<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Król Lew PBF - Wątki zakończone]]></title>
		<link>//pbf.krollew.pl/</link>
		<description><![CDATA[Król Lew PBF - //pbf.krollew.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 29 Apr 2026 11:53:20 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Niespodziewany obieg akcji [Helios, Haki]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3119</link>
			<pubDate>Mon, 06 Aug 2018 22:33:41 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3119</guid>
			<description><![CDATA[Po spotkaniu ze swoim synem zastanawiał się nad dojściem do stada Cesarstwa doliny, nie robiąc tylko dla siebie ale też chcąc być blisko swojego pierwotnego syna. Nie podarowałby tego, że po odnalezieniu jego, od razu z miejsca by odszedł w zapomnienie. Wiedział co się stało z Dalają, ale nie pozwoliłby na stratę ich dziecka. Gdy wrócił na granicę stada obserwował czy nie ma strażnika ziem chcąc zagadać o dołączenie. Skwar nie dawało mu ulgi, a raczej dyskomfort dlatego zbliżył się bardziej do granicy chcąc schować za koronami drzew chcąc poczuć cień na cielsku. Usiadł przez dany moment.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Po spotkaniu ze swoim synem zastanawiał się nad dojściem do stada Cesarstwa doliny, nie robiąc tylko dla siebie ale też chcąc być blisko swojego pierwotnego syna. Nie podarowałby tego, że po odnalezieniu jego, od razu z miejsca by odszedł w zapomnienie. Wiedział co się stało z Dalają, ale nie pozwoliłby na stratę ich dziecka. Gdy wrócił na granicę stada obserwował czy nie ma strażnika ziem chcąc zagadać o dołączenie. Skwar nie dawało mu ulgi, a raczej dyskomfort dlatego zbliżył się bardziej do granicy chcąc schować za koronami drzew chcąc poczuć cień na cielsku. Usiadł przez dany moment.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Powrót do domu [Shani, Vari]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3092</link>
			<pubDate>Mon, 23 Jul 2018 19:12:02 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3092</guid>
			<description><![CDATA[Shani cały czas szła przez drogę widząc lasy i inne tereny aż dotarła do miejsca gdzie urodziła się na tych ziemiach. To Cesarstwo Doliny. Tęskniła strasznie za tymi terenami i kilimandżaro gdzie urodziła się i jej brat. W końcu może zostać tu na stałe. Musiała zmagać się jeszcze przed ucieczką od rodziców, nie chciała zamieszkiwać na pustynnych terenach. Niestety matka musiała uratować stado przed jakimiś dzikusami, a co najlepsze zostanie tam królową. Nigdy Shani nie chciałaby zostać królową czy coś takiego, nie nadaję się. Ona pragnie jedynie zostać i pomóc innym jak robiła to jej mamusia Akshaya. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- W końcu w domu - </span>spojrzała się lekkim uśmiechem na tereny za którymi tęskniła. W dodatku chciałaby dołączyć ponownie do stada i na nowo żyć.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Shani cały czas szła przez drogę widząc lasy i inne tereny aż dotarła do miejsca gdzie urodziła się na tych ziemiach. To Cesarstwo Doliny. Tęskniła strasznie za tymi terenami i kilimandżaro gdzie urodziła się i jej brat. W końcu może zostać tu na stałe. Musiała zmagać się jeszcze przed ucieczką od rodziców, nie chciała zamieszkiwać na pustynnych terenach. Niestety matka musiała uratować stado przed jakimiś dzikusami, a co najlepsze zostanie tam królową. Nigdy Shani nie chciałaby zostać królową czy coś takiego, nie nadaję się. Ona pragnie jedynie zostać i pomóc innym jak robiła to jej mamusia Akshaya. <br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- W końcu w domu - </span>spojrzała się lekkim uśmiechem na tereny za którymi tęskniła. W dodatku chciałaby dołączyć ponownie do stada i na nowo żyć.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Melanż pod kamieniem i dziady borowe [Horda i KO]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3089</link>
			<pubDate>Sat, 21 Jul 2018 20:27:53 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3089</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Kilka dni przed zaplanowanym wydarzeniem Ghalib poszukiwał miejsca, w którym wszystko miało się odbyć. Od rana uprzedzał i Zuri i Santi, że potrzebują większego zwierza na ucztę, która zapewne miała się tego wieczora odbyć. Posłał również z nimi Jasira i Maer'vu aby samce pomogły im w przyniesieniu czegoś porządniejszego. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Nie pragnął by to polityczne spotkanie (którego niepowodzenia nawet nie przewidywał) odbyło się na świeżym powietrzu ale również by miejsce to było godne. Pół dnia mu zajęło szukanie tego właściwego aż wreszcie dostrzegł samotną skalną ścianę stojącą stabilnie choć delikatnie pochyloną a wokół niej parę krzewów. Rozejrzał się i obszedł skałę wokół zauważając, że ziemia wokół niej była czerwona i miękka od niedawnych ulew i zalewów. Kiedy przysiadł więc pod skałą  i podniósł łapę dostrzegł, że ziemia ta wciąż pozostała na jego opuszkach. Otarł je o twardą kamienną powierzchnię i pozostawił w ten sposób wyraźny ślad po swojej łapie. Uznał wówczas, że to dobrze miejsce, że to właśnie tutaj zaprowadzi gości. Zebrał  z okolicznej łąki pokaźną ilość wciąż zielonych i mokrych traw i liści krzewów, które potem starannie rozrzucał zupełnie tak jakby ścielił legowiska. W końcu też usiadł na jednym z takich miękkich siedzeń, rozejrzał się wokół po czym wydał z siebie ryk chcąc zebrać w tym miejscu wszystkich Hordzian, którzy postanowili tu z nim zostać. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Kilka dni przed zaplanowanym wydarzeniem Ghalib poszukiwał miejsca, w którym wszystko miało się odbyć. Od rana uprzedzał i Zuri i Santi, że potrzebują większego zwierza na ucztę, która zapewne miała się tego wieczora odbyć. Posłał również z nimi Jasira i Maer'vu aby samce pomogły im w przyniesieniu czegoś porządniejszego. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Nie pragnął by to polityczne spotkanie (którego niepowodzenia nawet nie przewidywał) odbyło się na świeżym powietrzu ale również by miejsce to było godne. Pół dnia mu zajęło szukanie tego właściwego aż wreszcie dostrzegł samotną skalną ścianę stojącą stabilnie choć delikatnie pochyloną a wokół niej parę krzewów. Rozejrzał się i obszedł skałę wokół zauważając, że ziemia wokół niej była czerwona i miękka od niedawnych ulew i zalewów. Kiedy przysiadł więc pod skałą  i podniósł łapę dostrzegł, że ziemia ta wciąż pozostała na jego opuszkach. Otarł je o twardą kamienną powierzchnię i pozostawił w ten sposób wyraźny ślad po swojej łapie. Uznał wówczas, że to dobrze miejsce, że to właśnie tutaj zaprowadzi gości. Zebrał  z okolicznej łąki pokaźną ilość wciąż zielonych i mokrych traw i liści krzewów, które potem starannie rozrzucał zupełnie tak jakby ścielił legowiska. W końcu też usiadł na jednym z takich miękkich siedzeń, rozejrzał się wokół po czym wydał z siebie ryk chcąc zebrać w tym miejscu wszystkich Hordzian, którzy postanowili tu z nim zostać. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nad wodą wielką i czystą (Sin i Gunter)]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3066</link>
			<pubDate>Mon, 09 Jul 2018 15:31:47 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3066</guid>
			<description><![CDATA[Podążając wzdłuż Słonecznej Rzeki, szalony znachor i nietypowej urody lwica dotarli nad Wielką Wodę. To tutaj mieli nadzieję ujrzeć potęgę żywiołu i okiełznać go, aby wykorzystać jego morderczą siłę. <br />
Gunter już od dłuższego czasu czuł zimny wiatr, dmący od strony oceanu i słyszał jego kojący szum. Obserwował niebo, szukając oznak nadciągającej burzy. Co prawda dostrzegł chmury, ale nie znał się na przepowiadaniu pogody i za nic nie mógł ocenić, czy zwiastują one sztorm, czy też nie. Tutaj potrzebna była wiedza Sin.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Co sądzisz?</span> – zapytał lwicy, patrząc w niebo. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Myślisz, że będzie burza?</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Podążając wzdłuż Słonecznej Rzeki, szalony znachor i nietypowej urody lwica dotarli nad Wielką Wodę. To tutaj mieli nadzieję ujrzeć potęgę żywiołu i okiełznać go, aby wykorzystać jego morderczą siłę. <br />
Gunter już od dłuższego czasu czuł zimny wiatr, dmący od strony oceanu i słyszał jego kojący szum. Obserwował niebo, szukając oznak nadciągającej burzy. Co prawda dostrzegł chmury, ale nie znał się na przepowiadaniu pogody i za nic nie mógł ocenić, czy zwiastują one sztorm, czy też nie. Tutaj potrzebna była wiedza Sin.<br />
<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">- Co sądzisz?</span> – zapytał lwicy, patrząc w niebo. <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">– Myślisz, że będzie burza?</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Na splocie dróg naszych [Vari i Eyre]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3044</link>
			<pubDate>Tue, 03 Jul 2018 16:07:16 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3044</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Akcja toczy się jeszcze przed wielką powodzią, a konkretniej niecały tydzień przed nią. </span></div>
<br />
<br />
Vari od momentu niemiłego wydarzenia w śnieżnym lesie przestała się udawać w tamte miejsce, omijając wszystko co z śniegiem związane szeroki łukiem. Nie chodziło o to, że przestała go lubić... po prostu go znienawidziła! Ale mniejsza o to.<br />
Dzisiejszy dzień na Lwiej Skale niczym nie wyróżniał się od tych pozostałych, a jednak było w nim wiele wyjątkowości. Wilgotność powietrza stale rosła, tereny łowne coraz mocniej zalewane przez opady również były czymś czego od dawna nie pamiętała, a właściwie nie miała z czymś takim styczności. Większe przejmowanie się tym nie było dla cesarzowej sensowne. Jak długo stąpa po tych ziemiach wie dobrze, że nadmiar wody wsiąka w ziemię wcześniej lub później, ale wsiąka, a reszta paruje. <br />
Brązowa lwica wstała tego dnia obudzona przez przelatujące nad wejściem do środka skały czaple. Niby była na nie zła, ale po wyjściu uśmiechnęła się w ich kierunku i przymknęła oczy oddając się kąpieli w promieniach porannego słońca. Wtedy też naszło ją na mały spacer, a konkretniej do grobowca władców. Zatrzymała się przed samym wejściem, słyszała czyjeś kroki za sobą. Momentalnie odwróciła się w tył, wydając z siebie ostrzegawczy warkot.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Akcja toczy się jeszcze przed wielką powodzią, a konkretniej niecały tydzień przed nią. </span></div>
<br />
<br />
Vari od momentu niemiłego wydarzenia w śnieżnym lesie przestała się udawać w tamte miejsce, omijając wszystko co z śniegiem związane szeroki łukiem. Nie chodziło o to, że przestała go lubić... po prostu go znienawidziła! Ale mniejsza o to.<br />
Dzisiejszy dzień na Lwiej Skale niczym nie wyróżniał się od tych pozostałych, a jednak było w nim wiele wyjątkowości. Wilgotność powietrza stale rosła, tereny łowne coraz mocniej zalewane przez opady również były czymś czego od dawna nie pamiętała, a właściwie nie miała z czymś takim styczności. Większe przejmowanie się tym nie było dla cesarzowej sensowne. Jak długo stąpa po tych ziemiach wie dobrze, że nadmiar wody wsiąka w ziemię wcześniej lub później, ale wsiąka, a reszta paruje. <br />
Brązowa lwica wstała tego dnia obudzona przez przelatujące nad wejściem do środka skały czaple. Niby była na nie zła, ale po wyjściu uśmiechnęła się w ich kierunku i przymknęła oczy oddając się kąpieli w promieniach porannego słońca. Wtedy też naszło ją na mały spacer, a konkretniej do grobowca władców. Zatrzymała się przed samym wejściem, słyszała czyjeś kroki za sobą. Momentalnie odwróciła się w tył, wydając z siebie ostrzegawczy warkot.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pewnego razu na Patriarszych Prudach... [Warsir, Gunter]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3018</link>
			<pubDate>Thu, 21 Jun 2018 11:52:43 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=3018</guid>
			<description><![CDATA[Kiedy zachodziło właśnie gorące słońce, zapowiadające zbliżającą się porę suchą, nad jeziorem w okolicach Upendi zjawił się młody lew. Kiedy znalazł się w cieniu drzew, zielonych po ulewach, natychmiast ostro ruszył ku błękitnej tafli wody. Przysiadł na brzegu i wypił kilka dużych, szybkich łyków. Następnie rozejrzał się po okolicy i szybko wpełzł pod najbliższym krzak. Musiał zachowywać się niezwykle cicho. W każdej chwili mogły dopaść go hieny czy inne szakale, a wtedy jego tajna super ważna misja nie powiedzie się. Nie żeby jacyś tam wrogowie mieli mu zagrozić, przecież bardzo szybko by się z nimi rozprawił, ale powodzenie misji zależało od tego, czy pozostanie niezauważony. Postąpił krok do przodu, potem jeszcze jeden. Nagle kątem oka zarejestrował ruch. Odwrócił się błyskawicznie i stanął oko w oko z... żabą. Ale nie byle jaką żabą! To z pewnością był niezwykle groźny tajny posłaniec, mający za zadanie go szpiegować! Z głośnym „rykiem” Warsir rzucił się na tego niecnego płaza z zamiarem - a jakże! - unicestwienia go. Szpieg był jednak szybszy niż na to wyglądał. Skoczył w bok, a lew w ślad za nim. Próbował przeciąć mu drogę, ale było to niełatwe zadanie. Mimo starań czarnogrzywego, niepokojąco zbliżali się do brzegu. W końcu Warsir zdecydował się na ostateczny krok. Wybił się z całej siły. Leciał w powietrzu niczym orzeł, wyciągając swoję prawie długie ciało. Wiedział, że już mu nie ucieknie, że to jest dzień jego chwały i po wsze czasy już będą opowiadać historię o tym zwycięstwie. Teraz już mu nie... Maluch wytrzeszczył oszy ze zdziwienia, a zaraz potem poczuł, jak usta i nos wypełnia mu woda. Wierzgnął wściekle łapami, próbując wydostać się na powierzchnię. Odruchowo chciał zaczerpnąć powietrza, ale tylko zachłysnął się cieczą. Obrócił się, wierzgnął jeszcze raz. Jest. Jego łapa natrafiła na dno. Odepchnął się mocno, raz i drugi. Jeszcze chwila szamotaniny i wypełzł na stały ląd, krztusząc się i drżąc, nie wiadomo czy z zimna czy strachu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Kiedy zachodziło właśnie gorące słońce, zapowiadające zbliżającą się porę suchą, nad jeziorem w okolicach Upendi zjawił się młody lew. Kiedy znalazł się w cieniu drzew, zielonych po ulewach, natychmiast ostro ruszył ku błękitnej tafli wody. Przysiadł na brzegu i wypił kilka dużych, szybkich łyków. Następnie rozejrzał się po okolicy i szybko wpełzł pod najbliższym krzak. Musiał zachowywać się niezwykle cicho. W każdej chwili mogły dopaść go hieny czy inne szakale, a wtedy jego tajna super ważna misja nie powiedzie się. Nie żeby jacyś tam wrogowie mieli mu zagrozić, przecież bardzo szybko by się z nimi rozprawił, ale powodzenie misji zależało od tego, czy pozostanie niezauważony. Postąpił krok do przodu, potem jeszcze jeden. Nagle kątem oka zarejestrował ruch. Odwrócił się błyskawicznie i stanął oko w oko z... żabą. Ale nie byle jaką żabą! To z pewnością był niezwykle groźny tajny posłaniec, mający za zadanie go szpiegować! Z głośnym „rykiem” Warsir rzucił się na tego niecnego płaza z zamiarem - a jakże! - unicestwienia go. Szpieg był jednak szybszy niż na to wyglądał. Skoczył w bok, a lew w ślad za nim. Próbował przeciąć mu drogę, ale było to niełatwe zadanie. Mimo starań czarnogrzywego, niepokojąco zbliżali się do brzegu. W końcu Warsir zdecydował się na ostateczny krok. Wybił się z całej siły. Leciał w powietrzu niczym orzeł, wyciągając swoję prawie długie ciało. Wiedział, że już mu nie ucieknie, że to jest dzień jego chwały i po wsze czasy już będą opowiadać historię o tym zwycięstwie. Teraz już mu nie... Maluch wytrzeszczył oszy ze zdziwienia, a zaraz potem poczuł, jak usta i nos wypełnia mu woda. Wierzgnął wściekle łapami, próbując wydostać się na powierzchnię. Odruchowo chciał zaczerpnąć powietrza, ale tylko zachłysnął się cieczą. Obrócił się, wierzgnął jeszcze raz. Jest. Jego łapa natrafiła na dno. Odepchnął się mocno, raz i drugi. Jeszcze chwila szamotaniny i wypełzł na stały ląd, krztusząc się i drżąc, nie wiadomo czy z zimna czy strachu.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Do trzech węży sztuka [Gunter i Sunkeyru]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2989</link>
			<pubDate>Thu, 31 May 2018 18:07:57 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2989</guid>
			<description><![CDATA[Obłoki leniwie przesuwały się po jaskrawo błękitnym niebie, a słonce świeciło niemiłosiernie w oczy, tak że znachorowi wydawało się, że zaraz wypali mu oczy a zaraz po nich znaczną część tkanki mózgowej. Leżał jednak na plecach wśród trawy z szerokim uśmiechem na pysku. Ktoś złośliwy mógłby przypuszczać, że Gunterowi znów zdarzyło się przesadzić z miętką, ale niech to pozostanie jego słodką tajemnicą. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Piękny dzień, nieprawdaż?</span> – rzekł sam do siebie – <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ale chyba miałeś coś do zrobienia.</span> <br />
Pysk lwa zmarszczył się w zastanowieniu. Za nic nie mógł sobie przypomnieć co miał zrobić. Pewnie to nic ważnego.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Z całą pewnością, cokolwiek to miało być, mogę zrobić to jutro.</span> – wygłosił tą uwagę niczym mędrzec wypowiadający natchnione słowa. Ta rada była tak dobra, że musiał jej koniecznie posłuchać. Z tego powodu umościł się wygodnie w trawie i powrócił do kontemplacji pogodnego nieba.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Obłoki leniwie przesuwały się po jaskrawo błękitnym niebie, a słonce świeciło niemiłosiernie w oczy, tak że znachorowi wydawało się, że zaraz wypali mu oczy a zaraz po nich znaczną część tkanki mózgowej. Leżał jednak na plecach wśród trawy z szerokim uśmiechem na pysku. Ktoś złośliwy mógłby przypuszczać, że Gunterowi znów zdarzyło się przesadzić z miętką, ale niech to pozostanie jego słodką tajemnicą. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Piękny dzień, nieprawdaż?</span> – rzekł sam do siebie – <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Ale chyba miałeś coś do zrobienia.</span> <br />
Pysk lwa zmarszczył się w zastanowieniu. Za nic nie mógł sobie przypomnieć co miał zrobić. Pewnie to nic ważnego.<br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Z całą pewnością, cokolwiek to miało być, mogę zrobić to jutro.</span> – wygłosił tą uwagę niczym mędrzec wypowiadający natchnione słowa. Ta rada była tak dobra, że musiał jej koniecznie posłuchać. Z tego powodu umościł się wygodnie w trawie i powrócił do kontemplacji pogodnego nieba.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Gdy kwitnie lipowe kwiecie - śnię najpiękniej [we śnie...]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2968</link>
			<pubDate>Sun, 20 May 2018 18:51:35 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2968</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">... bo we śnie spotykają się tylko sobie przeznaczeni. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align"><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em>__</div>
<br />
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Obudziła się nagle, słońce ożywiło jej powieki ale nie zrywała się wcale. Leniwie i dobrze jej było a wokół czuła słodki miodny zapach, przyjemny i kojący. Drzewo szumiało jej nad głową i odkryła niedługo później, że spała właściwie oparta o jego pień. Podniosła spojrzenie błękitnych oczu spod mocno zmrużonych powiek walczących z ostrymi promieniami światła i dostrzegła lekko zaokrąglone ale ostro zakończone liście i towarzyszące im żółtawe kwiaty. Potem rozejrzała się wokół i dostrzegła najsłodszą łąkę jaką mogła sobie tylko wyobrazić. Miękkie połacie zieleni rozciągały się wokół i zdawały się nie mieć końca. Niebo było czyste i jasne i pomimo to słońce nie grzało mocno. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Przetarła oczy i wtedy poczuła coś wyjątkowo dziwnego spojrzała na własne łapy ale... były jakieś inne. Długie, patykowate opuszki łap zdawały się być małpie i tak samo reszta kończyny. Natychmiast dotknęła swojego pyska, ale był lwi i długi tak jak powinien. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Odetchnęła.</div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Spojrzała w dół i dostrzegła najdziwniejsze ciało jakie mogła sobie wyobrazić. Przypominało małpie. Było chude, dostrzegła dwa większe sutki na klatce piersiowej i przypomniała sobie, że kiedyś widziała pawianicę, która właśnie takimi karmiła własne potomstwo. Dotknęła swojego ciała doświadczając pod palcami przedziwnych łap miękkiego acz krótkiego futra i gładkiej skóry. Poniżej pod wystającymi żebrami była okryta wokół brzucha płatem najbardziej osobliwej skóry jaką widziała. Szybko zorientowała się, że nie jest to część jej ciała, szybko to namacała i aż nabrała powietrza w płuca z zakłopotania. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Tylne łapy - dziwne bo długie jak u antylopy ale zdawały się być zakończone normalnymi opuszkami z pazurami. Poruszyła ogonem i odetchnęła z ulgą. Potem postanowiła wstać i tak jak pamiętała ustawiła się na czterech kończynach szybko orientując się jak niewygodna była ta pozycja. Coś jej podpowiedziała by złapać się kory drzewa i wesprzeć się na nim. Podniosła się na obie tylne łapy i wyprostowała się dygocąc. Poczuła przemiły wiatr obejmujący ją czule. Zamruczała z zadowolenia. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Spojrzała na lewo i dostrzegła coś zupełnie nowego. Kolejne drzewo, identyczne jak to pod którym spała a w jego towarzystwie wysokie trawy i trzciny otaczające staw pełen wodnych kwiatów. Uśmiechając się i chwiejąc na patykowatych nogach dotarła do stawu a tam obejrzała się w jego lustrze. Uklękła przy nim i z wielkim zadziwieniem przyglądała się sobie. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">... bo we śnie spotykają się tylko sobie przeznaczeni. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align"><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em><em></em>__</div>
<br />
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Obudziła się nagle, słońce ożywiło jej powieki ale nie zrywała się wcale. Leniwie i dobrze jej było a wokół czuła słodki miodny zapach, przyjemny i kojący. Drzewo szumiało jej nad głową i odkryła niedługo później, że spała właściwie oparta o jego pień. Podniosła spojrzenie błękitnych oczu spod mocno zmrużonych powiek walczących z ostrymi promieniami światła i dostrzegła lekko zaokrąglone ale ostro zakończone liście i towarzyszące im żółtawe kwiaty. Potem rozejrzała się wokół i dostrzegła najsłodszą łąkę jaką mogła sobie tylko wyobrazić. Miękkie połacie zieleni rozciągały się wokół i zdawały się nie mieć końca. Niebo było czyste i jasne i pomimo to słońce nie grzało mocno. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Przetarła oczy i wtedy poczuła coś wyjątkowo dziwnego spojrzała na własne łapy ale... były jakieś inne. Długie, patykowate opuszki łap zdawały się być małpie i tak samo reszta kończyny. Natychmiast dotknęła swojego pyska, ale był lwi i długi tak jak powinien. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Odetchnęła.</div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Spojrzała w dół i dostrzegła najdziwniejsze ciało jakie mogła sobie wyobrazić. Przypominało małpie. Było chude, dostrzegła dwa większe sutki na klatce piersiowej i przypomniała sobie, że kiedyś widziała pawianicę, która właśnie takimi karmiła własne potomstwo. Dotknęła swojego ciała doświadczając pod palcami przedziwnych łap miękkiego acz krótkiego futra i gładkiej skóry. Poniżej pod wystającymi żebrami była okryta wokół brzucha płatem najbardziej osobliwej skóry jaką widziała. Szybko zorientowała się, że nie jest to część jej ciała, szybko to namacała i aż nabrała powietrza w płuca z zakłopotania. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Tylne łapy - dziwne bo długie jak u antylopy ale zdawały się być zakończone normalnymi opuszkami z pazurami. Poruszyła ogonem i odetchnęła z ulgą. Potem postanowiła wstać i tak jak pamiętała ustawiła się na czterech kończynach szybko orientując się jak niewygodna była ta pozycja. Coś jej podpowiedziała by złapać się kory drzewa i wesprzeć się na nim. Podniosła się na obie tylne łapy i wyprostowała się dygocąc. Poczuła przemiły wiatr obejmujący ją czule. Zamruczała z zadowolenia. </div>
<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Spojrzała na lewo i dostrzegła coś zupełnie nowego. Kolejne drzewo, identyczne jak to pod którym spała a w jego towarzystwie wysokie trawy i trzciny otaczające staw pełen wodnych kwiatów. Uśmiechając się i chwiejąc na patykowatych nogach dotarła do stawu a tam obejrzała się w jego lustrze. Uklękła przy nim i z wielkim zadziwieniem przyglądała się sobie. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kolejny zwykły dzień? (Gunter i Sin)]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2965</link>
			<pubDate>Sun, 13 May 2018 18:57:00 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2965</guid>
			<description><![CDATA[Do życia wygnańca już zdołała przywyknąć, wszystko stało się trudniejsze, nawet tak zwykła czynność jak drzemka popołudniu, gdy skwar stawał się nie do zniesienia, a błoto chroniące przed poparzeniem wysychało i odpadało od skóry. Nikt nie pilnował jej grzbietu, a ciągłe czuwanie stawało się udręką, nawet jeśli nic nie chciałoby zjeść Sin, bo przecież nie byłam antylopą to wciąż zagrażały jej bawoły, hieny, słonie no i inne lwy.<br />
Z kryjówki znajdującej się na sawannie w pobliżu Słonecznej Rzeki wychyliła się dopiero późnym popołudniem, niebo po którym przemykały kłębiaste chmury zrobiło się czerwone, odetchnęła głęboko, ciepły wiatr niósł ze sobą zapach  wilgotnej gleby i deszczu, oby nie chwyciła ją ulewa. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dobrze. Czas ruszać dalej.</span>-  bardziej na północ, może tam znajdzie  wreszcie ostoje? Chociaż tak po prawdzie, coraz częściej martwiło ją to, że czeka na nią los tułacza za to co uczyniła.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Do życia wygnańca już zdołała przywyknąć, wszystko stało się trudniejsze, nawet tak zwykła czynność jak drzemka popołudniu, gdy skwar stawał się nie do zniesienia, a błoto chroniące przed poparzeniem wysychało i odpadało od skóry. Nikt nie pilnował jej grzbietu, a ciągłe czuwanie stawało się udręką, nawet jeśli nic nie chciałoby zjeść Sin, bo przecież nie byłam antylopą to wciąż zagrażały jej bawoły, hieny, słonie no i inne lwy.<br />
Z kryjówki znajdującej się na sawannie w pobliżu Słonecznej Rzeki wychyliła się dopiero późnym popołudniem, niebo po którym przemykały kłębiaste chmury zrobiło się czerwone, odetchnęła głęboko, ciepły wiatr niósł ze sobą zapach  wilgotnej gleby i deszczu, oby nie chwyciła ją ulewa. <br />
- <span style="font-weight: bold;" class="mycode_b">Dobrze. Czas ruszać dalej.</span>-  bardziej na północ, może tam znajdzie  wreszcie ostoje? Chociaż tak po prawdzie, coraz częściej martwiło ją to, że czeka na nią los tułacza za to co uczyniła.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Witaj znów! (Jasir i Eyre)]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2963</link>
			<pubDate>Fri, 11 May 2018 19:39:50 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2963</guid>
			<description><![CDATA[Jasir przebywał gdzieś pomiędzy Mrocznymi Grotami i Upendi. Odpoczywał, leżąc wśród zieleni, będąc już naprawdę niedaleko domu. Nie spodziewał się już żadnych przygód, nie myślał już o niczym, jak tylko o spotkaniu swoich bliskich. Wiedział, że spędzał z nimi za mało czasu, musiał wiele nadrobić. Nie spodziewał się nikogo, kto mógłby zakłócić jego spokój. Chciał widzieć już prostą drogę do domu. A w domu miał nadzieję zbudować lepszą przyszłość. Ten dom nie jest jego wymarzonym, nie wyobrażał sobie takiego miejsca. Ale może dom jest tam, gdzie rodzina ? Nie ważne gdzie mieszkają, ważne, że mają siebie nawzajem. Nie rozmyślał nad tym. Jak na razie, żadne myśli nie zakłócały tej naturalnej ciszy. Lecz za niedługo będzie się musiał zbierać i wreszcie wrócić do domu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jasir przebywał gdzieś pomiędzy Mrocznymi Grotami i Upendi. Odpoczywał, leżąc wśród zieleni, będąc już naprawdę niedaleko domu. Nie spodziewał się już żadnych przygód, nie myślał już o niczym, jak tylko o spotkaniu swoich bliskich. Wiedział, że spędzał z nimi za mało czasu, musiał wiele nadrobić. Nie spodziewał się nikogo, kto mógłby zakłócić jego spokój. Chciał widzieć już prostą drogę do domu. A w domu miał nadzieję zbudować lepszą przyszłość. Ten dom nie jest jego wymarzonym, nie wyobrażał sobie takiego miejsca. Ale może dom jest tam, gdzie rodzina ? Nie ważne gdzie mieszkają, ważne, że mają siebie nawzajem. Nie rozmyślał nad tym. Jak na razie, żadne myśli nie zakłócały tej naturalnej ciszy. Lecz za niedługo będzie się musiał zbierać i wreszcie wrócić do domu.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Białe szaleństwo [Manaia i Sundara]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2960</link>
			<pubDate>Tue, 08 May 2018 20:43:46 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2960</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Kilimandżaro piętrzyło się dumnie za moimi plecami, a wokół mnie drzewa szumiały cicho, jakby szeptały mi na ucho swoje rady. Byłabym im niezmiernie wdzięczna, gdyby naprawdę podzieliły się ze mną swoimi myślami, bo moje wirowały chaotycznie, nie pozwalając mi się na niczym skupić. Ostatnio tak wiele mi się przydarzyło, że potrzebowałam chwili, aby ułożyć sobie wszystko w głowie. Mimo, że byłam już na niższym terenie, dalej gdzieniegdzie widziałam płaty skrzącego się w słońcu śniegu i chętnie zanurzałam w nim łapy, aby poczuć to przyjemne mroźne szczypanie. Choć już od pewnego czasu gościłam w tych zaśnieżonych okolicach, dalej nie mogłam nacieszyć się widokiem białego puchu. Byłam już dorosła, więc nie powinnam zachowywać się jak dziecko, ale przecież tutaj nikt nie mógł mnie zobaczyć. Rozejrzałam się jeszcze, czy na pewno jestem sama. Nie widziałam nikogo, więc uśmiechnęłam się od ucha do ucha i z głośnym śmiechem rzuciłam się na największą zaspę. Zaczęłam tarzać się w śniegu i z zachwytem obserwowałam jak białe płatki wzbijają się w powietrze i wirują nad moją głową.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;" class="mycode_align">Kilimandżaro piętrzyło się dumnie za moimi plecami, a wokół mnie drzewa szumiały cicho, jakby szeptały mi na ucho swoje rady. Byłabym im niezmiernie wdzięczna, gdyby naprawdę podzieliły się ze mną swoimi myślami, bo moje wirowały chaotycznie, nie pozwalając mi się na niczym skupić. Ostatnio tak wiele mi się przydarzyło, że potrzebowałam chwili, aby ułożyć sobie wszystko w głowie. Mimo, że byłam już na niższym terenie, dalej gdzieniegdzie widziałam płaty skrzącego się w słońcu śniegu i chętnie zanurzałam w nim łapy, aby poczuć to przyjemne mroźne szczypanie. Choć już od pewnego czasu gościłam w tych zaśnieżonych okolicach, dalej nie mogłam nacieszyć się widokiem białego puchu. Byłam już dorosła, więc nie powinnam zachowywać się jak dziecko, ale przecież tutaj nikt nie mógł mnie zobaczyć. Rozejrzałam się jeszcze, czy na pewno jestem sama. Nie widziałam nikogo, więc uśmiechnęłam się od ucha do ucha i z głośnym śmiechem rzuciłam się na największą zaspę. Zaczęłam tarzać się w śniegu i z zachwytem obserwowałam jak białe płatki wzbijają się w powietrze i wirują nad moją głową.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ponad morzem mgły]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2957</link>
			<pubDate>Fri, 04 May 2018 18:27:08 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2957</guid>
			<description><![CDATA[Jasir udał się samotnie z Różanego Ogrodu w Upendi w stronę wielkiej, majestatycznej góry Kilimandżaro. Wiedział, że wspinaczka nie będzie taka prosta, wchodzenie z pośpiechem mogłoby się skończyć źle...Szczyt Kilimandżaro zawsze jest pokryty śniegiem i lodem. Doskonale wie, że wchodzi na terytorium Cesarstwa Doliny, której królowa ostatnio nie darzy go sympatią. Mimo że królowa również nie wzbudziła w nim podziwu, o jednak nie jest do cesarstwa wrogo nastawiony, nie ma żadnych złych intencji wkraczając na te ziemie. Wspinaczka na Kilimandżaro jest po prostu tego warta. Przemierzyć tą górę i stanąć ponad morzem mgły...<br />
Rodzina dobrze wie, że wróci nieco później... Z Kilimandżaro (poniżej mgły) widać chyba cały obraz tej krainy czterech stad. Jako podróżnik, musiał ogarnąć swoim wzrokiem całą krainę, wszystkie te nieprzebyte przez niego ziemie. Wchodząc ostrożnie i powoli na szczyt, będąc jeszcze poniżej mgły i pokrywy śnieżnej, zatrzymał się na płaskim kąciku na wzniesieniu. Odpocznie tam, podziwiając piękne widoki na całe Cesarstwo Doliny.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jasir udał się samotnie z Różanego Ogrodu w Upendi w stronę wielkiej, majestatycznej góry Kilimandżaro. Wiedział, że wspinaczka nie będzie taka prosta, wchodzenie z pośpiechem mogłoby się skończyć źle...Szczyt Kilimandżaro zawsze jest pokryty śniegiem i lodem. Doskonale wie, że wchodzi na terytorium Cesarstwa Doliny, której królowa ostatnio nie darzy go sympatią. Mimo że królowa również nie wzbudziła w nim podziwu, o jednak nie jest do cesarstwa wrogo nastawiony, nie ma żadnych złych intencji wkraczając na te ziemie. Wspinaczka na Kilimandżaro jest po prostu tego warta. Przemierzyć tą górę i stanąć ponad morzem mgły...<br />
Rodzina dobrze wie, że wróci nieco później... Z Kilimandżaro (poniżej mgły) widać chyba cały obraz tej krainy czterech stad. Jako podróżnik, musiał ogarnąć swoim wzrokiem całą krainę, wszystkie te nieprzebyte przez niego ziemie. Wchodząc ostrożnie i powoli na szczyt, będąc jeszcze poniżej mgły i pokrywy śnieżnej, zatrzymał się na płaskim kąciku na wzniesieniu. Odpocznie tam, podziwiając piękne widoki na całe Cesarstwo Doliny.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dzień w górach [Manaia i Vari]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2956</link>
			<pubDate>Thu, 03 May 2018 20:55:45 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2956</guid>
			<description><![CDATA[Stawiałam ostrożnie każdy krok, mimo że podążałam prostą drogą. To głęboki zachwyt, który mnie ogarnął krępował moje ruchy, a wreszcie kazał mi stanąć w miejscu. Z szeroko otwartymi oczami i uśmiechem zastygłym na twarzy patrzyłam w górę na niezwykły widok, który mi się ukazał. Często wyobrażałam sobie jak mogą wyglądać góry, ale nawet moja bujna wyobraźnia nie była w stanie stworzyć czegoś tak potężnego i zachwycającego. Już od dłuższego czasu mogłam dostrzec na horyzoncie odległe zarysy gór, ale dopiero teraz, stojąc u ich podnóża mogłam ujrzeć cały ich majestat. Czułam się mała jak źdźbło trawy, kiedy zadzierałam głowę, próbując dostrzec szczyt ginący w chmurach. Mogłabym zostać tu godzinami, nawet całymi dniami, a ten widok i tak by mi się nie znudził. Usiadłam więc w głową skierowaną do góry i próbowałam zobaczyć i zapamiętać jak najwięcej szczegółów, aby zachować to wspomnienie do końca życia.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Stawiałam ostrożnie każdy krok, mimo że podążałam prostą drogą. To głęboki zachwyt, który mnie ogarnął krępował moje ruchy, a wreszcie kazał mi stanąć w miejscu. Z szeroko otwartymi oczami i uśmiechem zastygłym na twarzy patrzyłam w górę na niezwykły widok, który mi się ukazał. Często wyobrażałam sobie jak mogą wyglądać góry, ale nawet moja bujna wyobraźnia nie była w stanie stworzyć czegoś tak potężnego i zachwycającego. Już od dłuższego czasu mogłam dostrzec na horyzoncie odległe zarysy gór, ale dopiero teraz, stojąc u ich podnóża mogłam ujrzeć cały ich majestat. Czułam się mała jak źdźbło trawy, kiedy zadzierałam głowę, próbując dostrzec szczyt ginący w chmurach. Mogłabym zostać tu godzinami, nawet całymi dniami, a ten widok i tak by mi się nie znudził. Usiadłam więc w głową skierowaną do góry i próbowałam zobaczyć i zapamiętać jak najwięcej szczegółów, aby zachować to wspomnienie do końca życia.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Równina między CD a SK [Vari i Sköll]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2955</link>
			<pubDate>Thu, 03 May 2018 18:48:58 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2955</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dość płaskie wzniesienie usłane tysiącem kolorowych kwiatów i bujnych zielonych traw, które w całości są oblegane przez różnego rodzaju mniejsze owady, a także niekiedy zwierzęta. W centrum znajduje się dość stare, rozłożyste drzewo, które mimo wieku nie wyrosło zbyt mocno w górę i jest raczej niskie. </span></div>
<br />
<br />
Vari planowała udać się do swoich sąsiadów po drugiej stronie doliny już od dość dawna, ale ani nie miała ku temu dogodnej okazji, ani nie zawsze była w stanie przy tych częstych opadach i burzach. W końcu gdy nadarzyła się okazja brązowa lwica wcześniej informując o planie jednego z cesarskich, ruszyła w stronę stadnych terenów księżyca. Cesarzowa była tym tak podekscytowana, że nie bardzo docierało do niej to co działo się naokoło i choć może wydawać się to śmieszne, cieszyła się jak małe lwiątko. Wiele o fanatykach nie słyszała i praktycznie nigdy tam nie była to odczuwała wewnętrzną potrzebę spotkania się z tamtejszymi i zwiedzeniem ich terenów. Ostatnie wydarzenia w jej życiu mocno się odbiły na morskookiej, a taka wizyta miałaby jej w jakimś stopniu pomóc i się rozluźnić.<br />
Brnąć przez morza zielonych traw trafiła na niewielkie drzewko o niezwykłej rozpiętości konarów odchodzących od pnia. Tam zdecydowała się zrobić swój pierwszy i prawdopodobnie też ostatni postój w drodze na ziemie sojuszników. Od razu dostrzegła możliwość wspięcia się na roślinę i postanowiła z niej skorzystać. Uważnie wskoczyła na pierwszą, grubą gałąź, by z niej wskoczyć na tą znajdującą się nieco wyżej. Vari miała problemy z utrzymaniem równowagi, ale cale szczęście nie upadła na ziemię. Obwiesiła łapy po obu stronach drewnianego leżaka i na chwilę przymknęła oczy oddając się płytkiej drzemce w cieniu liści.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">Dość płaskie wzniesienie usłane tysiącem kolorowych kwiatów i bujnych zielonych traw, które w całości są oblegane przez różnego rodzaju mniejsze owady, a także niekiedy zwierzęta. W centrum znajduje się dość stare, rozłożyste drzewo, które mimo wieku nie wyrosło zbyt mocno w górę i jest raczej niskie. </span></div>
<br />
<br />
Vari planowała udać się do swoich sąsiadów po drugiej stronie doliny już od dość dawna, ale ani nie miała ku temu dogodnej okazji, ani nie zawsze była w stanie przy tych częstych opadach i burzach. W końcu gdy nadarzyła się okazja brązowa lwica wcześniej informując o planie jednego z cesarskich, ruszyła w stronę stadnych terenów księżyca. Cesarzowa była tym tak podekscytowana, że nie bardzo docierało do niej to co działo się naokoło i choć może wydawać się to śmieszne, cieszyła się jak małe lwiątko. Wiele o fanatykach nie słyszała i praktycznie nigdy tam nie była to odczuwała wewnętrzną potrzebę spotkania się z tamtejszymi i zwiedzeniem ich terenów. Ostatnie wydarzenia w jej życiu mocno się odbiły na morskookiej, a taka wizyta miałaby jej w jakimś stopniu pomóc i się rozluźnić.<br />
Brnąć przez morza zielonych traw trafiła na niewielkie drzewko o niezwykłej rozpiętości konarów odchodzących od pnia. Tam zdecydowała się zrobić swój pierwszy i prawdopodobnie też ostatni postój w drodze na ziemie sojuszników. Od razu dostrzegła możliwość wspięcia się na roślinę i postanowiła z niej skorzystać. Uważnie wskoczyła na pierwszą, grubą gałąź, by z niej wskoczyć na tą znajdującą się nieco wyżej. Vari miała problemy z utrzymaniem równowagi, ale cale szczęście nie upadła na ziemię. Obwiesiła łapy po obu stronach drewnianego leżaka i na chwilę przymknęła oczy oddając się płytkiej drzemce w cieniu liści.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Z głową w chmurach [Lotos & Haki]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2952</link>
			<pubDate>Sun, 29 Apr 2018 23:41:43 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2952</guid>
			<description><![CDATA[Tego dnia cesarz postanowił urozmaicić sobie nieco dzień i kończąc obchód ziem Cesarstwa  wyruszył aby zdobyć szczyt Kilimandżaro. W pojedynkę było to trochę niebezpieczne jednak Haki jak zwykle był pełen entuzjazmu. W sumie to co poza upadkiem z  dużej wysokości i dość nieciekawą śmiercią może pójść nie tak? <br />
Haki wspinał się coraz wyżej a z każdym kolejnym krokiem topniał jego zapał.  W końcu cesarz znalazł się tuz przed krętą ścieżką, która miała zaprowadzić go na sam szczyt góry. Cóż, ciężko powiedzieć, że ta spełniała jakiekolwiek normy bezpieczeństwa. Po dłuższej chwili analizowania swojej sytuacji, Hakiemu jakoś odechciało się górskich wspinaczek i zapragnął z powrotem znaleźć się  w swojej przytulnej jaskini. <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">A gdyby tak przełożyć to na jutro albo na pojutrze…tak to zdecydowanie świetny pomysł!</span>- pomyślał i już miał zawrócić, gdy nagle się powstrzymał. Z jednej strony głupio było mu tak teraz się poddać, jednak z drugiej strony ta ścieżka nie wyglądała zbyt zachęcająco, a gdyby tak spróbować...nie, w ten sposób najprawdopodobniej by się zabił. Zielonooki energicznie potrząsnął łbem jakby chciał w ten sposób wyrzucić z niego swój pomysł, po czym jeszcze raz przyjrzał się krętej ścieżce. I co tu zrobić?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tego dnia cesarz postanowił urozmaicić sobie nieco dzień i kończąc obchód ziem Cesarstwa  wyruszył aby zdobyć szczyt Kilimandżaro. W pojedynkę było to trochę niebezpieczne jednak Haki jak zwykle był pełen entuzjazmu. W sumie to co poza upadkiem z  dużej wysokości i dość nieciekawą śmiercią może pójść nie tak? <br />
Haki wspinał się coraz wyżej a z każdym kolejnym krokiem topniał jego zapał.  W końcu cesarz znalazł się tuz przed krętą ścieżką, która miała zaprowadzić go na sam szczyt góry. Cóż, ciężko powiedzieć, że ta spełniała jakiekolwiek normy bezpieczeństwa. Po dłuższej chwili analizowania swojej sytuacji, Hakiemu jakoś odechciało się górskich wspinaczek i zapragnął z powrotem znaleźć się  w swojej przytulnej jaskini. <br />
<span style="font-style: italic;" class="mycode_i">A gdyby tak przełożyć to na jutro albo na pojutrze…tak to zdecydowanie świetny pomysł!</span>- pomyślał i już miał zawrócić, gdy nagle się powstrzymał. Z jednej strony głupio było mu tak teraz się poddać, jednak z drugiej strony ta ścieżka nie wyglądała zbyt zachęcająco, a gdyby tak spróbować...nie, w ten sposób najprawdopodobniej by się zabił. Zielonooki energicznie potrząsnął łbem jakby chciał w ten sposób wyrzucić z niego swój pomysł, po czym jeszcze raz przyjrzał się krętej ścieżce. I co tu zrobić?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Spotkanie na sawannie [Vari i Maru]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2951</link>
			<pubDate>Sun, 29 Apr 2018 18:26:03 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2951</guid>
			<description><![CDATA["A miało być tak pięknie..." Śpiewały Elektryczne Gitary w swojej piosence. Niestety nie było, przynajmniej dla złotego. Cieszył go fakt, że powrócił na ziemie, które kiedyś nazywał swoim domem, no i oczywiście były one też ważne dla Venety. Ale pojawił się problem: co ma ze sobą zrobić? Znów jest azylantem, tym razem nie u Księżycowych, a u Cesarstwa i znów nie ma w co wsadzić łap. Wprawdzie próbuje codziennie trzymać się w formie przez różne drobne ćwiczenia, ale to nie to samo co regularne patrole lub polowania. Można powiedzieć, że trwa w nicości, każdy dzień wygląda tak samo, żadnych perspektyw. Venety też miała trochę zajęć z lwiątkiem, więc lew dawał jej odsapnąć samej. Wybierał się wtedy na spacery po okolicy, można by nawet je nazwać takimi luźnymi patrolami. Teraz spacerował po sawannie, dość blisko Lwiej Skały i terenów stada. Panował tutaj spokój, nie było słychać żadnych wrogich ryków czy czuć tropów. Sielanka niczym za złotego okresu Lwioziemców. Nie było go tutaj w tamtym okresie, niemniej trochę się dowiadywał o nim od Venety czy innych Lwich. <br />
Samiec cicho westchnął, chciałby coś zmienić w tej materii nicnierobienia. Ten dzień i ten spacer też nie był niczym specjalnym, a w każdym razie jeszcze nie teraz. Przełom być może nastąpi niedługo...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA["A miało być tak pięknie..." Śpiewały Elektryczne Gitary w swojej piosence. Niestety nie było, przynajmniej dla złotego. Cieszył go fakt, że powrócił na ziemie, które kiedyś nazywał swoim domem, no i oczywiście były one też ważne dla Venety. Ale pojawił się problem: co ma ze sobą zrobić? Znów jest azylantem, tym razem nie u Księżycowych, a u Cesarstwa i znów nie ma w co wsadzić łap. Wprawdzie próbuje codziennie trzymać się w formie przez różne drobne ćwiczenia, ale to nie to samo co regularne patrole lub polowania. Można powiedzieć, że trwa w nicości, każdy dzień wygląda tak samo, żadnych perspektyw. Venety też miała trochę zajęć z lwiątkiem, więc lew dawał jej odsapnąć samej. Wybierał się wtedy na spacery po okolicy, można by nawet je nazwać takimi luźnymi patrolami. Teraz spacerował po sawannie, dość blisko Lwiej Skały i terenów stada. Panował tutaj spokój, nie było słychać żadnych wrogich ryków czy czuć tropów. Sielanka niczym za złotego okresu Lwioziemców. Nie było go tutaj w tamtym okresie, niemniej trochę się dowiadywał o nim od Venety czy innych Lwich. <br />
Samiec cicho westchnął, chciałby coś zmienić w tej materii nicnierobienia. Ten dzień i ten spacer też nie był niczym specjalnym, a w każdym razie jeszcze nie teraz. Przełom być może nastąpi niedługo...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Zobowiązania]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2950</link>
			<pubDate>Sat, 28 Apr 2018 20:20:28 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2950</guid>
			<description><![CDATA[Szedłem dosyć sztywno, wyprostowany, tak żeby stawiać raczej krótkie kroki. Marszczyłem się, ponieważ wymagało to trochę wysiłku, ale jakoś szło, całkiem nieźle, a mrużyłem oczy, bo po wyjściu z ciemnej jaskini uderzyło mnie światło. Cokolwiek nałożył na moją ranę Vincent, zadziałało, to znaczy ból stał się zupełnie znośny, nadal pierońsko denerwujący, ale nie mącił mi już w głowie. Może w ogóle nie miałem gorączki? Może chciało mi się tylko jeść i pić? Nie znałem się na tym, ale po zabiegu medyka, spokojnym śnie, małym posiłku i zaspokojeniu pragnienia wróciłem do siebie. Z całą resztą, niezdolnością do polowania, walki czy długiej wędrówki, miałem uporać się właśnie teraz.<br />
Spojrzałem na Hakiego. Jak wyszliśmy z jaskini, to okrążyliśmy tylko taki skalny nawis, a kawałek dalej było miejsce, gdzie nie rosły żadne drzewa i bardzo przyjemnie grzało słońce. Odwróciłem się wtedy koślawo, stanąłem naprzeciwko niego, ale blisko skalnej ściany, żeby nie zagradzać drogi, bo szedłem przodem, ale nie byłem pewien, czy on nie będzie chciał odejść gdzieś dalej, czy nie chciał zaprowadzić mnie w jakieś konkretne miejsce, w końcu to były jego ziemie i znał je najlepiej, więc tylko podniosłem na niego pytający wzrok i starałem się wybadać, z ruchu, z miny, co postanawia. Mocne światło oświetliło mi pysk i oczy gorącym plackiem i odniosłem wrażenie, że znalazłem się w jakiejś innej przestrzeni, że z cesarzem to będzie inaczej niż ze wszystkimi do tej pory.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Szedłem dosyć sztywno, wyprostowany, tak żeby stawiać raczej krótkie kroki. Marszczyłem się, ponieważ wymagało to trochę wysiłku, ale jakoś szło, całkiem nieźle, a mrużyłem oczy, bo po wyjściu z ciemnej jaskini uderzyło mnie światło. Cokolwiek nałożył na moją ranę Vincent, zadziałało, to znaczy ból stał się zupełnie znośny, nadal pierońsko denerwujący, ale nie mącił mi już w głowie. Może w ogóle nie miałem gorączki? Może chciało mi się tylko jeść i pić? Nie znałem się na tym, ale po zabiegu medyka, spokojnym śnie, małym posiłku i zaspokojeniu pragnienia wróciłem do siebie. Z całą resztą, niezdolnością do polowania, walki czy długiej wędrówki, miałem uporać się właśnie teraz.<br />
Spojrzałem na Hakiego. Jak wyszliśmy z jaskini, to okrążyliśmy tylko taki skalny nawis, a kawałek dalej było miejsce, gdzie nie rosły żadne drzewa i bardzo przyjemnie grzało słońce. Odwróciłem się wtedy koślawo, stanąłem naprzeciwko niego, ale blisko skalnej ściany, żeby nie zagradzać drogi, bo szedłem przodem, ale nie byłem pewien, czy on nie będzie chciał odejść gdzieś dalej, czy nie chciał zaprowadzić mnie w jakieś konkretne miejsce, w końcu to były jego ziemie i znał je najlepiej, więc tylko podniosłem na niego pytający wzrok i starałem się wybadać, z ruchu, z miny, co postanawia. Mocne światło oświetliło mi pysk i oczy gorącym plackiem i odniosłem wrażenie, że znalazłem się w jakiejś innej przestrzeni, że z cesarzem to będzie inaczej niż ze wszystkimi do tej pory.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ogromne Drzewo {Chika & Sundara}]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2947</link>
			<pubDate>Tue, 24 Apr 2018 20:18:40 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2947</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">W gęstej dżungli stoi wysokie, rozgałęzione drzewo. Szerokie konary są lekko pochylone ku dołowi a drzewo jest grube i silne. Kilka korzeni wystaje z ziemi. Między konarami, na środku jest sporo miejsca, trochę jak u baobabów. Kora jest ciemna i porośnięte mchami. Mieszkańcy dżungli uważają, że to drzewo jest tak stare, że stoi tu praktycznie od zawsze co sprzyja tworzeniu szeregu legend na jego temat. </span></span></span></span></span></div>
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">~Visa,<a href="https://pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=1071" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Ogromne Drzewo</a></span></span></span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font">~*~</span></span></span></div>
<br />
<span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">Chikja wybyła na spacer, bez większego celu, ot by przejść się po okolicy i porozmyślać na ten przykład o Księżycu, trupach, intrygach, mrocznych rytuałach. Tak, był to dzień jak co dzień z tych wielu które już przeżyła. </span></span></span><br />
<span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">Łapy przywiodły ją tu, pod ogromne drzewo, którym znawca dendrolog z pewnością zachwyciłby się na moment tracą dech, a może i nawet przytomność...  ale kogo to tam obchodzi? Drzewo dla niej jak drzewo, tyle tylko że ogromne, tak więc skorzystała z tego faktu i wspięła się na nie prawie tak zwinnie jak czynią to lamparty by rozejrzeć po okolicy z góry. A nóż zdrowym okiem, czy uszami wyłowi jakąś ciekawą dramę, by urozmaicić to dość nudne popołudnie.</span><br />
</span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">W gęstej dżungli stoi wysokie, rozgałęzione drzewo. Szerokie konary są lekko pochylone ku dołowi a drzewo jest grube i silne. Kilka korzeni wystaje z ziemi. Między konarami, na środku jest sporo miejsca, trochę jak u baobabów. Kora jest ciemna i porośnięte mchami. Mieszkańcy dżungli uważają, że to drzewo jest tak stare, że stoi tu praktycznie od zawsze co sprzyja tworzeniu szeregu legend na jego temat. </span></span></span></span></span></div>
<div style="text-align: right;" class="mycode_align"><span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">~Visa,<a href="https://pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=1071" target="_blank" rel="noopener" class="mycode_url">Ogromne Drzewo</a></span></span></span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;" class="mycode_align"><span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-size: x-small;" class="mycode_size"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font">~*~</span></span></span></div>
<br />
<span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">Chikja wybyła na spacer, bez większego celu, ot by przejść się po okolicy i porozmyślać na ten przykład o Księżycu, trupach, intrygach, mrocznych rytuałach. Tak, był to dzień jak co dzień z tych wielu które już przeżyła. </span></span></span><br />
<span style="color: #3d3d3d;" class="mycode_color"><span style="font-family: Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif;" class="mycode_font"><span style="font-size: small;" class="mycode_size">Łapy przywiodły ją tu, pod ogromne drzewo, którym znawca dendrolog z pewnością zachwyciłby się na moment tracą dech, a może i nawet przytomność...  ale kogo to tam obchodzi? Drzewo dla niej jak drzewo, tyle tylko że ogromne, tak więc skorzystała z tego faktu i wspięła się na nie prawie tak zwinnie jak czynią to lamparty by rozejrzeć po okolicy z góry. A nóż zdrowym okiem, czy uszami wyłowi jakąś ciekawą dramę, by urozmaicić to dość nudne popołudnie.</span><br />
</span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Niech Księżyc]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2944</link>
			<pubDate>Sat, 21 Apr 2018 21:12:44 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2944</guid>
			<description><![CDATA[Nie wiedziałem, przed kim stanę, mimo że Inés wyrażała się o niej z nabożnym niemal szacunkiem. Czy serwalka była tak jak ona pełna dostojnej powagi? Czy równie dobrze powściągała emocje i czy miały przy niej obracać się w niwecz wszystkie moje sztuki? Cóż mogłem jej zaoferować prócz słowa, którym potrafiłem władać? W jaki sposób mogłem dyskutować z Najjaśniejszym? Czy tego miała mnie nauczyć?<br />
Siedziałem pod rozłożystą marulą na Ognistym Stepie niby posąg cierpliwości i opanowania, z ogonem owiniętym wokół łap i głową skierowaną na nawietrzną, wdychając zbożową woń pastwisk, a wewnątrz mnożyłem pytania jak mnożą się przed oczami zebry, kiedy próbuje się wyłowić wzrokiem tylko jedną spośród wielu. Jakiś czas temu przestało padać, więc ptaki krzyczały, radując się kilkoma chwilami swobodnych szybowań, a nad podmokłą ziemią kotłowały się roje owadów. Tutaj miałem się z nią spotkać i pokrzepiałem się, że przynajmniej mnie nie zaskoczy nadejściem zza pleców, chyba że... Zadarłem głowę. Może czekała już na mnie w gałęziach maruli?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie wiedziałem, przed kim stanę, mimo że Inés wyrażała się o niej z nabożnym niemal szacunkiem. Czy serwalka była tak jak ona pełna dostojnej powagi? Czy równie dobrze powściągała emocje i czy miały przy niej obracać się w niwecz wszystkie moje sztuki? Cóż mogłem jej zaoferować prócz słowa, którym potrafiłem władać? W jaki sposób mogłem dyskutować z Najjaśniejszym? Czy tego miała mnie nauczyć?<br />
Siedziałem pod rozłożystą marulą na Ognistym Stepie niby posąg cierpliwości i opanowania, z ogonem owiniętym wokół łap i głową skierowaną na nawietrzną, wdychając zbożową woń pastwisk, a wewnątrz mnożyłem pytania jak mnożą się przed oczami zebry, kiedy próbuje się wyłowić wzrokiem tylko jedną spośród wielu. Jakiś czas temu przestało padać, więc ptaki krzyczały, radując się kilkoma chwilami swobodnych szybowań, a nad podmokłą ziemią kotłowały się roje owadów. Tutaj miałem się z nią spotkać i pokrzepiałem się, że przynajmniej mnie nie zaskoczy nadejściem zza pleców, chyba że... Zadarłem głowę. Może czekała już na mnie w gałęziach maruli?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Moon river [Gunter i Szawolcs]]]></title>
			<link>//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2943</link>
			<pubDate>Sat, 21 Apr 2018 18:14:17 +0000</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">//pbf.krollew.pl/showthread.php?tid=2943</guid>
			<description><![CDATA[Wkraczanie na teren obcego stada nie było dobry pomysłem. Wkraczanie na teren obcego stada było najgorszym pomysłem na jaki mógł wpaść jego zniszczony lulkiem i kocimiętką mózg. Szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności w jakich ostatnio odwiedził ziemie Srebrnego Księżyca, nie powinien był znów się na nich pojawiać. Przez całą drogę powtarzał sobie, żeby nie robił tego pod żadnym pozorem, ale przecież nie będzie słuchał rad szaleńca, prawda? Dlatego też nie zważając na swoje własne protesty, namowy, prośby i groźby leżał teraz zanurzony po nos w chłodnej wodzie i z najwyższym skupieniem obserwował dno rzeczki, próbując określić stopień jej mulistości według własnej, pięciostopniowej skali. Opracowany przez Guntera system pomiarów uwzględniał wiele zmiennych, w tym kolor mułu, stężenie objętościowe i kształt kamyków oraz liczebność nagich ślimaków. Na tych ostatnich zależało mu szczególnie. Nie miały co prawda żadnego znaczenia naukowego, ale stanowiły niezbyt smaczną, acz dosyć pożywną przekąskę, którą zagryzał smak błota. Przeklinał sam siebie w duchu za dołączenie do listy wymaganych parametrów zapachu i smaku mułu. System badań był na tyle skomplikowany, że znachor sam często się w nim gubił i musiał rozpoczynać obserwacje od początku. Trudne jest życie naukowca. Skupiony na wyjątkowo ciekawym okazie niebieskołuskiej ryby, krążącej między jego łapami i próbującej podgryzać jego palce, nie poświęcał uwagi otoczeniu. Znajdował się niedaleko granicy, więc nawet w przypadku napotkania strażnika mógłby szybko opuścić teren stada. Miał jednak nadzieję, że nie nastąpi to zbyt szybko i będzie mógł spokojnie przeprowadzić pomiary na jak najdłuższym odcinku rzeki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wkraczanie na teren obcego stada nie było dobry pomysłem. Wkraczanie na teren obcego stada było najgorszym pomysłem na jaki mógł wpaść jego zniszczony lulkiem i kocimiętką mózg. Szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności w jakich ostatnio odwiedził ziemie Srebrnego Księżyca, nie powinien był znów się na nich pojawiać. Przez całą drogę powtarzał sobie, żeby nie robił tego pod żadnym pozorem, ale przecież nie będzie słuchał rad szaleńca, prawda? Dlatego też nie zważając na swoje własne protesty, namowy, prośby i groźby leżał teraz zanurzony po nos w chłodnej wodzie i z najwyższym skupieniem obserwował dno rzeczki, próbując określić stopień jej mulistości według własnej, pięciostopniowej skali. Opracowany przez Guntera system pomiarów uwzględniał wiele zmiennych, w tym kolor mułu, stężenie objętościowe i kształt kamyków oraz liczebność nagich ślimaków. Na tych ostatnich zależało mu szczególnie. Nie miały co prawda żadnego znaczenia naukowego, ale stanowiły niezbyt smaczną, acz dosyć pożywną przekąskę, którą zagryzał smak błota. Przeklinał sam siebie w duchu za dołączenie do listy wymaganych parametrów zapachu i smaku mułu. System badań był na tyle skomplikowany, że znachor sam często się w nim gubił i musiał rozpoczynać obserwacje od początku. Trudne jest życie naukowca. Skupiony na wyjątkowo ciekawym okazie niebieskołuskiej ryby, krążącej między jego łapami i próbującej podgryzać jego palce, nie poświęcał uwagi otoczeniu. Znajdował się niedaleko granicy, więc nawet w przypadku napotkania strażnika mógłby szybko opuścić teren stada. Miał jednak nadzieję, że nie nastąpi to zbyt szybko i będzie mógł spokojnie przeprowadzić pomiary na jak najdłuższym odcinku rzeki.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>