♫ Audycja 36 ♫


Wszystkie audycje znajdziecie na audycje.krollew.pl
Tygodniowy bonus
+5 opali


Otrzymuje Warsir!
  • Forum zostało zarchiwizowane i dostępne jest jedynie w wersji do odczytu - poza ShoutBoxem i tematami pozafabularnymi. Dziękujemy za wspólną grę!
  • Oficjalny kanał na discordzie - do kontaktu z graczami.
  • Stale aktywny pozostaje dział z pożegnaniami, gdzie każdy będzie mógł dopisać swoje.
  • NIE zgadzamy się na kopiowanie jakiejkolwiek części tego forum, także po jego zamknięciu.

    ~ Administracja Król Lew PBF (2006-2018)
Generator statystyk
Drzewo genealogiczne
Okres zbioru (1 porcja):
Cis pospolity
Wulkan Burgess Shale, Ognisty Las, Źródło Życia
Pogoda
1-15 września
21 °C
16 °C
16-30 września
23 °C
17 °C
Postać miesiąca:
Sierpień

Naiwny, strachliwy i delikatny. Lwie dziecko zagubione pośród sawanny, odnalazło ciepło rodziny w śnieżnym Cesarstwie choć niedawno spotkał nieświadomie prawdziwego ojca.
Cytat września
Nadesłany przez Vasanti Vei

Stężenie fanatyków księżyca na poziomie zerowym kazało mu się zastanowić, czy przypadkiem nie zabłądził.
Znajdziecie nas na:
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#16
07-04-2017, 22:50
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

Postanowił zrobić dokładnie tak jak Zenzele chciała. Choć nie czytał w jej umyśle, to jednak domyślał się na czym mogą takie wróżby polegać. Nie urodził się wczoraj i nie wierzył w jakiekolwiek magiczne oddziaływanie. Nie wierzył w to, że ktokolwiek może mieć moc odczytania jego przyszłości poza zmyślaniem na podstawie tego, co można było z naiwniaka wyczytać. Ot, zwykłe kuglarstwo, gusła i zabobony. Miał tylko nadzieję, że docenił wystarczająco Jaszczurkę, by ta doceniła jego na tyle, by nie silić się na tanie triki i wybiegi.
Wylazł całkiem z cienia kiedy wskazała mu niewerbalnie żeby za nią podążył, zatem mogła teraz podziwiać jego całą sylwetkę. Silnego dużego kota, ale z jakiegoś powodu zagonionego w cień zamiast na szeroką i jasną sawannę. Gołe placki na jego bokach mogły jedynie wzbudzać wyobrażenie jak bardzo musiało boleć to, czego były następstwem. Ghalib nie sprawiał jednak wrażenia zapędzonego w kozi róg ani też takiego, który pozostawił swą dawną świetność wspomnieniom. Sprzymierzeniec ciemności z wyboru? A może nie umiał się już z niej po prostu wyswobodzić?
Podążył za Jaszczurką obserwując jak mości się na kępce traw. Usiadł naprzeciw chudzielca beznamiętnie obserwując każdy jej ruch i dostrzegając pewność, która towarzyszyła mu w dużo mnie niewinnych zajęciach niż to. Groteskowy obraz, wróżka i jej klientka śmierć.
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 





Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#17
08-04-2017, 00:45
Prawa autorskie: Ragnar

Kiedy podszedł, wstała. W istocie, groteskowy obraz. Płachta cienia siedząca naprzeciw wątłej pajęczyny poruszanej każdym drgnieniem wiatru - ten, gdy tylko zerwał się mocniejszy, niosąc z sobą iskrzącą się zimnem woalkę deszczu, poruszył nią całą, ale nie zmusił do zamknięcia oczu. Opleciona chłodem Jaszczurka skłoniła tylko głowę i bez wahania, chociaż nie spiesząc się, rozpoczęła ceremonię, jej ceremonię, wyzutą z amatorskiej otoczki, banału, szarą jak niebo nad ich głowami.
- Jeżeli masz serce - zaczynała wtedy ciężkim głosem kogoś, komu nie chce się mówić, przymykała oczy - podaj mi lewą łapę.
Przechylała na bok głowę, ponownie się kładąc. Pomiędzy przednimi łapami w śliskiej roszącym ją deszczem trawie uczyniła miejsce dla łapy Zmory. Jeszcze nikt nie podał jej prawej. Jeszcze nigdy nie przeszło jej przez myśl, by ktoś mógł to zrobić.
Do teraz.
Czekając na decyzję, kiedy to napięła mięśnie pyska i te, którymi zwróciłaby uszy w tył, gdyby je miała, i patrzyła na stopniowo rozmywające jej się przed oczami czarne palce Ghaliba, czuła się wystawiona na łaskę bądź niełaskę śmierci bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Siedząc naprzeciwko, Zmora miała doskonały widok na jej wystający kręgosłup, zapadnięte boki, szpiczaste kolana, kark, śliski od deszczu, zapraszający do chwycenia się w zęby, wrażliwy jak podbrzusze w miejscach, gdzie łączył się z czaszką, tam gdzie kiedyś kładły się były na płask małe uszy. Mogła zrobić z nią wszystko. Mogła położyć się na nią cieniem.
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#18
08-04-2017, 02:00
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

Czy mógł być aż tak przewidywalny? Czy zadanie tak prostego pytania mogło dać komuś władzę do wejrzenia wgłąb tej pustki? Do poznania sekretu tych świdrujących, lodowatych ślepi skrzących się na tle ciemności? A jednak, była w tym jakaś chwila zawahania, ledwie widoczna. Zaledwie drgnięcie struny, która ledwie została muśnięta palcem.
Małe jak ziarenka piasku źrenice powiodły prosto na gadzie lico samozwańczej wróżki. Na ułamek sekundy zatrzymały się wraz z wydechem a ciężka lewa łapa ledwie drgnęła. To dziwne uczucie i zawahanie zostało tak szybko stłumione jak tylko się pojawiło. Niemal od razu jak zniknęło to drgnięcie, druga łapa zdecydowanie poruszyła się i spoczęła w wyznaczonym przez Zenzele miejscu. Prawa łapa ciężko opadła na przestrzeń między jaszczurczymi przedramionami, jakby ze złością, która zapaliła się w chwili zawahania. Ostre pazury chwyciły niewinną trawę orząc ją bezlitośnie. Prawa obróciła się ukazując opuszki i uwolnione z palców pazury. Dopiero teraz szczegółowa stała się ich ohyda. Choć spalone łapy można było dostrzec wcześniej to jednak teraz jawiły się jak symbol czegoś wyjątkowo mrocznego. Czarno-szara skóra pełna wgłębień i nierówności zdawała się nie należeć do żywej istoty. Zwróć uwagę Jaszczurko. Wszystkie te cztery łapy tak właśnie wyglądają i chcą byś poczuła w wyobraźni ich ból.
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 





Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#19
09-04-2017, 22:15
Prawa autorskie: Ragnar

To było pytanie, którego nikt jeszcze dobrze nie zrozumiał, nie przed Ghalibem. Powodowało albo kpiarski uśmiech tego, kto podawał prawą łapę, chcąc uczynić ze swojego skurwienia coś bliższego szlachetności, albo fuknięcie poirytowania innego, który wyciągał lewą, wnioskując, że ma to jakieś znaczenie dla wiarygodności końcowego efektu. Niektórzy z nauczycieli wróżbiarskiego fachu wierzyli w to drugie, sądząc, że lewa łapa lepiej niesie pulsacje krwi, niekiedy pomocne. Inni traktowali pytanie jako dobre preludium do zażyłości, mającej zabłysnąć na niebie przelotną kometą, między wieszczem a jego interesantem.
Jaszczurce po raz pierwszy zdarzyło się naprawdę uwierzyć w słuszność obydwu stanowisk. Drugie zawsze uważała za uczciwe postawienie sprawy, czuła podobnie. A patrząc na na poły zwęgloną łapę Zmory, wiedziała, że nie będzie mogła skorzystać z podpowiedzi pulsu (nawet gdyby jednak Ghalib kłamał i chował pod żebrami serce), ponieważ nie dotknie wrażliwej, ledwie bliźniącej poparzenia skóry, i odczuła brak tej możliwości jako znaczny dyskomfort. Chcąc nie chcąc, przyznała więc przed sobą, że stanęła przed wyzwaniem. Pozostawiona z samymi tylko spękaniami opuszek, jej przecież głównym przedmiotem oględzin, znajdowała się we mgle, pośród ciemności. Pomiędzy pojedynczymi włoskami czarnej sierści pozostało ledwie kilka nic nieznaczących nitek... Cokolwiek stało się Zmorze, przez ile piekieł przeszła, inferno nie pozostało wobec niej obojętne i to że Jaszczurka przewrotnie uwierzyła w prawdziwość jej deklaracji o nieposiadaniu serca, było tylko bezsłowną grą, nieszkodliwą ich obydwojga potyczką tutaj, wieczorem, na ziemi. Patrząc jednak na zniszczone łapy, Zen starała się powstrzymać chcący wpełznąć na jej dobrze widoczny z perspektywy Ghaliba dreszcz, który poświadczyłby o wierze w to, że czarny potwór w istocie był kiedyś w piekle.
- Idący drogą - zaczęła powoli, tak też kontynuowała, kiedy po przysunięciu swoich łap do łapy Zmory znajdującej się pomiędzy nimi, zaczęła jej się przyglądać, kręcąc od czasu do czasu łbem w leniwym ruchu hipnotyzującego swoją ofiarę węża - którą Los zdecydował się mu dawno temu odebrać, wstrząsa. Już nie przeszłość wraca do niego. To on wraca do niej. I czyni ją wobec siebie bezradną. To pierwszy ze wstrząsów, drugi - podniosła głos na ostatnim słowie, zarzuciła nerwowo łbem - to ten, który zadaje on swoją obecnością samej przyszłości - nastroszyła wąsy, stuknęła o siebie zębami - której nie ma. Wstrząsając przeszłością i przyszłością, Idący tą drogą jest wobec samej teraźniejszości bardziej bezradny niż ten, który ma do niej prawo - zadając Losowi wstrząs za wstrząsem, a to jest jedyna jego droga przez teraźniejszość, nie może on uczestniczyć w życiu w spokoju. Los, chociaż wydawało się, że został przechytrzony, uderzył w odpowiedzi i zamknął Idącego tą drogą w pętli. Nakazał mu gwałcić się bez ustanku wstrząsami i to, co Idącemu zdawało się jego zwycięstwem, stało się zwycięstwem Losu, a jego - porażką. - Podsunęła prawą łapę bardziej pod łapę Zmory, żeby móc przechylić ją nieznacznie i spojrzeć na nią pod nowym kątem, w nowe fragmenty zniszczonych spękań. - Twoja pętla nie ma wyjścia. Żadna z podobnych go nie ma. Ale Los mówi mi, że Przyczyny, dla których idziesz tą drogą, nie idą nią razem z tobą. Jeżeli pozostawały dotychczas Zmazą na twoim honorze, Sromem w twoich oczach, to tylko dlatego, byś nie stanowił dla nich zagrożenia, kiedy będą szykować się do wyjścia na światło dzienne, gwałt - odsunęła prawą łapę, podsunęła lewą, ponownie zmieniając perspektywę patrzenia - który zadajesz co dzień Losowi, jest ich zwycięstwem. Ich nie imają się żadne wstrząsy.
Patrzyła na Ghalibowe resztki zrogowaciałej skóry opuszek jeszcze przez chwilę, po czym przysunęła obie łapy bliżej piersi, wyswobadzając z ich okolenia łapę Zmory.
- To wszystko, co mogę powiedzieć - dodała bez wstydu, patrząc na czarne palce przed swoimi, białymi.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-04-2017, 22:17 przez Zenzelé.)
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#20
11-04-2017, 23:23
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

Dziwne było to wszystko. Przez cały czas gdy Zenzele grała swoją rolę Ghalib spoglądał na nią beznamiętnie i wydawać by się mogło, że wcale nie mrugał. Dopiero gdy uchylił łeb by posłać samotnemu snopowi światła z przesmyku w kamiennym sklepieniu ukradkowe spojrzenie, mocno zmrużył powieki i pokręcił trochę mechanicznym, trochę koślawym ruchem. Poczuł ból w wyobraźni albo rzeczywiście, ale nie mógł być pewny. Prawa łapa zacisnęła się mocniej w odruchu nerwowym tnąc powietrze nad nią, lecz za chwilę znów leżała spokojnie. Ghalib przeniósł spojrzenie z powrotem na Zenzele dostrzegając wokół niej odblaski, jasne plamy, które powstały zapewne od zbyt ostrego światła, ale teraz wyglądały dość mistycznie.
Znów potrząsnął głową zaciskając powieki.
Słuchał co mówiła. Od początku do końca i od początku do końca rosła w nim jakaś przedziwna frustracja, która objawiała się rosnącym stopniowo gardłowym warczeniem i coraz to chłodniejszym, coraz to bardziej stalowym spojrzeniem. Los, co za bzdury. Niebezpiecznie z nim grała próbując udawać, że potrafi zaglądać wgłąb jego duszy. Niech lepiej uwierzy w potwora, diabła, czystą ciemność. Winna wiedzieć, że ten, kto spogląda w ciemność powinien być gotowym na to, że ciemność spogląda również na niego. *
Kiedy skończyła wreszcie mówić Ghalib początkowo myślał i spoglądał na Wróżkę. Nie trwało to jednak długo a prawa pazurzysta łapa, która do tej pory spoczywała między ramionami Zenzele podskoczyła błyskawicznie by chwycić Jaszczurkę mocno za pysk. Gwałtownym ruchem przyciągnął jej lico przed swoje oblicze obnażając zęby.
- Mógłbym teraz skręcić twój kruchy kark jak patyk, który łamie się pod moimi łapami - zagrzmiał tak, że wydawać się mogło iż skały w pieczarze poruszyły się. Głośny i złowróżbny warkot odbijał się po kamiennej izbie i męczył, celował w tych, którzy mogliby się bać. Chciał zobaczyć w jej oczach prawdziwy strach.
- Kto zwycięży, jeśli to zrobię?
___
yap, parafraza Nietzschego; straszny gbur i maruda mendowata z tego filozofa niż filozof, ale miał blaski twórcze czasem jak Bon Jovi
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 





Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#21
12-04-2017, 00:53
Prawa autorskie: Ragnar

Pochwycona przez zdecydowany uścisk Ghaliba, omal nie przygryzła sobie języka. Odruchowo zabiła przednimi łapami w powietrzu, kiedy potężny lew dźwigał ją za szczękę i podnosił do siadu, w końcu jednak znalazła oparcie w ziemi, ale tak mocno wygiąwszy kręgosłup, że niezdolna była do prędkiego wyprostowania nóg, wskutek czego siedziała przed Ghalibem odchylona do tyłu jeden skrzyp kręgów przed ich pęknięciem, z przednimi łapami wyprostowanymi, raz po raz poprawiającymi swoją pozycję, kiedy wysmykiwały im się spomiędzy palców zbierające wieczorną rosę ździebełka trawy... skur-r-r-wiel, kłamca, którego wewnętrzna ciemność, zdemaskowana, miast głębią okazała się w jej oczach czernią cienia padającego na litą skałę, o którą można było jedynie rozbić sobie i rozsmarować na niej swój łeb, miała ochotę splunąć mu w pysk, prosto w oślizgły poparzeniami pysk, tę olbrzymią otwartą ranę, zrobiłaby to, gdyby jej modra nie była wylądowała w żelaznym imadle.
Pies.
I tak czuła się jak kurwa, kiedy leżała z jego łapą pomiędzy swoimi, robiąc jego ego dobrze... zbyt dobrze? aż tak była świetna? Jak bardzo musiała się starać, żeby ułożyć swój zasób słów w konstelację uczciwej przepowiedni, mając do dyspozycji pół nitki z jego zgniłej opuszki, już nawet udało jej się samej uwierzyć w to, co mówi, w siebie, no już, właśnie w swoje umiejętności! Ale to życie nie byłoby w pełni jej życiem, gdyby miała stać się w swoich oczach kimś innym niż kupą kości obleczoną wątłym mięsem i zapakowaną w poodrapywaną, piegowatą skórę. Znowu dała się uwieść własnej osobie. Należało więc. Przyznać rację. Temu. I przypomnieć to sobie, właśnie sobie. W bolesnym uścisku. Jego palcach wbijających się między jej zęby, naciągających policzki. Teraz, że jej to udowodnił. On. Że nie był bydlęciem, ale jej przypomniał. Że jest prochem, kałem, rybą, którą mu dała, dwiema rybami, a ona tylko się uniosła, i chciał zobaczyć strach i go zobaczył, zobaczył też zebraną pomiędzy językiem a podniebieniem plwocinę, ulewającą się z bezładnie rozchylonych warg, pomiędzy którymi lśniły żółte kły i splątany język, po jego palcach, mięsie trzymającym żuchwę Jaszczurki, spływającą, gęstą i spienioną, lepką plwocinę. I jej ledwie brany oddech, wydymające się z nozdrzy bąble gęstego kataru, aż w końcu także powieki zachodzące na zamykające się oczy, gotowe rozewrzeć się w każdej chwili, gdyby tylko zadrżał, wziął oddech, popatrzył w bok.
To już koniec słów. Został podkulony ogon, zaciśnięte pośladki. Zaciągnięty do niemożliwości brzuch łaskotany przez zimną trawę. Ślina i ucieczka od patrzenia w oczy ciemności. Płacz.
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#22
12-04-2017, 01:19
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

Co takiego musiał Ghalib zobaczyć w obliczu Zenzele, że nagle zmienił się na twarzy? Widział jej strach, oczy zanoszące się łzami, ból ściągający gadzi pysk i ślinę, którą zapewne chciała go opluć. Mogła żałować teraz, że naprawdę nie jest jaszczurką. Mogłaby splunąć na niego jadem i sprawdzić czy jest aż tak zepsuty, by ją wchłonąć zamiast od niej umrzeć.
Siedział trzymając zenzelową twarzyczkę ściągniętą strachem i w chwili, która dla niej mogła wydawać się wiecznością, Poparzeniec kontemplował koncert uczuć, które targały Wróżką tak bardzo, że jej twarz stała się teatrem dla ich ukazania. Podniósł powoli drugą łapę i nią dotknął policzka Jaszczurki. Wierzchem pogładził jej czoło po czym wygiął palec wskazujący zwieńczony ostrym jak żyletka pazurem. Przyglądał się znów jej twarzy by po chwili każdego piega a jej długim i chudym pysku nacisnąć czubeczkiem ostrego szpona. Chwilę to trwało, zaś z niektórych mogły pociec drobne kropelki. Nie skupiał się na ego, nie skupiał się na sobie, choć myślał trochę do wewnątrz. Skupiał się na tej chwili i drgnięciach serca, które budziło nadzieję na zbudzenie się z każdym dotknięciem ciemniejszej kropeczki na jaszczurczej twarzy. Nienasycony wąż ostrzący sobie zęby na drzewo życia, kapryśny i zdeterminowany.
Pociągnął pysk Zenzele bliżej siebie i sam również pochylił się mierząc jej oczy własnym coraz to bardziej miękkim wzrokiem. Klatka piersiowa Ghaliba podnosiła się to opadała, z każdą chwilą coraz mocniej i coraz bardziej widocznie. Gorące powietrze spowijało twarz Jaszczurki udowadniając, że Zmora wprawdzie należy do świata żywych.
Zamknął oczy gdy nos Wróżki był na tyle blisko by mógł spokojnie chwycić go w zęby i zgnieść jak łupinkę orzecha. Rozchylił wargi, ale zamiast zacisnąć okrutne imadło na jej licu przejechał po nim szorstkim językiem zlizując zarówno krew jak i łzy. I znów jego język przejechał po pysku, w tym po wargach nie bacząc na jad, który toczyła. Pieszczotliwiej i delikatniej niż poprzednio. Poluźnił zacisk łapy na podbródku.
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 





Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#23
12-04-2017, 01:41
Prawa autorskie: Ragnar

Trafiła do piekła. Złapał ją szatan. Dumanie słowem o diable, śmierci, o ciemności, przeciwstawianie pięknym metaforom o nich jeszcze wspanialszych fraz o przechytrzaniu Losu było piaskownicą, w której bawią się lwięta za młodu, przyprowadzone nad ocean przez matkę. Prawdziwa ciemność, przypływ, który złapał je w otwartej tylko od strony wody zatoczce, nie poddawał się ich niewinnemu bajaniu o głębinach i zamieszkujących je potworach, a także o odległych, zamorskich lądach. Prawdziwa ciemność, przypływ, zalewał, i czuło się go w każdym włóknie ciała ogołoconym wobec niego z przewrotnej fanaberii wyobraźni. Z fantazji. Z niewinności, czy ona była niewinna, Jaszczurka? Wiedziałeś o tym, Ghalib? Zobaczyłeś to? W oczach? W płaczu? Usłyszałeś? W bajkach plecionych dla rozrywki tobie podobnych kryła się najczystsza istota, na jakąś mogłeś trafić. Dziecko. I jego piękne historie. Dziewczynka. Lwiczka.
Teraz płakała, próbując znieść ból, popuściła pod siebie i rozmazała ciepły mocz półkrokiem wstecz, kiedy zdzierałeś skórę z jej nosa. Dziewczynka. Lwiczka.
Zrób to.
Złapałeś w istocie, szatanie, śliczne dzieło Boże - małą lwiczkę z wielką wyobraźnią, najmłodszą siostrę Kaina i Abla, która zostawiła rodzinę i wyruszyła na zachód, tam, gdzie... opowiadała jej matka... podobno rósł strzeżony przez Cherubinów piękny ogród.
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#24
12-04-2017, 02:17
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

MASZ I CZYTAJ

Gdzie jest teraz Twój kpiący uśmiech, Zenzele?
Płakała jak dziecko i widział to dobrze, jak każda cząstka jej ciała oddaje należny strach Ghalibowi. On zaś zdawał się być kompletnie nie wzruszony tym, spokojny jak nigdy i miękki, mogłoby wydawać się, że teraz dopiero Jaszczurka miała poznać głębię ciemności. Gdy w ghalibowych ramionach tonął jej pysk a potem w skąpej grzywie na jego piersi. Bezlitosne Licho, które nie śpi przygarnęło zenzelowy smutek i strach do swojej gorącej piersi.
Mógł przysiąc, że słyszy cichy pisk od chudzinki, dosłownie w momencie, w którym ośmieliła się zapaskudzić święte miejsce, miejsce, w którym jak nikomu innemu miał okazać serce tak jak umiał. Stłumił jednak warkot, który zazdrośnie wydarł się z jego gardzieli by smagnąć stroskane oblicze Jaszczurki.
- Ciii - szepnął.
Teraz ćmi cię ból tej chwili Jaszczurko, ale kiedyś ją docenisz. Zobaczysz.
Nachylił się ku jej karkowi, który musnął zębami delikatnie i pociągnął. Sam również stanął na wszystkie cztery łapy. Zamierzał wciągnąć ją w swoją czeluść.
- Chodź - powiedział puszczając, ale jednocześnie popychając jej kark nosem. Głos był sadystycznie miękki i przyjemny dla uszu, a jednocześnie zdawał się nie znosić sprzeciwu. W tym czarującym tonie było coś z najprawdziwszej grozy.
Czy ona wiedziała co się z nią teraz dzieje? Co sobie myślała? Co czuła? Och, jak bardzo chciał zajrzeć jej teraz do głowy.
- Chodź - szeptał sącząc jad do jej uszu - wszystko będzie dobrze.
Jednak jakby na przekór swoim słowom zagrodził jej drogę ucieczki swoim ciałem. Nosem wskazał ciemną toń we wnętrzu pieczary. Ghalibie, czy ty prawdziwie nie masz serca? Widział spłakaną dziewczynkę, ale zamiast pokazać jej drogę ucieczki wskazywał jej głębszą ciemność.
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 





Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#25
12-04-2017, 02:49
Prawa autorskie: Ragnar

Pozwoliła mu się koić. Wsączać wyciszający szept do swoich uszu, słuchać chrypliwych nut jego głosu. Uspokojenie było już jego wolą, nie jej staraniem o zachowanie rozumu. I jego były już wszystkie emocje, a za nimi - ona cała. Mógł ją prowadzić, straciła wolę. Nie chciała uciec, bo nie przemienił jej w ofiarę, na pewno nie taką, której zajęcze serce dyktuje tempo czmychu w najgęstsze zarośla. Przemienił ją w nią samą.
Gdyby na niego splunęła, byłaby martwą łupiną, i nie, że martwą, ale tylko łupiną, okryciem, które nigdy nie poznało nasiona. Zmora wywlekła na wierzch nasiono samo w sobie, nieobleczone w formę - zalążek mający dopiero przybrać swój przyszły kształt. Patrząc nań, widziała wszystko, a Jaszczurka czuła się widziana, czuła się, siebie samą, ale nie podług własnego odczuwania, ale zawsze w dookreśleniu patrzenia Zmory. Zabrudzenie się zostało jej wybaczone, mizerność postury również, tak samo wszystkie wypowiedziane w kierunku Zmory ironie i łamigłówki, jak mogła! Jak mogła grać tak płytko, brodzić w płyciźnie formy i udawać, że cokolwiek o sobie wie. Stojąc nago, obnażoną, stojąc tak przed Ghalibem, który gdy tylko się odsunął, wyrwał spod niej świat, czuła siebie niewiele, tak jakby jedną tylko linię melodyczną - najpewniej tę podniecaną dudnieniem serca, życie jako życie, nic więcej. Teraz on był tym, który zapewniało wszystko, ona nie musiała o nic się troszczyć. On był kreatorem, on był jej stwórcą i zamierzał ją prowadzić. Dokąd? W jaki sposób? Czy to będzie bolało? Każde pytanie było jak gwałt zadany życiu, temu promieniowi, który pojedynczym snopem rozświetlał teraz jej ciało, dudniąc jak serce (ale czy był już sercem?), bo jeszcze nie umysł - na ten dopiero miała nadejść pora.
Dokąd? W jaki sposób?
Czy to będzie bolało?
Rwąc oddech w rytmicznym płaczu bez łez, nie podążyła w kierunku ciemności pieczary, ale samego Ghaliba. Przysunęła się do niego albo podeszła, albo jedno i drugie, czymkolwiek był jednak jej spętany przerażeniem ruch, prowadził on do niego, podpory, do jego ciepła, w którym było lepiej niż na świecie. Do tego z pewnością Jaszczurka nie chciała już wracać, nie będąc sobą w zalążku, szlochem, strachem, kiedy do niego podeszła, przytuliła ostrożnie, tak wolno, jakby elektryzował, policzek do jego ciepłego podgardla, przysiadła na tylnych łapach, zamknęła oczy i prawie oderwała przednie łapy od ziemi, chcąc być wyżej, bliżej niego, wybłagać coś, poprosić. O objęcie. O ciepło.
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#26
12-04-2017, 03:20
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

Ghalibowe zimno przerodziło się nagle w upragnione ciepło. Ciepło, którego Zenzele rozpaczliwie poszukiwała. Widząc, że nie chce go posłuchać, że woli się o niego oprzeć westchnął głęboko wydychając na jej żeńskie lico gorące powietrze. Popchnął jej kark nosem raz jeszcze. Czuł, że ma nad nią kontrolę, zarówno fizyczną jak i emocjonalną. Raz jeszcze ucałował po lwiemu pysk swojej lwiczki smakując słonych łez pełnych strachu i niepewności. Był niemal pewny, że karmił się jej uczuciami.
Wyminął jej proszące łapy, zaś znów delikatnie chwycił skórę na kruchym karku Jaszczurki. Skoro nie chciała iść, albo raczej zapomniała jak się to robi to on nauczy ją ponownie. Zrobił krok i drugi. Ciągnął swoją Wróżkę za skórę, za sobą i prowadził prosto do wnętrza pieczary, do miejsca, z którego go wywołała. Starał się prowadzić swoją rozpłakaną, małą dziewczynkę między skalnymi kolumnami w coraz to większą mroczną toń.
Wreszcie po przebytym korytarzu ukazało się idącym pomieszczenie. Komora skalna, w której sercu znajdowało się szmaragdowe jeziorko, zaś w jego pobliżu leżało kilka zwierzęcych skór. To tam prowadził Jaszczurkę.
Mogła poczuć miękkość pod łapami kiedy stanęła na skórach i okazało się, że było to swoiste leże. Miękkie i przyjemne. To właśnie tutaj puścił kruchy i delikatny kark by usiąść tuż przy struchlałej lwicy a kolejno po tym położył swój pysk na wystającym grzbiecie jasnego piegusa. Sunął policzkiem to w jedną to w drugą stronę po wystającym kręgosłupie Zenzele. Tu było bezpiecznie. Nikt nie widział. Było ciepło. Było miękko.
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 





Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#27
13-04-2017, 12:21
Prawa autorskie: Ragnar

Na najbardziej podstawowym poziomie, ogołoconym twardą ręka rozumu z metafory, nietoperze zwisające ze sklepienia Pieczary były świadkami walki o życie, próby uniknięcia śmierci. Sus ku wyjściu z groty, kiedy już w jej otchłań ramię w ramię weszli, a Jaszczurka poślizgnęła się kilkakrotnie na kamieniach i rozbiła dolną częścią ciała w krystaliczne szkiełko wody (całe szczęście on ją trzymał, nie utopiła się!), byłby samobójstwem, tak samo jak każda próba ucieczki, jeśli by ją podjęła. Jeżeli w alternatywnej wersji zdarzeń on by na jej czmychnięcie zareagował spojrzeniem politowania i odejściem w swoją stronę, straciła, ale kto to wiedział, kto mógłby zajrzeć w oko Fatum tak naprawdę? Samozwańcza Wróżka? Byłaby boginią, gdyby to potrafiła, gorzkie koleje losu byłyby jej znane wprzódy, a niepewność, czy następna pora sucha nadejdzie, byłaby zabawną anegdotą opowiadaną swoim dzieciom - bożycom. Wróżka, jej życie, wyznaczały niepewności, przez obcowanie z nimi dzień w dzień tym bardziej wyraźne, zarysowane na horyzoncie twardo jak skała przysłaniająca niebo, kiedy wchodzili głębiej i głębiej, w kamień, w niepewność, rezygnując z niebieskiej perspektywy absolutu, w litą wątpliwość życia.
Puszczona na wyściełane skórami leże, przewaliła się na grzbiet, jeżąc wąsy i rozdziawiając pysk w niemym syku cichej groźby pozbawionej mocy sprawczej. Jasne, posklejane wodą podbrzusze zajaśniało czystą bielą, kto by pomyślał - ona, Jaszczurka, czysta jak łza, pachnąca deszczówką i zadbanym kotem, bo przecież się umyła i nabłyszczyła nawet swoją sierść, tarzając się w piasku, kiedy w swoim poprzednim życiu nie miała przez chwilę co robić.
Na najbardziej podstawowym poziomie, ogołoconym twardą ręka rozumu z metafory, nietoperze zwisające ze sklepienia Pieczary były świadkami walki o życie, próby uniknięcia śmierci. Cena została podniesiona. Śmierć domagała się czegoś więcej niż łez, niż śliny, niż moczu i krwi. Jaszczurka już wielokrotnie udowodniła sobie, że nie potrafi rozstać się z życiem i chociaż od dawna słaniała się na jego peryferiach, prawdziwie zabić w sobie woli oddechu nie mogła. Czy to było faktycznie tym, co czyniło z jej ducha moralne truchło? Umiłowanie chłodnych poranków i czucia własnych kości przemieszczających się pod skórą w rytm wieczornego truchtu? Nigdzie nie mogłaby znaleźć lepszej odpowiedzi, niż na zniszczonym obliczu swojej Zmory, patrzącej na nią bez znanego na zewnątrz Pieczary szyfru min, grymasów, ukrytych w drgnieniach wibrysów znaczeń, bez dumania. Daleko jej było do osiągnięcia podobnego stanu, wystarczyło tylko spojrzeć - przerażona dziewczynka, próbująca wybłagać obnażonymi kłami litość.
Przed tobą jeszcze trochę pracy, Ghalibie.
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#28
18-04-2017, 04:35
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

Dostrzeż Jaszczurko tę stronę ghalibowej duszy, której nie dostrzegł jeszcze nikt, a którą tak przebiegle ale i z wielką śmialością odsłonił. Było w tym coś niezwykłego, zupełnie jakbyś Wróżko zyskała jedyną szansę na zajrzenie pod skostniałą maskę śmierci i dostrzeżenia czegoś bardziej ożywionego. Mroczna to twarz i oczy, ale skrywające głębię za szklaną barierą bezwzględności i obojętności.
Skomplikowana sytuacja. Ghalib jakby nie dostrzegał jej strachu, albo nie brał go na poważnie. Jego czarne lwie wargi wyginały się w delikatnym, szelmowskim uśmiechu. A jednak, to widok jej przerażenia uratował jej życie. Dostrzegł to co chciał, została ukarana za wdzieranie się w meandry jego duszy bez ostrzeżenia, ale gdy pojęła, że źle zrobiła natychmiast okazał jej wyrozumiałość, której to jednak nie chciała ani dostrzec ani zrozumieć.
Zaraz po tym jak skończył gładzić jej wystający kręgosłup własnym policzkiem położył się obok Jaszczurki by za chwilę pochylić łeb i musnąć drżące łapy wystraszonej lwicy językiem.
- Wszystko jest w porządku - powiedział. - Nie zrobię ci krzywdy.
Większej.
Chyba.
Głos Zmory był niski i głęboki, donośny i wyraźny mimo iż wcale głosu nie wytężał, w końcu był przyjemny i łagodzący. Ciemność choć straszna na pierwszy rzut oka, skrywała w sobie tajemniczą, kojącą głębię. Wróżka potrzebowała tylko ją dostrzec.
- Zrozumiałaś swój błąd, nie zabiję cię - odezwał się znów.
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 





Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#29
19-04-2017, 15:08
Prawa autorskie: Ragnar

Zamknęła oczy. Jej wargi, a wraz z nimi wibrysy, dotychczas nastroszone jak kaktusowe kolce, opadły, przysłaniając kły. Przez półotwarty pysk zaczął wsączać się w chłodne, wilgotne powietrze pieczary gorący, spieniony w chmurkę za chmurką oddech - powolny, głębszy niż przed momentem. Każda chmurka rozpuszczała w powietrzu i się, i skrystalizowany w parę wodną strach, przynajmniej jego drobinę, jedną za drugą, jedną za drugą, jedną za drugą... Niedostrzegane przez Ghaliba przerażenie miało taką wartość, jaką nadał mu sam czarny lew - żadną. Nie było istotne. Chociaż istniało i obtaczało Jaszczurkę paraliżującą skorupą, jak wężowy jad rozchodzący się od miejsca ugryzienia po całym ciele, nie pozwalając jej przekręcić się z grzbietu na falujący w głębokim oddechu brzuch, to zaczęło stawać się tylko dyskomfortem, sosnową igłą gniotącą przez sen, przeszkodą czekającą, aż ten, który się z nią mierzy, wzbierze w łapach w siłę umożliwiającą mu przeskoczenie jej.
Otworzyła oczy. Odprowadziła wzrokiem jego wielki łeb odsuwający się od polizanej przez się łapy, a kiedy ponownie zabrał głos, spojrzała na swoje białe palce z niezrozumieniem w ślepiach. Jej rozchylony lekko pysk nadal wtłaczał w płuca oddech rozedrgany strachem, a obraz przed oczami rozmywał się mocniej i słabiej w rytm pulsującej w skroniach krwi. Chcąc jedną z dwóch niewygód zniwelować, Jaszczurka uciekła w ciemność nic niewidzenia. Zbliżyła do siebie zgięte w nadgarstkach nad swoją piersią łapy. Dawno nie używanym, chrypiącym nisko i cicho głosem powiedziała suchymi wargami i suchym językiem:
- Mogłabym popełnić kolejny. Skończyłbyś to, czego ja nie potrafię.
Ghalib
Zmora | Płomień
*

Gatunek:lew tsavo Płeć:Samiec Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Wędrowiec Liczba postów:906 Dołączył:Kwi 2015

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 90
Zręczność: 81
Spostrzegawczość: 66
Doświadczenie: 26

#30
21-04-2017, 12:09
Prawa autorskie: moje~
Tytuł pozafabularny: Artysta roku

Nie obracając pyska w stronę Zenzele rzucił jej ukradkowe spojrzenie. Czy był aż tak oczywisty? Być może, ale to chyba właśnie dlatego inni na prawdę się go boją. Nie każdy lew sprawia, że na jego widok inni myślą czy pozamykali wszystkie sprawy na tym padole, a Ghalib niekiedy potrafił wzbudzić refleksje na temat życia doczesnego samą aparycją. Być może dlatego się tu skrywał. Dla świętego spokoju.
Jaszczurka pewnie przeżywała to samo. Być może jej słowa stały się dla Zmory potwierdzeniem tych przypuszczeń. Prychnął rozbawiony dostrzegając w tej tragicznej sytuacji Wróżki jedynie komedię.
- Masz rację - odrzekł jej w końcu kiedy zdecydował, że ma dość milczenia - jeśli popełnisz błąd, zapewne cię zabiję.
Zapadła grobowa, przytłaczająca cisza i zdaje się, że nawet oddech ustał byle nie zakłócać tej idealnej ciszy.
- Jednakże jeśli potrafisz robić użytek ze swojego łba... - nie ukrywał, że bezmyślność najbardziej go irytowała. Pewna lwica z przeszłości pożałowała tego, że w porę nie pomyślała o zamknięciu jadaczki. Cóż, brak instynktu samozachowawczego najwyraźniej nie był problemem chudzielca, który trząsł się u jego boku jak osika.
- Ale możesz stać się kimś w rodzaju mojej... hm... przyjaciółki? - Tym razem obrócił pysk w jej stronę. - Zdaje mi się, że należysz do mojego świata. Chętnie udowodnię ci, że twoim przeznaczeniem jest żyć.
Jak szczur.
|MUZYKA| | PIOSENKA | |CAŁE CIAŁO| |GŁOS| |KSZTAŁT DEMONA|
[Obrazek: zalubinypasek_by_owlyblue-dbkpf1p.png]
Nigdy nie chciałem żyć jak wy
Jak wyjeżdżałem wyły psy
Dusze oddałem za sławę i pieniądze blichtr
No blichtr 







Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości