Król Lew PBF
Schronienie Khayaal - Wersja do druku

+- Król Lew PBF (//pbf.krollew.pl)
+-- Dział: (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=7)
+--- Dział: Archiwum (//pbf.krollew.pl/forumdisplay.php?fid=102)
+--- Wątek: Schronienie Khayaal (/showthread.php?tid=422)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12


RE: Schronienie Khayaal - Hordian - 19-10-2012

Ponownie pozwolił, by wsparła się na jego boku. Z jednej strony czuł się winny, z drugiej tęsknił za bliskością i ciepłem drugiego istnienia. Co prawda nie spodziewał się, że tak nagle znajdzie kogoś, komu... zaufał? Chyba można było to tak nazwać, bo sam nie był do końca pewien uczuć jakie żywił do kawowej lwicy. Czy było to zaufanie czy może tylko szacunek, a może coś więcej? Coś na kształt zauroczenia, tylko w inny, dziwny, chłodny sposób... Nie chciał teraz o tym myśleć, więc odpędził nachodzące go wątpliwości.
Poprawił się nieznacznie. W cichym westchnieniu wypuszczając nosem ciepłe powietrze, a kiedy zaczęła mówić położył pysk na łapach i przymknął ślepia.
Chciał zapytać o coś jeszcze, bo tak wiele pytań go nurtowało, ale przecież nie chciał jej osaczać. Chociaż w tej dziwnej sytuacji to raczej on powinien czuć się osaczony. Tak jednak nie było.
Kiedy milczenie sie przedłużyło, mruknął tylko coś w rodzaju "mhm" i wyraźnie się rozluźnił. Było mu ciepło i dobrze jak nigdy od bardzo dawna.
Choć słodki zapach samicy nęcił, a jej bliskość niejednego młodzika doprowadziłaby do szaleństwa, ale najwyraźniej jego zgorzkniałość i doświadczenie skutecznie blokowało zwierzęcy instynkt.
Nie odzywał się długo, aż oddech mu się wyrównał i zwyczajnie odpłynął na morza snu ogrzewany przez ciepło ciała Mistrzyni Mędrców...


RE: Schronienie Khayaal - Khayaal - 19-10-2012

Khayaal spała u jego boku spokojnie przez całą noc. Wreszcie donikąd się nie spieszyła, nie była potrzebna zaraz natychmiast, nie musiała być gotowa do nagłego wezwania duchów. Wiedziała, że dziś, po raz pierwszy od dawna, będzie miała po prostu - czas dla siebie.
I czuła się dobrze z tym, że spędziła go przy Hordianie, kryjąc nos w kosmykach białej grzywy.

Ranek łaskotał ich ciepłymi promieniami, padającymi przez otwory w sklepieniu. Mech był wilgotny, złapawszy rosę w pierwszych chwilach świtu. Nawis skalny, pod którym leżeli, był jednak suchy; dlatego to pod nim urządziła legowisko, wiedząc, że wysycha w pierwszej kolejności. Khayaal, przebudziwszy się, ziewnęła niedyskretnie i liznęła Hordiana po uchu. Musiała go obudzić, by móc wyjść - to on leżał po stronie groty, a ona pod ścianą.
Ojca nie czuła w pobliżu. To dobrze, uszanował ich prywatność.

Zmarszczyła brwi, przypominając sobie mgliście jakiś niewyraźny sen, który dzisiaj miała. Byli tam we dwoje... I duże, wysokie, białe cosie na ich łbach... I jajka ptaków, które rozbijali wprawnie, a potem sypali do nich różnokolorowe proszki. I potem te jajka z płynnych stawały się twarde, i to już było największą zagadką, a potem je zjadali z zadowoleniem. Smaku nie pamiętała.
Dziwne, bardzo dziwne. Ale nadało jej jakiegoś optymizmu, radosnego nastroju, więc nie zamierzała się przejmować.


RE: Schronienie Khayaal - Hordian - 19-10-2012

Ciężar ciała samicy, był przyjemną odmianą od samotności... I pomimo tego że zdecydowanie odzwyczaił się od snu przy kimś, tej nocy nie poruszył się nawet o milimetr, podświadomie bojąc się, że może zbudzić towarzyszkę. Dlatego, gdy niewinna pieszczota zbudziła go, czuł jak mięśnie zastały mu się od spania w jednej, niezmienionej pozycji.
Zamrugał, a wspomnienia dnia minionego szybko wróciły witając go szybszym biciem serca...
Poruszył się, spojrzał na Khayaal i... na wielkim pysku zagościł cień uśmiechu. Tak zwyczajnie, ciepło. Spojrzenie miał lekko zaspane i zamglone jeszcze, przez resztkę snu.
Poranek miał swoista magię... Promienie słońca wdzierające się w mrok jaskini, rozświetlające perlącą się na mchu rosę. Wszystko to dawało wrażenie odrealnienia. Do tego jedno ze świetlistych pasm padało na pysk jego towarzyszki, rozświetlając jej spojrzenie, rozjaśniając pochmurnie niebieskie oczy...
I on miał sen. Jego mgliste strzępki białogrzywy starał się pochwycić, ale skutecznie rozwiały je jasne promienie słońca i duszne powietrze wewnątrz jaskini.
- Witaj... - szepnął z namaszczeniem, jakby witał najważniejsza osobę na świecie. To było niezamierzone. Po tak spokojnej nocy Hordian był odrobinę otępiały, jeszcze do końca nie rozbudzony... przez to w tej chwili mógł wydawać się zupełnie inny... szczęśliwy?
Poruszył głową chcąc odpędzić resztki snu, a gdy to zrobił złote błyski zatańczyły w potężnej białej grzywie. Jak na starszego już lwa, prezentował się jeszcze niezwykle dobrze. Cała jego sylwetka, a także ogromna kryza futra dodawały mu dostojeństwa...


RE: Schronienie Khayaal - Khayaal - 19-10-2012

Khayaal zmrużyła granatowe oczy, rozświetlone nie tylko złotymi promieniami, ale i wewnętrzną chęcią życia. W tej lwicy było tak dużo żywotności, tak wiele marzeń i siły do ich spełniania, że z pewnością starczy na start dla nich obojga. A później, gdy Hordian przypomni sobie, jak to było, poradzi sobie sam.
- Witaj, śnieżny lwie.
Uśmiechnęła się do niego, odwzajemniając podarowany jej wcześniej gest. Brzmiała normalnie, zwyczajnie - brakowało w jej tonie namaszczenia, z jakim zabrał głos samiec. A jednak nie brzmiało to tak, jakby dzień był identyczny jak poprzednie. I wcale nie dlatego, że dla niej każdy dzień był trochę inny.
Nie dlatego.

Dźgnęła go w końcu łapą w żebra, wymagając, by ją wypuścił spod nawisu skalnego. Jeśli nie to, niech zabierze się do innych rzeczy; nie chciała leżeć w bezruchu cały dzień. Owszem, bywało i tak, gdy rozmowy w jednym miejscu zastępowały zwiedzanie innych, jednak dziś czuła rozpierającą ją energię i radość. Chciała je spędzić na zewnątrz, na świeżym powietrzu; chciała pokazać Hordianowi ich wspólne ziemie, dzielone także z innymi Strażnikami, chciała odnaleźć Demiego i przedstawić oba dojrzałe lwy sobie nawzajem. Chciała przywrócić życie tym opuszczonym dawno grotom i powitać nowy dzień.
- Mam dużo planów na dziś dla ciebie, Hordianie. Powinieneś poznać zakres ziem i przywódcę. Czas się gdzieś przejść.
Odezwała się, zamiast liźnięcia w ucho gryząc go lekko. Jak lwiątko skore do zabawy w gonitwę... albo jak lwica zapraszająca do czegoś zupełnie innego.


RE: Schronienie Khayaal - Hordian - 19-10-2012

Sen powoli go opuszczał. Zazwyczaj nie był tak... ospały. Lecz spokój, poczucie bezpieczeństwa pozwoliły, że w końcu przestał być tak czujny jak miał w zwyczaju.
Widząc uśmiech samicy westchnął cicho. Wszystko było dziwnie nierealne. Przy niej odczuwał spokój, którego zawsze mu brakowało. Do tego jej żywiołowość, była zaraźliwa, choć nie na tyle by wykrzesać z białego lwa coś więcej niż cień uśmiechu, a to jak na tę chwilę było i tak zaskakująco dużo.
Gdy dźgnęła go łapą zmarszczył na chwilę nos nie rozumieją, dopiero gdy sie odezwała pojął o co chodzi.
Nie był pewny, czy jest gotowy na przechadzkę po terenach stada i poznanie przywódcy. On sam miał swoje przyzwyczajenia, wartości... a co, jeżeli będą one zupełnie odmienne od przewodnika?
Gdy wychyliła się żeby pociągnąć go za ucho mimowolnie wydał z siebie gardłowy, głęboki pomruk... Spojrzał jej w oczy doszukując się w nich czegoś więcej niż chęci zabawy. Przecież on był już za stary na gonitwy... I doszukał się tej iskry zadziorności, zachęty.
Tylko... jak miał się do tego ustosunkować?
Zajrzał w roziskrzone niebieskie oczy, przez chwilę przyglądając się Khayaal z dziwną miną, ale nie trwało to długo. Jednak lwica mogła odczytać w tym spojrzeniu coś więcej niż zwyczajową obojętność. Błękitne oczy Hordiana zaszkliły się lekko... Po chwili zmarszczył nos ponownie, jednak tym razem otwierając przy tym pysk i zamykając go na szyi samicy. Nie mocno, a w formie pieszczoty... instynkt. Przysunął się do niej i zamruczał...
Na wszystkie gwiazdy! Kiedy ostatni raz pozwolił sobie na taką poufałość wobec kogokolwiek? Pamiętał... ale w tej chwili nie o tej lwicy chciał myśleć.
I właściwie niewiele się zmieniło. Hordian nadal wydawał się być tym samym, potężnym, dostojnym lwem o smutnym spojrzeniu, którego Mistrzyni poznała, jednak wyzbył się on strachu przed bliskością i teraz dość dobitnie jej to udowadniał...
Wciągnął w płuca przyjemny zapach kawowej, tym bardziej zachęcający, że podsycony feromonami.
Nie powiedział ani słowa, bo nie był postacią szczególnie rozmowną, a teraz słowa zupełnie były zbędne, przynajmniej w jego mniemaniu.
Przejechał szerokim jęzorem po miejscu w którym poprzednio zaciskały się jego kły, aż do jednego z uszu lwicy, które lekko przygryzł. I tak działał zachowawczo nie będąc do końca pewny jej reakcji...


RE: Schronienie Khayaal - Khayaal - 20-10-2012

Khayaal była dojrzałą samicą, matką dorosłych już dzieci, kotką, która wiedziała, z czym się dla jej płci wiąże krycie. I nie chodziło tu o ciążę. A jednak - wiele rui już minęło, gdy przy jej boku nie było partnera wcale lub znajdowali się tylko tacy, którzy w żadnej mierze nie mogli być odpowiedni. Hordian był potężnym, silnym samcem, zadbanym, doświadczonym, umiejętnym. Jemu chciała się oddać. Teraz, gdy chwila była odpowiednia, związać go ze sobą na dłużej. Zachęcającym pomrukiem skomentowała jego pieszczoty.
Niewiele więc czasu minęło, gdy wyciągnęła go wreszcie spod nawisu, w niskiej przestrzeni nie widząc odpowiedniego miejsca dla wygody zbliżenia. Bo przecież to właśnie miała zamiar mu ofiarować...

scena 18+ przeniesiona na PW



...dobrze, że tata nie patrzył.


RE: Schronienie Khayaal - Hordian - 20-10-2012

Może to, co się stało było tylko zasługą hormonów, a może zwyczajną chęcią bliskości? Hordian nie był do końca pewny... I nie, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Tam skąd pochodził, jego obowiązkiem było dawanie silnych potomków swojemu stadu, jednak swego rodzaju najważniejszymi, były dzieci, które urodziła mu jego główna partnerka. Nie miał więc większych skrupułów, bo było to dla niego normalne, jednak teraz, tutaj... Tutaj panowały inne zasady, tego był pewny.
Kiedy leżał u boku Khayaal po wszystkim, co między nimi zaszło, nie odzywał się. Grzał jej ciało swoim potężnym bokiem wartując się w przestrzeń przed nimi.
Dzień wstawał nieubłaganie...
Czy teraz coś jeszcze się zmieni? Jak oboje powinni się do tego ustosunkować? A jeżeli ta kawowa lwica urodzi mu potomków? Poczuł dziwne ukłucie zobowiązania. Spojrzał na nią uśmiechając się lekko.
- w porządku? - zapytał, powoli podnosząc się do siadu. Miał nadzieję, że nie przygniótł jej za bardzo swoim wielkim cielskiem. W porównaniu do niego Khay była niewielka...


RE: Schronienie Khayaal - Demi - 20-10-2012

Demi wszedł ostrożnie do jaskini, która była siedzibą jego podwładnej Yaal. Szybko zlokalizował ją i ...był w szoku ...koło niej leżał jakiś obcy lew ...przytulali się. Czyżby lwica, korzystała z usług męskiej prostytutki ? Może to on miał dziwne skojarzenia po ostatnim wydarzeniu. Nigdy więcej - powtórzył sobie w duchu i postarał się ukryć nadmierne emocje na pysku. Był stary i wiele widział, nie powinny go dziwić tak prozaiczne sprawy. - Witam, Yaal ...i ... ? - rzekłem czekają na miano obcego lwa i na ogólną informację kim jest.


RE: Schronienie Khayaal - Khayaal - 20-10-2012

Khayaal przeciągnęła się swobodnie i przywitała Demiego uśmiechem. Nie miała pojęcia, co przed chwilą przeżył arcymistrz; sama doświadczyła miłości czystej, nieobciążonej wyrzutami sumienia, więc w ten sposób pokazała szaremu lwu, że nie ma powodów ani do obaw, ani do wstydu. W końcu byli dorośli.
- I Hordian.
Odpowiedziała za samca kawowa lwica. Wiedziała, że później będzie musiała się przed nim tłumaczyć, znała już śnieżnogrzywego na tyle, by zdawać sobie sprawę, że odbierze to jako zabieranie mu głosu lub podobnie. Ale mówiła przecież na jego korzyść; nie wiedziała, dokąd znowu zwieje Demiego ani jakie sprawy pójdzie załatwiać, więc postanowiła łapać okazję.
- Przyjęłam Hordiana do stada w randze adepta, bo jego awans na wyższe stanowisko zależy od Ciebie, szarofutry. Przybył do nas z daleka i cechuje się mądrością i wrażliwością, jakich poszukujemy wśród lwów, którym oferujemy miano Strażników... Przekonaj się zresztą sam.
Khayaal wstała, by dopiero potem skłonić łeb przed starszym od niej samcem. Ciekawe, czy poleje się krew, czy może obydwa dawno dorosłe lwy dojdą do porozumienia...
Po raz pierwszy od dawna była najmłodsza wśród zebranych. To było niespodziewane, ale - całkiem zabawne.
- Jak sprawy z Lwią Ziemią?


RE: Schronienie Khayaal - Hordian - 20-10-2012

Nim zdążyła mu odpowiedzieć, do jaskini wszedł obcy... Obcy przynajmniej Hordianowi. Poza tym, nie bardzo spodobało mu się to, że szarofutry zawitał bez ostrzeżenia.
Zimne niebieskie oczy zwęziły się lustrując sylwetkę samca. Był mniej więcej w jego wieku, może nawet starszy. Z jego zachowania wywnioskował, że chyba ma prawo wchodzić do jaskini Khayaal bez zapowiedzenia. W obliczu tego kim był i co przed chwilą przeżył, Hordian poczuł się niekomfortowo, poczuł się zagrożony. W jego stronach każdy samiec był rywalem. Mimo to, widząc jak kawowa odnosi sie do obcego samca, pozostawał spokojny.
To, ze go przedstawiła... właściwie rzeczywiście miał na końcu języka swoje imię, ale go ubiegła. Nie miał jej tego za złe. Żywiołowość, która ją cechowała zaczynała być dla białego czymś normalnym i zupełnie akceptowalnym.
Nie odezwał się patrząc na, jak się domyślił przywódcę, dość chłodno. To przyzwyczajenie kazało mu traktować każdego samca z dystansem, teraz nie było inaczej.
Oczywiście nie miał zamiaru przejawiać wrogich zamiarów. Był na ich ziemiach i wedle ich zasad będzie postępował... a właściwie, właściwie miał teraz obowiązek, skoro Khay przedstawiła go jako członka stada.
Pochylił sztywno głowę w geście powitania.


RE: Schronienie Khayaal - Demi - 20-10-2012

Yaal zdawała się być zbyt żywiołowa, niepotrzebnie wyręczała innych w mowie. Każdy miał własne usta i własny język. Demi spojrzał tylko na nią i kiwnął jej głową - Nie bądź nadgorliwa. - Uczuliłem ją na zbytnią zuchwałość, gdyż nie podobało mi się to jak w prostych gestach zastępuje innym język. Może to ..sumienie, ale nie byłem dzisiaj w miłym nastroju. - Sprawy jakie załatwiłem z Vasenti miały pomyślny przebieg. Nasze stada złączyły się paktem o nieagresji. Co do nowo wcielonego, to nie życzyłbym sobie, byś robiła to za moimi plecami. Zanim kogoś wcielisz jako adepta poinformuj mnie o tym ...ja nie zniknąłem, tylko bylem załatwić sprawy między stadne. - Byłem w tym może trochę za surowy, przecież lwica nie nagięła zasad ... przynajmniej tych ,,pisanych'' , lecz było to w moim odczuciu niestosowne. Spojrzałem na nowego, którego kawowa przedstawiła jako Hordiana. Był młodszy ode mnie, to było widać na pierwszy rzut oka, ale było w nim coś zimnego. Coś co dawało mi do myślenia. Temat do rozmyślań na długie wieczory, można by rzec. - Skoro Yaal cię już wyręczyła w mowie wstępnej, to może powiesz mi coś o sobie ... i o tym dlaczego miałbym uszanować jej wolę, twojej obecności w moim stadzie. Patrzysz się na mnie zimnym wzrokiem, a to już mi się nie podoba. -Dodałem końcowe zdanie by przypomnieć mu, że winien opanowywać niektóre emocje, lub starać się je ukryć, zwłaszcza, że nie był u siebie, tylko w gościach.

Nie dało się ukryć, że to właśnie od Demiego zależało jego być lub nie być w tym stadzie i mimo tego, że Yaal była jego prawą ręką, nadal mu podlegała i to on miał ostatnie zdanie w takich sprawach.


RE: Schronienie Khayaal - Hordian - 20-10-2012

Hordian siedział i słuchał... Już od pierwszych słów, postawa obcego, nie ważne czy był przywódcą czy nie, zupełnie mu się nie spodobała. Chociaż może miał rację w tym co mówił, wszak biały nie znał ich zwyczajów.
Mimo wszystko ton jakim zwracał się do Khayaal nie bardzo mu się spodobał. Chłodne spojrzenie się nie zmieniło. Stało się natomiast bardzie pochmurne. To tak jakby prosił, żeby zmienił swój kolor futra... Tego nie dało się zmienić. Taki był, to własnie było jego panowanie nad emocjami, i co ważniejsze nie chciał by ktokolwiek pakował mu się w jego uczucia i emocje - próbował go zmieniać. On już, własnie dzięki temu panował nad emocjami. Tylko skąd samiec miał o tym wiedzieć?
- to dużo bardziej skomplikowane - odezwał się, głębokim spokojnym głosem, jakby słowa samca nie wzburzyły odrobiny jego krwi. - Oczywiście szanuję to, że jesteś władcą tych ziem... - pochylił głowę w głębokim ukłonie dając jeszcze raz wyraz szacunku szarofutremu - ... jednak nawet jako tylko Twój gość, mam prawo do własnych przemyśleń i własnego "ja". Jeżeli na wstępie pragniesz mi to odebrać, nie będę dłużej zawadzał na Twoich ziemiach. - dokończył podnosząc głowę i spoglądając pustym, wypranym z emocji wzrokiem na pysk przywódcy. Nie spojrzał na kawową, choć bardzo chciał. Ta jedna noc, jej słowa... to wszystko sprawiło, ze chciał tutaj zostać, jednak widać nie było to w jej mocy, a on był już za stary by traktowano go jak uczniaka. On sam miał w sobie zbyt wielką dumę i był zbyt honorowy, by pozwolić sobie aby ktoś odebrał mu jego jestestwo, to kim był. On jak nikt inny wiedział, ze na szacunek trzeba zasłużyć i że pusta pozycja nie świadczy o tym, kogo szanować się powinno.
Hordian miał szacunek do pozycji Demiego, ale nie znaczyło to, że może on okazywać braku szacunku innym, co w mniemaniu Hordiana właśnie uczynił.
Znów poczuł jak jego lodowy mur rośnie odcinając go od całego świata... Chłodne spojrzenie się nie zmieniło, stało się jednak dużo bardziej... smutne.


RE: Schronienie Khayaal - Khayaal - 20-10-2012

Khayaal przekrzywiła łeb, a uśmiech na pysku kawowej poszerzył się. Demi tak chciał tę sprawę załatwić? Śmiało, niech próbuje; rozmowy z Machafuko na temat kondycji stada dały jej do myślenia i choć wtedy broniła Strażników, nie mogła nie przyznać mu racji w części poruszanych zagadnień.
- Mówisz, Demi z rodu Icerein? A przypomnieć ci, jak to było, kiedyśmy z Echo przyszły do stada? Również byłeś wtedy mistrzem i przyjąłeś nas bez oglądania się na Zeusa. Pełniłeś bowiem, jako zastępca, tego typu obowiązki pod jego nieobecność; zrobiłeś to samo, co ja, zresztą na Twoją wyraźną prośbę. Dlaczego teraz stosujesz inne standardy?
Tak, lwica wyraźnie łajała prawie dwukrotnie starszego od siebie lwa, robiła to jednak łagodnie, bez zaciętości i gniewu w spojrzeniu. Tę działkę pozostawiła Hordianowi. Widziała przecież, że Demi jest poruszony, że coś go spotkało po drodze na Lwią Ziemię lub z powrotem. Nie znaczyło to jednak, że jego emocje miały prawo brać górę nad rozsądkiem i uczciwością. Nie na pozycji, którą zajmował.
- Cieszę się, że spotkanie z tamtym stadem zakończyło się pozytywnym skutkiem. Mam nadzieję, że następne inicjatywy również przyniosą owocny plon.
Kiwnęła łbem, nawiązując do paktu o nieagresji, jednak skończyła wypowiedź w nieoczywisty, wieloznaczny sposób. Demi z pewnością zrozumie, co Khayaal miała na myśli; był przecież mądrym lwem. Tylko poruszonym.

Kawowa siadła swobodnie. W końcu znajdowali się w jej domu i to ona była gospodarzem. Miała na uwadze jedną z wielu rzeczy, którą uświadomił jej ojciec: żaden władca nie może rządzić, nie mając poddanych.


RE: Schronienie Khayaal - Demi - 21-10-2012

Hordian chyba nie poją znaczenia słów, o lodowym spojrzeniu gdyż zinterpretował je tak, jakbym żądał od niego zmiany zachowań ...nie o to chodziło. Jakby to był ten klawisz pianina, to podobnie potraktował by swego czasu Fuko, a tego nie zrobił. Śmiech czy uśmiech ...to nie złe zjawisko, lecz wzrok, który przypomina stare przysłowie krawężników wszechpolskich ,,spadaj bo dostaniesz kosę'' już mu nie odpowiadało. Rozmówca był wiekowy, co oznaczało, że winien znać co najmniej standard etykiety, a tego nie wykazywał. Przynajmniej teraz, bo Yaal musiała mieć jakieś podstawy aby go wcielić do stada. Znał ją ...na pewno nie chodziło tylko o seks ... zresztą, w tej kwestii i sam władca miał za uszami zapewne więcej. - Nie zabieram ci prawa do twojego ,,ja''. Każdy w tym stadzie jest inny ...wyjątkowy, i ma prawo wyrażać to kim jest. Tylko ty, jako obca mi persona, patrzysz się na mnie jakbyś chciał mnie zabić. Wzrokiem lodu i ściany zbudowanej z przedziwnych uprzedzeń. Nie zabraniam ci być sobą, proszę tylko byś pojął, że to stado nie pochwala nieuzasadnionej przemocy, zarówno w mowie, czynie jak i myśli. A moje odczucie jest inne, w twoim przypadku. - Mówiłem tonem spokojnym nie zawierającym gniewu. Po prostu wyjaśniałem, jak odebrałem jego wzrok i jego słowa. - Wiem jednak ...widzę, że zdarzyło się tu coś co może wzbudzać w tobie, nie tyle co złość ..a zazdrość, dlatego od razu cię poinformuję, że nie mamy tutaj zasady ,,władcy i haremu'' i nie interesują mnie sprawy prywatne, członków naszego stada. Nie musisz więc patrzeć się na mnie wzrokiem rywala. - Po grzecznym poinformowaniu lwa, o tym co siedziało w jego sercu, Demi przeszedł wzrokiem na Yaal, która prawiła mu historię, jaką doskonale znał, ze względu na to iż był jej częścią. - Khayaal , moja droga ...Zeusa nie było wiele tygodni ... w sumie to nigdy nie wrócił, a ja sam straciłem już wszelką nadzieję, że się odnajdzie. Po dziś dzień mam sny ...po dziś dzień, żałuję ... żałuję, że to nie ja wyruszyłem na wyprawę. Mam koszmary, traktowałem go jak brata, a więc nie mów mi co złego zrobiłem, i że łamie zasady. Co miałem czynić ... przyjąłem was, bo wybór mój dyktowany był sercem do stada, i obietnicą, którą złożyłem na barki mego brata...że nie pozwolę umrzeć dziedzictwu, jakiemu daliśmy dawien dawna początek, kiedy odchodził na wyprawę. Primum non nocere ... a stado było u skraju upadku. Postąpiłem słusznie, jednak gdyby Zeus tutaj był, to on decydowałby o waszym losie ...nie ja. Teraz zaś, ja zająłem jego miejsce i doceniam twoje starania, dlatego nie mam ci tego za złe. A nawet przepraszam że wypowiedziałem niektóre słowa w złym tonie. - Mowa tu była o zdaniu ,,nie mów mi co złego...'', które było wręcz głosem podniesionym na lwice, którego teraz stary lew żałował. Mimo wieku powinien mieć swój rozum i powinien potrafić panować nad emocjami, lepiej niż młodsi od niego. - Jednak proszę cię, abyś miała na uwadze moje zdanie, i to, że jestem obecny zarówno duchem jak i ciałem wśród członków stada. - Lekkim ruchem również skłoniłem się lwu, dając mu tym samym znać, żeby nie brał wszelkich wypowiedzianych przeze mnie słów do siebie. Ja też miałem prawo się mylić, jak i źle interpretować niektóre zjawiska i przejawy emocji. - Hordinie, nie jesteś tu niemile widzianym gościem ... jesteś członkiem stada wcielonym przez Yaal, a ja szanuję też jej wolę i nie każę ci odejść tylko dlatego, że wywarłeś na mnie dwojakie wrażenie. Nie jestem lwem oceniającym kogokolwiek po pierwszym wrażeniu i wyrabiającym sobie na tej podstawie permanentną ocenę. Każdy ma prawo do błędów ..nawet ja. Nie będę przed tobą również ukrywał faktu, że stado dźwiga się z kolan tylko dlatego, że jego członkowie walczą o nie całym sercem. Czasem w tej walce zatracamy granice kompetencji ...ale to nic złego, to nawet godne pochwały, gdyż prawdziwa miłość do stada i walka o jego siłę, stawia nas czasem w sytuacji gdzie zasady są jak kotwica. Jeżeli z wiarą i siłą wyrazisz chęć uczestniczenia w odbudowie tego stada ...w umocnieniu jego wartości i ideałów, wiedząc jednocześnie, że to trudna i długa droga, to nie będę widział przeciwwskazań, by uszanować i twoje chęci i nadać ci zaszczytniejszy tytuł niż adepta. Zrozum jednak iż stado to wielka rodzina, gdzie poszczególni członkowie muszą siebie szanować i być wobec siebie przyjaźni i wyrozumiali. Tylko w taki sposób możemy sprawnie działaś i być pewni, iż w walce z wrogiem, będziemy musieli pilnować tylko jego ruchów ... - Mówiłem oczywiście w przenośni, jak i w odniesieniu do przykładu. Wiarą było to, że lew zrozumie przekaz, iż siłą jest praca zespołowa, i wzajemne zaufanie ...a nie siła poszczególnych członków, którzy starają prześcigać się w pozycjach i osiągnięciach ... nie takim sposobem wznosiło się piramidy.


RE: Schronienie Khayaal - Hordian - 21-10-2012

Hordian słuchał wszystkiego w milczeniu. Jego postawa nie była popychana brakiem etykiety, bo czego jak czego, ale tego akurat nie można mu było odmówić.
- Wobec tego, to wszystko jest jednym wielkim nieporozumieniem - odezwał się, gdy Demi skończył mówić - Nikogo nie chcę zabić, moje myśli sa naprawdę dalekie od tego. Nie miałem na celu urażenia kogokolwiek. - Jasno niebieskie oczy nie zmieniły wyrazu. Właściwie to Hordian nie wiedział nawet, że w jakiś sposób jego spojrzenie może wydawać się bardzo nieprzyjemne... Cóż, najwyraźniej był już tak ponury, że inni zaczynali widzieć w nim mordercę.
Nie odpowiedział nic na temat tego czy mógł czuć się zazdrosny w obliczu tego co się stało. I właściwie skąd Demi to wiedział? Czy rzeczywiście dał mu to odczuć? Aż tak widoczne było to na jego pysku?
Jakby wiedziony tym, że jego myśli sa zbyt dobrze ukazywane w mimice, jego rysy ściągnęły się jeszcze bardziej, przez co wyglądał teraz jakby był szary... pusty, chłodny... nic więcej.
Co tyczyło się wstąpienia do stada... Hordian zbyt dobrze wiedział czym jest stado i jak wiele poświęcenia trzeba, by prężnie się rozwijało, a jego członkowie byli silni. On sam kiedyś miał pod skrzydłami kilkanaście istnień... niestety zawiódł.
- Powiedziałeś, że chcesz bym Ci o sobie opowiedział - głos samca podobnie jak cała postawa, był w brzmieniu pusty, choć gdzieś na granicy słychać było ten wielki ból jaki targał jego duszą, a który udało się Khayaal choć trochę uciszyć. Milczał długą chwilę patrząc gdzieś ponad głowę przywódcy, jakby zbierając się do podjęcia decyzji.
- nie chcę żyć przeszłością. - powiedział w końcu, przytomniej patrząc w oczy szarego lwa - jednak możesz być pewien, że zdaję siebie sprawę z tego, czym jest walka o dobrobyt stada. Wiem jak należy postępować... Jeżeli jednak chcesz abym z żarliwością teraz przysięgał, to tego nie zrobię, bowiem nie leży w mojej naturze rzucanie wielkich słów. Pozwól mi jednak pokazać swoje oddanie w czynach, bo te są przecież i tak dużo ważniejsze od jakichkolwiek zapewnień. Podkreślę jeszcze raz, że nie mam wobec nikogo wrogich zamiarów, a moja postawę... - na chwilę zmarszczył nos jakby w odrazie dla samego siebie - ... proszę o wyrozumiałość.
Pochylił głowę powtórnie, tym razem w geście prośby.