<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Król Lew PBF - Wątki prywatne]]></title>
		<link>//pbf.krollew.pl/</link>
		<description><![CDATA[Król Lew PBF - //pbf.krollew.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 29 Apr 2026 12:01:38 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Gorące źródła {Kamui, Mjoll, Bartolini i Kami}]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3150</link>
			<pubDate>Thu, 06 Sep 2018 18:23:44 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3150</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Dalsza część rozmowy z wlochatym potworem nad Goracym Źródłem.</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="https://pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=1180&amp;pid=137268#pid137268" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">&gt;&gt;Click&lt;&lt;</a></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Dalsza część rozmowy z wlochatym potworem nad Goracym Źródłem.</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><a href="https://pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=1180&amp;pid=137268#pid137268" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">&gt;&gt;Click&lt;&lt;</a></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Drugie pierwsze wrażenie (Baqiea i Manaia)]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3149</link>
			<pubDate>Thu, 06 Sep 2018 13:08:52 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3149</guid>
			<description><![CDATA[Nie żeby podważała zdanie cesarskiej pary, ale wciąż uważała, że pokładają zaufanie w niewłaściwych osobach. Otyłego mordercę odzianego w kości swych ofiar i nawijającego w nieznanym języku musiała tolerować ze względu na jego powiązania z cesarzem. Choć nie rozumiała jak Haki mógł być synem kogoś takiego, niestety nie miała w tej sprawie nic do powiedzenia. Kwestia hieny wyglądała jednak całkowicie inaczej. Po pierwsze przyjaźniła się z Tibem, a po drugie posługiwała się jego dziwną mową. Te kwestie, plus jej nagłe pojawienie się w legowisku cesarzowej sprawiały, że nie sprawiła na białej najlepszego wrażenia. Wiedząc jednak, że nie warto przekreślać nikogo wyłącznie z powodu pierwszego wrażenia, postanowiła poznać lepiej Baqieę i spróbować odnaleźć nić porozumienia. Na miejsce spotkania wybrała brzeg rzeki na Sawannie, gdzie można było zaznać odrobiny orzeźwienia w upalny dzień. Czekając na przybycie hieny, leżała nad rzeką i wpatrywała się w pojedyncze, wędrujące po niebie obłoki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie żeby podważała zdanie cesarskiej pary, ale wciąż uważała, że pokładają zaufanie w niewłaściwych osobach. Otyłego mordercę odzianego w kości swych ofiar i nawijającego w nieznanym języku musiała tolerować ze względu na jego powiązania z cesarzem. Choć nie rozumiała jak Haki mógł być synem kogoś takiego, niestety nie miała w tej sprawie nic do powiedzenia. Kwestia hieny wyglądała jednak całkowicie inaczej. Po pierwsze przyjaźniła się z Tibem, a po drugie posługiwała się jego dziwną mową. Te kwestie, plus jej nagłe pojawienie się w legowisku cesarzowej sprawiały, że nie sprawiła na białej najlepszego wrażenia. Wiedząc jednak, że nie warto przekreślać nikogo wyłącznie z powodu pierwszego wrażenia, postanowiła poznać lepiej Baqieę i spróbować odnaleźć nić porozumienia. Na miejsce spotkania wybrała brzeg rzeki na Sawannie, gdzie można było zaznać odrobiny orzeźwienia w upalny dzień. Czekając na przybycie hieny, leżała nad rzeką i wpatrywała się w pojedyncze, wędrujące po niebie obłoki.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jak brat z siostrą [Narie, Tamu]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3148</link>
			<pubDate>Tue, 04 Sep 2018 09:56:05 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3148</guid>
			<description><![CDATA[Powietrze było chłodne i rześkie. Na horyzoncie majaczyły pierwsze samotne promyki, powoli rozganiając panujący mrok. Gdzieś w oddali zaczynało być widać rzekę, sawannę i nieurodzajny pas ziemi. Zimna skała niemal parzyła delikatne łapy brązowej lwiczki. Za sobą słyszała oddechy brata, sióstr i mamy. A może to tylko wiatr? Odwróciła się, by spojrzeć na czarny wylot jaskini. Wyglądało na to, że nikt nie dostrzegł jej nieobecności. Nikt się nie obudził, jedynie ona witała świt. Szybko lecz cicho zeszła na dół, na trawę. Wiedziała, że nie powinna wychodzić bez pytania, ale nie chciała dłużej spać i nie chciała też budzić mamy. Poza tym nie zamierzała się oddalać. Po prostu chciała posiedzieć sobie w miejscu, gdzie nie będą jej odmarzały łapki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Powietrze było chłodne i rześkie. Na horyzoncie majaczyły pierwsze samotne promyki, powoli rozganiając panujący mrok. Gdzieś w oddali zaczynało być widać rzekę, sawannę i nieurodzajny pas ziemi. Zimna skała niemal parzyła delikatne łapy brązowej lwiczki. Za sobą słyszała oddechy brata, sióstr i mamy. A może to tylko wiatr? Odwróciła się, by spojrzeć na czarny wylot jaskini. Wyglądało na to, że nikt nie dostrzegł jej nieobecności. Nikt się nie obudził, jedynie ona witała świt. Szybko lecz cicho zeszła na dół, na trawę. Wiedziała, że nie powinna wychodzić bez pytania, ale nie chciała dłużej spać i nie chciała też budzić mamy. Poza tym nie zamierzała się oddalać. Po prostu chciała posiedzieć sobie w miejscu, gdzie nie będą jej odmarzały łapki.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dwa światy [Toja i Folami]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3135</link>
			<pubDate>Tue, 28 Aug 2018 09:18:40 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3135</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Łączka umiejscowiona pomiędzy lwioziemskim wąwozem, ognistym lasem, a księżycową polaną. </span></div>
<br />
<br />
Za stadny rewir wybyła bardzo chętnie. Nic jej tam nie potrafiło zatrzymać na dłużej, może i nie mogła się tam zbyt nudzić, bo zawsze jakichś pierdół zasłyszeć mogła. Księżyc jednak nie był jej światem, miała jakieś plany i niby były coraz bliższe zaliczenia to nadal nie mogła ich dosięgnąć ot tak. Potrzebowała czasu by zaaklimatyzować się w nowym prawdziwszym życiu i nieco wydorośleć. Samoocena młódki rosła z dnia na dzień, a z nią również jako tako duma, choć cały czas uważała, że stać ją na jeszcze więcej niż tylko prowadzenie stabilnego lwiego życia. Czuła pociąg do ziół i trucizn. To właśnie taki świat ją pociągał. <br />
Na trawiaste morze przybyła bez większego celu, właściwie to pogoń za impalą ją tu zwabiła i pewnie gdyby ta jej nie uciekła teraz Toja leżałaby w cieniu i odpoczywała po sytym posiłku. Ziewnęła szeroko i przymrużyła ślepia, słońce nieco ją zraziło. Cmoknęła niezadowolona i rozejrzała się po okolicy. Nie była na znanych terenach, bo w sumie mało ich było nie licząc dna dzisiejszego jeziora i kilku miejsc na ziemiach księżycowych. Siadła na zad i zaczęła kroić pazurem w ziemi.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Łączka umiejscowiona pomiędzy lwioziemskim wąwozem, ognistym lasem, a księżycową polaną. </span></div>
<br />
<br />
Za stadny rewir wybyła bardzo chętnie. Nic jej tam nie potrafiło zatrzymać na dłużej, może i nie mogła się tam zbyt nudzić, bo zawsze jakichś pierdół zasłyszeć mogła. Księżyc jednak nie był jej światem, miała jakieś plany i niby były coraz bliższe zaliczenia to nadal nie mogła ich dosięgnąć ot tak. Potrzebowała czasu by zaaklimatyzować się w nowym prawdziwszym życiu i nieco wydorośleć. Samoocena młódki rosła z dnia na dzień, a z nią również jako tako duma, choć cały czas uważała, że stać ją na jeszcze więcej niż tylko prowadzenie stabilnego lwiego życia. Czuła pociąg do ziół i trucizn. To właśnie taki świat ją pociągał. <br />
Na trawiaste morze przybyła bez większego celu, właściwie to pogoń za impalą ją tu zwabiła i pewnie gdyby ta jej nie uciekła teraz Toja leżałaby w cieniu i odpoczywała po sytym posiłku. Ziewnęła szeroko i przymrużyła ślepia, słońce nieco ją zraziło. Cmoknęła niezadowolona i rozejrzała się po okolicy. Nie była na znanych terenach, bo w sumie mało ich było nie licząc dna dzisiejszego jeziora i kilku miejsc na ziemiach księżycowych. Siadła na zad i zaczęła kroić pazurem w ziemi.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Medyk i Znachor (Vincent & Gunter)]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3134</link>
			<pubDate>Sun, 26 Aug 2018 15:51:19 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3134</guid>
			<description><![CDATA[Po dość długiej nieobecności, Vincent, jakby nieco przygaszony i zmęczony, przekroczył granicę Cesarstwa w akompaniamencie wschodzącego słońca i śpiewu porannych ptaków. W pysku dzierżył swoją torbę, niestety, bez ziół. Nic nie udało mu się znaleźć, albo - miał po prostu pecha.<br />
Był zły na siebie, że nie był w stanie ostatnimi czasy wypełniać swoich obowiązków stadnych tak, jak należy. Idąc tak z pochylonym łbem pomiędzy trawami sawanny kierował się w stronę Kilimandżaro, wbijając swoje czerwone ślepia w ścieżkę przed swoimi białymi łapami.<br />
Miał zamiar odnaleźć Hakiego i poważnie z nim porozmawiać. Miał w sobie mnóstwo pokory, tak więc gotów był na każdą formę kary, jeśli w ogóle Haki postanowi mu jakąś dać. Miał nadzieję, że nie zdenerwował Cesarza, ale z drugiej miał przeczucie, że sobie zasłużył...<br />
Idąc tak nie za bardzo rozglądał się na boki, tak więc nie widział nikogo innego poza sobą, tym bardziej, że szedł z pochylonym łbem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Po dość długiej nieobecności, Vincent, jakby nieco przygaszony i zmęczony, przekroczył granicę Cesarstwa w akompaniamencie wschodzącego słońca i śpiewu porannych ptaków. W pysku dzierżył swoją torbę, niestety, bez ziół. Nic nie udało mu się znaleźć, albo - miał po prostu pecha.<br />
Był zły na siebie, że nie był w stanie ostatnimi czasy wypełniać swoich obowiązków stadnych tak, jak należy. Idąc tak z pochylonym łbem pomiędzy trawami sawanny kierował się w stronę Kilimandżaro, wbijając swoje czerwone ślepia w ścieżkę przed swoimi białymi łapami.<br />
Miał zamiar odnaleźć Hakiego i poważnie z nim porozmawiać. Miał w sobie mnóstwo pokory, tak więc gotów był na każdą formę kary, jeśli w ogóle Haki postanowi mu jakąś dać. Miał nadzieję, że nie zdenerwował Cesarza, ale z drugiej miał przeczucie, że sobie zasłużył...<br />
Idąc tak nie za bardzo rozglądał się na boki, tak więc nie widział nikogo innego poza sobą, tym bardziej, że szedł z pochylonym łbem.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pięć pestek arbuza [Usian, Gunter]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3132</link>
			<pubDate>Fri, 24 Aug 2018 14:42:26 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3132</guid>
			<description><![CDATA[Droga, choć długa, minęła szybko w zajmującym towarzystwie. Znachor przyprowadził towarzysza pod próg swojej jaskini i pierwszy wszedł do środka. Po niedawnych porządkach wewnątrz panował względny ład, choć wprawne oko dostrzegłoby ślady wizyty poprzedniego gościa. Mimo że uprzątnął podłogę jaskini, gdzieniegdzie wciąż można było dostrzec pojedyncze, wyschnięte różane płatki i skrawki kości antylopy. Gunter szybko zgarnął je łapą w ciemny kąt, mając nadzieję, że czarny ich nie dostrzegł. Wokół jak zazwyczaj przewracały się także niemal niewidoczne dla oka pestki, będące efektem ubocznym nowego hobby znachora, jakim było przetwarzanie owoców. Przekonany, że w jaskini nie pozostały już żadne kompromitujące szczegóły, podszedł do jednej ze skał przy ścianie i położył na niej wyplątaną z grzywy miętę. Odłożywszy zioła na miejsce, usiadł wygodnie na ziemi i gestem zaprosił gościa, by zrobił to samo.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Droga, choć długa, minęła szybko w zajmującym towarzystwie. Znachor przyprowadził towarzysza pod próg swojej jaskini i pierwszy wszedł do środka. Po niedawnych porządkach wewnątrz panował względny ład, choć wprawne oko dostrzegłoby ślady wizyty poprzedniego gościa. Mimo że uprzątnął podłogę jaskini, gdzieniegdzie wciąż można było dostrzec pojedyncze, wyschnięte różane płatki i skrawki kości antylopy. Gunter szybko zgarnął je łapą w ciemny kąt, mając nadzieję, że czarny ich nie dostrzegł. Wokół jak zazwyczaj przewracały się także niemal niewidoczne dla oka pestki, będące efektem ubocznym nowego hobby znachora, jakim było przetwarzanie owoców. Przekonany, że w jaskini nie pozostały już żadne kompromitujące szczegóły, podszedł do jednej ze skał przy ścianie i położył na niej wyplątaną z grzywy miętę. Odłożywszy zioła na miejsce, usiadł wygodnie na ziemi i gestem zaprosił gościa, by zrobił to samo.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[W ucieczce przed upałem [ Tene, Tamu i Haki ]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3128</link>
			<pubDate>Thu, 16 Aug 2018 22:17:50 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3128</guid>
			<description><![CDATA[Haki poprowadził Tene i Tamu do jednej z jaskiń znajdujących się na Lwiej Skale. Co by dużo nie mówić, jaskinia jak to jaskinia, nie posiadała jakiś specjalnych udogodnień albo gadżetów i nie miała w sobie nic co zapierałoby dech w piersiach. Posiadała za to jedną istotną zaletę: panował w niej przyjemny chłodek i drapieżniki mogły schronić się w niej przed nieznośnym upałem. Jako pierwszy do jaskini wkroczył cesarz jednak przez cały czas poruszał się na tyle blisko Tene by w razie czego móc skutecznie zareagować w razie gdyby ta niespodziewanie opadła z sił. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Mam nadzieję, że Manaia trochę ci już o nas opowiedziała- </span>zagadał gdy zatrzymali się pod jedną ze ścian.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Nazywam się Haki- </span>brązowogrzywy przedstawił się, wykonując przy tym delikatne skinienie łbem<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- a to jest Tamu, mój syn- </span>rzekł wskazując wzrokiem na podrostka. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Mam nadzieję, że jakoś się dogadacie bo nie mam już dzisiaj siły na kolejne kłótnie- </span>zażartował, po czym ułożył się wygodnie pod ścianą, jednak w takiej odległości od Tene by ta mogła poczuć się w miarę swobodnie. Nie pomyślał o tym, żeby napomknąć o tym, że jest cesarzem bo myślał, że Manaia zdążyła już to zrobić. Zamiast tego lew wolał przejść do konkretów.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Pozwól, że zapytam co sprowadza Cię na tereny Cesarstwa Doliny?-</span> cesarz zeskanował lwicę badawczym spojrzeniem, jednak przez cały czas zachowywał wesoły wyraz. Oczywiście Shani powiedziała mu już o co chodzi, ale wolał usłyszeć to z ust samej zainteresowanej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Haki poprowadził Tene i Tamu do jednej z jaskiń znajdujących się na Lwiej Skale. Co by dużo nie mówić, jaskinia jak to jaskinia, nie posiadała jakiś specjalnych udogodnień albo gadżetów i nie miała w sobie nic co zapierałoby dech w piersiach. Posiadała za to jedną istotną zaletę: panował w niej przyjemny chłodek i drapieżniki mogły schronić się w niej przed nieznośnym upałem. Jako pierwszy do jaskini wkroczył cesarz jednak przez cały czas poruszał się na tyle blisko Tene by w razie czego móc skutecznie zareagować w razie gdyby ta niespodziewanie opadła z sił. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Mam nadzieję, że Manaia trochę ci już o nas opowiedziała- </span>zagadał gdy zatrzymali się pod jedną ze ścian.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Nazywam się Haki- </span>brązowogrzywy przedstawił się, wykonując przy tym delikatne skinienie łbem<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- a to jest Tamu, mój syn- </span>rzekł wskazując wzrokiem na podrostka. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Mam nadzieję, że jakoś się dogadacie bo nie mam już dzisiaj siły na kolejne kłótnie- </span>zażartował, po czym ułożył się wygodnie pod ścianą, jednak w takiej odległości od Tene by ta mogła poczuć się w miarę swobodnie. Nie pomyślał o tym, żeby napomknąć o tym, że jest cesarzem bo myślał, że Manaia zdążyła już to zrobić. Zamiast tego lew wolał przejść do konkretów.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">-Pozwól, że zapytam co sprowadza Cię na tereny Cesarstwa Doliny?-</span> cesarz zeskanował lwicę badawczym spojrzeniem, jednak przez cały czas zachowywał wesoły wyraz. Oczywiście Shani powiedziała mu już o co chodzi, ale wolał usłyszeć to z ust samej zainteresowanej.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Spacer po terenach Cesarstwa [Shani, Ua]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3125</link>
			<pubDate>Fri, 10 Aug 2018 13:22:28 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3125</guid>
			<description><![CDATA[Podrostek kierowała się w kierunku nieznanym jedynie żeby przejść się na spacerek, bo nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Nie lubiła siedzieć bezczynnie tym bardziej nic nie robić, dlatego postanowiła może zobaczyć inne miejsca stada cesarstwa o ile jeszcze takowe są czy istnieją na dobrą sprawę. Gdy zobaczyła na horyzoncie wodopój to chętnie skierowała swoje łapy w jego kierunku. Spojrzała się czy nie ma żadnego zagrożenia i odetchnęła z ulgą. Schyliła się lekko i zaczęła nabierać wodę delikatnie językiem. Po zgaszeniu pragnienia weszła do wody żeby ochłodzić się, a potem wyszła idąc do Cienia. Umyła swoje futerko i położyła się na trawie czuwając czy nikt nie idzie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Podrostek kierowała się w kierunku nieznanym jedynie żeby przejść się na spacerek, bo nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Nie lubiła siedzieć bezczynnie tym bardziej nic nie robić, dlatego postanowiła może zobaczyć inne miejsca stada cesarstwa o ile jeszcze takowe są czy istnieją na dobrą sprawę. Gdy zobaczyła na horyzoncie wodopój to chętnie skierowała swoje łapy w jego kierunku. Spojrzała się czy nie ma żadnego zagrożenia i odetchnęła z ulgą. Schyliła się lekko i zaczęła nabierać wodę delikatnie językiem. Po zgaszeniu pragnienia weszła do wody żeby ochłodzić się, a potem wyszła idąc do Cienia. Umyła swoje futerko i położyła się na trawie czuwając czy nikt nie idzie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[in Wonderland (Tamu i Vitini)]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3122</link>
			<pubDate>Tue, 07 Aug 2018 08:58:34 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3122</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Tył Lwiej Skały.</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Mały placyk porośnięty udeptaną trawą. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wkrótce po nerwowej wymianie zdań z Cesarzem była jednego pewna, nie był to typ lwa który jej imponował. Jego zachowanie można było określić jednym krótkim słowem. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pierdoła.- </span>Fuknęła pod noskiem. Jeszcze nie spotkała się z tym by władca stada unikał walki jak ognia. Jakim cudem w ogóle stał się Cesarzem? Głosząc te dyrdymały o przemyśleniu każdego ruchu? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dobry wojownik bez zastanowienia wiedział jak postępować, a to że Haki potrzebował dlugich minut na to by rozważyć wszystkie za i przeciw wskazywało na słabe doświadczenie..</span> Skrzywiła się jakby dali jej do zjedzenia cytrynę. Czy ona właśnie nie zacytowała słów trenera? Złapała się obiema łapkami za głowę, DOPADA JĄ DOROSŁOŚĆ! Padła na miękką trawę pleckami patrząc na niebo jak to chmurki leniwie płyną po błękicie. Już za kilka dni skończy rok, a to znaczy że w stadzie obchodziłaby wraz z rodzeństwem szczególne święto. Trochę tęskniła za domem, tam wszystko wydawało się jej mniej powalone, nikt nie traktował jej jak namolnego prusaka, może był to przywilej księżniczki. Chociaż jak pomyśli nad tym to ona nigdy nie traktowała gorzej nikogo z powodu pochodzenia.. wszystkim dokuczała równo.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Tył Lwiej Skały.</div>
<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Mały placyk porośnięty udeptaną trawą. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: left;" class="mycode_align">Wkrótce po nerwowej wymianie zdań z Cesarzem była jednego pewna, nie był to typ lwa który jej imponował. Jego zachowanie można było określić jednym krótkim słowem. - <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Pierdoła.- </span>Fuknęła pod noskiem. Jeszcze nie spotkała się z tym by władca stada unikał walki jak ognia. Jakim cudem w ogóle stał się Cesarzem? Głosząc te dyrdymały o przemyśleniu każdego ruchu? <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dobry wojownik bez zastanowienia wiedział jak postępować, a to że Haki potrzebował dlugich minut na to by rozważyć wszystkie za i przeciw wskazywało na słabe doświadczenie..</span> Skrzywiła się jakby dali jej do zjedzenia cytrynę. Czy ona właśnie nie zacytowała słów trenera? Złapała się obiema łapkami za głowę, DOPADA JĄ DOROSŁOŚĆ! Padła na miękką trawę pleckami patrząc na niebo jak to chmurki leniwie płyną po błękicie. Już za kilka dni skończy rok, a to znaczy że w stadzie obchodziłaby wraz z rodzeństwem szczególne święto. Trochę tęskniła za domem, tam wszystko wydawało się jej mniej powalone, nikt nie traktował jej jak namolnego prusaka, może był to przywilej księżniczki. Chociaż jak pomyśli nad tym to ona nigdy nie traktowała gorzej nikogo z powodu pochodzenia.. wszystkim dokuczała równo.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Znak dwojga [Tib, Usian]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3121</link>
			<pubDate>Tue, 07 Aug 2018 07:40:53 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3121</guid>
			<description><![CDATA[Nawet najlepszy plan mógł zostać zepsuty jeśli był wykonywany w pośpiechu. Dlatego Usian nigdy się nie spieszył. Cierpliwość jest ogromną cnotą. Utkanie odpowiednio skutecznej sieci zajmowało trochę czasu, ale tego akurat miał pod dostatkiem. W uzyskanych dotychczas informacjach najciekawszym punktem było Cesarstwo. Więc naturalnie stało się jego pierwszym celem obserwacji. Nie miał jeszcze zamiaru wkraczać na ich terytorium. Jeszcze nie teraz. Póki co ograniczył się do wnikliwego zwiadu w pobliżu ich granic. Festina lente. Patrzył i dostrzegał. Szedł powolnym, miarowym krokiem i rozglądał się wokoło. Zapamiętywał wszystko co tylko rzuciło mu się w oczy. Później to wszystko przefiltruje pod względem przydatności. To było naprawdę miłe uczucie, znowu trafić do funkcjonującego społeczeństwa. Zawsze żałował, że tak szybko jest z takich społeczeństw wyrzucany. Zwierzęta po prostu nie tolerowały jego obecności. Usian nie był zły, on zwyczajnie wykorzystywał szanse, których inni by się bali. W końcu dotarł do niewielkiego wodopoju. Poszarpany kształt świadczył o krasowej naturze zjawiska. Zresztą czarny dostrzegał drobinki wapienia unoszące się pod powierzchnią wody. Rzut okiem na ślady, upewnił go, że podstawowymi klientami tego miejsca są antylopy, acz zdarzają się i lwy. Miał oczywiście nadzieję na lwa. Antylopy są znacznie głupsze. Ugasił swoje pragnienie, usiadł na brzegu i zamknął oczy. Teraz wystarczyło czekać, jak zawsze zresztą. Jego życie składało się z wielkich planów, czystej akcji i godzin spędzonych na czekaniu. Ale myliłby się ten, kto twierdzi, że czekanie równoznaczne jest z nudą. Wręcz przeciwnie czekanie to doskonała okazja, zeby myśleć. A w kwestii myślenia był prawdziwym specjalistą. <br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> </span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Una volta che avrai, spiccato il volo, deciderai sguardo verso il ciel </span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">saprai, li a casa il cuore sentirai... - </span></span>Zanucił, lekko machając łapą do rytmu. Muzyka była jego słabością, ale jeśli miał być szczery jedyną słabością. Odkąd jako młodzieniec usłyszał pierwsze takty wygrywane przez orkiestrę mandryli na bambusach, pustych kokosach i wydrążonych kościach, zakochał się w melodiach. Było to jedyne miejsce gdzie jego rozsądek i pragmatyzm zawodził, ale był gotów na takie poświęcenie. Kiedy odwiedzał nowe krainy, poza wiedzą i władzą poszukiwał także muzyki. Może i tu coś znajdzie...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nawet najlepszy plan mógł zostać zepsuty jeśli był wykonywany w pośpiechu. Dlatego Usian nigdy się nie spieszył. Cierpliwość jest ogromną cnotą. Utkanie odpowiednio skutecznej sieci zajmowało trochę czasu, ale tego akurat miał pod dostatkiem. W uzyskanych dotychczas informacjach najciekawszym punktem było Cesarstwo. Więc naturalnie stało się jego pierwszym celem obserwacji. Nie miał jeszcze zamiaru wkraczać na ich terytorium. Jeszcze nie teraz. Póki co ograniczył się do wnikliwego zwiadu w pobliżu ich granic. Festina lente. Patrzył i dostrzegał. Szedł powolnym, miarowym krokiem i rozglądał się wokoło. Zapamiętywał wszystko co tylko rzuciło mu się w oczy. Później to wszystko przefiltruje pod względem przydatności. To było naprawdę miłe uczucie, znowu trafić do funkcjonującego społeczeństwa. Zawsze żałował, że tak szybko jest z takich społeczeństw wyrzucany. Zwierzęta po prostu nie tolerowały jego obecności. Usian nie był zły, on zwyczajnie wykorzystywał szanse, których inni by się bali. W końcu dotarł do niewielkiego wodopoju. Poszarpany kształt świadczył o krasowej naturze zjawiska. Zresztą czarny dostrzegał drobinki wapienia unoszące się pod powierzchnią wody. Rzut okiem na ślady, upewnił go, że podstawowymi klientami tego miejsca są antylopy, acz zdarzają się i lwy. Miał oczywiście nadzieję na lwa. Antylopy są znacznie głupsze. Ugasił swoje pragnienie, usiadł na brzegu i zamknął oczy. Teraz wystarczyło czekać, jak zawsze zresztą. Jego życie składało się z wielkich planów, czystej akcji i godzin spędzonych na czekaniu. Ale myliłby się ten, kto twierdzi, że czekanie równoznaczne jest z nudą. Wręcz przeciwnie czekanie to doskonała okazja, zeby myśleć. A w kwestii myślenia był prawdziwym specjalistą. <br />
-<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"> </span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Una volta che avrai, spiccato il volo, deciderai sguardo verso il ciel </span></span><span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">saprai, li a casa il cuore sentirai... - </span></span>Zanucił, lekko machając łapą do rytmu. Muzyka była jego słabością, ale jeśli miał być szczery jedyną słabością. Odkąd jako młodzieniec usłyszał pierwsze takty wygrywane przez orkiestrę mandryli na bambusach, pustych kokosach i wydrążonych kościach, zakochał się w melodiach. Było to jedyne miejsce gdzie jego rozsądek i pragmatyzm zawodził, ale był gotów na takie poświęcenie. Kiedy odwiedzał nowe krainy, poza wiedzą i władzą poszukiwał także muzyki. Może i tu coś znajdzie...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Raz w słońcu, raz w cieniu [Haki, Irma]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3120</link>
			<pubDate>Tue, 07 Aug 2018 00:35:24 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3120</guid>
			<description><![CDATA[Słońce górowało już wysoko na niebie, przez co okropnie grzało, a Irma po małym wygrzewaniu się w jego promieniach, nie wyściubiała teraz nosa z cienia, wylegując się pod drzewem i majacząc o tym że było jej za ciepło i jest wciąż samotna. Spędziła tak cały dzień, w końcu musiała sobie zrobić jakąś przerwę w zbyt wykańczających wędrówkach. <br />
Dopiero kiedy zbliżał się wieczór powlekła się poszukać czegoś do jedzenia, to jedyne co zachęciło ją w ogóle do wstania. I już marnie widziała to całe polowanie. Udało jej się spłoszyć zwierzynę, a dopiero co ją dostrzegła i już prawie przystąpiła do skradania, jak to możliwe że z tak daleka to kopytne stworzenie ją zauważyło? Przecież była wyjątkowo cicho, a no tak, ono w przeciwieństwie do niej miało jeszcze węch, a propo zapachów, mogła ich nie czuć, ale widziała stan swojego futra - znowu brudne, a jeszcze wczoraj je myła. Akurat w dbaniu o czystość nie zamierzała się obijać, jak to świadczy o lwicy? Westchnęła, przeszła kilka metrów dalej, szukając jakiegoś cienia, nie mogła wiedzieć, nie czując tych wszystkich lwich zapachów, iż przekroczyła właśnie granice jednego ze stad. Przysiadła przy którymś z drzew, opierając się o jego pień i biorąc się za dokładne wylizywanie własnego futra.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Słońce górowało już wysoko na niebie, przez co okropnie grzało, a Irma po małym wygrzewaniu się w jego promieniach, nie wyściubiała teraz nosa z cienia, wylegując się pod drzewem i majacząc o tym że było jej za ciepło i jest wciąż samotna. Spędziła tak cały dzień, w końcu musiała sobie zrobić jakąś przerwę w zbyt wykańczających wędrówkach. <br />
Dopiero kiedy zbliżał się wieczór powlekła się poszukać czegoś do jedzenia, to jedyne co zachęciło ją w ogóle do wstania. I już marnie widziała to całe polowanie. Udało jej się spłoszyć zwierzynę, a dopiero co ją dostrzegła i już prawie przystąpiła do skradania, jak to możliwe że z tak daleka to kopytne stworzenie ją zauważyło? Przecież była wyjątkowo cicho, a no tak, ono w przeciwieństwie do niej miało jeszcze węch, a propo zapachów, mogła ich nie czuć, ale widziała stan swojego futra - znowu brudne, a jeszcze wczoraj je myła. Akurat w dbaniu o czystość nie zamierzała się obijać, jak to świadczy o lwicy? Westchnęła, przeszła kilka metrów dalej, szukając jakiegoś cienia, nie mogła wiedzieć, nie czując tych wszystkich lwich zapachów, iż przekroczyła właśnie granice jednego ze stad. Przysiadła przy którymś z drzew, opierając się o jego pień i biorąc się za dokładne wylizywanie własnego futra.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Gdzieś podziała się marula?]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3114</link>
			<pubDate>Fri, 03 Aug 2018 16:53:14 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3114</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Okolice północnej granicy doliny spokoju, jeden z brzegów rzeki Fuego, całkiem przyjemny poranek, ani to zbyt gorący, ani zbyt zimny. Po niebie płyną leniwie chmury, na szczęście jeszcze nie pada i nawet się na to nie zanosi.</div>
<br />
I to wielkie szczęście, bo starczyło już że ziemia po powodzi zamieniła się w jedno wciąż ciamkające pod łapami błocko, tereny przy rzece wciąż nawiedzała zwierzyna mieszając tą breje jak ciasto na czekoladową babkę wyżerając to czego poprzednia grupa nie zdołała zadeptać, przez to też trawy i trzcina nie zdołały pochłonąć sawanny. Dobrze to bo wędrujący lew nie tonął w zieleni, ale też źle bo był widoczny i brodził w błocie po łokcie niekiedy. Ale tam musiałby być mieczakiem, by przejąć się takim szczegółem..albo też miec jakieś natrętne fobie. <br />
Przystanął pod drzewami i zadarł łeb, wykrzywiając wargi w grymasie, gdy nie zobaczył pośród zielonych liści tego czego szukał, był pewien że po drodze kiedyś je widział? A może to nie ta rzeka? <br />
Stracił cały poranek na szukanie maruli i nic, przepadła jak..marula w kompot. A chciał zrobić mały prezent Peryklesowi. Porażka. <br />
Pokręcił łbem i zrezygnowany zawrócił do oczka wodnego, które minął po drodze by wziąć kilka łyków wody, zanim jednak pochylił łeb rozejrzał się po okolicy, żadnych krokodyli? Bawołów? Słoni? Inny porytych lwów? Nic z powyższych droga czysta! Liznął tafle mącąc ją, aż w pewnej chwili parę ślepi samca przykuł widok prącego po dnie kamienia, ostatni łyk ulał mu się z pyska, a co to takiego? Wyprostował się i kamyk zastygł w bezruchu. Przecież dobrze widział. Bez dłuższego kontemplowania dziwu wpakował łeb pid wodę i złapał małża, wypluł na brzeg otrząsając się potem z wody.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align">Okolice północnej granicy doliny spokoju, jeden z brzegów rzeki Fuego, całkiem przyjemny poranek, ani to zbyt gorący, ani zbyt zimny. Po niebie płyną leniwie chmury, na szczęście jeszcze nie pada i nawet się na to nie zanosi.</div>
<br />
I to wielkie szczęście, bo starczyło już że ziemia po powodzi zamieniła się w jedno wciąż ciamkające pod łapami błocko, tereny przy rzece wciąż nawiedzała zwierzyna mieszając tą breje jak ciasto na czekoladową babkę wyżerając to czego poprzednia grupa nie zdołała zadeptać, przez to też trawy i trzcina nie zdołały pochłonąć sawanny. Dobrze to bo wędrujący lew nie tonął w zieleni, ale też źle bo był widoczny i brodził w błocie po łokcie niekiedy. Ale tam musiałby być mieczakiem, by przejąć się takim szczegółem..albo też miec jakieś natrętne fobie. <br />
Przystanął pod drzewami i zadarł łeb, wykrzywiając wargi w grymasie, gdy nie zobaczył pośród zielonych liści tego czego szukał, był pewien że po drodze kiedyś je widział? A może to nie ta rzeka? <br />
Stracił cały poranek na szukanie maruli i nic, przepadła jak..marula w kompot. A chciał zrobić mały prezent Peryklesowi. Porażka. <br />
Pokręcił łbem i zrezygnowany zawrócił do oczka wodnego, które minął po drodze by wziąć kilka łyków wody, zanim jednak pochylił łeb rozejrzał się po okolicy, żadnych krokodyli? Bawołów? Słoni? Inny porytych lwów? Nic z powyższych droga czysta! Liznął tafle mącąc ją, aż w pewnej chwili parę ślepi samca przykuł widok prącego po dnie kamienia, ostatni łyk ulał mu się z pyska, a co to takiego? Wyprostował się i kamyk zastygł w bezruchu. Przecież dobrze widział. Bez dłuższego kontemplowania dziwu wpakował łeb pid wodę i złapał małża, wypluł na brzeg otrząsając się potem z wody.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[O leczeniu trochę inaczej...]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3112</link>
			<pubDate>Thu, 02 Aug 2018 21:55:41 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3112</guid>
			<description><![CDATA[Pomysł na przedyskutowanie chodzących mu po głowie pomysłów z Gunterem nawiedził go dosłownie chwilę po tym, jak po raz pierwszy ujrzał go na własne oczy. Co nieco słyszał już o nim od Hakiego, ale miał wrażenie, że te historie nie oddawały w pełni niuansów jego osobliwości.<br />
A on od jakiegoś już czasu potrzebował medyka. To znaczy ich stadny medyk był jak najbardziej kompetentny, ale jemu nie chodziło o konsultacje w kwestii zdrowia. A już na pewno nie swojego zdrowia. I tu wychodził na jaw pewna problematyczna cecha Vincenta - lew był nieuleczalnym pacyfistą.<br />
Zaś Gunter wyglądał na takiego, który doceni morderczy geniusz nowoczesnej myśli technologicznej stojącej za jego koncepcjami. I pewnie dorzuci jeszcze coś od siebie, dla uskutecznienia działania tych <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wunderwaffe</span>.<br />
Taak, dziwny język Hakiego posiadał jednak kilka pożytecznych określeń i zwrotów. Ale i tak był paskudny. <br />
Tak więc w efekcie siedział tu, na niewielkim płaskowyżu z jaskinią, przylegającym do stoku Kilimandżaro, oczekując na pojawienie się znachora. Najchętniej wszedłby już do środka, ale w tedy lew mógłby przeoczyć to miejsce, a do tego nie chciał dopuścić.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Pomysł na przedyskutowanie chodzących mu po głowie pomysłów z Gunterem nawiedził go dosłownie chwilę po tym, jak po raz pierwszy ujrzał go na własne oczy. Co nieco słyszał już o nim od Hakiego, ale miał wrażenie, że te historie nie oddawały w pełni niuansów jego osobliwości.<br />
A on od jakiegoś już czasu potrzebował medyka. To znaczy ich stadny medyk był jak najbardziej kompetentny, ale jemu nie chodziło o konsultacje w kwestii zdrowia. A już na pewno nie swojego zdrowia. I tu wychodził na jaw pewna problematyczna cecha Vincenta - lew był nieuleczalnym pacyfistą.<br />
Zaś Gunter wyglądał na takiego, który doceni morderczy geniusz nowoczesnej myśli technologicznej stojącej za jego koncepcjami. I pewnie dorzuci jeszcze coś od siebie, dla uskutecznienia działania tych <span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Wunderwaffe</span>.<br />
Taak, dziwny język Hakiego posiadał jednak kilka pożytecznych określeń i zwrotów. Ale i tak był paskudny. <br />
Tak więc w efekcie siedział tu, na niewielkim płaskowyżu z jaskinią, przylegającym do stoku Kilimandżaro, oczekując na pojawienie się znachora. Najchętniej wszedłby już do środka, ale w tedy lew mógłby przeoczyć to miejsce, a do tego nie chciał dopuścić.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Akademia pana Guntera (Cecezelela, Jester, Gunter)]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3111</link>
			<pubDate>Thu, 02 Aug 2018 19:27:57 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3111</guid>
			<description><![CDATA[Dom, ten ukochany dom był coraz bliżej. Wyjdzie sobie lew na chwilę na poranny spacerek a tu spływy rzekami, niespodziewane porody, spotkania rodzinne, bezsensowne kłótnie, podrzucone dzieci i od groma przygód o które wcale się nie prosił. A chciał tylko zjeść ślimaka. Czy aż tak wiele wymagał od życia? Rozmyślał tak, leżąc nad rzeką i czając się na mięczaki. Zważywszy na ostatni wypadek trzymał się ostrożnie o kilka kroków od brzegu i poprzysiągł sobie żadnego więcej biegania i skakania nad wodą. Pod jego łapami skrzętnie uwijały się mrówki. Te małe stworzonka zawsze go fascynowały. Ciągle zapracowane i pochłonięte swoimi tajemniczymi sprawkami, mieszkały pod ziemią ukryte przed słońcem, budując tam swoje tycie konstrukcje.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">One coś knują…</span> – wysnuł przypuszczenie, obserwując owady z nosem przytkniętym do ziemi.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dom, ten ukochany dom był coraz bliżej. Wyjdzie sobie lew na chwilę na poranny spacerek a tu spływy rzekami, niespodziewane porody, spotkania rodzinne, bezsensowne kłótnie, podrzucone dzieci i od groma przygód o które wcale się nie prosił. A chciał tylko zjeść ślimaka. Czy aż tak wiele wymagał od życia? Rozmyślał tak, leżąc nad rzeką i czając się na mięczaki. Zważywszy na ostatni wypadek trzymał się ostrożnie o kilka kroków od brzegu i poprzysiągł sobie żadnego więcej biegania i skakania nad wodą. Pod jego łapami skrzętnie uwijały się mrówki. Te małe stworzonka zawsze go fascynowały. Ciągle zapracowane i pochłonięte swoimi tajemniczymi sprawkami, mieszkały pod ziemią ukryte przed słońcem, budując tam swoje tycie konstrukcje.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">One coś knują…</span> – wysnuł przypuszczenie, obserwując owady z nosem przytkniętym do ziemi.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pozory mylą [Gunter i Tamu]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3106</link>
			<pubDate>Thu, 02 Aug 2018 07:12:23 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3106</guid>
			<description><![CDATA[Tamu rozkoszował się pięknym dniem w okolicach Lwiej Skały. Nie miał za bardzo nic do roboty, więc po prostu szwędał się z miejsca na miejsce. Był pozbawiony zmartwień, a wszystkie problemy jakoś odeszły w dal. Rzadko kiedy czuł się aż tak wolny od trosk, więc postanowił to jakoś wykorzystać. Wdrapał się jedną z pobliskich skał i rozejrzał się dumnie po okolicy, która przez ten czas stała się jego domem. Gdyby umiał ryczeć, pewnie ze szczęścia by to zrobił. Ale jak powszechnie wiadomo jego ryk trudno było w ogóle zaklasyfikować jako dźwięk. Nawet ten fakt nie zmącił jego dobrego humoru. Zaczął natomiast śpiewać. Na całe gardło i z szerokim uśmiechem na pysku. Ciężko było nawet określić co śpiewał był to raczej zbiór dobrze brzmiącego bełkotu. Coś jakbyś próbował śpiewać w obycm języku znając tylko parę słów. Dla Tamu liczyło się jednak tylko to, że melodia była skoczna i wesoła. Lewek zwykle był bardzo poważny, rozsądny (albo jak nazywała go Jester nudny) i spokojny, ale każdy potrzebuje odrobiny przerwy. Stał więc na skale i śpiewał, tak że wszyscy w okolicy mogliby uznać, że postradał zmysły.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tamu rozkoszował się pięknym dniem w okolicach Lwiej Skały. Nie miał za bardzo nic do roboty, więc po prostu szwędał się z miejsca na miejsce. Był pozbawiony zmartwień, a wszystkie problemy jakoś odeszły w dal. Rzadko kiedy czuł się aż tak wolny od trosk, więc postanowił to jakoś wykorzystać. Wdrapał się jedną z pobliskich skał i rozejrzał się dumnie po okolicy, która przez ten czas stała się jego domem. Gdyby umiał ryczeć, pewnie ze szczęścia by to zrobił. Ale jak powszechnie wiadomo jego ryk trudno było w ogóle zaklasyfikować jako dźwięk. Nawet ten fakt nie zmącił jego dobrego humoru. Zaczął natomiast śpiewać. Na całe gardło i z szerokim uśmiechem na pysku. Ciężko było nawet określić co śpiewał był to raczej zbiór dobrze brzmiącego bełkotu. Coś jakbyś próbował śpiewać w obycm języku znając tylko parę słów. Dla Tamu liczyło się jednak tylko to, że melodia była skoczna i wesoła. Lewek zwykle był bardzo poważny, rozsądny (albo jak nazywała go Jester nudny) i spokojny, ale każdy potrzebuje odrobiny przerwy. Stał więc na skale i śpiewał, tak że wszyscy w okolicy mogliby uznać, że postradał zmysły.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[My name is... bułka tarta z fasolką?[Cecezelela i Shani]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3103</link>
			<pubDate>Sat, 28 Jul 2018 19:45:18 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3103</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Akcja dzieje się gdzieś po powodzi, koło Lwiej skały na granicy z sawanną.</span><br />
<br />
Cec szedł spokojnie lekko wymachując ogonem. Był dziś w wyjątkowo dobrym humorze, choć w sumie nie miał bladego pojęcia gdzie idzie. Odłączyła go od siostry ta powódź, ale Cec stwierdził, że teraz przynajmniej pozwiedza krainę. Z tego co mu się wydawało był na terenie jakiegoś stada, ale był tylko na chwilę, miał więc nadzieje, że nikogo nie spotka. W tle widział lwią skałę. Słyszał od mamy, że jest majestatyczna, ale jemu wydała sie taka sobie. Wieeeelki głaz. Przysiadł na chwilę znajdując trochę cienia. Nie było co prawda upalnie, ale łapy bolały go już od tego łażenia. Posiedzi chwilę i pójdzie dalej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Akcja dzieje się gdzieś po powodzi, koło Lwiej skały na granicy z sawanną.</span><br />
<br />
Cec szedł spokojnie lekko wymachując ogonem. Był dziś w wyjątkowo dobrym humorze, choć w sumie nie miał bladego pojęcia gdzie idzie. Odłączyła go od siostry ta powódź, ale Cec stwierdził, że teraz przynajmniej pozwiedza krainę. Z tego co mu się wydawało był na terenie jakiegoś stada, ale był tylko na chwilę, miał więc nadzieje, że nikogo nie spotka. W tle widział lwią skałę. Słyszał od mamy, że jest majestatyczna, ale jemu wydała sie taka sobie. Wieeeelki głaz. Przysiadł na chwilę znajdując trochę cienia. Nie było co prawda upalnie, ale łapy bolały go już od tego łażenia. Posiedzi chwilę i pójdzie dalej.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wodopój na Lwiej Ziemi [Folami i Helios]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3102</link>
			<pubDate>Sat, 28 Jul 2018 13:46:21 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3102</guid>
			<description><![CDATA[Szarawa przybyła tu z jasnym celem zaspokojenia pragnienia. Po drodze rozglądała się to tu to tam, by zapamiętać jak najwięcej i jak najlepiej zapoznać się z otaczającymi ją terenami na których żyje. Woda była coraz bliżej, a wraz z nią nadciągały pytania co dalej, co teraz począć i gdzie się udać. Odpowiedzi na żadne z nich nie była w stanie poznać, kierowała się głównie instynktem, który był popędzany przez chęć przetrwania i niejakiego wyczekania w zdrowiu na rodzinę. Liczyła, że ta w końcu wcześniej albo później wróci tak jak to obiecała jej matka. Dwuogoniasta schyliła się nad wodą i wzięła kilka łapczywych łyków, chłodząc się i zaspokajając pragnienie. Obserwowała brzeg, by żadne z zwierząt nie przypuściło na nią ataku w momencie, w którym nie była gotowa na obronę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Szarawa przybyła tu z jasnym celem zaspokojenia pragnienia. Po drodze rozglądała się to tu to tam, by zapamiętać jak najwięcej i jak najlepiej zapoznać się z otaczającymi ją terenami na których żyje. Woda była coraz bliżej, a wraz z nią nadciągały pytania co dalej, co teraz począć i gdzie się udać. Odpowiedzi na żadne z nich nie była w stanie poznać, kierowała się głównie instynktem, który był popędzany przez chęć przetrwania i niejakiego wyczekania w zdrowiu na rodzinę. Liczyła, że ta w końcu wcześniej albo później wróci tak jak to obiecała jej matka. Dwuogoniasta schyliła się nad wodą i wzięła kilka łapczywych łyków, chłodząc się i zaspokajając pragnienie. Obserwowała brzeg, by żadne z zwierząt nie przypuściło na nią ataku w momencie, w którym nie była gotowa na obronę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Granice Cesarstwa Doliny [Helios i Tamu]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3101</link>
			<pubDate>Sat, 28 Jul 2018 10:18:49 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3101</guid>
			<description><![CDATA[Helios w końcu wrócił do krainy gdzie urodził się, a dokładniej na Lwiej Ziemi. Wszystkie wspomnienia rozsypały się przed oczami młodego dorosłego lwa. Nie mógł w to uwierzyć, że trochę czasu minęło od tamtych sytuacji które kiedyś przerosły ale w końcu pozbierał się na równe nogi. Po kilku minutach zdawał sobie sprawy z jednej rzeczy, że ma misję znalezc swojego rodzonego syna Tamu. Pamiętał że jedna z lwic która znała jego byłą wybrankę serca podała informacje o potomku. W dodatku zaciekawiony był trochę jak ten samiec wychował nie swoje dziecko. Jeśli zle go traktował to chętnie stoczy z nim walkę dając mu popalić, pokazując gdzie jest jego miejsce. Podczas wędrówki dotarł na granice czyjegoś stada bo z daleka zauważył lwią skałę ale nikogo tam nie poznawał czyżby coś się zmieniło. Odwrócił wzrok widząc mały wodopój do którego przyszedł chcąc się napić bo było strasznie gorąco, a pragnienie go dobijało w każdej minucie. Gdy skierował swoje łapy do miejsca to nachylił się popijając wodę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Helios w końcu wrócił do krainy gdzie urodził się, a dokładniej na Lwiej Ziemi. Wszystkie wspomnienia rozsypały się przed oczami młodego dorosłego lwa. Nie mógł w to uwierzyć, że trochę czasu minęło od tamtych sytuacji które kiedyś przerosły ale w końcu pozbierał się na równe nogi. Po kilku minutach zdawał sobie sprawy z jednej rzeczy, że ma misję znalezc swojego rodzonego syna Tamu. Pamiętał że jedna z lwic która znała jego byłą wybrankę serca podała informacje o potomku. W dodatku zaciekawiony był trochę jak ten samiec wychował nie swoje dziecko. Jeśli zle go traktował to chętnie stoczy z nim walkę dając mu popalić, pokazując gdzie jest jego miejsce. Podczas wędrówki dotarł na granice czyjegoś stada bo z daleka zauważył lwią skałę ale nikogo tam nie poznawał czyżby coś się zmieniło. Odwrócił wzrok widząc mały wodopój do którego przyszedł chcąc się napić bo było strasznie gorąco, a pragnienie go dobijało w każdej minucie. Gdy skierował swoje łapy do miejsca to nachylił się popijając wodę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kości wszędzie kości [Shani, Toja]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3100</link>
			<pubDate>Fri, 27 Jul 2018 19:49:46 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3100</guid>
			<description><![CDATA[Lwiczka chcąc zwiedzić świat skierowała swoje łapy w kierunku cmentarzyska słoni chcąc, zobaczyć nieurodzajne tereny które niby należały do jakiegoś stada. Nie wiedziała do końca jakiego, ale pewnie tego złego i niefajnego pomyślała sobie przez chwilę. Gdy znalazła drogę ze skarpy zeszła na dół spoglądając na szkielet słonia, który pewniee bardzo długi czas leży widząc po kolorze jego. Spokojnie oddychała aż poczuła niedaleko siarkę aż cuchniało śmiercią i mrokiem aż zdgnęła mając ciarki w okolicach łapek oraz nie tylko. Wskoczyła na kość słoniową i zaczynała obserwować sobie okolice robiąc głupią minę.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">- Ale tu cholernie strasznie -</span></span> rzekła cichutko do siebie, dobrze że nie ma cioci Vari bo pewnie by ją zbiła na miejscu lub gorzej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Lwiczka chcąc zwiedzić świat skierowała swoje łapy w kierunku cmentarzyska słoni chcąc, zobaczyć nieurodzajne tereny które niby należały do jakiegoś stada. Nie wiedziała do końca jakiego, ale pewnie tego złego i niefajnego pomyślała sobie przez chwilę. Gdy znalazła drogę ze skarpy zeszła na dół spoglądając na szkielet słonia, który pewniee bardzo długi czas leży widząc po kolorze jego. Spokojnie oddychała aż poczuła niedaleko siarkę aż cuchniało śmiercią i mrokiem aż zdgnęła mając ciarki w okolicach łapek oraz nie tylko. Wskoczyła na kość słoniową i zaczynała obserwować sobie okolice robiąc głupią minę.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">- Ale tu cholernie strasznie -</span></span> rzekła cichutko do siebie, dobrze że nie ma cioci Vari bo pewnie by ją zbiła na miejscu lub gorzej.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Granica znanego [Taka, Tamu]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3099</link>
			<pubDate>Fri, 27 Jul 2018 10:14:48 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3099</guid>
			<description><![CDATA[Tamu jeszcze nigdy się tak daleko nie zapuścił. W sumie nie wiedział nawet jak tu trafił, zwiedzał po prostu tereny Cesarstwa poznając nowe zakamarki swojego nowego domu. Z tego co mu mówiono za wzgórzami widocznymi tuż przed nimi ziemie stada się kończyły. Wyglądało na to, że dotarł do granicy. Nie miał zamiaru iść dalej. Wiedział, że niektóre lwiątka nie zastanawiając się poszły by dalej, ale nie on. Dla niego przebywanie na terenach stada było gwarancją bezpieczeństwa. Być może była to gwarancja czysto iluzoryczna, ale przynajmniej uspokajała jego paranoję. Wspiął się na jedno ze wzgórz i rozejrzał po okolicy. Było tu naprawdę ładnie. Nagle zorientował się, że ta krajoznawcza wycieczka nieco go zmęczyła. Położył się więc wśród traw i zaczął obserwować przelatujące chmury, ostanimi czasy robił to coraz częściej. Te puchate obłoki tworzyły czasem niesamowite kształty.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tamu jeszcze nigdy się tak daleko nie zapuścił. W sumie nie wiedział nawet jak tu trafił, zwiedzał po prostu tereny Cesarstwa poznając nowe zakamarki swojego nowego domu. Z tego co mu mówiono za wzgórzami widocznymi tuż przed nimi ziemie stada się kończyły. Wyglądało na to, że dotarł do granicy. Nie miał zamiaru iść dalej. Wiedział, że niektóre lwiątka nie zastanawiając się poszły by dalej, ale nie on. Dla niego przebywanie na terenach stada było gwarancją bezpieczeństwa. Być może była to gwarancja czysto iluzoryczna, ale przynajmniej uspokajała jego paranoję. Wspiął się na jedno ze wzgórz i rozejrzał po okolicy. Było tu naprawdę ładnie. Nagle zorientował się, że ta krajoznawcza wycieczka nieco go zmęczyła. Położył się więc wśród traw i zaczął obserwować przelatujące chmury, ostanimi czasy robił to coraz częściej. Te puchate obłoki tworzyły czasem niesamowite kształty.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>