♫ Audycja 36 ♫


Wszystkie audycje znajdziecie na audycje.krollew.pl
Tygodniowy bonus
+5 opali


Otrzymuje Warsir!
  • Forum zostało zarchiwizowane i dostępne jest jedynie w wersji do odczytu - poza ShoutBoxem i tematami pozafabularnymi. Dziękujemy za wspólną grę!
  • Oficjalny kanał na discordzie - do kontaktu z graczami.
  • Stale aktywny pozostaje dział z pożegnaniami, gdzie każdy będzie mógł dopisać swoje.
  • NIE zgadzamy się na kopiowanie jakiejkolwiek części tego forum, także po jego zamknięciu.

    ~ Administracja Król Lew PBF (2006-2018)
Generator statystyk
Drzewo genealogiczne
Okres zbioru (1 porcja):
Cis pospolity
Wulkan Burgess Shale, Ognisty Las, Źródło Życia
Pogoda
1-15 września
21 °C
16 °C
16-30 września
23 °C
17 °C
Postać miesiąca:
Sierpień

Naiwny, strachliwy i delikatny. Lwie dziecko zagubione pośród sawanny, odnalazło ciepło rodziny w śnieżnym Cesarstwie choć niedawno spotkał nieświadomie prawdziwego ojca.
Cytat września
Nadesłany przez Vasanti Vei

Stężenie fanatyków księżyca na poziomie zerowym kazało mu się zastanowić, czy przypadkiem nie zabłądził.
Znajdziecie nas na:
Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#1
30-04-2017, 17:03
Prawa autorskie: Ragnar

Opuściwszy Mroczne Groty, Jaszczurka skierowała swoje kroki na południe. Gdyby nie wiedziała, dokąd iść, położyłaby się na pozostawionym Belialowi ołtarzyku i byłaby czekała tam na śmierć z niemyślenia, a tak – mogła chociaż wprawić w ruch swoje ciało, jedno z dwojga, a to już połowa sukcesu. Wędrówka zajęła jej mimo to o wiele dłużej, niż lwica przypuszczała. W zasadzie nie sama wędrówka, a dotarcie do celu. Pierwszym problemem okazał się umysł, który od czasu do czasu podejmował procesy myślowe i zmuszał lwicę do zaszywania się w co ciemniejszych i wilgotniejszych zapadliskach, gdzie tak łatwo było być, nic nie robić, leżeć, oddychać. Drugim - zdrowie; zapadające się boki, sztywniejący szkielet, do pary z niechętnym życiu umysłem tym prędzej podupadające.
Dość powiedzieć, że pod widocznie zarysowanymi żebrami zaczął być widoczny twardy, spęczniały brzuch, okrągły i pełny mimo smaku głodu na języku. Musiało więc minąć kilka tygodni.
W miękkiej, soczystej trawie na północy Lwiej Ziemi postawiła swoją łapę Wróżka-śmierciuszka, umierajuszka. Zamiast głowy miała czaszkę obleczoną skórą w kolorze Zenzele, a także długi kręgosłup, wyraźnie rysujące się podczas marszu łopatki, wystającą miednicę i brzuch jakby spęczniały od robaków w przewodzie pokarmowym, chociaż nie były one w przewodzie pokarmowym, te robaki. Wisiały nad umierajuszką muchy, namolne, ale nieirytujące, niespecjalnie jakoś, z pasją wirujące zwłaszcza wokół jej łba, gdzie nęciły je słodkim zapachem ropy niedoleczone rany: nacięcia po pazurach na czole, policzkach i kufie umierajuszki, a także w połowie odgryziony nos.
Lwica szła, ponieważ wiedziała, dokąd zmierza. Głowę niosła ponad trawą, ale niezbyt wysoko, nie miała na to siły. Szukała wzrokiem i uchem.
Vasanti Vei
Zgryźliwa | Iskra
*

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Medyk Liczba postów:2,979 Dołączył:Cze 2012

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 82
Zręczność: 88
Spostrzegawczość: 82

#2
30-04-2017, 22:25
Prawa autorskie: Koseki-Leonheart (Kami), tło Disney / OwlyBlue (Ghalib)
Tytuł pozafabularny: Główny Administrator / Prowadzący Radia / Mistrz Kalamburów / Najpiękniejsze miano

Lwioziemcy nie mieli szczęścia do przybyszów z północy, a może raczej odwrotnie; ostatni skończył przecież z rozszarpanym gardłem. Było to o tyle ciekawe, że niegdyś to zachodnia granica stanowiła tę najbardziej niebezpieczną, a teraz co?, cisza jak łapą odjął. Choć... Może należałoby się upewnić, czy nie jest to aby cisza przed burzą.
Tymczasem Vasanti patrolowała właśnie tę północą granicę, momentami nawet nerwowo zastanawiając się nad jej przekroczeniem. Była przekonana, że to za nią udało się jej dwóch synów, od dawna niewidziani Setkar i Skadim - ale szukaj igły w stogu siana... Stadne obowiązki tak ją pochłaniały, że zanim zdążyła się zorientować, że ich nieobecność trwa niepokojąco długo, zapachowy trop zdążył już zaniknąć. Wciąż miała nadzieję, że są razem (wszak zniknęli właściwie równocześnie), że jedynie udali się na przydługą wędrówkę, ale obaj znają drogę powrotną i już niedługo z tej wiedzy skorzystają...
Niestety, z biegiem dni nachodziła ją przerażająca myśl, że próżno było sobie roić podobnie infantylne scenariusze. Z pewnością nie byłby to godzinny spacerek, ale i tak trzeba by było zostawić stado w łapach Mako i Venety i au revoir... Tylko czy wtedy byłoby do czego wracać?
Wtem do nosa królowej dotarł nieznany zapach. Jakby lwica, ale nie stąd.
- Deme! - zawołała dla pewności, zwróciwszy łeb w odpowiednią stronę.
Ruda zmrużyła oczy, postawiła uszy i wtedy spostrzegła się, że owa obca uszu nie miała. Mięśni chyba też nie. Za to... Jeśli się przyjrzeć, to brzuch zdawał się przyjmować charakterystyczny kształt.
Podeszła do niej, ale nie przesadnie blisko. Nie była pewna, czy lwica jest w stanie ją słyszeć, więc jedynie przyjaźnie ułożyła uszy do przodu i spróbowała się uśmiechnąć, co nie było jednak takie proste. W myślach zastanawiała się już, jakie medykamenty powinna jej podać. Nie żeby Zgryźliwa cechowała się ponadprzeciętną wrażliwością wobec takich nędznych przybłęd, lecz jako matka nie potrafiłaby zostawić ciężarnej samej sobie.
Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#3
30-04-2017, 22:37
Prawa autorskie: Ragnar

Te uszy zawsze stanowiły problem albo nie stanowiły w zasadzie niczego. W tym przypadku - to drugie, bo do wypranego z ekspresji pyska Zenzele nie mogły dołożyć ani odrobiny pomocnego w ocenie jej usposobienia wyrazu, ni to niepokoju, gdyby się położyły lekko na boki, ni zainteresowania - w odpowiedzi na gest rudej. Królowa podchodziła więc do kukły, którą lalkarz jak raz ubrał i umalował, tak zostawił, kończąc swoją zmianę w lalkowym teatrze. Nawet para złotych oczu, lśniących w ciepłym, popołudniowym słońcu, zdawała się nie zwracać zbytniej uwagi na otoczenie, chociaż źrenice niby skierowane były wprost na Vasanti Vei. Najpewniej było to tylko złudzenie optyczne, a sama śmierciuszka patrzyła przez ducha rudej na Lwią Skałę, w wymiarze realnym zasłoniętym przez zmierzwioną nagle podmuchem wilgotnego, rześkiego wiatru grzywkę.
- Deme - odpowiedziała bez zastanowienia Lwioziemskim powitaniem, zamknęła oczy, skłaniając głowę i zadreptała nerwowo w miejscu przednimi łapami, straciwszy po tej maleńkiej kurtuazji w ostatniej chwili odzyskaną równowagę. Mrugnęła kilka razy w rozciągniętym w czasie, nie mogącym się doprecyzować niezrozumieniu. Wbijając wzrok w ziemię z niedomkniętym pyskiem, nie potrafiła wyrwać się ze stuporu, który pochwycił ją zawrotami głowy i zupełnym na moment odrealnieniem.
Vasanti Vei
Zgryźliwa | Iskra
*

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Medyk Liczba postów:2,979 Dołączył:Cze 2012

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 82
Zręczność: 88
Spostrzegawczość: 82

#4
30-04-2017, 23:18
Prawa autorskie: Koseki-Leonheart (Kami), tło Disney / OwlyBlue (Ghalib)
Tytuł pozafabularny: Główny Administrator / Prowadzący Radia / Mistrz Kalamburów / Najpiękniejsze miano

Trudno było o pewność, czy ruda ma przed sobą lwicę, czy tylko jej cień. Obca wyglądała, jakby nawet stanie w miejscu nie było dla niej prostym zadaniem. Lwioziemka wydobyła z siebie wszelkie możliwe pokłady życzliwości i już nieco pewniej niż wcześniej przybliżyła się do piaskowej.
- Chodź, pomogę ci. Jestem medykiem - odrzekła najbardziej ciepłym tonem, na jaki było ją stać.
Uznała za zbędne zagadywanie o takie informacje jak imię, pochodzenie czy "gdzie ojciec dzieci?"; na to przyjdzie czas później. Teraz należało jedynie - a może aż - zadbać o to, by bezpiecznie dotrzeć do groty-przychodni, w której znajdowały się wszelkie potrzebne medykamenty, a przynajmniej Vasanti miała nadzieję, że natrafi tam akurat na te, które jej się przydadzą.
Stanęła obok, tak, by tamta miała możliwość oparcia się o nią, gdyby nie była w stanie iść sama, po czym powoli zaczęła kierować się w stronę południowych terenów swojego stada.
- Tędy, prosto. Tam mam zioła - tłumaczyła, wciąż mówiąc krótkimi, prostymi zdaniami.
Nie była przekonana, czy złotooka jej słucha, o rozumieniu nie wspominając.
Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#5
30-04-2017, 23:34
Prawa autorskie: Ragnar

Jej myśli pędziły zupełnie innym torem niż bieżące wydarzenia. Tam, gdzie rzeczywistość można było brać dziarsko pod pachę i przeprawiać się z nią przez ocean, Jaszczurka zatrzymywała się, stawiając Vei lekki, lecz zdecydowany opór, unosiła wargi i otwierała uśmiechnięty pysk, zapewniając, że wszystko jest w porządku i tylko zmęczyło ją zabieganie ostatnich dni, oj, niemotka jedna, niemotka ona! Miała zresztą przygotowane wszystko, co chciała powiedzieć, nie była na Lwiej Ziemi z przypadku, miała... A jakże była w tych myślach wesoła, jakże beztroska i uprzejma, energiczna, jak prędko znajdowała odpowiedzi na pytania, którymi w prawdziwym świecie Vasanti Vei wietrzyła swoją zatęchłą wykończeniem głowę - wpadały przez jedno ucho, wypadały drugim i tak dalej, i tak dalej...
- Ja jestem tutaj, taak! - beknęła nagle niepokojąco dziewczęcym głosem, wariatka.
Chociaż uniosła przy tym łeb, jakby odzyskiwała autonomię myśli i kroku, to znalazłszy oparcie w rudym ramieniu, szła odtąd, plącząc od czasu do czasu pod sobą łapy, bardziej o Vei niż własnych siłach.
Konfrontacja wyobrażeń, wypielęgnowanych z maniakalną czułością w czasie kilku tygodni samotności, z  rzeczywistością mniej więcej taką, jaką ją sobie w swoich pięknych ogrodach Zenzele wyobrażała, planując wyjście poza równo ścięty żywopłot, była nie do zniesienia.
- Ja chciałam tutaj przyjść, tutaj! - dodała w tym samym tonie, trochę zdziwionym samym sobą.
Vasanti Vei
Zgryźliwa | Iskra
*

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Wiek średni Tytuł fabularny:Medyk Liczba postów:2,979 Dołączył:Cze 2012

STATYSTYKI Życie: 100
Siła: 82
Zręczność: 88
Spostrzegawczość: 82

#6
03-05-2017, 23:23
Prawa autorskie: Koseki-Leonheart (Kami), tło Disney / OwlyBlue (Ghalib)
Tytuł pozafabularny: Główny Administrator / Prowadzący Radia / Mistrz Kalamburów / Najpiękniejsze miano

W połowie drugi ruda zaczęła przeklinać siebie za to, że nie zostawiła lwicy na pastwę losu. Jej zachowanie przekraczało wszelkie granice; szczęśliwie, królowa należała do cierpliwych i nie odstępowała od raz podjętej decyzji, co nie zmienia faktu, że jej skutki niepomiernie ją męczyły. Niepewnie zerkała na swą towarzyszkę drogi, skrycie modląc się o to, żeby tamta przynajmniej przestała się odzywać, bo ze słów tych wiele nie wynikało, a jedynie wprawiały one Lwioziemkę w dziwne zakłopotanie.
Jak wielka była jej ulga, gdy dostrzegła tak dobrze sobie znaną Grotę Medyków. Dość żwawo poprowadziła tam nieznajomą. Żywiła nadzieje, że tamta wejdzie do środka bez większych protestów.
- O tutaj, widzisz? Tu cię opatrzę - zwróciła się do niej po raz pierwszy od dłuższego czasu, gdy znalazły się już u wrót jaskini dusznej od mieszających się woni przeróżnego zielska. - Ktoś już cię leczył?
Zenzelé
Konto zawieszone

Gatunek:Lew Płeć:Samica Wiek:Dorosła Liczba postów:180 Dołączył:Wrz 2015

STATYSTYKI Życie: 0
Siła: 70
Zręczność: 77
Spostrzegawczość: 64
Doświadczenie: 25

#7
08-05-2017, 22:23
Prawa autorskie: Ragnar

Weszła. Bez większych protestów - jak sobie życzyła królowa. Skinęła na pierwsze z pytań, a rozkołysawszy łeb, długo nie mogła jego huśtania uspokoić, do tego zaprzeczyła jeszcze kiwnięciem w odpowiedzi na kolejne pytanie i tak już jej zostało, że wbiwszy wzrok w litą skałę ziemi, nie mogła przestać leciutko sobie podrygiwać łebkiem, a to do wtóru nieciekawych wspomnień związanych z podobną przestrzenią ciasnego, kamiennego wnętrza, a to próbując z próżni niemyślenia dobyć jakieś słowo lub dwa, które mogłaby wypowiedzieć.
- Tata był znachorem - powiedziała po długiej, długiej chwili (może już Vei krzątała się przy ziołach, Jaszczurka w każdym razie stała sobie pośrodku jaskini w bezruchu i zapatrzeniu, tak sobie tylko oddychając przez otwarty pyszczek - tak, w tym "tacie" i bezbronnym poddaństwie woli Vasanti była już tylko jakąś bezpańską córeczką, na pewno nie przyszłą matką).


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości