nie miał krótkiej drogi do przebycia, lecz nie przejmował się tym za specjalnie. Wciąż przecież towarzyszył mu gadatliwy Kuro, umilając czas rozmową, lekką, a momentami o wiele bardziej poważną, oraz pieśnią. I właściwie jego skłonność do gadulstwa nie była taka zła - dzięki temu Tyr nie musiał mówić tak dużo. Po drodze odpoczywali oboje, tak, że Kuro później także towarzyszył mu już korzystając ze swych smolistych skrzydeł - lecz ostatecznie i tak wracał na jego beżowy grzbiet. 
Tyr, skoro już się dowiedział o istnieniu Srebrnego Księżyca, nie miał zamiaru leźć przez środek terenów tego stada. Jasne, u Lwiej Ziemi takie akcje zawsze uchodziły mu na sucho, ale to chyba byłoby niemożliwe, by każde stado tak działało. Nie chciał kusić losu. Poszedł w górę rzeki, następnie odbił w bok, by dotrzeć do Źródła Życia, zgodnie ze wskazówkami. 
A gdy już tu dotarł, z łatwością by się zagubił, gdyby nie słaby ślad woni czarnolicego, oraz o wiele świeższe tropy brązowogrzywego. I to właśnie one zaprowadziły go do tej jaskini. Już na samym progu zawahał się - nienawidził jaskiń. Wolałby w ogóle tu nie wchodzić, lecz z rezerwą postąpił parę kroków bliżej jeziorka, rozglądając się uważnie. W środku były lwy, które już dostrzegał, a które, jak zauważył, prowadziły jakąś dziwną rozmowę. Grota była rozległa i nie brakowało w niej miejsca, co już ją stawiało poziom wyżej niż zwykłe jaskinie. Albo i ze dwa poziomy. Jednak wysoko, wysoko nadal było kamienne sklepienie, które jakby tylko czekało aż pogrzebie wszystkich w środku.
Z ogromną niechęcią, przeskoczył kilka głazów w wodzie, pokonując nawet nie połowę długości jeziorka. I tu się zatrzymał, stając pewnie na wyjątkowo dużym kamieniu. Przyjrzał się dokładniej zebranym tu lwom. Lwice, lwice, lwice i małe, ledwo wyrośnięty samiec, i... Tak, nasz brązowogrzywy znajomy.
- A jednak przyszedłeś - odezwał się do niego Tyr. Jego zachowanie, tam, wtedy, wskazywało na coś innego. I choć miał nadzieję na to, że przybędzie, obawiał się innego scenariusza. Jak widać, mylił się. 
Skinął reszcie łbem w ramach przywitania, przyglądając się uważnie czarnym lwom. Wyglądały podobnie, lecz to równie dobrze mógł być zbieg okoliczności. Bardziej zaintrygowała go ruda lwica - nie wyglądała na młódkę, a do tego jej wyraźny zapach... Nie to, że był znajomy. Raczej kojarzył mu się z czymś znajomym, lecz za nic nie powiedziałby, czym. Był zbyt słaby, bądź zbyt słabo go znał, by móc do tego dojść.

O jak ja kocham to miejsce!
Tu jest tyle policji i czuję się bezpiecznie
Kochanie, czemu szepczesz?
Możemy być spokojni
Opuśćmy ręce
Opuśćmy ręce

Ale najważniejsze, to że kiedy zamkniesz oczy
że kiedy zamkniesz oczy
nic nie zaskoczy cię
.


Zuri
Płomień
*

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Młoda dorosła Liczba postów:158 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 95
Siła: 67
Zręczność: 73
Spostrzegawczość: 71
Doświadczenie: 5

#54
26-07-2017, 21:50
Prawa autorskie: Ghalib/Xylax <3

I zaczęło się, lew za lwem zjawił się w wyznaczonym miejscu, tak jak być miało.
W pierwszej chwili Zuri na widok obcej brązowej lwicy zjeżyła się, co z tego że była smarkaczem, ledwo podrostkiem.. obecność Vei i tej której imienia nie znała, a sądząc po tym że trzymała jedno z dzieci Ghaliba musiała pomagać rudej? Układ, układ był oczywisty, ale trzeba było brać pod uwagę że jesli znajdzie się okazja mogą chcieć z niej skorzystać!
Kiedy jednak cioteczka odezwała się do jej brata, agresja ustąpiła zmieszaniu i czarna prychnęła rozbawiona. A więc to ona, nie było co się spinać.. oczywiście że nie było. Machnęła pewnie ogonem, tylko testowała Alamerę. 
- Nie muszą trenować? - Uniosła głos prawie oburzona na stwierdzenie brata. - Lwy ZAWSZE muszą trenować, inaczej geny zostaną zmarnowane.. - Foszek kapcioszek. ale takie miała podejście, praca i wysiłek, treningi i doskonalenie siebie. Jakby miała polegać tylko na genach, to, to byłaby tylko potomkiem wielkich lwów, a ona chciała być WIELKA i znana pod swoim pieknie z reszta brzmiącym mianem!
Skinęła łbem ciotce z uśmiechem i o proszę kolejny lew, samiec tym razem, czy to on? jeden z tych towarzyszy? Z oczu nie patrzyło mu najlepiej, wibrysy w lewym poliku lwicy drgnęły, a usmiech stał się ciut wymuszony.
- Będzie, musi jeszcze załatwić jedną.. czy  dwie sprawy. - Oby jak najszybciej, wyjaśnienia Ghaliba były ogólne, co miała więcej gadać? Lac wodę o dupie Maryni? Nie sądzę.
- A wspólnik ma jakieś imię? Czy mam zwracać się do ciebie na T..y.. - Przybył kolejny, i przerwał jej przemowę, zatkało kakało. Będą tak wpadać? Jeden po drugim? To może poczeka aż będą wszyscy bo ktoś ciągle jej będzie przerywać. Ale to nie to, smirknęła pod nosem. Ten był nawet przystojny. Taki trochę enigmatyczny i, przepraszam czy ty mnie olałeś i gapisz się na ta starą krypę?!? Posłała spojrzenie Vei marszcząc nos.
Ehstho
Samotnik
*

Gatunek:Gepard Płeć:Samiec Wiek:Dorosły Tytuł fabularny:Zaklinacz Liczba postów:31 Dołączył:Kwi 2017

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 53
Zręczność: 64
Spostrzegawczość: 63
Doświadczenie: 5

#55
28-07-2017, 15:28
Prawa autorskie: FlashW

Dotarł w okoloce tej groty, wędrując z nad rzeki śledem tego błękitnookiego lwa. Z przyczyn dosyć jasnych, nie mógł sobie tak po prost powędrować za lwem unikając przy tym wykrycia, więc zamiast iść sobie wygodnie ścieżkami, lawirował między okolicznymi zaroślami, skałami i innymi przeszkodami. Na jego szczęście grzywiast utrzymywał w miarę znośne tępo, bo przy jakimś szybszym, niechybnie szybko zniknął by mu z widoku.
Teraz zaś wyglądało na to, że trasa dobiegła końca, bowiem lew zniknął w skalnym otworze, prawdopodobnie prowadzącym do jakiejś groty, pieczary czy innego systemu jaskiniowego. Chwilę później, ze środka dobiegło kilka zdeformowanych przez załamania dźwięków, jednak rozróżnienie słów, a nawet ilości i płci rozmówców nie leżało w zasięgu jego możliwości. Rezygnując z wchodzenia do środka, co było by zbyt samobójcze nawet jak na jego statndardy, jako że w środku mogło się dziać wszystko, od spotkania rodzinnego, przez romanse, a na spotkaniu mafii czy sekty skończywszy. Zaś 'podwieczorek', który lew utopił w rzece skłaniał go do obstawiania raczej tych ostatnich opcji. Zamiast więc pakować się do śodka, zaczął szukać na zboczu jakiś otworów, przez które światło i powietrze, a które umożliwiałyby jeśli nie obserwacje, to przynajmniej nasłuch wnętrza. I starał się przy tym wyglądać jak najmniej podejrzanie.

//I niech MG rozsądzi, czy coś znajdzie.//

Edit.
//Wiem, ale mi chodziło, żeby normalny MG rzucił kośćmi, podliczył spostrzegawczość i dał krótki odpis czy/i co znalazł.//
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2017, 01:10 przez Ehstho.)
Vasanti Vei
Zgryźliwa | Iskra
*

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Medyk Liczba postów:2,979 Dołączył:Cze 2012

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 82
Zręczność: 88
Spostrzegawczość: 82

#56
28-07-2017, 22:01
Prawa autorskie: Koseki-Leonheart (Kami), tło Disney / OwlyBlue (Ghalib)
Tytuł pozafabularny: Główny Administrator / Prowadzący Radia / Mistrz Kalamburów / Najpiękniejsze miano

// Psyche jest tymczasowym NPCem. //

Skinęła łbem na wyjaśnienia lwicy. Tyle informacji jej wystarczy. Ona sama nie zamierzała zdradzać im niczego, co nie było konieczne, zwłaszcza dopóki nie bardzo wiedziała, z kim ma do czynienia.
Posłała Kiburiemu cierpki uśmiech, jednak zanim zdążyła mu odpowiedzieć, przeszkodził jej nagły zlot zapowiadanej przez Zuri ferajny. Bystro lustrowała każdego z przybyłych - wpierw brązową lwicę, która przedstawiła się jako siostra... Ghaliba? Czy miała na myśli ojca tej dwójki, który sam nie raczył wyjawić jej swego miana, a z kolei Jasnowłosa Kapłanka zwracała się doń jakimś idiotycznym określeniem rodem z tanich romansów? Słowa czarnej na to właśnie by wskazywały - miała przyjść ciotka i jeszcze dwóch... Oho, obaj beżowi i brązowogrzywi. Czyżby bracia? Trochę przypominali jej pewnego samca ze Świtu, który w dawnych, naprawdę dawnych czasach uczestniczył w napadzie na Lwią Ziemię... 
Zmrużyła ślepia. Te paski na mordzie. Niełatwo było zapomnieć o lwie z tak specyficznymi znaczeniami, nawet jeśli nie miało się z nim za wiele do czynienia. Ale to było wieki temu, a ten tutaj nie wyglądał na umierającego. Czyżby...?
Spostrzegła się, że i on się jej przyglądał. Przyjaźnie ułożyła uszy.
- Santi - przedstawiła się w końcu z dobrotliwym uśmiechem.
Kiedy chciała, to potrafiła sprawiać całkiem niewinne wrażenie, nawet pomimo szpecących jej polik blizn i innych cielesnych ubytków.
Przysunęła ghalibowe kluski bliżej siebie. Jedną łapą obejmowała Persymonę, a dwójce samczyków pozwoliła spać tuż obok. Nie była przekonana co do tego, czy powinna od razu zdradzać obcym ich pochodzenie, choć kolor sierści mówił sam za siebie. Chyba cała ta rodzinka szczyciła się ciemnym ubarwieniem, a jej najświeżsi członkowie bynajmniej nie stanowili wyjątku.
- A to jest Psyche, moja... Towarzyszka - Z trudem powstrzymała się od użycia słowa "niewolnica", choć w gruncie rzeczy tak ją traktowała.
Wstydziłaby się nazwać ją cieplejszym od tego określeniem. Nic niewarty lwi pomiot, tfu!
Po tym maratonie zapoznawania się, ruda powróciła wzrokiem do Zuri, jako że ta, choć młoda, to póki co wydawała się jej najbardziej rozgarnięta z całego tego specyficznego towarzystwa.
- Podoba mi się twoje podejście. - Wyszczerzyła zęby w uśmiechu na jej uwagę na temat treningów. - Rozumiem, że dbasz o swoją formę... I potrafisz walczyć?
Zlustrowała jej sylwetkę; prezentowała się dość cherlawo, ale sama upadła królowa była przecież najlepszym przykładem tego, że to wcale nie musiało o niczym świadczyć. Była w stanie pokonać dużo lepiej zbudowanego Mako. Nie tylko mięśnie się liczą, ale też technika.
Właśnie, Mako. Ciekawe, czy... Czy żyje. Bo jakiś medyk zostawił go w chorobie... Tak było!
Gdy się tak jej przyglądała, to ze zdziwieniem spostrzegła, że tamta jakby nagle ją znielubiła? Vasanti uniosła brwi. Hę?
Tohuvabohu
Samotnik
*

Gatunek:Lew Płeć:Samiec Wiek:4 lata (Młody dorosły) Liczba postów:75 Dołączył:Mar 2017

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 85
Zręczność: 63
Spostrzegawczość: 63
Doświadczenie: 13

#57
29-07-2017, 02:36
Prawa autorskie: Trollberserker (Askari)

No tak. Przyszedł. Po co, sam nie wiedział, prawdopodobnie tylko po to by nie szwendać się samemu, wtedy jest większe ryzyko że się zginie. Chociaż, współpraca z dwoma zabijakami też brzmiała ciekawie. Nie zdziwiło go nadejście brązowogrzywego, przeczuwał to że tu przyjdzie, tym bardziej że myślał racjonalnie. Zastrzygł uchem na słowa o imieniu, na co komu takie szczegóły.
- Na imię wspólnika nadejdzie czas. - Teraz jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek szczegóły. Ujrzy czarnego, to zdradzi cokolwiek, teraz lepiej jednak być ostrożnym. Zawrócił się w stronę wyjścia, po czym wyszedł na fajka jak tru złodupiec przeszedł przez tunel do wyjścia. Starczyło mu tego kiszenia się z innymi w środku, może nawet zobaczy jak czarny się zbliża. Stał tak przez chwilę, rozglądając się po okolicach. Nagle ujrzał jak coś się rusza w krzakach, nie wyglądało to jak jakieś ptaszki lub inne małe zwierzątka. Przyczaił się tuż koło jaskini, po czym okazało się że to jakiś gepard, i widocznie szukał czegoś przy ziemi. Czego on tutaj chciał? Jedno było pewne, albo stąd zniknie zanim on się do niego dorwie lub skończy się to w dość nieplanowany sposób. 
- A Ty czego tutaj szukasz, co? Mięso w ziemi nie rośnie! - Ryknął do geparda, biegnąc już w jego stronę. Jeśli wszystko pójdzie według planu to obezwładni intruza.
Ehstho
Samotnik
*

Gatunek:Gepard Płeć:Samiec Wiek:Dorosły Tytuł fabularny:Zaklinacz Liczba postów:31 Dołączył:Kwi 2017

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 53
Zręczność: 64
Spostrzegawczość: 63
Doświadczenie: 5

#58
29-07-2017, 16:37
Prawa autorskie: FlashW

No i stało się. Któryś ze zgromadzonych w jaskini zdecydował się na spacer. Co prawda stało się to wcześniej, niż przypuszczał, ale był przygotowany na taki obrót spraw. A jako że biegnące na niego dosyć masywne bydle, z szaleństwem w oczach nie zachęcało do pozostania w okolocy, powziął decyzję o odwrocie w trybie natychmiastowym. Przy okazji pojawienie się lwa potwierdziło jego teorie. Bo dwóch czarnych owiec w rodzinie raczej nie bywało, a ten był jeszcze paskudniejszy niż typ z nad rzeki. Chyba że cała rodzinka taka, ale w tedy na jedno wychodzi.
Skoro więc był w ruchu odkąd usłyszał chrzęst kamieni i plusk wody przy wyjściu, to zobaczywszy jego przyczynę ruszył żwawiej. Zaś ryk spowodował, że ruszył tempem iście olimpijskim. Teren był przyzwoity, ubita ziemia i tylko gdzieniegdzie luźne kamienie, ale i tak trzymał się od nich z daleka by przypadkiem o jakiś nie zahaczyć. I pobiegł ze słynną gepardzią prędkością, a lew, i tak chyba nie najszybszy, a teraz jeszcze na dokładkę nieco niepewnie stawiający jedną z przednich łap mógł sobie za nim truchtać.

ZT
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Płeć:Samiec Liczba postów:1,683 Dołączył:Cze 2012

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:

#59
29-07-2017, 17:16

Ehstho zdołał uciec. Tohuvabohu stracił geparda z oczu.
Zuri
Płomień
*

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Młoda dorosła Liczba postów:158 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 95
Siła: 67
Zręczność: 73
Spostrzegawczość: 71
Doświadczenie: 5

#60
30-07-2017, 17:26
Prawa autorskie: Ghalib/Xylax <3

Robiło sie trochę tłoczno, ale w sumie nie to było w wszystkim najbardziej upierdliwe. Kilka jednak drobiazgów i już całkiem dobry humor mógł szlag trafić.
Przetoczyła wzrokiem po sklepieniu jaskini, w myślach powtarzając sobie 'Zuri bądz cierpliwa, wiesz że nie warto się irytować takimi pierdołami. Wiesz że jesteś lepsza, ładniejsza i młodsza..' Tak, chciała podbudować swoja pewność siebie. Ucho czarnuli stanęło na sztorc kiedy Santi się odezwała, pochwała z ust rudej mimo wszystko była przyjemna.
- Oczywiście. Lew który nie umie walczyć, nie powinien określać siebie lwem. - Zamknęła oczy z dumą wypowiadając słowa, szybko jednak je otworzyła widząc że Tohu, nie tylko nie chciał sie przedstawić, ale i jeszcze gdzieś lezie! Otrząsnęła się lekko wzburzona. 
A ten dokąd? Zerkneła jeszcze na brata i Vei, jakby szukała jakiegoś wyjaśnienia w ich pyskach.
- Kiburi idę za nim. Zaraz wrócę. - Rzuciła wychodząc jednocześnie z pieczary szybkim krokiem, by dogonić dziwaka.  

Zdążyła go dogonić, ale gepard zmył się nim w ogóle mogła go dostrzec, więc jedynie zmierzyła samca.
- Do kogo mówisz? - Sama zwątpiła teraz.


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości