♫ Audycja 36 ♫


Wszystkie audycje znajdziecie na audycje.krollew.pl
Tygodniowy bonus
+5 opali


Otrzymuje Warsir!
  • Forum zostało zarchiwizowane i dostępne jest jedynie w wersji do odczytu - poza ShoutBoxem i tematami pozafabularnymi. Dziękujemy za wspólną grę!
  • Oficjalny kanał na discordzie - do kontaktu z graczami.
  • Stale aktywny pozostaje dział z pożegnaniami, gdzie każdy będzie mógł dopisać swoje.
  • NIE zgadzamy się na kopiowanie jakiejkolwiek części tego forum, także po jego zamknięciu.

    ~ Administracja Król Lew PBF (2006-2018)
Generator statystyk
Drzewo genealogiczne
Okres zbioru (1 porcja):
Cis pospolity
Wulkan Burgess Shale, Ognisty Las, Źródło Życia
Pogoda
1-15 września
21 °C
16 °C
16-30 września
23 °C
17 °C
Postać miesiąca:
Sierpień

Naiwny, strachliwy i delikatny. Lwie dziecko zagubione pośród sawanny, odnalazło ciepło rodziny w śnieżnym Cesarstwie choć niedawno spotkał nieświadomie prawdziwego ojca.
Cytat września
Nadesłany przez Vasanti Vei

Stężenie fanatyków księżyca na poziomie zerowym kazało mu się zastanowić, czy przypadkiem nie zabłądził.
Znajdziecie nas na:
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#1
16-08-2014, 15:56

W zasadzie cykl życia każdej lwicy można zamknąć w trzech słowach: polowanie, potomstwo i spoczynek. Tym razem chodziło o to pierwsze. Deyne skorzystała z okazji do polowania... zbliżała się idealna pora dnia bo słońce zaczynało się powoli chować. Od jakiejś godziny podążała tropem stada impal. Kryjąc się za niewielkim wzniesieniem miała okazję dokładnie się im przyjrzeć, może nawet wybrać kilka ewentualnych celów, z którego potem uśmierci jeden. Póki co jednak było za wcześnie.
Położyła się wygodnie na ziemi, wyciągając przed siebie przednie łapy i wysunęła białe pazury. Oczy badawczo przyglądały się kopytnym. A uszy reagowały na najmniejszy szelest w pobliżu. Nie może zaprzepaścić takiej szansy.
Maya
Nieprzejednana | Konto zawieszone

Płeć:Samiec Liczba postów:547 Dołączył:Cze 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 99

#2
16-08-2014, 22:04

I cały plan Deyne Nyoty nagle legł w gruzach u jej łap. Rozluźniona, gotowa do polowania samica mogła jedynie obserwować ponad obróconymi w ruinę zamierzeniami, jak nagle impale podrywają się do szaleńczego biegu. Docierał do jej czujnych uszu każdy jeden pisk, każde parsknięcie. Po chwili każdy z tych dźwięków utonął w huku panicznej pogoni. Usłyszała już tylko donośny wizg, widziała również, jak uciekające impale szerokim łukiem zaczynają unikać konkretnego miejsca.
I dostrzegła w nim lwicę, ciężarem własnego ciała przygniatającą zdobycz do ziemi. Choć wszystko stało się tak szybko, nie zdążyła zauważyć momentu, w którym samica zatopiła kły w szyi impali, dusząc ją i w końcu przetrącając kark. Polowanie było szybkie, nagłe, perfekcyjne - i przekreśliło całkowicie plan Deyne Nyoty.
Potem, jakby nigdy nic, łowczyni uniosła impalę w kłach i zaczęła oddalać się w sobie znanym kierunku. W świetle zachodzącego słońca dobrze było widać głębokie blizny na jej policzku oraz jej chude, ale smukłe i silne ciało. Pomimo udanego polowania, lwica czujnie obserwowała okolicę, ani na moment nie tracąc skupienia, chociaż nie była w stanie zauważyć Deyne Nyoty, którą właśnie mijała. Kilkukrotnie jej spojrzenie znalazło się w miejscu, w którym przebywała, jednak futro partnerki Ragnara dawało jej kamuflaż zbyt dobry nawet dla jej ślepi.
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#3
16-08-2014, 23:50

Niski warkot zrodził się w jej gardle. Tyle czasu i trudu na marne. W każdym razie, pozostała w bezruchu mimo wielkiej chęci, by poderwać się i ruszyć na zwierzynę. Należało się zorientować z kim ma do czynienia. Mimo gniewu wobec lwicy, której jeszcze nie rozpoznała, w dwukolorowych ślepiach pojawił się cień szacunku. Miała przed sobą doskonałą łowczynię, wzór do którego dążyła. Pokryte sierścią radary pilnowały jeszcze, w którą stronę udały się kopytne. Może uda się je później znaleźć...
Dziwnym trafem zaczęła się zbliżać. Dey widziała coraz więcej szczegółów, teraz już była w stanie rozpoznać zielonooką. Maya, swoja. Przynajmniej o tyle dobrze. Kącik pyska wygiął się w krzywym uśmiechu, gdy ta ją minęła. Miała o tyle satysfakcję, iż wiedziała już, że naprawdę potrafi się dobrze skradać. Ale teraz czas porzucić kryjówkę.
Ryknęła krótko, jak to lwice mają w zwyczaju dawać o sobie znać. Dopiero potem zbliżyła się na kilka kroków i skinęła łbem.
- Widzę, że chociaż jednej z nas się udało.
Maya
Nieprzejednana | Konto zawieszone

Płeć:Samiec Liczba postów:547 Dołączył:Cze 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 99

#4
17-08-2014, 01:59

Znajoma lwica nie zatrzymała się jednak, nawet, gdy Deyne Nyota ujawniła swoją obecność. Z pewnością siebie i swoich czynów, których tak jej ostatnio brakowało jedynie obróciła łeb w jej kierunku. Gdyby lwica była obca, dostałaby jasny znak, że nie miała najmniejszego zamiaru ustępować. Kiedy jednak także Maya ją rozpoznała, zatrzymała się w miejscu z błyskiem w ślepiach i oddechem uwięzłym w gardle. Niemal bez zastanowienia ruszyła w jej stronę, bacznie przy tym młódkę obserwując.
Maya miała dobre powody, żeby teraz polować. Wprawdzie zarówno ona, jak i Naema miały dnia wczorajszego swój posiłek, jednakże lwica znów pozostawiła ją samą, żeby przygotować się na najczarniejszy ze scenariuszy. Każdy sposób na uzupełnienie sił i doprowadzenie się do pełnej gotowości był teraz dobry, a posiłek był jednym z bardziej oczywistych. Nie spodziewała się jednak, że uda jej się natrafić właśnie na Deyne - lwicę, którą już od pierwszej godziny po powrocie zamierzała odszukać. Drugą z nich była Kalani. Obie powinny mieć już odpowiedzi - tylko jakie miała zadać pytania, jak poprowadzić rozmowę, żeby się upewnić?
Nie wykluczała również scenariusza, w którym wszyscy wiedzieli już o jej planach i polowali na nią. Póki nie miała pewności, mogła jedynie sprawiać pozory normalności. Była jednak przygotowana na wszystko, rozgrzana, i - w razie czego - gotowa do walki. Nie widziała w Deyne wielkiego zagrożenia, bardziej obawiała się, że była śledzona od samego początku.
Z ciężkim sercem i ciężką łapą zbliżała się więc do Nyoty, nawet nie próbując kryć tego, że krew buzowała w jej żyłach. Jej spojrzenie również było stalowe, zimne, nawet, jak położyła impalę na ziemi i zbliżyła się do Deyne, by się z nią przywitać. Otarła się o nią łbem, na wszelki wypadek wysuwając jednak pazury. Każdy jeden zmysł był teraz wyostrzony ponad miarę, świadomie zaczęła nawet kontrolować swój oddech, jeśli coś miałoby pójść nie tak. Wykorzystując okazję, zerknęła ponad grzbietem Deyne - nikogo jednak nie znalazła.
Najbardziej obawiała się w tym wszystkim o Naemę. Zostawiła ją w dobrym, przemyślanym ukryciu, z dala od ścieżek, którymi chadzali zwykle członkowie stada - zawsze pozostawała jednak obawa, że ktoś ukrył się przed wzrokiem, tak, jak zrobiła to Deyne i obserwował całe zajście od początku do końca. Martwiła się o nią. Była więc gotowa do walki.
A co, jeśli lwica nie wiedziała o niczym? Jedynym ogniwem zdrady był teraz Kahawian, a jego słowo rozpełzłoby się po stadzie, jak wici. Jeżeli Ragnar się z nim jeszcze nie spotkał, nie wiedział o niczym - nie dała się im wykryć. I na samo wspomnienie tego, co widziała gniew aż szumiał jej w uszach. Gorąc polowania, chłód w jej ślepiach i wrząca krew - to zastała Deyne, kiedy zaczepiła Mayę.
Niskim warknięciem dała jej znać, że wcale nie była w tej sytuacji zachwycona.
Maya wiedziała, że miała przewagę w formie własnego podejścia do stada - jej opinia na jego temat była doskonale znana Ragnarowi i Kahawianowi, przez to zapewne również i Deyne. Wykorzystała to, by poprowadzić tę rozmowę po jej myśli. W tle podjęła jeszcze jedną ważną decyzję.
- Zjem, ile muszę, a resztę bierz.
A potem zatopiła znów kły w impali, ale tym razem po to, aby podkreślić swoją pozycję. To ona była właścicielką tego mięsa, to ona je upolowała i zabierze je dlatego, że jej na to pozwoliła. Na jej zasadach, nie z potrzeby serca. Nie zdradziła się z niczym innym, ciągle obserwując Deyne, w miarę możliwości także rozglądając się dookoła.
- Przynajmniej się nie zmarnuje. - Mruknęła, przełykając solidny kęs. - Dla dzieciaków? Gepardów, Frigg i Raga? - Spojrzała znów na nią, krzywiąc się w grymasie, który miał być uśmiechem.
Pazury wciąż miała wysunięte, była przygotowana na wszystko: w szczególności na sytuację, w której Deyne miałaby się na nią rzucić. Nie zdążyłaby nawet tego pożałować. Miałaby wtedy przynajmniej idealny dowód jej podejrzeń co do wydarzeń w stadzie. Jedno pozostawało wspólne dla obu scenariuszy: Maya podkreślała swoją pewność siebie, nie kryjąc również argumentów na jej poparcie.
Oczywiście, cała ta scenka wiązała się z tym, że Naema nie dostanie dziś posiłku. Ona w tym wszystkim potrzebowała go jednak najmniej - brutalna, chłodna kalkulacja to było teraz jedyne, co mogło przeprowadzić je przez tę mękę. Nie mogła jednak już teraz zapytać o Ragnara i Kahawiana: musiała czekać na dobry moment.
I liczyła na to, że Deyne o niczym nie wie. Musiała wybadać sprawę.
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#5
17-08-2014, 11:50

No cóż dla niej każde udane polowanie kończyło się szumem krwi w uszach i przyjemnym swędzeniem łap. Podejrzewała, że tak sprawy miały się z każdą lwicą, więc opóźniona reakcja Mai nie była dla niej niespodzianką. Odpowiedziała więc cichym pomrukiem, gdy zielonooka otarła się o nią w ramach powitania. Tylko okazane pazury i ten niepokojący wyraz ślepi ją zastanawiał. Czy zrobiła coś nie tak? Nie przypominała sobie. Może samica ma po prostu gorszy humor, niż zazwyczaj. Słysząc warkot, mimowolnie cofnęła się pół kroku, dając piaskowej więcej miejsca. Może chodziło o obronę zwierzyny? Jej przypuszczenia legły w gruzach, gdy ta w końcu się odezwała. Uniosła kąciki pyska w lekkim uśmiechu i pokręciła łbem.
-Nie trzeba... Mam dziś ochotę na polowanie.
Wzrokiem przemknęła po szczupłej sylwetce lwicy. Może nawet zbyt.
- Z resztą, tobie bardziej się przyda. Wszystko w porządku?
W dwukolorowych ślepiach błysnęła iskierka zmartwienia.
Wiedziała co Maya zrobiła dla Ragnara i Kahawiana. Obaj byli winni jej wdzięczność, ale przez wzgląd na jednego z nich, miała też szacunek i jasnej lwicy. W końcu zajmowała się kimś, kogo kochała. Gdyby nie ona, prawdopodobnie już nigdy by go nie zobaczyła, a Frigg nawet nie poznałaby swojego ojca.
Słysząc jej pytanie, pokręciła lekko łbem.
-Jedynie młode. Ragnara nie widziałam już... dłuższy czas.
I się bała, co tym razem było tego powodem. Widząc że zbiera się na rozmowę, położyła się kawałek dalej.
Bójka było ostatnim, czego chciała.
Maya
Nieprzejednana | Konto zawieszone

Płeć:Samiec Liczba postów:547 Dołączył:Cze 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 99

#6
17-08-2014, 12:45

Bingo. Nyota nieświadomie ukruszyła słowami ciężki kamień, który Maya nosiła w sercu. Zupełnie wbrew jej woli uspokoił się jej oddech, ciało zrezygnowało z twardej, bojowej postawy, a do tej pory wysunięte pazury schowały się znów, wiedząc, że nie będą już potrzebne. Już po samych reakcjach rozmówczyni widziała, że nie miała zielonego pojęcia o tym, co się stało. Nie zwęszyła żadnej gotowości do walki, żadnej złości, żadnego zdenerwowania, tylko uległy, grzeczny szacunek. Uśmiechnęła się więc do niej ponuro, jakby mówiąc "tak trzymać".
Nawet życzliwość ze strony Deyne nie rozwiązywała jej problemów. Ragnar mógł właśnie w tej chwili rozmawiać z Kahawianem i dowiadywać się o tym wszystkim, co miało miejsce. Ta czarna myśl bardzo szybko obudziła jednak w Mai pamięć - rozmowa z Kahawianem przecież nie wyglądała aż tak niepokojąco. Przypomniała sobie błysk gniewu w jego ślepiach, kiedy pokazała mu ranę, którą dostała od Ragnara - może jednak samiec był w tym wszystkim po jej stronie? Wiedział o wszystkim, ale przecież nie zrobił nic, żeby zapobiec wykonaniu planu, ale także nic, by zabezpieczyć ten plan: gdyby faktycznie zależało mu na tym, żeby się wypełnił, nie pozwoliłby jej odejść. Poprosił ją tylko, żeby nie robiła z tym nic. Czyżby ze względu na to, że zawdzięczał jej życie dał jej jedną szansę, aby wyszła z tego cało? Wszystko na to wskazywało, dlatego Maya nie zrezygnowała z czujności. Być może chciał, żeby tak właśnie o tym myślała. Tak, czy inaczej, miał przeciwko niej potężną broń i wolała nie dawać mu okazji, by z niej skorzystał.
Dlatego też kontynuowała swoją grę.
- Doceniam troskę, ale dam sobie radę. Jak zawsze - mruknęła ponuro - i bez urazy, Deyne, ale zapomnij - dodała tym samym tonem, odrywając się od swojej zdobyczy - ktoś znowu niedawno polował i nie dał czasu zwierzynie się uspokoić. Antylopy uciekły stąd w kierunku Lwiej Ziemi, zebry i większość impal zrobiły podobnie. Tylko ta grupka tutaj została, a teraz chyba jest już po wszystkim. - Skrzywiła się, nie kryjąc niezadowolenia.
Zjadła tyle, co zawsze: ledwie odrobinę, byle uspokoić głód, a nie go zaspokoić. To pomagało jej pozostać w wiecznej gotowości do polowania.
- Bierz to i nakarm dzieciaki - poleciła Deyne - ja coś wymyślę.
Maya ściągała z zakurzonej półki kolejne swoje opinie i kolejne - o wszystkich zapomniała, kiedy Ragnar spotkał się z Vei. Teraz, podczas rozmowy z jego partnerką, okazywały się być bezcenną częścią ryzykownej gry.
- Nie wiem, co mam zrobić, żeby do Raga w końcu coś dotarło. - Mruknęła z niechęcią. - Kiedyś coś tam powiedział, że mamy za ciężko, że nie zasługujemy na takie trudne polowania. A nie zauważa jakoś, że każdy cholerny gówniarz w jego stadzie poluje, kiedy mu tylko wygodnie i tylko dla siebie. A potem się tylko dziwisz, jak się potykasz o gnijące resztki i słuchasz, jakie to "niesprawiedliwe". Jedno przeszkadza drugiemu, trzeba tropić cokolwiek godzinami. Jeżeli nic nie robi, żeby nad tym zapanować, miałby chociaż na tyle, nie wiem, godności, żeby siedzieć cicho, bo sam do tego doprowadził.
Prychnęła pod nosem.
- Ja to mogę sobie gadać, ale może chociaż ciebie posłucha - kontynuowała - jeżeli nie zaczniemy polować tak, jak należy, to za jakiś czas nie będzie już na co polować. Samce mają siedzieć na dupie i pilnować lwiątek, lwice w tym czasie polują, każdy dostaje tyle, ile trzeba i ani trochę więcej. Nic się nie marnuje, żadnej samowoli. To jedyne wyjście, albo w porze deszczowej będziemy musieli polować na Lwiej Ziemi.
Po tych słowach Maya skrzywiła się raz jeszcze, kręcąc głową.
- Może kiedyś przypomni sobie, że trąbiłam o tym od samego początku. - Uśmiechnęła się krzywo.
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#7
17-08-2014, 18:55

Nieco się uspokoiła widząc, że i zielonooką opuszczają nerwy. Nie miała bowiem bladego pojęcia ani o tym co zaszło na Cmentarzu, ani też na Skalisku... czemu więc miała podchodzić do niej ze złością? Gdyby wiedziała o tym co się działo, najpewniej zechciałaby zedrzeć skórę z Vei. A tak... tkwiła w bezpiecznej, póki co, nieświadomości.
Na zapewnienie Mai skinęła inimalnie łbem. A co do polowań westchnęła ciężko, a ogon przeciął ze świstem powietrze.
- Musiał mi umknąć... tropiłam to stado od godziny.
Przewróciła ślepiami. Akurat tego nie lubiła. Nie lubiła, gdy brak porozumienia w stadzie powodował, że któreś z nich musiało polować poza własnymi terenami.
Skoro nie miała innego wyjścia, lekkim uśmiechem podziękowała lwicy. Nie miała ochoty z nią się spierać. A skoro mogła zaoszczędzić choć trochę sił na jutro, to szczęście dla niej. Może będzie lepiej.
Zaciekawione spojrzenie legło na zielonookiej. Poczekała, dała jej skończyć mówić.
- Już dawno o tym rozmawialiśmy, tylko widzisz... w czasie zarazy i zaraz po niej znikło naprawdę duża część stada, głównie lwice. Widziałam tylko ciebie... nie przypominam sobie, żeby ktoś jeszcze był. Frigg była wtedy malutka, a ja musiałam się skupić na szybkich i bezbłędnych polowaniach.
Zrobiła krótką przerwę na oddech.
-Teraz zaczyna być lepiej. Wróciła Kalani, partnerka Kahawiana, dołączyła nowa lwica- Giza. Wygląda na silną i doświadczoną. Jakiś czas temu gdzieś przemknęła Maoni... myślę, że można już zacząć normalnie polować. A co do Raga...czy mnie posłucha...-prychnęła, odwracając na chwilę wzrok.
Nie miała przecież nad nim żadnej władzy.
-Porozmawiam z nim. W każdym razie, nie ma sensu czekać na niego. Nie wiem, gdzie jest. W najbliższych dniach planuję zwołać wszystkie samice. Kahawian raczej nie będzie robił problemu i popilnuje młodych. Ufam mu.
Maya
Nieprzejednana | Konto zawieszone

Płeć:Samiec Liczba postów:547 Dołączył:Cze 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 99

#8
17-08-2014, 21:41

- Brak lwic to nie problem - zaprzeczyła Maya - problemem jest, że każdy usiłuje żyć, jak chce. Równie dobrze moglibyśmy wszyscy przestać się traktować, jak stado. A tego jakoś nikt nie chce zrobić.
Ostatecznie także i ona usiadła naprzeciw Nyoty, z upolowaną impalą reprezentującą nie tylko mur między rozmówczyniami, ale także mur między Mayą, a resztą. Nawet to spojrzenie zielonych ślepi musiało przeciskać się do niej, jak przez kraty. Obok tego chłodu z czasem jednak pojawiła się jednak odrobina ciepła - Maya nie krzywiła się już, a jedynie przewróciła oczami.
- No wreszcie. - Skomentowała wieści o poruszeniu wśród lwic. - W końcu będzie można normalnie żyć.
Była ciekawa, czy będzie coś z tych słów. Jeszcze nigdy wcześniej nie spotkała się z taką inicjatywą, a to nieudane polowanie chyba tylko dodawało Deyne motywacji do próby. Poza tym, nie było lepszego sposobu na sprawdzenie nowych lwic: skoro Giza należała już do stada, tylko podczas polowania będzie można sprawdzić jej wytrzymałość, siłę, doświadczenie i zdolność myślenia. Nie brakowało jej tego na Skale - nie przypominała sobie nawet, żeby przerwała jej, kiedy ostrzegała ją o konsekwencjach nieposłuszeństwa. Siedziała i posłusznie, cicho słuchała, co miała jej do powiedzenia, nawet, jeśli były to nieprzyjemne słowa. I bardzo dobrze - może faktycznie coś z niej będzie. Oceny Deyne Maya nie potrafiła jeszcze uznać za rzeczową, choć zyskała i tak dużo po tym postanowieniu z jej strony. Zyskałaby jeszcze więcej, gdyby choć raz przyniosłoby to wspólne polowanie.
Te myśli zachowała jednak dla siebie - nie powiedziała nic więcej, czekając na to, co młódka jeszcze mogła mieć do powiedzenia. A podejrzewała, że było tego trochę. Nigdy wcześniej nie odbyła z nią rozmowy, która trwałaby choć połowę tego czasu.
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#9
17-08-2014, 22:38

Wzruszyła barkami.
- Wiesz, to nie jest typowe stado. Ja się wychowałam w takim, gdzie to było dwóch dorosłych samców, kilka samic i ich potomstwo. Łatwo więc o wspólne przebywanie razem. A tutaj... trzeba się przyzwyczaić. Z czasem przychodzi wszystko. Myślę, że już jest lepiej niż na początku, gdy pierwszy raz postawiłam łapę na terenach Szkarłatnych.
Nie umknęło jej uwadze, że zielonooka również złożyła ciało na ziemi, nadal jednak pozostawiając granicę, którą stanowiła fizycznie impala. Ale też zauważyła, że nastawienie do niej nieco się ociepliło. Miła zmiana.
Zaśmiała się cicho na jej słowa.
-Być może. Nie mogę się doczekać.
Spojrzeniem przeczesała okolicę. Nawet się nie zorientowała, kiedy słońce praktycznie znikło za horyzontem. Pojawiły się nawet pierwsze gwiazdy. Dłuższą chwilę zajęło, nim znów się odezwała.
- Wiesz...zastanawiam się, jak ta dwójka może współpracować.
Oparła łeb na przednich łapach i ponownie spojrzała na Mayę.
-Kahawian jest zawsze blisko stada, stara się przybiec na każde wezwanie. Kalani mówiła, że zawsze był taki... tyle że zmienił się nieco po tym, jak jego brat zabił jego partnerkę i syna. Że ciężko wydobyć z niego jakąś większą reakcję... ale że wszystkim się przejmuje.
Łapą przetarła pysk.
- A Rag... mam wrażenie, że on po prostu boi się uczuć. Boi się, że może sam się na kogoś otworzyć. Może dlatego tak rzadko go widać. Ale Frigg skradła jego serce, widać to gołym okiem. Zrobiłby dla niej wszystko.
Maya
Nieprzejednana | Konto zawieszone

Płeć:Samiec Liczba postów:547 Dołączył:Cze 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 99

#10
17-08-2014, 23:00

Na pierwsze słowa Deyne Maya jedynie prychnęła.
- Gdyby to stado miało się znaleźć tam, skąd ja pochodzę, nie przeżyłoby tygodnia. - Odparła, śmiertelnie poważnie. - Jestem z bagien.
To było jedno z pierwszych jej zmartwień i trosk, kiedy znalazła się tutaj, wciąż praktycznie sama. Gdyby te lwy i lwice miały się znaleźć w świecie, który ją urodził i wychował, nie przeżyliby tam. Nie było między nimi żadnej więzi, żadnej współpracy, a już na pewno żadnej większej znajomości. W jej stadzie każdy znał każdego, jak tył własnej łapy, każdy wiedział, czego może oczekiwać, czego nie, jaką rolę zająć w stadzie, jaką podczas polowania. Bagna były najtrudniejszym terenem, jaki można było sobie wyobrazić: wymagał znacznie więcej umiejętności i czujności, niż zwykła sawanna. To dlatego Maya natychmiast odnalazła się na terytorium nowego stada, jedynie skrywaną pogardą reagując na uwagi Ragnara na temat tego, jak mieli ciężko. Nie widział życia na bagnach. Życia pośród krokodylich paszcz i zasadzek, pośród zdradliwych kładek i ruchomych piasków, pośród wód podnoszących się i opadających wedle własnego widzimisię. A tymczasem dawali sobie radę, doskonale. Aż do momentu, w którym wszystko diabli wzięli.
Opowieść Deyne o Kahawianie i Ragnarze zaskarbiła sobie znacznie więcej uwagi i uznania. W szczególności żywo zareagowała na historię tego pierwszego - wysłuchawszy jej, skrzywiła się z czymś na pysku, co można było nazwać tylko żalem. Ragnara znała dobrze, wiedziała, jaki on jest i co nosi w sobie. Widziała w nim jednak również coś, co kazało jej dostrzegać w nim nie tylko przywódcę, ale też tyrana. Wroga. Teraz jedynie się to uwydatniło: nie skomentowała więc jej słów. Wiedziała i tak, że Rag po prostu sięgał po to, co chciał. I szkoda, że to dostawał.
- Wiem, jacy oni są. - Odpowiedziała cicho, poważnie. - Ich poznałam dobrze. Kiedy Kahawian jako-tako doszedł do siebie po chorobie, pierwszym, co powiedział, było "jak się czują inni". - Uśmiechnęła się smutno, nieświadoma tego, że lew, który poznał ciemną stronę jej historii sam nosił na sobie jej ciężkie plamy.
Maya utknęła wzrokiem w jednym punkcie, przypatrując się mu ze smutną powagą. Kahawian był dobrym lwem, co do tego nie mogła mieć wątpliwości. Nie po tym wszystkim, przez co przeszedł. Jej obawy co do jego wierności znacznie zrzedły, nie zniknęły jednak. Nawet jeśli okazałby się godny jej zaufania, pozostawał jeszcze jeden lew. Jeszcze jedna, wielka niewiadoma.
Ragnar.
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#11
17-08-2014, 23:28

Mruknęła cicho.
- Ale nie jest... i to jest zasadnicza różnica. Tutaj wymagają od nas czegoś innego.
Oczy błysnęły z zainteresowaniem.
-Z bagien? Nie zazdroszczę... raz się tam zapuściłam jak byłam mała... i jakoś nie chcę tam wracać, jeśli nie muszę.
Bo po co miała się narażać na towarzystwo jadowitych węży i krokodyli?Nie mówiąc jeszcze o zdradliwej wodzie i podłożu. Nie, dziękuje.
Zastanowiły ją jej słowa. "Wiem jacy są"... Dey zamknęła ślepia na chwilę. Maya znana była z tego, że spędza czas raczej samotnie... nigdy nie miały okazji jakoś dłużej porozmawiać. Czyżby to choroba ujawniła przed nią charaktery obu samców? Miała z nimi wtedy styczność jako jedyna ze stada, może to w tym leżała jej przewaga?
Nie mogła się jednak powstrzymać przed pytaniem.
-A Rag?
Była po prostu ciekawa... jak wyglądał w oczach innych.
Maya
Nieprzejednana | Konto zawieszone

Płeć:Samiec Liczba postów:547 Dołączył:Cze 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 99

#12
18-08-2014, 01:04

Bagna uczyły pokory. Uczyły przetrwania najciężej, jak to tylko było możliwe - jako dziecko tak brutalnego świata, Maya była przygotowana na nieporównanie więcej, niż miała do zaoferowania sawanna, nawet w swojej największej złośliwości. Nie była jednak przygotowana na to, co mogło ją spotkać ze strony innych lwów - dziwnych lwów, które zajmowały te cholerne, suche ziemie. Pytanie Deyne Nyoty szybko sprowadziło ją znów na właściwe tory - to było pytanie, na które odpowiedzieć musiała z rozwagą. Zdecydowała się jednak w końcu powiedzieć prawdę.
- Odważna jesteś, że pytasz się o to mnie.
Maya skrzywiła się w dziwnym uśmiechu, a potem zamilkła na chwilę lub dwie, myśląc nad odpowiedzią.
- Ragnar. - Powtórzyła, jakby smakując jego imienia. - Nie potrafię go rozszyfrować. W jednej chwili zachowuje się tak, w drugiej zupełnie inaczej. Nie rozumiem go, nie wiem, co myśli, co planuje. Ale przynajmniej w miarę przyzwoicie walczy. Spędziłam z nim trochę czasu, jeszcze więcej, niż z Kahawianem, ale nie wydaje mi się, żebym go znała.
Zawahała się, co - i w ogóle "czy" - mówić cokolwiek dalej.
- No, ale obaj są w stanie jako-tako mnie zrozumieć, kiedy rozmawiam z nimi po swojemu. Do reszty jestem w stanie trafić chyba tylko słowem. - Mruknęła, krzywiąc się znów. Tym razem z niezadowoleniem.
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#13
18-08-2014, 12:07

Nie rozumiała do końca... czemu miała się bać spytać ją o coś takiego? Była członkinią ich stada, polowała na ich terenach, z tego co mówiła, często widywała się z i z Ragnarem i z Kahawianem. Czemu zatem jeden z nich nie stanowił problemu, a wyrażenie opinii o drugim już tak?
Skinęła lekko łbem po tym, jak Maya skończyła jego opis. Jakby nie patrzeć... był prawdziwy. Choćby nie wiedziała jak by się starała, nie umiała przewidzieć jego reakcji. Do tej pory pamiętała, jak bardzo się wahała, czy powinna mu przedstawić jego własną córkę. Gdyby tak się dobrze zastanowić... tak naprawdę nie wiedziała o nim nic. Miała jedynie podejrzenia, domysły... wyobrażenia. A umysł jeszcze jej podsuwał to, że najprawdopodobniej Maya spędziła z nim znacznie więcej czasu, mimo że była tu znacznie krócej. A to już zabolało bardzo.
Ponure myśli odbiły się na tym, jak wyglądał w tej chwili jej pysk, czego ona teraz nawet nie podejrzewała.
Po prostu widać było całe jej zmęczenie, troskę... i beznadziejny smutek.
Jakoś nie miała pomysłu na to, co mogłaby powiedzieć.
Maya
Nieprzejednana | Konto zawieszone

Płeć:Samiec Liczba postów:547 Dołączył:Cze 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 99

#14
18-08-2014, 20:45

- Zrobił ci krzywdę?
Maya przyglądała się Deyne z bardzo dziwnym spojrzeniem. Pochyliła się, uszy miała nieco cofnięte, a w ślepiach miała twardy błysk. Dziwne ciepło jej zielonych oczu brało się jednak nie z troski, a z gniewu. Nie znała lwicy zbyt dobrze, ale widok tego smutku w jej ślepiach, sama ta cisza, która zapadła po jej słowach mówiła aż zbyt wiele o tym, co musiało mieć miejsce. Jaką kanalią musiał się stać Ragnar, że w poszukiwaniu swoich żądz potrafił porzucić i skrzywdzić taką lwicę, jak Nyota? I to dla takiej bezwartościowej, dwulicowej szmaty, jak Vasanti Vei?
W Mai się zagotowało. I nawet tego nie kryła.
Deyne Nyota
Łagodna | Konto zawieszone

Płeć:Samica Liczba postów:440 Dołączył:Maj 2013

STATYSTYKI Życie: 0
Siła:
Zręczność:
Spostrzegawczość:
Doświadczenie: 69

#15
18-08-2014, 21:39

Pokręciła łbem, unosząc kącik pyska w próbie uśmiechu.
- Nie, nigdy. Wręcz przeciwnie... w stadzie znalazłam się przez to, że wyleczył moją łapę. No i dzięki niemu mam Frigg i Szyszki.
Problemem Dey nie było to, że ją uderzył, zaatakowały czy...mniejsza. Nie.
- Można powiedzieć, że mój problem jest wprost przeciwny.
Podniosła łeb prostując kark i zginając łapy w nadgarstkach. Zaskoczyła ją reakcja Mai... od razu zauważyła ten błysk ślepi.
-Tyle że to tylko moje uczucia.
Co mogła więcej jej powiedzieć. Była coraz bardziej rozgniewana na samą siebie, że tak łatwo jej myśli i emocje związane z nim były po niej widoczne. Z czasem martwiła się o niego coraz bardziej.
Po dłuższej chwili namysłu stwierdziła, że winna jest lwicy wyjaśnienie, co do pytania, które jej zadała.
-Wiesz... pytałam cię o niego, bo chciałam się zorientować, czy on tak zachowuje się wobec wszystkich. I widzę że tak.


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości